Blog

Fuck Distance

Autor: Kwiecień 2, 2015 10 komentarzy

I udało się – jesteśmy na nowej stronie. Przed nami więcej możliwości. Wkrótce zdradzę wam wszystkie plany. Tymaczesm cieszę się, że mogę napisać parę słów o odległości. Jestem dziś szczęśliwa, a to chyba ważne. Jestem tu i staram się rozwijać i zmieniać razem z Wami. Jeżeli chcielibyście o czymś poczytać dajcie znać. To jest miejsce dla nas.

Pozdrawiam

Kasia


Jednym z głównych argumentów na „nie” jest często przekonanie, że związek na odległość jest gorszy i nie przetrwa. Istnieje taka koncepcja, że aby związek był udany albo w ogóle był związkiem, musi być stacjonarny. W społeczeństwie pary z tzw. związków na odległość często traktowane są z przymrużeniem oka a za ich plecami odbywają się zakłady: ile wytrzymają.
Spotkałam się już nie raz z argumentem, po co ta strona i te głupie pytania, przecież jak się kogoś kocha to się z nim jest i tyle reszta nie ma znaczenia.
Z drugiej strony jednak wiem, że gdy na drodze dziewczyna spotka marynarza, pytań i też wątpliwości pojawia się cała masa. A głównym jest właśnie to: Czy wytrzymam? Czy rozstania, ta odległość to dla mnie? Czy warto?
Zrozumieją to niestety tylko osoby, które tak żyją. Dlaczego tak bardzo boimy się tej odległości tego rozstania? Strach? Na pewno! Bo przecież nie po to decydujesz się na życie z kimś, aby żyć bez niego. A do tego rodzina

znajomi   będą często, chcąc nie chcą,  postrzegać cię przez pryzmat samotnej osoby. Ba! I do tego jeszcze ty będziesz się tak czuła w wielu sytuacjach. Święta, spotkania, urodziny, wywiadówki, ciche szepty: czy to samotna matka itp. Do tego dojdą samotne noce, barak czułości i seksu. A co jak nie dam rady?

 

rzuć wszystko


Te pytania, problemy, zwątpienia pojawią się przez całe życie, nie tylko na początku. Z czasem zapewne rzadziej.
No i co z tego? Czy pary w pseudo szczęśliwych stacjonarnych związkach nie mają problemów? Jakie małżeństwo takie problemy.
Wyjdźmy trochę z pewnych schematów. Pieprzyć tą odległość! Trzeba się cieszyć z tego, że my mamy inaczej. Trochę ta cała sytuacja motywuje do wysiłku do pracy, którą trzeba włożyć w związek, w każdy związek. Lepiej mniej czasu spędzać ze sobą a intensywniej niż mieć go w nadmiarze i marnować. A ten okres w którym skazani jesteśmy tylko na samych siebie trzeba wykorzystać właśnie na siebie i innych ludzi, którzy też są wokół nas . Egoizm? Nie, cytując Księdza Kaczkowskiego: Życie na pełnej petardzie!!! Nie dajcie sobie nigdy wmówić, że wasz związek jest gorszy czy skazany na porażkę. Jeżeli sami zaczniecie wierzyć w takie słowa to tak się potem stanie. Wy jesteście szyją więc nią kręćcie.

WP_20140903_001
Nie ma, co się bać bycia osobno, wszystko zależy od naszego podejścia. Dzisiaj w czasach tak rozwiniętej technologii, czym jest inny kontynent? Jak to odległość?. Marysieńka musiała iść nad morze, aby sprawdzać czy Batory wraca, a wracał długo.  A teraz: Europa 2 h lotu, Afryka 8 h lotu itp. Wystarczy mail, telefon. Nie ma co się rozczulać, tylko trzeba żyć, być, być szczęśliwym.
Pewnie, że dużo racji jest w argumentach tych, którzy piszą, po co?
Jednak ważniejsze jest to, aby przypominać, że cała reszta poza naszym uczuciem, nie ma znaczenia  Odległość to tylko liczba

WP_20140523_049

Podobał Ci się post?

Komentarze (10)

  • My teraz naprawdę nie mamy źle, są komórki,maile, jak ma sie szczęście to jest net i można pogadać albo chociaż popisać na skype. Tylko nasi M maja coraz gorzej, coraz szybsze porty i na nic czasu tzn. zależy kto na jakim stanowisku;)
    Ja do takiego życia nie podchodzę jak do czegoś złego, ale ja już tak mam. Nie czuję się samotna, mimo, że większość czasu jestem bez M. To jak kolejne wyzwanie w życiu, któremu trzeba sprostać.
    Postrzeganie pewnych spraw zależy od charakteru człowieka i wierzcie lub nie, ale nie każdy się nadaje do takiego życia czyli przeżycia połowy życia bez M i nie chodzi nawet o zawód.
    Nie można się nad sobą użalać tylko trzeba nauczyć się żyć optymistycznie. Bywa, że z dnia na dzień i cieszyć się z tego co już mamy 🙂

  • Życie z Marynarzem jest troche, jak życie w bajce. Wraca do domu i czujesz się jak kopciuszek zaczarowany przez dobra wróżke – piękna suknia, dynia w karoce się zamienia, myszki w konie, świat różowy i blyszczący – czas magiczny się wydaje. I znow poraz którys już z rzędu, czujesz się jak na pierwszej randce. Jakby za każdym razem wychodzić na bal tak wymarzony i wyczekany ze swoim ksieciem z bajki. Różnica taka, że gdy wypływa nie zamieniamy się w szarego smutnego kopciuszka. Jest na co czekać jest co robic. Wyjeżdżający M zostawia wiele zadań, dba o To by kontakt z końca świata był jak najlepszy. Jak nie ma takiej możliwości kontaktu, mamy tak dużą dawke motywacji do działania, by zrobić jak najwięcej przez ten czas co go nie ma. Jest tęsknota, są łzy, ale to wszystko dobre jest, jak jest się silna kobieta nie poddająca się, gdy ogarniaja ją smutek, lęk czy stres. Osobiście zanim poznala swojego M, wydawalo mi się, że nie nadaje się do związku na odległość. Że to bez sensu, ciezko, smutno i w sumie wypowiadałam się tak jak ludzie teraz wokół mnie. Gdy się dowiadują, czym się zajmuje ukochany, jak dlugo go nie ma, jak widzą mnie samą, na świeta, imprezach itp. Ale nie samotną.. Z początku tak jest, że wiele pytań zadawanych jest przez ludzi o to czy jest ciężko, czy to a sens, jak daje sobie rade z rozłąką – ale dostaje się wiele wsparcia od rodziny i przyjaciół, którzy znają mojego M i widzą naszą miłość. To jest super, bo tak bardzo rozłąka z M zbliżyła mnie z najbliższymi. Czasem będąc w związku stacjonarnym, wydaje się, że ma się wszystko.. bo ilu rzeczy się nie widzi, ile ważnych nie docenia, czy właśnie po prostu nie zauważa? Monotonia, pęd życia, uciekający czas między palcami.z czego nie zdaje się sprawy nawet wtedy. Ja powiem, że miałam szczęście móc spotkać swojego M, który tak wiele wniósł do mojego życia. Odleglosc Fuck it. To pikuś przy ty wszystkim co jest jak wróci do domu ukochany.

  • Ja tego nie zauważam. Sporą część życia spędziliśmy na odległość. Najpierw nauka w jednej klasie liceum. Potem studia w dwóch różnych miastach i randki co dwa tygodnie. Później życie stacjonarne, ślub, praca na lądzie. Powroty z pracy o 17-18, obiad, kolacja, jakiś film, spać. Czasem wypad do znajomych – tylko nie w tygodniu, bo rano do pracy, nie w niedzielę, bo jutro poniedziałek. Czasem w pracy (jego) dyżury nocne – więc czekał czujnie śpiąc na telefon. I to nie była praca w byle firmie, na byle stanowisku. Miał dobrą, dobrze płatną robotę, dla człowieka o wszechstronnym wykształceniu. Trochę pracował na uczelni, ale tam pieniądze słabe i atmosfera nieprzyjemna pomiędzy ludźmi. Trochę w korporacjach. Po paru latach stwierdziliśmy, że może popływamy (tj. on popływa), że teraz albo nigdy, bo po 30 będą dzieci, obowiązki, strach przed ryzykiem. Tak pływamy już parę lat, w międzyczasie założyliśmy rodzinę. Pływaliśmy 4×4, mamy za sobą też 5 i 6 miesięczne kontrakty. Byliśmy też ze sobą 10 miesięcy w domu, gdy urodził się nasz synek 🙂 Teraz pływamy regularnie 3×3. Jesteśmy bardzo zadowoleni z takiego życia. Codziennie gadamy na Viberze, gdy on na morzu. Codziennie/co dwa dni piszemy do siebie maile. Pozostaje brak seksu 🙂 ale to tylko 3 miesiące. Mamy wielu znajomych, którzy wyjeżdżają do Niemiec, Szwecji, Wielkiej Brytanii i zostawiają w Polsce żonę, dzieci. Spotykają się co dwa tygodnie/co miesiąc na weekend… Ci to dopiero mają cieżko. I robią to nie z wygody i chęci, ale z biedy, z braku sensownego wyboru. Nie mamy prawa narzekać. My po rejsie widzimy się 3 miesiące, które spędzamy przyjemnie, rozrzutnie, realizując plany, marzenia, pragnienia – nie jesteśmy cierpiętnikami, ale ludźmi, którzy mają ogromne szczęście – zdrowie, miłość i pieniądze. Czego chcieć więcej? Uważam, że temat sztucznie rozdmuchany. A te 3 miesiące na odległość? Tylko się rozwinęłam, więcej sama potrafię zrobić w domu, bardziej doceniam pomoc męża, z dzieckiem sobie radzimy i oboje mamy dobry kontakt ze sobą i z nim. Popołudnia i wieczory spędzamy na wspólnej zabawie, spacerach, rozrywkach, sporcie. Jesteśmy bardzo zgodnym małżeństwem, które ma o czym ze sobą rozmawiać i potrafi to robić. Pracuję zawodowo i nie uważam, by życie w trakcie rejsu męża mnie przytłaczało. To wszystko kwestia organizacji.

  • Często słyszymy po co?czy warto się tak męczyc z tą odległościa i samotnością podczas gdy ukochany jest w morzu. Otóż tak -warto, bo morze jest częścią naszego ukochanego,a on częścią nas i żadna z nas nie wyobraża sobie życia bez tego swojego Mężczyzny i jeśli trzeba na niego czekać miesiac,trzy czy sześć to warto bo to jest właśnie miĺość 🙂 

  • „Dopiero w znacznej odległości od ukochanego widzimy, że miłość to nie tylko związek ciał, ale przede wszystkim dusz.”

    Badania naukowe dot. związków na odległość dowiodły, iż nieobecność bliskiej nam osoby sprawia, że uczucia żywione wobec niej stają się bardziej żarliwe.
    Partnerzy w trakcie rozłąki w rozmowie przekazują więcej informacji o sobie oraz w wyraźny sposób idealizują odpowiedzi drugiej osoby.
    Przypuszcza się, że komunikacja z drugą osobą bez konieczności rozszyfrowywania mowy jej ciała sprawia, że jesteśmy bardziej odważni i bezpośredni. Ponadto, partnerzy mający ograniczoną możliwość kontaktu starają się wykorzystać wspólny czas najlepiej, jak tylko potrafią. Najprawdopodobniej, w związkach na odległość rozmowa staje się dla obojga ludzi priorytetem i na czas jej trwania wyłączają telewizor, zamykają laptopa lub przestają wykonywać dziesięć rzeczy naraz.
    Co więcej pary żyjące w geograficznej separacji wkładają więcej wysiłku w komunikowanie uczuć, a ich starania nie idą na marne – twierdzą autorzy badania.

  • Ja tydzień temu po raz pierwszy zostałam sama z dzieckiem, M. wypłynął na 4 miesiące. Nie jest lekko, ale nikt nie mówił, że będzie. Kto ma dać radę jak nie my- żony marynarzy! 🙂

  • Dodajesz mi wielkiej siły, „M” (piszę w cudzysłowie, bo przed jego wyjazdem zaledwie kilka razy było dane nam się spotkać) jest na burcie już 3 miesiące, jednak ten czas pokazał mi ile w marynarzu jest zmartwień, wątpliwości i niepewności. W pewnym momencie sama zwątpiłam, wiem czego chcę, czekam na powrót, tak jak czekałam od początku, jednak teraz już bez wzajemnego kontaktu. Czekam, by szczęśliwie wrócił do domu, a może los znów się do Nas uśmiechnie, kto wie?
    Pozdrawiam, (NIE) Żona Marynarza 🙂

  • Mój marynarz jest już 5 miesiąc na statku…miał wrócić na Wielkanoc jednak musi zostać do końca kontraktu (5+/- 1 miesiąc) tak więc, pozostaje mi czekać do pięknego i ciepłego maja..
    Musimy być silne. Mamy inne życie jako kobiety/żony marynarzy, i całkowicie zgadzam się z tym, że lepiej mniej czasu spędzać ze sobą a intensywniej niż mieć go w nadmiarze i marnować. 🙂

    pozdrawiam

  • Mój marynarz właśnie w Afryce. Pierwszy kontrakt, pierwszy miesiąc za nami, pierwsze płacze, zgrzyty, mini kłótnie przez maile. Ale przecież nie można walczyć tak na odległość. Przecież nie napiszę mu „foch” i nie wyjdę z pokoju 😉 Walczymy tylko razem, dając sobie kopa energii na nowe dni, których do końca jeszcze trochę zostało – liczę na końcówkę sierpnia 🙂
    Pozdrawiam i dziękuję za ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *