Rodzina i Dzieci

ONA W CIĄŻY ON NA MORZU

Autor: Czerwiec 19, 2016 17 komentarzy

 

Ciążą 

Wiele jest takich chwil w  życiu, które powinno się spędzać razem. Albo inaczej: takich w których obecność tej drugiej osoby jest całkowicie naturalna dla stacjonarnych. Chociażby święta, urodziny, operacje czy właśnie ciąża kobiety i dalej narodziny dziecka. To taki wyjątkowy czas. I nie dlatego, że ciąża to okres usłany różami, który warto przeżywać razem. Owszem są cudowne momenty. Jednak większość z tych miesięcy, to zwyczajnie ogromy wysiłek i stres dla kobiety. I właśnie w tym czasie potrzebuje ona  najwięcej pomocy czy wsparcia. Nagle wszystkie czynność idą wolnej, hormony buzują, pojawiają się często stany depresyjne. A gdy, jak to kiedyś powiedział ks. Kaczkowski, ktoś żył na pełnej petardzie, to niestety musi ostro zwolnić.

W świecie marynarek 

A jak to jest z marynarkami? Wiadomo, żadna nie lubi chorować. Doskonale wie, że jej szanse na prawidłową kurację są raczej marne( wszystko dotyczy sytuacji gdy jest sama w domu). Jeżeli ma już dziecko czy dzieci, to tym bardziej. Czasu na jej chorobę, zwyczajnie nie ma. Sama robi sobie herbatę, idzie do apteki i nawet z gorączką często zasuwa, bo trzeba dzieci zawieść, bo samo się nie zrobi. Nawet jeżeli ma życzliwych i ktoś pomoże od czasu do czasu, to jej świat leży tylko na jej barkach. Czy  chora czy zdrowa.

A ciążą? No właśnie, trochę jest to takie godzenie się na „chorobę”. Bo  jak wiadomo stan ten wymaga od organizmu wiele. Są lepsze i gorsze momenty ale jak to  bywa w ciąży  natknąć się można na wiele ograniczeń. A one zwyczajnie wkurzają. Bo wiesz, że musisz a ciało krzyczy – nie możesz. I  co wtedy?

Jak znieść walizkę?

Jak pojechać po dziecko do szkoły gdy masz odjazd a twój stan jest gorszy niż takiego pod wpływem?

Jak zrobić śniadanie gdy wymiotujesz pół dnia?

Jak zorganizować dziecku weekend gdy najchętniej spałabyś 3 dni?

Jak iść na rower gdy brzuchem sięgasz kierownicy, jak jak, jak ?

Tak wiele jest  tych pytań. Sytuacja jest najbardziej utrudniona gdy faktycznie dzieci w domu już jakieś są. One muszą mieć normalny rytym i leżąca mama do szczęścia nie jest im potrzebna. Jeżeli to pierwsza ciąża to raczej walczymy ze sobą.

Przeszkody 

No dobra ale jak wykonywać te wszystkie czynności gdy M nie pomoże, nie poda, nie pocieszy dobrym słowem? Jak to zrobić skoro wszędzie piszą nie dźwigaj, nie przemęczaj się, odpoczywaj? Ale ty przecież musisz, bo samo się  nie zrobi. I tu mamy ten minus. Zwyczajnie jest ciężko ale ty to robisz. Wniesiesz te zakupy, co prawda ostrożniej. Pojedziesz tym autem mimo, że ledwo siedzisz. Wyjdziesz w sobotę choć dopiero co opuściłaś łazienkę. Bo  taka jest żona marynarza. Ona po prostu działa. To jak z wyjazdami. Na początku ciężko ale z czasem się przyzwyczajasz i idziesz do przodu. Popłaczesz się, że tak ci źle. Zjesz wszystkie palce bo w domu nie mam tej czekolady na którą tak masz ochotę. Ale przecież dziecko śpi, to nie wyjdziesz. To  jest  takie doświadczenie, które większość z marynarek przejdzie bądź już przeszła. Za drugim razem, to częściej się wkurzasz, że nie dajesz rady niż płaczesz z bezsilności. Ale też idziesz do przodu. Jak zawsze. Bo  babki, które żyją same po pewnym czasie nasiąkają myśleniem, że liczą faktycznie tylko na siebie.

IMG_8342

Do przodu 

I, to co  jest  często niewyobrażalne dla stacjonarnych. Zanim jeszcze zajdą w ciąże już liczą się z tym, że rodzić będą same. I,  to jest ta może smutna, ale moc. A każdy dzień w stanie ciąży spędzony z mężem czy partnerem jest ogromnym wparciem i oddechem dla niej. I jego obecność w tym tak ważnym dniu, jest największą nagrodą za te wszystkie, wspólne oczywiście – wyrzeczenia i gorsze dni.

Gdy  on jest  na morzu to ona będąc w ciąży naprawdę daje z siebie wiele. Choć nie zawsze jest to widoczne. Bo  to przecież są codzienne czynność ale jak trudne dla niej w tym stanie.

Jest jeszcze druga strona medalu. Wiele cudownych momentów omija marynarza. Nie widzi usg, nie poczuje pierwszego kopniaka. Jasne, że nie zawsze. Zależy od tego jak kontrakt się ułoży. Jednak jakaś cześć ciąży zawsze go ominie. I te wszystkie radości ona też przeżywa sama  siedząc przy telefonie, internecie i zdając relację z wizyty u lekarza. Ale ta obecność online też jest bardzo ważna. Mocno ogranicza poczucie osamotnienia a jedne telefon może zdziałać cuda na cały następny tydzień.

Morze czasami pożycza od nas marynarzy. Szczególnie wtedy kiedy ich najbardziej potrzebujemy. Mimo to zrelaksuj się, nabierz  dystansu do codziennego biegu. Odpocznij czasami, gdziekolwiek jesteś. Świat się nie zawali.

To  tylko 9 miesięcy. Taki solidny kontrakt. 

IMG_9084

Podobał Ci się post?

Komentarze (17)

  • Ja akurat pierwszą ciążę zniosłam bardzo dobrze i pomimo mieszkania na 4 piętrze dałam radę sama ze wszystkim 🙂 M wrócił 2 tygodnie przed porodem i został prawie 2 miesiące. Nie wiem jak bym sobie bez niego poradziła bo po CC dochodziłam powoli do sprawności i niestety baby blues mnie dopadł. To pierwsze rozstanie jak córeczka miała niespełna 2 miesiące było straszne…najgorsze i pamiętam te łzy 🙁
    Bardzo chciałabym drugie dziecko ale nie wiem na ile poradzę sobię sama z dwójką małych dzieci zwłaszcza, że chcemy się przeprowadzić nad morze z Dolnego Śląska. Fajnie by było żyć w środowisku, gdzie na hasło ” mąż marynarz” nie patrzą na Ciebie jak na osobę niespełna rozumu- taka głupia czy taka naiwna…Ehhh. Czekam na kolejne spotkanie marynarzowych i mam nadzieję, że nic nie stanie mi na przeszkodzie by Was poznać 🙂

  • a u nas było tak….gdy zaszłam w pierwszą ciążę mój M zaraz wypłynął w morze i udało mu się wrocić na tydzień przed porodem 😀 podczas drugiej miałam męża w domu ciut częściej ale za to gdy wybiła godzina zero – byłam sama tzn z 4 latkiem w domu…i da się…sąsiad zawiózł mnie do szpitala a synek miał opiekę…wszystko da się zorganizować tylko trzeba chcieć i właśnie dzięki takiej organizacji nasi chłopcy na morzu są może trochę spokojniejsi, bo wiedzą że zawsze damy sobie radę – dzielne z nas marynarki 😀

  • Mój M wyjechał gdy byłam w 16 tygodniu. Miał wrócić pod sam koniec ciąży. Im bardziej zaawansowana ciąża tym było trudniej ale jakoś szło. Nagle okazało się że mam przepukline i zaczęły się jakieś dziwne skurcze. Lekarz mówi że trzeba odpoczywać, nie dźwigać. Ale jak gdy jestem zupełnie sama bez bliskich dokoła. M zrobił mi niespodziankę i przyjechał miesiąc wcześniej. Od razu zrobiło się lepiej. Był przy porodzie i wyjechał gdy nasz maluszek miał 5 tygodni. No i to było gorsze niż nieobecność podczas ciąży bo dopiero się zaczęły trudności. Jak tu ogarnąć mieszkanie na drugim piętrze z wózkiem. Jak zakupy jak śmieci. Bóle kręgosłupa podczas których ledwo podnosilam się z łóżka a trzeba było zajmować się malenstwem. Ale daliśmy radę. Pocieszalam się myślą ze na jednym dziecku nie chcemy skończyć więc będzie gorzej 😛 teraz synek ma 5 miesięcy a M wrócił dwa dni temu. Chory 😛 A wiadomo jak facet choruje 😛 kosmos trwa dalej ale wiadomo że jesteśmy twarde babki 😀

  • Aż się popłakałam czutając wpis..
    Pierwszą ciąże przeżyłam w ciszy i spokoju..M wyjechał w 2 miesiącu wrócił prawie w 8. W ciąży bardzo chudłam, więc jak wyjeżdżał to żegnał się z chudzielcem. Jak wrócił to się bał że zrobi coś mi i dziecku hihi
    Teraz druga ciąża, synek ma 3 lata, M wyjechał w 2 miesiącu, wróci 7-8miesiąc ciekawe jak będzie..
    Fakt jest taki, że łatwo nie jest. Były problemy, wymioty, krwawienie…masakra. Teraz całkowity zakaz dźwigania i przemęczania sie, ale jak to zrobić przy 3latku hihi
    Trzeba być dzielnym i się nie łamać..wtedy tylko przetrwamy te sztormy..

  • Mój M wyjeżdżał gdy byłam w drugim miesiącu ciąży. Pracowałam jeszcze, ale krótko, bo zaczęły się komplikacje i poszłam na zwolnienie lekarskie. Najgorsze w tym było to, że musiałam leżeć w łożku przez miesiąc, a jego nie było przy mnie :/ Dobrze, że mama mieszka nie daleko nas to zajmowała się mną i M nie musiał, aż tak o mnie się martwić. Wrócił do domu po 3 miesiącach i został, aż do porodu 🙂 Cieszę się, że był przy porodzie. Teraz mój M jest na morzu, a ja z naszą 3 miesięczną córeczką odliczamy dni do powrotu 🙂

  • Połowię ciąży spędziłam sama, ale co drugi miesiąc, bo kontrakty na szczęście krótkie. Ale ciąża fatalna więc każde 4 tygodnie bez niego były kiepskie. Do końca 4 mca non stop rzygałam, potem chwila poprawy, a potem już mała się pchała na świat więc musiałam się bardzo oszczędzać. Ale dałyśmy radę. Niestety, M wrócił tydzień po cc, dzięki mamie i teściowej też jakoś to było, gdyby nie one nie wiem jak dałabym radę, bo było ciężko.

  • Ja ze swoim marynarzem planując ciążę mieliśmy wszystko mniej więcej obliczone wszystko tak żeby broń boże nie zabrakło go na poród. Wyjechał w.lipcu. ja wówczas zostałam sama z moja 4 letnią córeczką. Dawalysmy rade choć czasem było ciężko. Termin porodu był wyznaczony na 26 grudzień ale poród miał się odbyć przez cc. Mój M miał wrócić w listopadzie wiec na lajciku wiedziałam ze będę miała go przy sobie w momencie rozwiązania. I nadszedł listopad a on w USA i cisza żeby mieli robić podmiane. No ale ok 25 okazało się ze najprawdopodobniej będą schodzić. Przed przyjazdem meza postanowiłam zrobić coś dla siebie i poszłam na pedicure 🙂 zrelaksowana wracam do domu i dostaje informacje ze jednak mają przed sobą jeszcze kilka portów i jak wróci w połowie grudnia to będzie ok. Dla kobiety w ciąży to podwójny stresssss. w ten dzień na płakałam się najbardziej na świecie a 2 dni później 6.12.16 Kacper był juz na świecie:)Dziwne uczucie przechodzić to wszystko bez M ale całe szczęście byliśmy na łączach. to wszystko działo się tak szybko ze informacja o tym ze rodze zastała go podczas jedzenia kebaba w tamtejszym porcie:)

  • Planowaliśmy ciąże, bardzo szybko nam się udało o nasze szczęście, mój M wyjechał jak byłam w 8 tygodniu, słyszał bicie serduszka na ostatniej wizycie, aż się popłakał 🙂 Teraz mamy już 14 tydzień i wszystko się dobrze układa 🙂 Planowany powrót przyszłego tatusia jest na wrzesień ( około 6 miesiąc ciąży) i będzie do porodu plus jakiś miesiąc po 🙂 Zrobiliśmy sobie prezent na święta termin mamy na 24 grudnia! Pozdrawiam gorąco!

  • A jak poradzić sobie z tym, że nie możesz mieć dzieci? Kiedy jesteś sama w domu a on na morzu? Kiedy wszyscy się tylko dopytują dlaczego, co i jak??? 🙁

    • Nie słuchać ich. To niestety trudny temat ale tak samo bez względu czy się pływa czy nie. Siły dużo a małe szczęście może jednak kiedyś się pojawi. Ludzie niestety zawsze się dopytuja taka polska. Ucinać rozmowę i ignorować. Kiedyś przestaną.

    • Cześć, pytanie czy nie możesz i to już zostało stwierdzone, czy starasz się i nie wychodzi? Faktycznie, starania o dziecko z marynarzem są trudniejsze niż w związku stacjonarnym. Coś o tym wiem…. Niby staramy się ponad rok, a jak sobie to policzyłam to realnie tylko 4 cykle…i co? Czy można mówić o problemie? My postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce…i do starań o dziecko zaprosiliśmy, jeszcze kogoś trzeciego, mianowicie lekarza :p. Przez wzgląd, na nasz wiek, charakter pracy marynarza i jeden z parametrów nasienia, zdecydowaliśmy się na ‚wspomaganie”. Tu rozpisywać się nie będę, ale gdybyś chciała pogadać, chętnie udostępnię swój adres email (Kasia, na pewno jakoś może to zrobić :)) Pozdrawiam i życzę powodzenia!

  • Mój marynarz wróci jak będę w połowie szóstego miesiąca, zostanie do końca i miesiąc dłużej 🙂 już od jakiegoś czasu oszczędzamy na ten dłuższy urlop, ale taki był mój warunek – ma być w domu kiedy będzie mi najciężej czyli koniec ciąży, poród i pierwszy miesiąc (i pierwsze święta w trójkę 🙂 no i musi pomóc w przygotowaniu pokoiku dla maleństwa i być przy porodzie 🙂 teraz początek piątego miesiąca.. (a na głowie wykończenie mieszkania i obrona dyplomu – nie nudzę się)

  • A jak poradzić sobie z faktem kiedy marynarz jest na morzu? My kobiety mamy bliskich w tym momencie, zawsze nam ktoś pomoże. Ale jak on ma sobie z tym poradzić, przecież chciałby być w domu z żoną, dzieckiem? Niekiedy nie ma możliwości powiadomienia, że jest już po porodzie (bo akurat zasięg nie łapie), albo nie ma możliwości wysłania zdjęcia.. to jest chyba najgorsza strona tego zawodu. Ale co nas nie zabije to nas wzmocni 🙂

  • Jak pani coś napiszę….aż chce się czytać. Fakt okres ciąży był ciężki ale najważniejsze, że udało się być razem na mecie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *