Czy Babski wyjazd bez dzieci, gdy marynarz na morzu to dobry pomysł?
Może łatwiej w tym poście będzie mi, gdy potraktuję go osobiście. Dzięki temu myślę, że uda się nam porozumieć. Na pewno będzie tu sporo moich zdjęć więc trudno było by mi podchodzić do tego z dystansem.
Znacie już historię jak Zostawiłam Marynarza, choć o tym nie pisałam – to zrobiłam to jeszcze kilka razy i zapewne jeszcze zrobię nie raz.
Nie mam problemów z zostawaniem dzieci, bo z reguły zostawiam je Marynarzowi, albo jak wspólnie gdzieś uciekamy to dziadkom – choć nie zawsze jest to możliwe i wymaga wielu kombinacji. Jednak, gdy wyjeżdża się samej bez M, to trochę inaczej wygląda podejście do tego tematu. Pierwsze co się pojawia, to pytanie – czy powinnam? Jeśli miałabym analizować swoje historie, to raczej były to maksymalnie dwie noce, a mój wyjazd nie był daleki, gdzieś w okolicy, jakaś impreza, koncert… Czyli cokolwiek by się działo, wsiadam w auto, taxi i jestem. Marynarza nie ma ale mama jest na miejscu. Jak wyjeżdżałam za granicę, to już tak jak czytaliście dzieci zostawały z marynarzem ( róbcie tak, to pozwala trochę zasmakować im naszego życia, to jest naprawdę dobry pomysł!).
Nie uważam, że matka powinna być non stop przy dzieciach, to nie mój styl (oczywiście każdy ma swój i robi po swojemu). Uważam, że dzieci powinny czuć się bezpieczne i szczęśliwe i ich rodzice też. I ważne jest – czasem – rozdzielanie mamy od dzieci. Po to, aby każdy mógł nabrać dystansu i odpocząć, zresetować się czy poświecić się czemuś na no ma ochotę.
I tu pojawia się pytanie: Czy babski wyjazd bez dzieci, gdy Marynarz jest na morzu, to dobry pomysł?
– NAJLEPSZY!!!!!
Wspólnie z koleżankami miałyśmy plan wyjazdu za granicę. W skrócie z 10 osób zostałyśmy we 3. Udało nam się spotkać i wcześnie zamówić bilety – to już był sukces. Bo między chcę, a robię jest jednak pewna przepaść.
Dwie byłyśmy marynarzowe i jedna stacjonarna. Trudno mi było dopasować się do kontraktu M, czyli wyszło tak, że wyjazd wypada jak marynarza nie będzie – mówię trudno – dam radę. Ostatnio bardziej wychodzę z założenia ( babski wolny czwartek ) że najpierw planuję, a potem organizuję resztę. Bo odwrotnie, to zapewne pojawiało by się milion przeszkód ( zresztą tak też było ). Ale bilety miałyśmy klepnięte na 2, 5 miesiące przed. Kierunek na listopad – ciepła Malta.
Zaskoczę was, ale jak kupowałam bilety mój marynarz nie miał o tym pojęcia. No cóż – raz się żyje – jak to mówią. Takie kwestie mamy przegadane i żadne z nas nie robi drugiej stronie problemów – wręcz przeciwnie zachęca.Zorganizowanie się samej na 4 dni wyjazdu, gdy M na morzu, okazało się jednak małym wyzwaniem. Po pierwsze tydzień przed, naciągnęłam więzadło i musiałam chodzić o kulach, aby noga odpoczywała i mogła się zregenerować. Po drugie moja opieka do dzieci stanęła pod znakiem zapytania, i ostatecznie musiało się w nią zaangażować kilak osób. A bliska mi osoba szła do szpitala na operację, właściwe w dzień mojego powrotu. Oczywiście to wszystko wyszło jakieś tydzień przed. I, gdybym nie miała biletów pewnie bym zrezygnowała. Ale byłyśmy we 3, więc to też nie takie łatwe – zakup biletów wspólnie stał się pewną formą przysięgi.
Dzieci w Polsce, a rodzice na dwóch różnych końcach świata – i co ? No właśnie i nic. Przygotowałam się dobrze. Gdy pojawiały się zmiany też się zorganizowałam od nowa – i poleciałyśmy 3 dziewczyny na Maltę. Czy to jest wielkie wydarzenie? Pewnie nie. Ale dla nas było. Bo droga była długa, bo musiałam wszystko zorganizować sama i dzieci zostały w Polsce bez rodziców. Ale to tylko strasznie brzmi. Bo jak się już planuje robi , działa to jest inna perspektywa.
Kilka ważnych spraw, gdy zostawia się dzieci bez prawnej opieki: zostawić leki dla dzieci i upoważnienia do decydowania o leczeniu dla dziadków/opiekunów – to chyba najważniejsze.
Kobieta musi mieć tez coś dla siebie. Musi żyć, uczyć się życia świata. Matki się boją często. Brawa też dla naszej Misi stacjonarnej, która też wyłamała się z tych stereotypów i ruszyła w świat.
– No bo jak to bez męża? Powiedzą niektórzy.
Życie z druga osobą nie polega na niewolnictwie ale na swobodzie, na zaufaniu.
Usłyszałam, że babki na takie wyjazdy jadą po seks. To jest takie śmieszne, że aż nie mogę. Nawet nie wiem jak to skomentować. Chyba tak, że jak ktoś już tak bardzo chce tego seksu, to nie musi jechać na drugi koniec świata. To, że kobiety podróżują same nie oznacza ich otwartości na seks, tylko na świat i na chwilę świętego spokoju.
Przeżyłyśmy mnóstwo fajnych przygód: wskakiwałyśmy na trap promu, zatrzasnęłyśmy klucz w pokoju i do akcji wkroczył ślusarz, zwiedzałyśmy nieznane – takie bez przewodnika w ciemno, gdzie same szukałyśmy miejsc które nie są top ten Malta, i też takie, które są polecane, byłyśmy nawet na imprezie. Piłyśmy Aperola, przezwyciężałyśmy lęki i zmęczenie. Śmiałyśmy się i czasem też nie rozumiałyśmy – tak to już jest. Ale, to był jeden z najbardziej intensywnych długich weekendów jaki miałam. Powrót stał się jeszcze większą przygodą – ale to muszę odnieść do pracy marynarzy i zrobię to w osobnym wpisie. Bo ta historia trochę zajmie.
Dlaczego miałybyśmy nie podróżować same? Dlaczego wszystko musi być z facetami? No nie musi!! Wystarczy się odważyć i ruszyć. Czy to będzie wyjazd do Warszawy, czy na Bali- nie ma znaczenia. Piękne jest móc radzić sobie samej gdzieś tam w świecie, zwiedzać odkrywać, spędzać czas z przyjaciółmi.
Smutno mi gdy czytam, że któraś z Was, to by sobie gdzieś tam nawet do koleżanki skoczyła ale mąż jej nie pozwala – bo co ona niby tam będzie robić? Błagam nie dajcie się tak traktować. Mąż/partner nie jest od pozwalania a od ufania.. A kto jak nie marynarz, który jeździ po całym swiecie wie, że odległość nie dzieli a potrafi zbliżać jeszcze bardziej.
Jest jeszcze jedna rzecz, może dziwna, która mnie troszkę zaskoczyła. W Polsce w domu jestem na swoim terenie, to moja rzeczywistość. I wiadomo, że tęsknię za moim M i chcę żeby był. Ale jak byłam na tej Malcie sama bez swojej rodziny, ta tęsknota była trochę inna. Ona się wyostrzała, boleśniej w pewnych momentach zaczęłam ją odczuwać. Nie chce mówić, która jest lepsza czy gorsza. Ale to dwa rożne doświadczania. Może trochę nawet poczułam się jak ten marynarz na obczyźnie. Ilość myśli o moim M była większa niż na co dzień. Pewnie też gdzieś tam podświadomie z nim chciałam to przeżywać ale teraz myślę, że to kwestia miejsca. Że będąc poza domem, ta tęsknota jest bardziej drastyczna(moje doświadczenie było lekkie, bo byłam kilka dni i korzystałam z tego czasu, ale udało mi się jednak zauważyć właśnie tę różnicę). Bo nie ma żadnego elementu, który jest w stanie cię trochę uspokoić. I nie wiem teraz jak to ogarniają marynarze? Czy mają jakieś elementy, które uspokajają ich, gdy tęsknią za rodziną ? Te nasze światy w byciu osobno są tak różne i tak wiele mają jeszcze do powiedzenia. Dlatego warto chociaż tak troszkę, małymi krokami doświadczać tych swoich rzeczywistości, bo to nam pozwala się trochę bardziej zrozumieć. A to co jest pewne, to fakt że na pewno żyjemy inaczej. Mąż inaczej i żona inaczej. Szukajmy, gdzieś siebie po środku, nie hamujmy, nie strofujmy, szukajmy…bo nasze życie takie jest, że nigdy nie będziemy cały czas razem, i jednak osobno żyć i życia doświadczać też musimy się nauczyć. I to faktycznie jest taki szarpany związek, ale jak wiele można odkryć i jak bardzo się kochać – to tego chyba już nie trzeba tłumaczyć.
Tymczasem nie wiem czy mój – taki bezpośredni wywód – wam pasował ale chciałam się tym podzielić. A moim dziewczynom podziękować za wyjazd. I jak jak najbardziej go powtórzę. I uważam, że jesteśmy odważne i super babki. A taki trip na własną rękę z przygodami dała nam Powera, choć było „groźnie”, ale wesoło.











Podobał Ci się post?

Komentarze (1)
Pewnie, super tak trzeba robić. Trzeba sie tylko przełamać