Mężczyzna

Marynarz nie powinien mieć rodziny…

Autor: Październik 18, 2019 15 komentarzy


Otóż kilka lat temu pracowałam w bardzo ekskluzywnej restauracji i któregoś wieczoru została wynajęta cała sala dla jednego stolika, który miałam obsługiwać. Stolik wynajął pewien Pan dla siebie i żony na 50 rocznicę małżeństwa. Cała kolacja od przystawek po drugie danie przebiegała magicznie, państwo żartowali i od czasu do czasu opowiadali mi krótkie historyjki o swojej rodzinie, synach, wnukach. Kiedy podałam deser kobieta złapała mnie za rękę, spojrzała w oczy u poprosiła, żebym została teraz przy stoliku, że chce coś powiedzieć swojemu mężowi. Zostałam. Nie odtworzę dokładnie słowo w słowo co powiedziała, ale było to mniej więcej tak

Kochanie, bardzo się cieszę, że jesteś moim mężem, że dotrwaliśmy takiej cudownej rocznicy, że mamy tak cudowne dzieci i jesteśmy tu dzisiaj razem. Muszę Ci jednak powiedzieć, że z tych 50 lat małżeństwa razem wcale tyle nie przeżyliśmy i nie wiem czy powinniśmy się z tą liczbą obnosić. Cieszę się, że dotrwaliśmy tak długo, ale za nic w świecie nie chciałabym tego powtórzyć. Moje samotne życie u Twojego boku kiedy byłeś na morzu, było bardzo trudne i samotne i nigdy w życiu nie zgodziła bym się na to drugi raz.
Zdębiałam. Mąż wyglądał na takiego co już nie raz słyszał coś podobnego, zaczął się tłumaczyć „ale przecież miałaś pieniądze na wszystko, niczego nam nie brakowało” . Ona odpowiedziała, że wolałaby klepać biedę jak inni i być byle jak, byle gdzie, ale byle razem. Tu zrobiło się mało przyjemnie, bo mąż po tym wywodzie nie za bardzo kwapił się do dalszej rozmowy. Pani spłynęło kilka łez po policzku.

Zawsze kiedy czytam Twoje posty przypominam sobie tę sytuację, zastanawiam się jak ja bym postąpiła, czy zdecydowała bym się na takie życie? Urodziłam się w Gdańsku, mam kilku kolegów, którzy są kochankami starszych Pań marynarzowych, od zawsze słyszałam różne historie o białych śródkach, które odbywały się przy nabrzeżu w centrum miasta jak nie było mnie jeszcze na świecie. Świat się zmieniał szybko przez ostatnich parę lat i znajdują tacy jak Ty  co mają rozwiązanie na życie z facetem, który zdecydował się poświęcić najlepsze lata swojego życia-pracy.

Ale czy o to chodzi? Czy Ci ludzie powinni zakładać rodziny, skoro decydują się na taką pracę ? Czy skoro się zakochali i mają tu to co najcenniejsze, to czy warto płynąć za pieniędzmi? Dwie różne rzeczy, czy marynarz w MWP czy w prywatnej firmie, bo to też się rządzi różnymi zasadami. Teraz wojsko jest bardziej przychylne dla marynarzy mających rodziny, ale to i tak dość nietypowa forma życia, którą ludzie wybierają utrudniając je sobie, a nie do końca takie życie muszą wieść, to jest tylko praca, a nie miłość życia, która drugi raz się nie pojawi. Przecież ludzie łączą się w pary właśnie po to, żeby iść przez życie razem, żeby stawiać czoło codzienności podczas tych zwykłych dni, żeby nie być samemu, żeby było łatwiej… a takie życie mija się z celem bycia z kimś. Nie mówię, że mi nie imponujesz, bo znajdywać w tym pozytywy i cieszyć z tego co się ma mimo wszystko. Ale czy o to chodzi w życiu ? Jak Ty to sobie tłumaczysz ?


Z góry  poproszę o nie krytykowanie autorki, bo  wielu ludzi  po prostu tego  nie rozumie – i ma do tego prawo. Chodzi o to, aby zastanowić się nad tematem, a nie wytykać komuś słowa.  Jeśli ktoś zadaje pytania warto  odpowiadać a nie oceniać:-) 

Jak ? 

Historie o  kochankach marynarzowych i inne bajki na temat związków marynarskich zostawmy na boku. Bo to  raczej już śmieszy niż wkurza. Ludzie, niezależnie od zawodu, zdradzali się, zdradzają i zdradzać będą  – W KAŻDYM ZWIĄZKU. A czy marynarzowe, to  niewyżyte nimfomanki? Może zostawmy to na następny raz.

Czy ci ludzie powinni zakładać rodziny? To chyba najbardziej  uderzające stwierdzenie tej wiadomości. Zastanawiające  jest dlaczego, to własnie marynarzom obrywa się za ich pracę? Dlaczego pytania o, to czy ci ludzie powinni zakładać rodziny,  nie zadaje się innym? Chociażby żołnierzom, lekarzom, górnikom, sportowcom – oni naprawdę mało czasu spędzają w domach  np. kolarze ciągłe treningi i wyścigi i odpoczynek. Powiedzmy Rafałowi Majce, że nie może mieć rodziny, bo go w domu nie ma w najlepszych latach jego życia? No  właśnie, nikt tak przecież nie powie. A marynarzowi można?

Marynarz, to  człowiek, który ma prawo do rodziny za którą tęskni i do  której  chce wracać. To  właśnie ta rodzina jest  dla niego motorem do działania i motywacją do pracy w trudnych warunkach . Nie ma nic ważniejszego niż dbanie o tę rodzinę, zdjęcia dzieci w kabinie, maile, rozmowy na komunikatorach i wreszcie wyczekany powrót i radości ze swojej obecności. Kto  na co dzień cieszy się i docenia swoją obecność tak często ? Zapewne na palcach  można policzyć. To smutne usłyszeć takie słowa. Bo  każdy, kto w takiej rodzinie funkcjonuje, wie ile to jest pracy, zaangażowania, zaufania, tęsknoty, trudów i radości. To  naprawdę może być ciekawe życie co nie oznacza, że nie ma ono złych stron, ale czy to właśnie one mają przeważać?

Dlaczego  marynarz nie może mieć rodziny? Czy  on na tym morzu spędza 12 mc ? Przecież ilekroć jest na lądzie z rodziną, jego  czas i intensywność w stosunku co do  dziewczyny,  żony, dzieci  jest milion razy większa niż przeciętnego  faceta na etacie.

Marynarz jest zły, bo  podobno wybiera pieniądze a nie rodzinę? Każdy  człowiek ma prawo  wyboru zawodu, każdy ma prawo zarabiać i  dbać o rodzinę. Jeśli marynarz wykształca się w kierunku „pływania”, dlaczego ma to rzucać? Nie poszedł na statek bo musiał, poszedł bo z reguły taką pracę, zawód sobie wybrał. Pieniądze zarabia się, aby móc mieć, tworzyć i utrzymać rodzinę. Aby dzieci miały co zjeść, z czego się uczyć. Aby rodzice mogli godnie żyć, aby opłacili rachunki, wyjechali na wakacje, zrobili święta….Z samej miłości nikt jeszcze nie wyżył.

Czy  lekarz, który  dyżuruje często i w domu bywa rzadziej, też ma rzucić medycynę, bo dyżury zagrażają jego rodzinie? No przecież, że nie! A praca na statku to nie tylko ten typowo  postrzegany marynarz, który  jest na mostku, albo w maszynie czy na pokładzie. To już teraz mnóstwo  rożnych  zawodów, które odnajdują się właśnie na morzu. To inżynierowie, specjaliści It… którzy  tak jak  marynarze wypływają i pracują właśnie gdzieś tam  w świecie, bo to ten świat, morze dają im możliwości rozwoju, pracy.

Zakładanie, że marynarz poświęca najlepsze lata swojego życia na pracę .. hmmm. A kto tego nie robi? Kiedy  człowiek ma się rozwijać ? Na emeryturze? Co  ma zrobić ten marynarz ? Nie pracować, bo według niektórych  jego praca nie jest tego warta? Wielu ludzi dąży do stabilizacji finansowej. Każda płatna praca jest dla pieniędzy. Marynarz też pływa dla kasy, to zrozumiałe. TAKI WYBRAŁ ZAWÓD. A ten drugi człowiek, który tworzy z nim rodzinę wie o tym i na to się godzi.

Ludzie się wiążą żeby być razem, a takie życie mija sie z tym celem?  A co świadczy o tym że nie są razem? Że nie rozwiązują wspólnie problemów? Każdy marynarz przynajmniej te 6mc w roku spędza na lądzie drugie 6 (uśredniając, bo są rożne konfiguracje) jest w stałym kontakcie z rodziną. To nie czasy średniowiecza. Wszystko można ogarnąć. I wiele spraw codziennych również załatwić na odległość.  Uczucie i zaangażowanie nie znika z dniem  wyjazdu na statek. Takie związki są mocno zżyte, tu nie ma szans na udawanie, bo  nikt by nie wyrobił psychicznie. Tu trzeba wiedzieć czego  się chce.

A kobiety ? Nie jest łatwo! I  nie ma co udawać! Ale to dorośli ludzie. Jeśli  ktoś ma świadomość, że nie da rady i koniec, to decyduje o tym i kończy temat . Dla wielu  jednak  jest i może to być bardzo dobry układ. Życie, które daje mnóstwo  samodzielności. To życie uczy tak wiele, że aż trudno to opisać. Daje w kość ale daje też ogrom radości. Zresztą jakie życie w kość nie daje? Każde po prostu trochę inaczej.

I w tym nie trzeba znajdywać pozytywów. Jak się w tym jest, to się wie że one po prostu są. Nie trzeba się wysilać w ich szukaniu, chociażby: ogromna samodzielność życiowa, tęsknota która umacnia uczucie, czas wspólny który  jest  po powrocie, docenianie drobnostek, możliwość samorealizacji, brak monotonii życiowej, spanie na środku łóżka,  możliwość zatęsknienia i popatrzenia na wiele spraw z dystansu, a nie kiszenie się we własnym sosie codziennie….. żyć trzeba umieć samemu – to bardzo cenna lekcja w życiu. Drugi  człowiek nie ma za nas żyć, tylko nam  towarzyszyć, wspierać, cieszyć się… A do tego nie jest nam  potrzebny codziennie.

 

Dzisiejsze pływanie, to nie to co kiedyś, a i te opowieści o marynarzach  kiedyś ….no  wiadomo nie było „internetów” ludzie musieli o czymś gadać. Podsumowując, to nie jest łatwe i  normalne życie. Ale każdy wie co robi i w którym kierunku chce  iść. Wypominanie komuś po  50 latach, czegoś na co się godziło, w czym się trwało – jest nie do końca fair. Nie wszystkie małżeństwa są dobrane, a niezadowolenie może właśnie wynika z tego, a nie z faktu samego „pływania”.  Po 50 latach każdy coś znajdzie, co mu się nie podobało, czy to w pływającym czy w stacjonarnym związku. Ale związek to  decyzja, że ” bierze” się tą drugą osobę taką jaka jest, a nie zmienia się ją pod siebie – na siłę. To jest szczera relacja – przynajmniej dobrze by było gdyby tak się właśnie działo. Akceptujemy i plusy i minusy. Jeśli nie – nie bądźmy razem.

 

Nie ma jednej  definicji na rodzinę. To nie jest wymysł do którego  trzeba się dopasować. Każda rodzina ma swoją definicję, każda tworzy swoją przestrzeń. A czasowe rozdzielanie nie oznacza i  nigdy oznaczać nie bedzie tego, że tej rodziny nie ma. To ludzie tworzą rodzinę i od nich i  tylko od nich zależy, czy odnajdą się w życiu z morzem w tle, gdzie przyjazdy i wyjazdy sterują grafikiem domu. Gdzie wyjście do pracy nie kojarzy się z przystankiem autobusowym, tylko portem lotniczym. Gdzie tata nie zawsze jest obok, gdzie mama sporo dźwiga, gdzie sztormy na morzach szaleją….ale gdzie każdy doskonale wie, że miłość nie znika wraz z dzielącą ludzi ilością mil i kilometrów.

SPĘDZANIE ZE SOBĄ KAŻDEGO  PIEPRZONEGO DNIA, TO NIE DOWÓD NA SZCZĘŚCIE. DOWÓD, TO DZIECI BIEGNĄCE W RAMIONA TATY NA LOTNISKU, TO  BŁYSK W OCZACH MĘŻA I ŻONY, BO SIĘ MOGĄ PRZYTULIĆ. SZCZĘŚCIE, TO WSPÓLNA ZWYKŁA HERBATA NA KTÓRĄ SIĘ TAK DŁUGO CZEKAŁO,  TO  MOMENTY, KTÓRE KOLEKCJONUJEMY.


Czytelniczko moja bardzo dziękuje za te wiadomość mam nadzieję, że spróbujesz zrozumieć, że to nic złego, że liczy się relacja między ludźmi, a nie pomoc przy zakupach, czy w wymalowaniu pokoju…

Ahoj


P.S

Przecież wiadomo już od dawana, że 

Męska rzecz być daleko a kobieca……;-);-)

Kubek Prosecco

Podobał Ci się post?

Komentarze (15)

  • Zgadzam się z Panią która obchodziła 50 rocznicę ślubu ..po 36 latach mam podobne odczucie ..bywało że M nie było po 8 mc ,czasy gdzie nie było komórek internetu ..za to było troje dzieci i mieszkanie kontem ..ciężkie czasy a pieniądze nie aż takie duże ..M wypływał dziecko 5 mc wraca dziecko biega i ojca nie poznaje ..ciężko wspominam tamte czasy,bardzo ciężko .Teraz cóż ,jest jakby łatwiej w kontakcie z M ale 10 mc w morzu 2 w domu w skali roku to już dla mnie za dużo .Zdrowie nie te ,problemy które zwyczajnie mnie przerastają i normalnie zwyczajnie mam dość samotności choć nie jestem sama .Morze wzięło młodego faceta w rejs z oddaje zmęczonego psychicznie człowieka ..taki stan widzę w moim M jak wraca z rejsu z roku na rok jest gorzej …Czy marynarz powinien zakładać rodzinę ? myślę że nie a dlaczego ? bo morze zabiera prawie nic nie dając .Tego nie da się napisać w kilkunastu nawet zdaniach ..to trzeba przeżyć ..trzeba przeżyć życie u boku M i dopiero po latach podsumować ..plusów mało bardzo …i są bardzo malutkie …

  • Dobre wolala by klepac biede i miec go na miejscu mowia ze pieniadze szczescia nie daja ale bez nich tez nie ma szczescia bo jak nie ma lasy to zaczynaka sie klutnie

  • Byłam w związku z marynarze 2,5 roku. Z czego on w domu był rok tylko. Rozstalismy się bo się nie dogadywalismy pod koniec związku. Każda z was tutaj zachwala że wasz M jak wróci do domu to pomaga, jest i ogólnie jest w porządku. Ja tak nie miałam. Nie mieszkaliśmy razem, bo stwierdził że u rodziców mu dobrze. Prosiłam go prawie dwa lata żebyśmy zamieszkali razem. Jak Wracal to tydzień musiał odpocząć. Spotkania 3-4 razy w tygodniu. Jak prosiłam żeby u mnie przenocować to robił z tego wielkie halo. Chciałam gdzieś z nim wyjść, to wiecznie jeden tekst ze mu się nie chce, bo jest zmęczony. Chciałam na wakacje z nim leciec to po wielkich awantura h powiedział że poleci..
    Serio wasi M są tacy kochani? Czy ktoś ma podobne doświadczenie jak ja?

    • Ja też po rozstaniu z marynarzem. Nie chciał nigdzie polecieć na wakacje, bo przecież wrócił z „wakacji” do domu, szkoda mu było kasy, zanim wydał złotówkę obejrzał ja kilka razy. Wiecznie zawieszony i zamyślony, małomówny. Brak rozmów o przyszłości i wspólnym zamieszaniu, nie dałam rady. Mówił, że mnie kocha, ale brak jakiegokolwiek działania. Było dobrze tak jak było, czyli związek nijaki.

    • Moj nawet po pojawieniu się dziecka nie chciał wyjść od swoich rodziców. W końcu po trzech latach poszliśmy na wynajem z łaską. Zaręczyny były mam wrażenie że wręcz wymuszone bo paliło mu się koło tyłka bo tak miałam dość że chciałam go zostawić. Mamy termin slubu na przyszły rok ale mam wrażenie że do niego nie dojdzie… przez to wszystko nawet nie potrafię się tym cieszyć.

    • Mam podobne doświadczenie. To nie zawód jest problemem, problem jest w człowieku. To, że akurat ten zawód wybierają osoby o określonych cechach to inna sprawa. Też zakończyłam związek bo zupełnie ineczej patrzeliśmy na życie. Odnosiłam wrażenie, że jestem z wiecznym chłopcem. Ale uważam, że nie udało się z Arkiem, Irkiem czy Zdzisiem a nie marynarzem. Zdziwiła mnie trochę wypowiedź Pana poniżej, który rozwiódł by się z żoną, która by mu powiedziała o tym, że nie czuła się komfortowo w swojej roli. Przecież tak jak mąż miał prawo do wyboru zawodu tak żona ma prawo do swoich emocji. Chyba dlatego są razem, że sobie ufają i mogą mówić o tym co czują. Z punktu widzenia kobiety zastanawiała bym się, czy mój mąż traktuje mnie po partnersku. Przecież czekała pięćdziesiąt lat, jest to pewne poświęcenie, chyba marynarze w to nie wątpią.
      Pozdrawiam i życzę samych udanych związków.

      • Bardzo mądra i słuszna wypowiedź

      • Pani Aniu, zgadzam się, że małżonkowie powinni sobie ufać jak i wyrażać swoje emocje. Jednak takiego rodzaju wylewne emocje w 50-tą rocznicę ślubu są chyba nie na miejscu.
        Oznajmienie współmałżonkowi, że wolało się za przeproszeniem biedę klepać niż mieć pieniądze ale bez męża jest po prostu absurdalne. Miała wybór, mogła poklepać ową biedę z kimś innym przy boku a niech mi Pani uwierzy, że co innego by pomyślała po tym wszystkim.
        Każdy ma wolną wolę i możliwość wyboru, oszukiwała samą siebie, do tego męża i dzieci bo było jej wygodnie. Rozumiem, iż owej bohaterki artykułu (Pani, która użala się na swój 50-letni związek) nie dręczy żadna choroba, która miała wpływ na jej zachowanie.
        Miała sporo czasu, żeby być w swoim wymarzonym związku a jednak …
        Ja staram się każdą wolną chwilę poświęcać na kontakt z żoną i dziećmi. Staram się też jak najmniej czasu spędzać na morzu a jak najwięcej w domu. Za darmo nic niestety nie ma. Każdy płaci kredyty i ciężko pracuje. Żonie i dzieciom niczego nie odmówię.
        Jak pisałem wcześniej albo kobieta rozumie pracę wyjazdową i się z tym pogodzi albo właśnie powstają takie sytuacje jak w artykule powyżej.

        Pozdrawiam serdecznie
        marynarz M.

  • Prawda jest taka ze ci co nie zyja w takich zwiazakch nie maja pojecia jak to funkcjonuje. Rozowoj techniki sprawil ze moj M duzo rzeczy rowniez ogarnia bedac na morzu i jest to forma pomocy, albo jesli sa problemy to staramy sie jej razem rozwiazac. Wiele razy slysze ze ja bym tak nie mogla zyc ty tu sama z dziecmi. Ale jakie sama jest rodzina i przyjaciele i M ktory zawsze myślami jest przy mnie. A kiedy wraca lapie my kazda chwile kazdy usmiech to piekny czas…….

  • Będąc w pierwszej ciąży usłyszałam slowa „marynarz nie powinien miec rodziny” od dziadka mojego M. Bylo to przykre. Nie powinien bo co?
    Takie mamy czasy, że wiele rodzin zyje w rozłace, bo jeden z małżonków pojechał za praca i lepsza kasą za granicę. I porównując nas do tych wszystkich rodzin na emigracji to mam wrażenie, ze jestesmy w komfortowej sytuacji bo pieniadze czesto sa lepsze i urlop jest niemal 1:1 a nie marne 26 dni w roku. Fakt, im łaywiej zaplanować urodziny dzieci i inne uroczystowsci rodzinne tak by byc razem. Ale oboje pracuja, oboje musza zgrac swoje urlopy i widza sie moze czesciej ale na krótko.
    Teraz gdy intetnet jest coraz częstszy i lepszy, gdy codziennie mozna sie zobavzyc badz choc porozmawiac przez tel to tego czasu osobno az tak sie nie odczuwa. Maz tez nie raz po dniu od powrotu mowi, ze czuje sie jakby nigdy nie wyjeżdżał bo wie co sie dzialo do tej pory na bieżąco.

  • Nie krytykować tej Pani, ech … tak więc nie będę. Ja na miejscu męża, po takim przemówieniu i to jeszcze przy świadku, bym po prostu wstał i poszedł do hotelu. Na drugi dzień wizyta u adwokata i pozew rozwodowy.
    Jeżeli żona marynarza po tylu latach mówi coś takiego to niestety ale jest oszustką i nic więcej. Na pewno samotność doskwierała jej wcześniej, tak samo wyrzuty sumienia. Współczuję temu Panu, na pewno nieźle umilała mu życie.
    Jestem marynarzem, mam wspaniałą rodzinę. Albo kobieta rozumie czym jest związek z marynarzem albo nie. Inaczej tego nie potrafię wytłumaczyć. Owszem znam sytuację moich kolegów, którzy się rozwiedli ale to tylko mały procent. Pozostali moi znajomi marynarze żyją szczęśliwie z rodziną i faktycznie mają w każdym porcie inną … kartę sim. Pozdrawiam

    Marynarz M.

  • To trudny temat. Ja też byłam w związku z marynarzem, było mi bardzo trudno, zakończyłam relację, wiedziałam, że to nie dla mnie. Te samotne wieczory, radzenie sobie że wszystkim, wieczny niepokój i tęsknota. Teraz tak bardzo mi go brakuje, bo wiem, że go kochałam całym sercem. Nie powiem mu o tym, bo wiem, że powrotu nie ma, mimo, że on jest nadal sam. Uważam, że można. Trzeba tylko do tego dwojga dojrzałych ludzi, potrafiacych kochać. Jestem na tak. Marynarz może mieć rodzinę:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *