Mężczyzna

Przepraszam tych wszystkich marynarzy, którzy…

Autor: Marzec 28, 2019 19 komentarzy

Tak  naprawdę bardzo mi przykro, że dopiero  teraz o tym  pomyślałam. Często takie oczywiste sprawy nam umykają. Już dawano powinnam przeprosić pewną grupę marynarzy. Mam nadzieję, że nie jest  za późno?

To wszystko co tu robimy, jakie poruszamy tematy jest z racji nazwy i  początkowego założenia, omawiane w kontekście związków, rodzin. To nasza przestrzeń na radzenie sobie z rozłąką, z życiem, z miłością na odległość Żartujemy, rozmawiamy poważnie, łamiemy stereotypy…

Jednak po kolejnej wiadomości  na IG, FB czy  mailowo, okazało się, że czegoś brakuje. A dokładnie to:  informacji, co z marynarzami, którzy  nie mają rodzin, dziewczyn, związków? Co  z samotnymi  Wilkami  Morskim, którzy nie mają za kim  tęsknić, a bardzo  by chcieli. Którzy  nie mają drugiej  półwłóki,  co  przygotuje ciasto na powitanie? Która przywita na lotnisku, w domu?

Wiele wiadomości wpada na skrzynkę Żony Marynarza w stylu: Jak  znaleźć taką dziewczynę jak  my tu wszystkie, jak  sprawić by  poczekała, mimo, że ledwo  mnie zna? Jak  uwierzyć, jak sprawdzić czy  jest  bezinteresowna jak, jak  jak.?  Też bym chciał mieć do kogo wracać?

Dlatego czas przeprosić tych wszystkich  marynarzy, którzy  pływają jako, typowo samotne wilki, że wcześniej nie wspieraliśmy Was, nie mówiliśmy  o tym. Od dziś nastąpi zmiana.


Jak to jest być takim samotnym  wilkiem? Jeśli  ktoś poznał swoją miłość, drugą połowę jak był dłużej na lądzie, albo  jeszcze studiował – to  jest na pewno łatwiej. Jest  czas na dotarcie się, poznanie.I oczywiście większa determinacja do zrozumienia  „czekania ” i  naturalnie wyrobione  – zaufanie.

A jeśli  tak się nie stało? Jeśli marynarz wraca z morza jest  np. 2 miesiące i znowu musi jechać?

To  jest  bardzo  trudne, bo  nawet  jeśli  kogoś pozna, polubi, zakocha się, to jednak jak  mała  jest to ilość czasu na start takiego związku? I co,  kilka randek i  przepraszam ale muszę do  pracy  na 2 – 3 mc . Jasne, że jest  to możliwe, nie takie sytuacje się działy. Jednak  trudne. Ta znajomość nie jest jeszcze tak wielka, a wyzwanie dla związku  jest już  ogromne. 

Jak  to się mówi – miłość jest  najsilniejsza i zna odległość, podróżuje po świecie i świetnie sobie z tym radzi . A na lądzie są dziewczyny, które nie zaczynają zdania od  –  ja bym tak  nie mogła – tylko podejmują wyzwanie i  przede wszystkim – chcą!!!

 

 

 

 

Pewne jest  jedno, jeśli  taka relacja przetrwa pierwszy wspólny kontrakt,  to znaczy, że jest  ogromna szansa, że taki związek się uda. Nie każda dziewczyna ma odwagę, przy  krótkiej  znajomości, nagle czekać. Bo oczywiste jest  to, że ludzie w pierwszej  fazie, są bardzo zakochani i  chłonni siebie najbardziej,  a tu taki cios – morze. Pamiętam jak  poznałam swojego  męża, wrócił wtedy z praktycznie rocznego rejsu, i  gdy tylko powiedział, że jest marynarzem  – uciekłam. Żartuję nie uciekłam, szczerze, to nie miało, to dla mnie znaczenia, ale byłam bardzo młoda i trudno był mi myśleć takim kategoriami jak dziś. Dopiero pierwszy wspólny kontrakt sprowadził mnie na ziemię i  pokazał jak  to  teraz będzie wyglądało.

Na pewno trudniej  jest takim marynarzom –  o ile oczywiście chcą mieć rodzinę, związek, bo  nie każdy człowiek ma takie pragnienia.

Im jesteśmy starsi tym trudniej nam złączyć się w pary, mamy swoje już życia, przyzwyczajenia, a tu  jeszcze morze. Takiej  dziewczynie, która startuje z M, jest  ciężko, nie jest  pewna w co wchodzi, a tu  nie ma czasu na długie rozmyślanie, bo kontrakt czeka. Wtedy też warto zajrzeć tu  – czy warto wiązać sie z marynarzem ? 

Zanim  jednak  to  wszystko się wydarzy, zanim  znajdzie się ktoś kto będzie czekał i  tęsknił z daleka. Taki  marynarz działa sam. Pływa po  świecie, wraca do  domu do  rodziny  znajomych, układa sobie życie jak  każdy  singiel. Nie wiem, może nawet  łatwiej z jednej  strony pływać, bo  można się poświęcić tej  pracy temu życiu na morzu. Po  skończonym  kontrakcie gdzieś zostać, pozwiedzać świat. No  właśnie jak  to  jest?

 

 


 

Bardzo chętnie poznamy wasze historie singli marynarzy ( info@zonamarynarza.pl). Taki status nie oznacza wcale hulaszczego  trybu  życiu, piszecie przecież jak to wygląda. Widzę na IG jak zwiedzacie świat, jesteście aktywni sportowo, myślicie o przyszłości, a poznając dziewczynę bywa że oceniani jesteście stereotypowo.

Od przeciętnego singla rożni was tylko to, że pracujecie na statku. Może właśnie wzajemne historie, czy podpowiedzi dadzą power innym i oczywiście potwierdzenie, że możliwe jest  znalezienie miłości w każdym czasie, w każdym wieku. I , że można być singlem i  marynarzem  równocześnie.

 

 

 

 

 

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (19)

  • Mi się łatwiej plywa odkąd jestem sama 😉 wracam i też się cieszę. Mam w 100% czas wolny, zarobione pieniądze i mogę robić co chce. Nie narzekam, nie nudzę się 🙂
    A co dopiero związek dwóch marynarzy? To też jest niezłe wyzwanie na początku.

  • Poznałam mojego m na studiach, był luty, we wrześniu popłynął do pracy, na pierwszy kontakt… Jesteśmy razem 12lat, małżeństwem 6lat. Z perspektywy czasu wiem, że zawód nie ma tu nic do tego, ważniejszy jest raczej charakter człowieka.
    Drugi raz nie związałabym się z moim m. Dlaczego? Dla niego najważniejsze są pieniądze, potrafi okropnie się odzywać, jest chamski, wulgarny, sam nie widzi w sobie problemu, szkoda mi naszych dzieci… nie docenia mnie jako żony ani naszych dzieci. Rzadko słyszałam słowa pochwały lub zadowolenia, już nie raz płakałam w poduszkę, częściej jak wracał niż nie było go w domu. Jak go nie ma przynajmniej mam spokój, nie jestem popychadłem.

  • A ja trzymam kciuki za tych Panów. Niestety czasem sama czuję się dyskryminowana na to, że nie mam dzieci. Ale nie żałuję, stawiam na siebie, ale nie zapominam o innych.

  • Ja poznałam mojego M tydzień po zakończeniu kontraktu. Miałyśmy dla siebie 1,5 miesiąca, później wezwało morze na kolejne 3 miesiące. Ja 29 lat, Mój 31, obydwoje po różnych porażkach, doświadczeniach. Czekałam i tak 4ty rok czekam 😉 mamy do siebie zaufanie, bez, tego trudno wytrwać, nie raz jest kłótnia na odległość, tesknota, brak zasięgu przez tydzień, ale wiem że warto walczyć! Powodzenia!!!!

  • Drodzy Marynarze bez drugiej połówki – nie traćcie nadziei, nie poddawajcie sie. Wpisy koleżanek pokazują, że wszystko jest możliwe. Bądźcie otwarci i szczerzy. Przyszłym sympatiom dajcie się poznać na tyle, by wiedziały, co jest stereotypem, a co faktem z życia. Nie wszystko bowiem jest dla wszystkich od razu jasne czy oczywiste. I nie zamykajcie się w domach:)

  • Ja poznałam swojego 2 dni przed rejsem na 3 miesiące. Spotkaliśmy się tylko raz i wiedziałam, ze to ten jedyny. Poznawalismy się przez czas rozłąki, kiedy wrócił było cudownie. Jesteśmy małżeństwem i mamy synka wiec wszystko się da 🙂

  • Ja swojego M poznałam chwile po tym jak wrócił ze statku i był w domu 8 m-cy ale wtedy ja pracowałam i mieszkałam 400 km od niego 😉 dużo pisaliśmy na komunikatorach i tylko 3 weekendowe randki wystarczyły by tak odlecieć, że postanowiliśmy zostać parą. Aktualnie 5 lat po ślubie i z 3 dzieci 😉
    Fakt. Pierwszy kontrakt był dla obojga bardzo ciężki, bo kontakt słaby a milion niewiadomych, dużo wątpliwości i różnych rozterek. Ale wytrwaliśmy.
    Życzę powodzenia wszystkim samotnym wilkom, by jeśli tego pragną, odnaleźli swoją wymarzoną druga połówkę.

  • Ja poznałam swojego M na tydzień przed 2 miesięcznym kontraktem. Znajomość wytrzymała na odległość. Tydzień po ślubie wyjechał na 4 miesiące. Małżeństwo wytrzymało. Pomimo rozłąki co kilka tygodni,trwa. Jeżeli dwoje ludzi chce być ze sobą,żadne pływanie w tym nie przeszkodzi. Powodzenia dla samotnych 😊

  • Ja swojego M poznałam na miesiąc przed wyjazdem na statek, a potem 4 mce rozłąki. Co prawda w trakcie kontraktu mieliśmy bardzo dobry kontakt przez komunikatory. Jesteśmy juz razem przeszło 1,5 roku i od niedawna razem zamieszkalismy, więc da się.

  • Ja swojego M poznałam na portalu randkowym na miesiąc przed Jego wyjazdem. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, dwa spotkania, wspólny sylwester, po niecałych dwóch tygodniach się do mnie wprowadził 🙂 Wyszliśmy z założenia, że skoro TO czujemy to chcemy jak najlepiej wykorzystać czas kiedy jest na miejscu. Jesteśmy ze sobą ponad 5 lat, to najlepszy dowód na to, że ani te portale randkowe takie złe i że marynarz też może poznać i związać się z kimś będąc w domu tylko miesiąc a potem kolejne 4 w morzu. Tak było u nas. Wszystko się da! Trzeba tylko troszkę szczęściu dopomóc 🙂

  • Życzę wam więcej wiary. Mój Marynarz wypłynął na 4 msc jak znaliśmy się zaledwie 2 tygodnie i praktycznie zamieszkaliśmy razem od 2 dnia znajomości. Czasem się śmieje, że swoją szczoteczke do zębów miałam po 8 godzinach znajomości. Fakt ten kontrakt minął ciężko, czekałam ale tak naprawdę nie wiedziałam na co. Miałam wiele wątpliwości czy jest sens. Kontrakt minął, on wrócił a ja juz wiem, że lepszej decyzji nie mogłam podjąć. Nie ma drugiego tak kochającego i opiekuńczego mężczyzny. Minął już ponad rok, aktualnie jest na kolejnym kontrakcie. Więcej wiary, może ktoś Wam pokaże, że warto wierzyć!

  • Ja z moim Marynarzem poznałam się gdy wrócił z półrocznego kontraktu… Byłam jeszcze na studiach, poznaliśmy się w czerwcu, wspaniałe wspólne wakacje, a on pod koniec września pojechał na 3 miesięczny kontrakt. Przez pierwsze 1,5 miesiąca nie miałam żadnej informacji czy wszedł na statek, żyje, wszystko dobrze, cokolwiek. Jak wrócił, pojechałam po niego na lotnisko. Nie zapomnę chyba nigdy jak wiele znaków zapytania miałam w głowie gdy na niego czekałam, co zrobić jak wyjdzie z bramki, podejść? podać rękę? przytulić się? Ale wszystko jakoś wyszło samo z siebie.
    To było już ponad 5 lat temu, za miesiąc bierzemy ślub 🙂

  • Wydaje mi się , że to niemożliwe znaleźć dziewczynę w 2 mc a drugie 2 być osobno – to nie przetrwa.

    • Hej, wszystko jest możliwe ja swojego M poznałam na miesiąc przed wyjazdem. I czekałam 4 miesiące. Wszystko, zależy jakie ma się priorytety w życiu. Jesteśmy razem, planujemy wspólną drogę. Po prostu wiedziałam, że to Mężczyzna na którego chcę czekać.

    • Co prawda nie w 2 ale w 3 miesiące 🙂 i potem 3 miesiące rozłąki… więc da się 🙂

    • Da się nawet pływając 2 tygodnie na 2 tygodnie będąc kobieta

      • To dopiero może być ciekawy artykuł – o pływających kobietach:) osobiście nie znam żadnej pani marynarz, więc, Kasiu, może kiedyś odpiszesz taka historie:)

    • Wszystko się da! Trzeba chcieć i mieć szczęście 😉 ludzie są różni, ja zanim poznałam mojego M byłam na kilku kawach, spacerach….. Ale poczułam do coś, dopiero z nim 😉 nic nie przychodzi łatwo, dużo pracy za Nami a jeszcze więcej przed. Po 1,5 miesiącu od poznania wypłynął na 3 miesiące w morze. 4ty rok jesteśmy razem.

  • fakt, w sumie nie wiem czy to łatwiej czy nie. Zależy co się chce…. 3mam kciuki za wszystkich co szukają tej drugiej połowy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *