Podróże

Czy Babski wyjazd bez dzieci, gdy marynarz na morzu to dobry pomysł?

Autor: Listopad 19, 2019 Komentarz (1)

        


Może łatwiej w tym  poście będzie mi, gdy  potraktuję go osobiście. Dzięki  temu myślę, że uda się nam porozumieć. Na pewno  będzie tu  sporo  moich  zdjęć więc trudno  było by mi  podchodzić do tego z dystansem.


Znacie już historię jak Zostawiłam  Marynarza, choć o  tym  nie pisałam – to zrobiłam  to  jeszcze kilka razy i zapewne jeszcze zrobię nie raz.

Nie mam problemów z zostawaniem dzieci, bo z reguły zostawiam je Marynarzowi, albo jak wspólnie gdzieś uciekamy to dziadkom –  choć nie zawsze jest to możliwe i wymaga wielu  kombinacji. Jednak, gdy  wyjeżdża się samej  bez M, to trochę inaczej wygląda podejście do tego tematu. Pierwsze co się pojawia, to pytanie –  czy  powinnam? Jeśli  miałabym  analizować swoje historie, to  raczej  były to maksymalnie dwie noce, a mój  wyjazd nie był daleki, gdzieś w okolicy, jakaś impreza, koncert… Czyli  cokolwiek  by się działo, wsiadam w auto, taxi i jestem. Marynarza nie ma ale mama jest na miejscu. Jak  wyjeżdżałam za granicę, to  już tak jak czytaliście dzieci  zostawały z marynarzem ( róbcie tak, to pozwala trochę zasmakować im  naszego życia, to  jest  naprawdę dobry pomysł!).

Nie uważam, że matka powinna  być non stop przy dzieciach, to nie mój styl (oczywiście każdy ma swój i robi po swojemu). Uważam, że dzieci  powinny czuć się bezpieczne i  szczęśliwe i  ich rodzice też. I ważne jest  – czasem –  rozdzielanie mamy od dzieci. Po to, aby każdy mógł nabrać dystansu i odpocząć, zresetować się czy  poświecić się czemuś na no ma ochotę.

I tu pojawia się pytanie: Czy  babski wyjazd bez dzieci, gdy  Marynarz jest  na morzu, to  dobry pomysł? 

 – NAJLEPSZY!!!!!

Wspólnie z koleżankami miałyśmy plan wyjazdu za granicę. W skrócie z  10 osób zostałyśmy we 3. Udało  nam się spotkać i  wcześnie zamówić bilety –  to już był sukces. Bo między chcę, a robię jest jednak  pewna przepaść.

Dwie byłyśmy  marynarzowe i  jedna stacjonarna. Trudno mi było dopasować się do kontraktu M, czyli  wyszło tak, że wyjazd wypada jak marynarza nie będzie –  mówię trudno – dam radę. Ostatnio bardziej wychodzę z założenia ( babski  wolny czwartek ) że najpierw planuję, a potem  organizuję resztę.  Bo odwrotnie, to  zapewne pojawiało by się milion  przeszkód ( zresztą tak też było ). Ale bilety miałyśmy klepnięte na 2, 5 miesiące przed. Kierunek na listopad – ciepła Malta.

Zaskoczę was, ale jak kupowałam bilety mój marynarz nie miał o tym  pojęcia. No  cóż – raz się żyje – jak to mówią. Takie kwestie mamy  przegadane i  żadne z nas nie robi  drugiej  stronie problemów –  wręcz przeciwnie zachęca.

Zorganizowanie się samej  na 4 dni wyjazdu,  gdy  M na morzu,  okazało się jednak małym wyzwaniem. Po  pierwsze tydzień przed, naciągnęłam  więzadło i  musiałam  chodzić o  kulach,  aby  noga odpoczywała i mogła się zregenerować. Po  drugie moja opieka do dzieci stanęła pod znakiem  zapytania, i  ostatecznie musiało się w nią zaangażować kilak osób. A bliska mi osoba szła do szpitala na operację, właściwe w dzień mojego  powrotu. Oczywiście to wszystko wyszło jakieś tydzień przed. I, gdybym nie miała biletów pewnie bym zrezygnowała. Ale byłyśmy we 3, więc to też nie takie łatwe – zakup  biletów wspólnie stał się pewną formą przysięgi.

Dzieci w Polsce, a rodzice na dwóch  różnych  końcach  świata – i  co  ? No  właśnie i  nic. Przygotowałam się dobrze. Gdy  pojawiały się zmiany też się zorganizowałam od nowa – i poleciałyśmy 3 dziewczyny na Maltę. Czy to jest wielkie wydarzenie? Pewnie nie. Ale dla nas było. Bo  droga była długa, bo  musiałam  wszystko  zorganizować sama i  dzieci  zostały w Polsce bez rodziców. Ale to tylko strasznie brzmi. Bo  jak się już planuje robi , działa to  jest inna perspektywa.

Kilka ważnych  spraw, gdy zostawia się dzieci  bez prawnej opieki: zostawić leki dla dzieci i upoważnienia do  decydowania o leczeniu dla dziadków/opiekunów – to chyba najważniejsze. 

Kobieta musi  mieć tez coś dla siebie. Musi  żyć, uczyć się życia świata. Matki się boją często. Brawa też dla naszej  Misi stacjonarnej, która też wyłamała się z tych  stereotypów i  ruszyła w świat.

– No  bo jak to bez męża? Powiedzą niektórzy.

Życie z druga osobą nie polega na niewolnictwie ale na swobodzie, na zaufaniu.

Usłyszałam,  że babki na takie wyjazdy jadą po seks. To  jest  takie śmieszne, że aż nie mogę. Nawet nie wiem  jak  to skomentować. Chyba tak, że jak  ktoś już tak bardzo  chce tego seksu, to nie musi  jechać na drugi koniec świata. To, że kobiety  podróżują same nie oznacza ich otwartości na seks, tylko na świat i na chwilę świętego spokoju.

Przeżyłyśmy   mnóstwo  fajnych  przygód: wskakiwałyśmy na trap promu, zatrzasnęłyśmy klucz w pokoju i do akcji wkroczył ślusarz, zwiedzałyśmy nieznane – takie bez przewodnika w ciemno, gdzie same szukałyśmy miejsc które nie są top ten Malta, i też takie, które są polecane, byłyśmy nawet na imprezie. Piłyśmy Aperola, przezwyciężałyśmy lęki i zmęczenie. Śmiałyśmy się  i  czasem  też nie rozumiałyśmy –  tak  to już jest. Ale, to był  jeden z najbardziej  intensywnych długich weekendów jaki miałam. Powrót stał się jeszcze większą przygodą – ale to  muszę odnieść do pracy  marynarzy i zrobię to w osobnym  wpisie. Bo ta historia trochę zajmie.

Dlaczego  miałybyśmy  nie podróżować same? Dlaczego wszystko musi być z facetami? No nie musi!! Wystarczy się odważyć i ruszyć. Czy to będzie wyjazd do  Warszawy, czy na Bali-  nie ma znaczenia. Piękne jest móc radzić sobie samej gdzieś tam w świecie, zwiedzać odkrywać, spędzać czas z przyjaciółmi.

Smutno mi  gdy czytam, że któraś z Was, to by sobie gdzieś tam nawet do koleżanki skoczyła ale mąż jej nie pozwala – bo  co ona niby tam będzie robić? Błagam nie dajcie się tak traktować. Mąż/partner nie jest od pozwalania a od ufania.. A kto  jak nie marynarz, który jeździ po całym swiecie wie, że odległość nie dzieli a potrafi zbliżać jeszcze bardziej.

Jest jeszcze jedna rzecz, może dziwna, która mnie troszkę zaskoczyła. W Polsce w domu  jestem na swoim  terenie, to  moja rzeczywistość. I wiadomo, że tęsknię za moim M i chcę żeby był. Ale jak byłam na tej Malcie sama bez swojej rodziny, ta tęsknota była trochę inna. Ona się wyostrzała, boleśniej w pewnych momentach zaczęłam ją odczuwać. Nie chce mówić, która jest lepsza czy gorsza. Ale to  dwa rożne doświadczania. Może trochę nawet  poczułam  się jak ten marynarz na obczyźnie. Ilość myśli o moim M była większa niż na co dzień. Pewnie też gdzieś  tam podświadomie z nim  chciałam to  przeżywać ale teraz myślę, że to  kwestia miejsca. Że będąc poza domem, ta tęsknota jest  bardziej  drastyczna(moje doświadczenie było  lekkie, bo byłam kilka dni i korzystałam z tego czasu, ale udało mi się jednak  zauważyć właśnie tę różnicę). Bo nie ma żadnego elementu, który jest w stanie cię trochę uspokoić. I  nie wiem teraz jak to ogarniają marynarze? Czy mają jakieś elementy, które uspokajają ich, gdy tęsknią za rodziną ? Te nasze światy w byciu osobno są tak różne i tak wiele mają jeszcze do powiedzenia. Dlatego  warto  chociaż tak  troszkę, małymi krokami doświadczać tych  swoich  rzeczywistości, bo to nam  pozwala się trochę bardziej  zrozumieć. A to co  jest  pewne, to  fakt że na pewno  żyjemy inaczej. Mąż inaczej i żona inaczej. Szukajmy, gdzieś siebie po środku, nie hamujmy, nie strofujmy, szukajmy…bo nasze życie takie jest, że nigdy nie będziemy cały czas razem, i jednak osobno żyć i życia doświadczać też musimy się nauczyć. I to faktycznie jest taki  szarpany związek, ale jak wiele można odkryć i jak  bardzo się kochać – to  tego chyba już nie trzeba tłumaczyć.


Tymczasem nie wiem czy mój – taki  bezpośredni  wywód – wam pasował ale chciałam się tym podzielić. A moim  dziewczynom  podziękować za wyjazd. I jak  jak najbardziej go  powtórzę. I  uważam, że jesteśmy  odważne i  super babki. A taki  trip na własną rękę z przygodami dała nam Powera, choć było „groźnie”, ale wesoło.

A jak  tam Wasze doświadczenia w wyjazdach bez M, bez dzieci? 

Podobał Ci się post?

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *