Kobieta

On zarabia, ona wydaje.

Autor: Czerwiec 10, 2019 4 komentarze

Zobacz, on zarabia a ona wydaje jego kasę. O takie określenie i spłycenie tematu łatwo, gdy ona nie pracuje, albo on zarabia dużo więcej. Czyli w naszym  przypadku również tak może się wydarzyć. I co? I  nic! Nie ma co być oburzonym, bo  takie stwierdzenie jest prawdziwe. Przecież tak  jest, że on zarabia, a ja wydaję!!! Tu powinien liczyć się kontekst.

Gdy żyjemy w związku ( nieważne jakim ) prowadzimy wspólnie dom, to naturalne jest to, że mamy wspólne wydatki, wspólne dzieci itp.Gdy różnica w dochodach miedzy partnerami nie jest  zbyt duża,  to jakoś temat  rozchodzi się po  kościach . Gdy  jednak różnica w zarobkach jest widoczna, albo  jej  nie ma, bo  jedna ze stron nie pracuje –  to  już jakieś tam schodki mogą sie zacząć.

Ale jasno trzeba zaznaczyć, że sam fakt  wydawania pieniędzy, których  fizycznie nie zarobiłyśmy, albo gdzie ten nasz wkład jest dużo mniejszy – nie jest zły – jest to całkowicie normalne. Życie się toczy, trzeba jeść, kupić coś dzieciom, czasem  gdzieś wyjechać – trzeba żyć. A godząc sie na takie życie z Marynarzem, tak naprawdę w wielu sprawach go zastępujemy, wyręczamy. Zapewne gdyby nie pływał – to  nasz dzień i praca wyglądałyby inaczej. Chcąc nie chcąc jakoś trzeba dopasować swój grafik do przyjazdów i wyjazdów.

I tak właśnie jest, że on zarabia, a ona wydaje:

na jedzenie, na opłaty, na dzieci, na rodzinę, na wakacje, na remont, na psa czy kota, na gofry na spacerze, na nawóz do trawy, na fajki, na wino, na wsparcie akcji charytatywnej, na paliwo, na bilety, na ołówki, na książki, na fryzjera, na lakier do paznokci, na szkolenia, na wyjazd z koleżanką, na kolonie dla dziecka, na proszek do prania, na abonament za telefon…..na na  na życie a w tym  życiu ona jest  też 

I tu trochę dziwi fakt, że ktoś mówi, że ona wydaje jego pieniądze. Przecież wspólnie tworzą dom rodzinę, mają wspólne wydatki, opłaty. Pytanie powinno być inne:

– Jak  ona te pieniądze wydaje?

Bo  jeśli jest ktoś, kto przepuszcza całą kasę na przyjemności i ciągnie na dno  tę drugą osobę , to  raczej  normalne nie jest. Ale fakt robienia zakupów, życia na określonym wzajemnie standardzie – tak nawet sobie czegokolwiek – jest przecież normalny. A jak niby  marynarz ma to robić będąc w morzu? Jak ma dbać o to co jest  tutaj – cokolwiek to jest, czy  dom, czy dzieci, czy psy, czy wyjazdy? Musi tworzyć z kimś team, jeśli chce mieć rodzinę.

Ustalenia są zawsze miedzy parą. Ale jeśli ktoś tworzy rodzinę, to jednak droga jest wspólna. Oczywiste jest  to, że warto mieć swoje pieniądze – tutaj. To  nie o to chodzi. Ale przecież jeśli  kobieta np. pracuje w szkole i  zarabia 2500 zł mc, czy to oznacza, że ona ma teraz żyć tylko ze swojej pensji, gdy on jest  na morzu? No nie !

Kobieta marynarza, szczególnie jak są dzieci – naprawdę żyje na maksymalnych obrotach – to wszystko nie jest  dla niej, a dal całej  rodziny.

Takie życie stwarza ograniczenia zawodowe – i to trzeba jasno sobie powiedzieć. To  nie jest tak, że kobieta po prostu pójdzie sobie do pracy i luz. To ciągła organizacja, problemy z opieką nad dziećmi, brak  pomocy popołudniami, to  choroby dzieci, to  dom do  ogarnięcia, to cała masa sprawa z czym  zostaje sama, na które się godzi. Starania o  możliwość pracy w tej grupie dziewczyn są ogromne, i czasem…nie, często  – robią mniej – pół etatu, mała firma, zlecania. Ale robią, to ogromnym kosztem i siłą woli. Nikt tu nikogo nie zmusza, to jest  determinacja.

Ale to, że przy  tym wydaje ” jego ” pieniądze nie powinno stanowić problemu – dopóki obydwoje maja wspólną wizję budżetu. Jeśli któraś ze stron te pieniądze wydaje źle – no to tu już jest problem. Ale przy standardowym życiu to NORMALNE. Przecież trzeba dziecku kupić nowe buty, zeszyty, jedzenie i tak samo trzeba wydawać na siebie. Nie koniecznie złote naszyjniki . Jednak ilekroć spotykam sie z takim problem,  jeśli  chodzi o pieniądze w treściach maili, to  raczej  dziewczyny mają problem, żeby coś podstawowego sobie kupić, żeby iść do fryzjera, wyjechać gdzieś same  – ale jak to pytam ? On tak ciężko pracuje, a ja wyjadę sobie?

Przepraszam, a kobieta zostając tu sama jest na wakacjach? No nie tak samo bywa jej ciężko i trudno, a rodzina to  wspólny projekt. I tu wcale nie chodzi  o to, że kobieta nie pracuje, bo  może przecież – jednak standard życia podyktowany jest z reguły pod tą wyższa pensję. A to w cale nie oznacza, że osoba z niższa wypłatą jest nagle gorsza i  niedecyzyjna jeśli chodzi i  budżet domowy, czy też ma mniej możliwości.

On lata na morze i pracuje w zamknięciu, ona wypruwa flaki aby wszystko tu w miarę normalnie działało. Nie trzeba być cierpiętnicą i ograniczać swoich przyjemności. W wydawaniu pieniędzy tak jak i w życiu trzeba mieć do siebie ogromne zaufanie i poczucie wspólnoty. A nie pytać o zgodę – to jest straszne. Konsultacje – to co innego. Ale zapytam go czy mogę kupić sobie cokolwiek, czy mogę zapłacić za nianię…Jakie to historie gdzie poczucie strachu przed decyzją finansową dyktuję codzienność takiej osobie?

Na samym początku naszej wspólnej drogi, nie przelewało nam się. Budżet dzienny był bardzo ograniczony, a na rozrywkowi czy wyjazdy nie mieliśmy możliwości. Było skromnie. Gdy mój mąż powiedział mi, że musimy wydać (w tamtym czasie) parę tysięcy na kurs (o którym nie miałam pojęcia co i jak), to  byłam w szoku. To  były pieniądze nie do ogarnięcia w myślach dla młodych ludzi

– I to kurs jakiś…pomyślałam.

Ale z drugiej strony miałam do  niego pełne zaufanie i wiedziałam, że mimo dużej kasy (którą trzeba było „zdobyć) on wie co robi i na co to wydaje. Pracowaliśmy ciężko oboje i  na ladzie i  on na zmianę na morzu i lądzie.  Udało się i  po latach to się zwróciło. Gdybym oporowała może skoczyłoby sie inaczej. Ale daliśmy radę – tryb oszczędzania był ogromny. Ale to  jest zaufanie. To  jest wspólna praca, wsparcie. 

Jeśli słyszę, że jakiś facet ogranicza, wydziela kasę. Albo jakaś dziewczyna boi się kupić sobie cokolwiek dla siebie… to przykro mi na sercu. Bo  przecież każda ze stron w takie życie wkład masę pracy (owszem różnej).

Pytanie jest proste na koniec. Czy  jesteś w stanie teraz wyjechać sobie na 1 dzień tylko siebie, na szkolenie, na zakupy, na wycieczkę tak o ? Bez wyrzutów sumienia, bez podania o zgodę ?

Jakie twoim zdaniem  powinno być partnerstwo finansowe?

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (4)

  • A ja nie mam czego wydawać…
    Po 2 latach małżeństwa odkryłam, że mój mąż to hazardzista. Świetnie się maskował, naprawdę jestem pod wrażeniem tego jak potrafił oszukiwać.
    Z jego kilkuletniej pracy zero pieniędzy a wręcz długi, których narobił.

    A to wszystko moja wina. Od razu po ślubie powinnam była postawić sprawy jasno, że musimy mieć jasność co do swoich zarobków i tego jak dysponujemy pieniędzmi. Ale niestety byłam głupia bo wierzyłam w jego zapewnienia o „odkładaniu na mieszkanie’, a że pracuje to nigdy nie prosiłam o żadne pieniądze. Także teraz mam ‚jakby luksusowo’.

  • A ja zarabiam, bardzo dobrze zarabiam. Wychowuje dziecko sama, nawet babci nie ma, ktora pomoze. Mam wlasny dom, kupiony za wlasne zarobione pieniadze, duzo obowiązków, ale zycie takie jest. Trudne, ale trzeba sie starac. Nie robie z siebie bohaterki, nie wywyzszam się… I jedno jest pewne, to co moje, bedzie moje, nikt mi tego nie odbierze. A dlaczego? Bo kiedys wybralam dobry zawod, ciezko sie uczylam i dzis jestem kims. Nie muszę okreslac sie zawodem meza. Przypadkiem natrafilam na te zapiski i… Uciekam, straszne, ze ludzie sa nadal tacy…

    • Wyobraź sobie teraz, że się zakochałaś. W mężczyźnie, który zarabia mniej. Ale też robił co mógł, pracował ciężko, uczył się, jednak nie powiodło mu się tak jak Tobie. Co mu powiesz, kiedy stworzysz z nim rodzine? Sory, ale jak uciułasz, tak będziesz miał? Moje jest moje, nie zabierzesz mi tego, ja sobie kupię versace, Ty idź na bazar skoro Cię nie stać? Ja właśnie tego nie rozumiem. Skoro tak ludzie są przywiązani do swojej kasy, swoich rzeczy, niech się nie wiążą, niech nie zakładają rodzin, niech sami sobie pchają wszystko w kieszenie i niech się tym udławią.

  • No ewidentnie tak jest. Ja też wydaje. Czasme swoje czasme jego czasem nasze. Choć nie wiem jak można to rozróżnić czy dzielić skoro rodzina jedna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *