Związki

Czy marynarze zdradzają? 2

Autor: Kwiecień 1, 2019 5 komentarzy

Tak jak parę lat temu (tak trochę już minęło) pisałam o zdradach marynarzy, tak i  teraz temat cały czas gorący. I co ciekawe, widać  to właśnie po hasłach  jakie wpisywane są do wyszukiwarki do sieci.  Na przestrzeni lat, znajomości z Wami wiele z takich  historii zahaczyło o bloga, czy nasze spotkania.

Dlatego zadajmy jeszcze raz to pytanie:

Czy marynarze zdradzają?

Odpowiedź: Tak.

Prosto z mostu i już koniec postu. Ale poważnie, oczywiście, że zdradzają, wielu ludzi zdradza i oszukuje się wzajemnie. A marynarze, czy ich żony wcale nie są wyjątkiem. Trzeba być naiwnym, żeby wierzyć w to, iż jakikolwiek zawód wyklucza z obszaru zdrad.

Przykleił się kiedyś taki cudowny stereotyp do rodzin marynarskich, że to siedlisko zdrad i płatnego seksu, czy nawet seksu z nudów. Prawdopodobnie przyczyną takich wizji były, długie kilkumiesięczne kontrakty i bardzo ograniczony kontakt. Łatwo jest dopowiedzieć sobie historie, oceniać po pozorach. Taki świat, i to akurat  trudno zmienić.

Zakładając rodziny, wchodząc w związki  – człowiek jest pełen dobrego nastawienia i żyje z myślą mnie to  nie spotka, mi się to  nie wydarzy, między nami  jest wszystko ok. I  nagle pojawia się niedowierzanie – ale jak to, on, ona ? To nie możliwe nie zrobiłby tego. Mamy rodzinę. A tu czas zejść na ziemię, otworzyć oczy i zacząć swoje życie od nowa. albo wybaczyć i  naprawiać, to  co się popsuło.

Praca marynarza wcale nie gwarantuje braku zdrad. Kobiety na statkach przecież też pracują ale… no  właśnie, ale przecież pracując gdzieś na lądzie, też pracuje się z ludźmi, gdzieś w biurze obok siedzi miła i ładna koleżanka, a nawet więcej koleżanek.

Czy  na morzu pokusa jest większa? 

A to niby dlaczego, że nie widać? No też idąc takim myśleniem wpadamy w obsesję. Przecież czy on jest w biurze, czy na morzu  też go nie widać.  Przyczyn zdrady szuka się w ludziach, a nie w ich pracach. Tu  co  najwyżej  może im  ona to  ułatwiać, albo  utrudniać.  Znam  historię gdzie pewna mama poznała pewnego tatę na placu zabaw i  historia się już potoczyła sama. Lubimy mieć wytłumaczenie, ale wina jest z reguły w nas. A taka krzywda potem bardzo boli, a naprawienie jej nie zawsze się udaje.

Marynarze dziś pracują troszkę inaczej. Kontrakty są krótsze, choć bardziej intensywne i wymagające. Czas wolny i czas poza statkiem,  jest ograniczany, czy też nie ma go w ogóle. Syzyfową pracą jest jednak przekonywać i tłumaczyć, że praca na morzu, to nie przysłowiowa „kobieta w każdym porcie”. Osoby, które chcą usłyszeć, że ten stereotyp jest prawdziwy, zawsze znajdą powody.

Ważne jest, aby nie kierować się ogólnymi opiniami przy podejmowaniu życiowych decyzji. A co gorsza przy oskarżaniu, czy osądzaniu partnera(..”jesteś marynarzem, przyznaj się ile razy byłeś u prostytutki w obcym kraju?) Wywieranie na partnerze takiej deklaracji jeśli nie mamy żadnego powodu, podejrzenia –  jest masakryczne. I bardzo możliwe, że doprowadzi  do poważnego kryzysu.

Płatny sex poza granicą Polski? Czy w Polsce nie ma domów publicznych, prostytutek? Wcale nie trzeba być marynarzem, żeby przechodzić na złą stronę mocy. Problemy zdrady polega nie na sytuacji, nie na rodzaju związku, odległości ale na relacji. Jeżeli między ludźmi  jest problem, kryzys niedopowiedzenia, bark seksu, to  może to popchnąć człowieka do oszustwa.

 

Musimy stąpać po ziemi pełni miłości i zaufania, bo  inaczej przegramy taki związek. Jednak  nie oznacza to, że mamy ślepo wierzyć we wszystko. Zdrady same z siebie się nie biorą. Może akurat druga osoba przechodzi kryzys, a my  tego nie widzimy, może zbyt mało uwagi sobie poświęcamy, może po prostu nie rozmawiamy szczerze ze sobą, może ze sobą nie sypiamy,może za mało siebie doceniamy?

Jasne, że to  nie są usprawiedliwienia to są przyczyny, one są tam  gdzieś ukryte. Niezależnie od powodu zdrada jest głupia, to  jedna chwila, która niszczy  wszystko co się zbudowało. Zapewne do  niektórych wkrada się w trakcie romansu taki powiew świeżości, zrozumienia  ale z czasem koło się zamyka i  wracamy do  punktu  wyjścia. Czyli każdy  związek, relacja wymaga pracy zaangażowania i  szczerości i  pewne jest  to, że o to trudniej żyjąc na odległość.  To każdy dzień, każda kłótnia, każda sytuacja szczęśliwa, każdy  poranek i ten razem i ten osobno, tworzy  nasz związek. Im dalej  jesteśmy od siebie tym bardziej musimy się starać o siebie. To taki kontrakt na stałe.

Jakkolwiek dziwnie to  nie zabrzmi, ale my, które potrafimy żyć same. Same sypiać, same się organizować, same dbać o dzieci, same robić wszystko jesteśmy w stanie  się ogarnąć i odejść jeśli  bedzie taka potrzeba. Dla nas obawą nie będzie to, czy sobie poradzę? Tylko jak ja to zniosę emocjonalnie? Ale potrafimy  pokazać środkowy  palec jeśli  trzeba. Tego  nas uczy  takie życie. Jeśli nasza miłość okazuje się frajerem, gdzie nie ma już czego zbierać, to  trudno i tak bywa.

Dzisiaj można spróbować posunąć się do stwierdzenia, że właśnie wyjazd na statek niekiedy jest gwarancją wierności. Bo tam, zwyczajnie w przy 12h pracy 7 dni w tygodniu, nie ma czasu na takie głupoty. Ewentualnie dla niektórych pozostaje świadomość, że na morzu pracują  kobiety i różne sytuacje się zdarzają…..ale święte i najważniejsze jest zaufanie, a świata bez kobiet raczej nigdzie nie ma. A to zaufanie, musi mieć na tyle mocne fundamenty, że nie pozwoli żadnej ze stron nawet na cień wątpliwości, zazdrości.

Trzymać się określonych granic i nie popadać w obsesje, w chorobliwą zazdrość i co najważniejsze – nie kontrolować marynarza. Pewnie, łatwo się mówi, a życie i tak swoje. Jednak warto chyba o tym przypominać.

 Ciekawią mnie wasze opinie, bo z reguły, dyskusje w tym temacie są bardzo burzliwe. Chociaż burzliwe tak naprawdę może być tylko morze;-) Piszcie śmiało – pogadamy.

Podobał Ci się post?

Komentarze (5)

  • Ufałam swojemu M bardzo. Chyba ponadprzeciętnie. Innym wydawało się to dziwne, a dla mnie normalne. Zdrada była naprawę ostatnią rzeczą, o której bym pomyślała. I co? Zdradził, dowiedziałam się przypadkiem. Zdradził będąc na lądzie.
    Był to bardzo mocny cios. Mimo to nie potrafiłam się z nim rozstać. Umówiliśmy się więc, że jego wyjazd na kolejny kontrakt będzie rozstaniem. Tak było mi trochę łatwiej.
    Pomimo tego, że do dzisiaj pojawiają się łzy na myśl o tym, to żyje mi się łatwiej. Z perspektywy czasu widzę, że ten związek bardzo mnie ograniczał. Jak M wrócił to ja chciałam kochać z dwoje a nawet bardziej. Wszystko chciałam podporzadkowac pod jego obecność. Taki wysiłek emocjonalny nikomu nie służył. Teraz to widzę i pod pewnymi względami żyje mi się dużo łatwiej i lżej. 🙂

  • a ja uważam, że nie zdradzają częściej jak mężczyźni pracujący stacjonarnie. Kto chce- zawsze zdradzi!

  • No tak…bo męska rzecz być daleko…

  • Wiążąc się z Marynarzem myślałam,że naszym największym problemem będzie tęsknotą, że będzie mi ciężko samej na lądzie, że życie będzie się robiło coraz bardziej skomplikowane, a ja zostanę z tym sama I będę musiała zagryzc zeby, dac radę. Jak sie okazuje zupełnie coś innego jest dla naszego związku największą przeszkodą. Zazdrość, podejrzliwosc, wieczne niedowierzanie…Mój Marynarz ma duży problem z tym,że go nie ma na lądzie. Jest bardzo zazdrosny, ma ogromną potrzebę kontrolowania tego co na się że mną dzieje, bardzo często mi to okazuje i jest to nasz główny problem. Czasem już nie Mam siły udowadniać tego samego. Nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości, jednak on ciągle ich szuka. Czy ktoś jeszcze ma taki problem?

    • I to niestety jest największy problem – oni nie zawsze rozumieją, że my zostajemy z normalnym życiem. Trudno im akceptować i ufać, a zły efekt tego to kontrola i chorobliwa zazdrość, która do niczego nie prowadzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *