Rodzina i Dzieci

RODZĘ SAMA. I CO TERAZ ?

Autor: Sierpień 17, 2016 13 komentarzy

Spora część naszej grupy albo już urodziła i ma temat za sobą,  jest w trakcie, albo czeka ją to w przyszłości. Tak to już jest, że kobiety rodzą dzieci. A jako, że jesteśmy normalnymi rodzinami, takimi samymi jak stacjonarni, również chcemy posiadać rodzinę. Na tej drodze czeka nas kilka utrudnień- ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ciąża to przełomowy moment i każda kobieta przechodzi ten czas inaczej. Czasem radość trwa całe 9 miesięcy, a czasem niestety mamy więcej momentów smutnych i pełnych obaw. Jest  dokładnie tak jak z kontraktem. Nie unikniesz tego, cokolwiek  nie  będzie się  działo – ty musisz czekać. Droga do powitania bywa różna (ten wpis) ale zawsze następuję powitanie. A to bez wątpienia – radość.

Z reguły kobiety nie myślą o tym czy ich partner będzie przy porodzie. Tu nie chodzi wcale o bycie na sali ale o bycie w ogóle, obok, na korytarzu, w tym samym mieście. U kobiet marynarzy, czy kobiet żyjących w innych związkach na odległość, jest to podstawowe pytanie, które pojawia się w czasie trwania ciąży. Jest to ruletka. A możliwość dopasowania dat kontraktu do dat porodu, to nie lada wyzwanie. Bywa, że postawienie się czy prośba zejścia ze statku, spowoduje utratę pracy marynarza. A znam i takie przypadki. Miłość oznacza za wszelką cenę do  domu. Nastawienie rodziców do całej sytuacji zależne jest od tego czy to pierwsze czy kolejne dziecko – wiadomo przy drugim łatwiej.

Dobrze, w takim razie abstrakcyjny ale realny problem – co zrobić, jak się zachować, jak powinnyśmy  się przygotować na tak ekstremalny poród? Mój lekarz, którego zarzuciłam w 7 miesiącu ciąży milionem pytań o następny milion ewentualnych scenariuszy, załapał się za głowę. Zapytał czemu w ogóle o tym rozmawiamy przecież różnie może być i jest jeszcze czas. Na co ja jasno i wyraźnie, że: muszę być przygotowana na każdy scenariusz bo może być tak, że będę sama i konieczny jest plan A i B ale też C i Z. Mam jeszcze syna, którego muszę gdzieś ulokować  gdyby się zaczęło inaczej niż według planu A.  Tłumaczę mu, że na żywioł nie pójdę bo skończy się porodem w taksówce. A ja muszę, jak to żona marynarza, mieć konkretny plan. I oczywiście go mam. Nawet kilka.

IMG_0884

Emocje.

Każda kobieta musi liczyć przede wszystkim na siebie. Zawsze warto mieć plan na działanie w pojedynkę w każdej sytuacji.

On tam, ty tu – to całkowicie inne światy, inna rzeczywistość. I mimo wzajemnych chęci i pełnego wsparcia, miłości – czasem zwyczajnie nie zrozumiecie siebie. Bo żyje się innym życiem.
I musisz, po prostu musisz brać wszytko na klatę sama i koniec kropka.

Właśnie nastawienie i emocje to nasz fundament.  Albo się uda albo będzie nas czekać masa niepotrzebnego stresu. To nie koniec świata „rodzić” bez partnera. Im szybciej się z tym pogodzimy, tym łatwiej nam będzie przy samej końcówce. Naturalnie i mniej stresujące niż by się mogło wydawać. W życiu z marynarzem jest tak, że nigdy nic nie wiadomo  „na pewno”. Czyli każda zmiana planu na plus, na „obecność” będzie tą naszą wartością dodaną.  Nastawiamy się na wersję gorszą . Jak się uda być razem, to na milion procent ta radość będzie zdublowana. Im też jest ciężko, że nie mogą być, że nie wiedzą czy zdążą. A wzbudzanie poczucia winy u mężczyzny może spowodować spore problemy w naszych relacjach.

Organizacja

To co robimy?

Możemy wrócić do artykuły o Douli(kliknij). To jedna z opcji. Wiem, że wśród nas, kobiet marynarzy, też są takie.  Możemy poszukać kogoś kto będzie naszym wsparciem na końcu tej drogi.

Przede wszystkim jednak musimy mieć jakiś plan.

Obowiązkowo przygotowane 3 numery na różne taksówki, sąsiada czy kogoś z rodziny w pogotowiu. Jeśli coś wzbudza Wasz niepokój – dzwońcie śmiało po kartkę. 

Ważna jest gotówka w portfelu chociażby na taksówkę. Nikt nie będzie szukał bankomatu w trakcie porodu. A nigdy nie wiadomo na co przydadzą się pieniądze.

Jeśli mamy już dziecko, to ono musi mieć również spakowaną torbę i w gotowości rodzinę, znajomych gdzie będzie mogło bezpiecznie spędzić ten czas a my będziemy o nie spokojne.

Nasza torba też musi być spakowana. I nawet 2 tyg wcześniej niż ogólnie jest  to przyjęte. W razie niespodziewanych akcji mąż nie przygotuje rzeczy – warto się przygotować. (jeśli nie wiecie co spakować zapraszam do Agi – torba do szpitala).

Lekarz i kontakt z lekarzem to podstawa. Cokolwiek by się nie działo, musimy mieć poczucie, że pod kątem medycznym jesteśmy pod kontrolą.

Tak samo wybrany wcześniej szpital. Osobiście polecam aby mieć na miejscu zaprzyjaźnioną położną czy pielęgniarkę. Tak aby nie trafić w zupełnie obce dla nas miejsce, zwłaszcza przy pierwszym porodzie.

Naładowany telefon – zawsze. A w torebce power-bank gdyby się niechcący rozładował.

W trakcie, jeżeli to możliwe, zadzwonić na statek i chociaż w dwóch zdaniach powiedzieć : Zaczęło się !!! To ważne, żeby on wiedział.

Przygotowane dwa komplety kluczy.  Jeden dać komuś bliskiemu, żeby mógł podjechać do mieszkania i sprawdzić czy wszystko ok albo coś nam przywieść.

Być przygotowanym na różne ewentualności np. na CC. Jeśli chorujecie na coś albo jesteście uczulone, miejcie dokumentację choroby w torbie przy sobie. Lekarzowi będzie łatwej odczytać z dokumentów niż w trakcie porodu wyciągać od was szczegóły.

Mimo wszystko nie panikować, ufać ludziom i czekać na spotkanie z dzieckiem a potem z tatą dziecka.

Możecie też zrobić sobie kilka zdjęć na pamiątkę ciąży. Taka sesja na pewno rozluźnia. A wiadomo, że marynarz nie jest z nami przez całą ciąże, to i dla niego będzie ciekawa pamiątka. Kilka moich widzicie w tym wpisie.

Powodzenia!!! Kto jak nie my – morskie babki?


Ja nie wiem jak  będzie u mnie. Wszystko jest na styk. Jestem przygotowana na dwie opcje. Wszystko zależy czy moja córka zechce poczekać na tatę. A wiecie jakie są dziewczyny 😉


IMG_0337IMG_0822IMG_0306

Podobał Ci się post?

Komentarze (13)

  • Pierwszy poród razem, chociaż nie do końca (cc) i został potem jeszcze 6miesięcy. Nie wyobrażam sobie co by było gdybym była sama (cc było wynikiem komplikacji w trakcie porodu)
    Teraz termin mam na luty, M ma być, ale czy zdarzy? Boję się że historia się powtórzy, no i w domu jest jeszcze starsza córka. Więc przydał by się tutaj.

  • Rodziłam w tym roku i mój M był przy mnie 🙂 akurat robił kursy więc był dłużej w domku. Cieszę się, że był przy mnie i niezapomnę tego widoku gdy trzymał naszą córeczkę na rękach poraz pierwszy 🙂 Maleńka tak spokojnie leżała u taty, a łzy szczęścia spływały po policzku 🙂 Wyjechał gdy córeczka miała 2 miesiące i wraca do nas za 4 dni :):) Będzie wielka radość, bo już ma 5 miesięcy, a tatuś zobaczy jak już urosła 🙂
    Pozdrawiam

  • Ja termin na koncowke marca, w domu 10 latek i 9 miesieczniak. Bedzie sie dzialo 😉 Meza pewnie nie bedzie, jak bedzie to fajnie, ale sie nie nastawiamy. Wielka nadzieje tylko pokladam w tym, ze uda sie urodzic w domu, zeby uniknac szpitali, rozlaki z dziecmi i chaosu przy transporcie. Wstepnie mam zielone swiatlo, ale sporo sie moze jeszcze wydarzyc, zobaczymy, oby 🙂

  • Nigdy nie jesteś sama!
    Na porodówce masz Full service, rodzina (nawet jesli telefonicznie) też ciągle jest z Tobą, a przede wszystkim jesteś Ty i maleństwo! A plany rzadko kiedy wypalają. Idź na żywioł ????
    To mi pozwalało przetrwać tuż przed porodem, choć moj M. był blisko. Niestety (na jego szczęście bo bardzo nie chciał) nie miał okazji uczestniczyć w porodzie. Miałam 2xCC, więc dzieci zobaczył już po. Z młodszym spędził 3 godziny i leciał na kontrakt a ze starszą przyjechał przed terminem aż na pół roku.
    Zrozumiałam jakie to szczęście, ze mógł zobaczyć świeżynkę, gdy zobaczyłam jego minę.
    Nie ważne, że przedłużałam pobyt w szpitalu jak mogłam, żeby tylko nie wejść do pustego domu. Radość, że maleństwo było obok wypełniło każdą pustkę, czego Wam- Dzielnym Marynarkom też życzę ????
    Kasiu-radości!!!!

  • Nigdy nie jesteś sama!
    Na porodówce masz Full service, rodzina (nawet jesli telefonicznie) też ciągle jest z Tobą, a przede wszystkim jesteś Ty i maleństwo! A plany rzadko kiedy wypalają. Idź na żywioł ????
    To mi pozwalało przetrwać tuż przed porodem, choć moj M. był blisko. Niestety (na jego szczęście bo bardzo nie chciał) nie miał okazji uczestniczyć w porodzie. Miałam 2xCC, więc dzieci zobaczył już po. Z młodszym spędził 3 godziny i leciał na kontrakt a ze starszą przyjechał przed terminem aż na pół roku.
    Zrozumiałam jakie to szczęście, ze mógł zobaczyć świeżynkę, gdy zobaczyłam jego minę.
    Nie ważne, że przedłużałam pobyt w szpitalu jak mogłam, żeby tylko nie wejść do pustego domu. Radość, że maleństwo było obok wypełniło każdą pustkę, czego Wam- Dzielnym Marynarkom też życzę ????
    Kasiu-radości!!!!

  • U mnie jeden był z mężem i było dobrze, chociaż i tak najważniejsza jest chyba położna i lekarz prowadzący. Drugi poród był bez męża, który wrócił miesiąc po. Miała być mama, ale nie zdążyła dojechać. I znowu okazało się, że najważniejsza jest położna i jej podejście. Porodów samotnych nie ma co się bać. Trzeba podejść do tego jak do wszystkiego innego i nie myśleć, że bez M się nie da i ja umrę. W razie czego warto mieć zastępstwo za M. Komfort jest najważniejszy. I przetestować drogę do szpitala, ile zajmie i jak dojechać. A wszystkim oczekującym na poród życzę dużo siły, spokojnego i szybkiego porodu, cudownych położnych i oczywiście zdrowych, pięknych dzieciaczków!

  • Witam. Dwa moje porody odbyły sie bez M, ale to był świadomy wybór. Nie chciałam by był przy porodzie, wolałam by był ze mną juz po wszystkim i mi pomógł. Przy pierwszym byłam sama, przy drugim za rękę trzymała mnie kuzynka- położna. Wiedziała jak ten piękny dzień narodzin wyglada wiec nie obawiałam sie. Ps. Tak jesteśmy nauczone by radzić sobie same.

  • Mam termin na listopad. Moj M ma wrocic w polowie wrzesnia (po dlugim bo prawie 6miesiecznym kontrakcie..wlasnie ze wzgledu na to aby zdazyc), wiec teoretycznie zdazy. Ale jak to jest kazdy wie. Plan A jest zrobiony. Znajomi i rodzina poinformowani, ze w razie potrzeby beda potrzebni. Hmmm faktycznie musze ogarnac temat taksowek, bo to wazne 🙂
    Sesja bedzie.
    Kasiu powiedz, gdzie robilas sesje bo przepiekne zdjecia masz.

  • Rodzilam sama… mialam wskazanie na Cc i maz wiedzial termin1,06,2012 na 8;00 maz nie mial z nami kontaku poingormowal go moj tata ze jestesmy cale i zdrowe na statki swietowali w sumie na 2bo tesc byl na innym ????z porodowki odbieral nas moj tata. Fakt ze chcialm byc sama przed cesarka zeby nikt nie czekal z rodziny ale przykro bylo jak kolezanki facet do niej przychodzil a ja sama (oczywiscie rodzina przychodzila) ale najwazniejszego nie bylo

  • Ja mam termin na listopad i najprawdopodobniej mój M będzie tu, ale wiadomo – nigdy nic nie wiadomo 😉 A na sesję brzuszkową szykujemy się razem już za niedługo :))) Plan A i B już są, teraz jeszcze czas na C. Dziękuje za wskazówki :)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *