Strefa zawodowa

Gdybym mogła, to bym nie pracowała.

Autor: Listopad 13, 2019 4 komentarze

– Gdybym tylko mogła, to  bym nie pracowała….Kiedyś, w trakcie jednej z babskich  rozmów, padło właśnie takie stwierdzenie od jednej stacjonarnej  dziewczyny na etacie w Polsce.

I absolutnie, gdzieś tam było to do zrozumienia. Przecież do pracy trzeba iść, trzeba zarabiać, czasem rozwijać się , czasem odbębnić temat. Ale mało kto  jednak może sobie pozwolić na wybór. Dlatego tak naturalny jest fakt, że wiele kobiet po prostu stwierdza, że gdyby tylko mogły, to by nie pracowały…

Po latach od tej  rozmowy, która gdzieś tam została w głowie, po latach swojej  pracy, pracy innych ludzi odnosząc to wszystko do sytuacji kobiet marynarzy, kobiet które „nie muszą pracować ” bo  jej druga połowa zarabia wystarczająco, aby utrzymać rodzinę. Myślę, że właśnie takie kobiety mają trudno na drodze zawodowej. Generalnie mają przerąbane. I  oczywiście nie pod kątem finansowym, chodzi o fakt kobiety w pracy, jej drogi, oceny innych, wyrzeczeń, determinacji.

Rozmawiając o indywidualnej drodze zawodowej  w kontekście:

– Jej łatwiej bo mają kasę,

napotykamy jeden z większych  błędów i  pierwszych schodów na drodze do pracy, do życia poza domem. Może to nie jest  zbyt w porządku, ale prawda jest taka, że jeśli  kobieta nie ma wyjścia, to go nie ma i pracuje. Musi iść, bo  trzeba powiększyć budżet domowy. I  koniec. Nie ma analiz, nie ma dyskutowania, nie obrywa też, że zbyt wcześnie dzieci w przedszkolu zostawia i takie tam. Po prostu taki temat  nie podlega dyskusji na żadnym szczeblu, BO NIE MA WYBORU. Czy to jest fajne, czy to jest w porządku? Na pewno  nie!!! Ale czy mieć wybór jest łatwiej ?

Bo tak jak na początku było napisane. Osoba, która go nie miała, od razu stwierdzi bez zastanowienia, że gdyby mogła to  by nie pracowała… A co powie ta co ten wybór ma?

Odważne? Nie wiadomo. Ale jedno  jest  pewne, nie chodzi  o to, aby  wytykać stacjonarnym, bo nie ma czego – tylko zwrócić uwagę na kilka kwestii kobiet, w tym przypadku marynarzowych czy innych, które ten wybór mają.

 


1. Ludzie

Mówi się, że marynarzowe nie muszą pracować. Nawet na ostatnim naszym spotkaniu  jedna dziewczyna opowiadała, że jak w pracy  się dowiedzieli, że ma męża marynarza, to szef stwierdził, że pewnie wkrótce się zwolni. Opinia o kobietach, które „stać” jest  jaka jest. Wiadomo, że nie ma się co przejmować, ale takich historii  trochę jest. Ona nie musi dostać podwyżki, bo ma kasę a tamta nie ma – też taka historia się przewinęła. Pracując gdzieś gdzie inni twierdzą , że pracujesz nie bo musisz, tylko bo chcesz – nie jest  łatwo. Ludzie z reguły  nie potrafią zrozumieć, że my  również pracujemy, bo musimy, bo  musimy być zabezpieczone, bo chcemy  mieć emeryturę, świadczenia. Może nasze „muszę” to  nie jest  w pierwszej  kolejności  pensja bez której nie przeżyjemy, choć jest ona dla nas tak samo ważna jak dla innych pracowników czy przedsiębiorców. Ale motywacji do  pracy  jest  wiele. To  jest  zawsze spłycany  temat. Trudno  też tłumaczyć. To coś co trzeba sobie przepracować, aby nie było przeszkodą.


2. Praca czy dzieci?

Praca czy dzieci? Kolejny schodek na drodze do tego, żeby  bez zbędnych „ale” i rozmów, iść do pracy  jak  inne kobiety.  Ten wybór  jest nam stawiany przez rodzinę, znajomych, a nawet i  męża. I  jest  to  jeden z boleśniejszych  ciosów. Najbardziej podcinający skrzydła. Bo  nagle, to nas się o to pyta, dlaczego? Nie inne kobiety? Wiem, że słyszało to  mnóstwo mam marynarzowych i ja również.

– Po co ci praca, nie musisz pracować zajmij  się dziećmi !!!

I tak,  wiadomo nie ma co się przejmować, to  wiemy z perspektywy czasu. Ale młoda mama, która nie ma doświadczenia, nie przeżyła jeszcze takiej  sytuacji, może nasiąkać tymi  stwierdzeniami, no  tak po co mi to, dziecko ważniejsze itp…..

I  automatycznie – mimio, że chciała z czasem przestaje patrzeć na swoje potrzeby. Owszem  dzieci  są dla nas najważniejsze jak dla każdej  mamy – przecież to  oczywiste. Jest w naszym życiu taki czas, że możemy się niemi  zająć 24h, zaopiekować i łatwiej bez pracy  w tle. Urlopy wychowawcze, macierzyńskie, czy nawet czas do którejś klasy podstawówki. Ale musimy mieć to w założeniu, bo  tak  chciałyśmy, a nie kosztem  naszej  pracy. Bo nikt nie tworzy takiej  otoczki, takich  wyrzutów kobietom, które po prostu idą do pracy bo muszą, nie stawia się ich przed wyborem, nie wypomina im się tego. Jednak jak taka mama marynarzowa chce wrócić do pracy,  może spotkać się właśnie z takim „schodkiem”. Który jest mocno niesprawiedliwy i  bardzo podkopuje jej samoocenę. Ogromną trzeba mieć chęć i determinację, żeby nie zrezygnować. Trzeba się zaprzeć i dać radę, kombinować z rodzajem pracy, ale się nie poddawać. Bo można!!!


3. Czas i  dom

Idź, pracuj gdy  jesteś sama z dziećmi i  domem. Ilość obowiązków, ograniczone godziny przedszkoli, żłobków, brak świetlicy, dzieci same w domu  do późna a tata na morzu…może być mocno ograniczające. To kolejny krok do pokonania na naszej drabinie. Bo jak marynarz jest, to nie ma kłopotu ale jak go nie ma, to jest ich milion. Bo nie zdążę odebrać ze szkoły, bo  były nadgodziny, telefony do sąsiadów o pomoc, milion upoważnienie do odbioru dzieci.

Moje dziecko jest w 3 klasie i dzieci są odbierane przez rodziców. Wiedziałam, że nie odbiorę dziecka jednego dnia – nie ma szans, taka sytuacja. Przyniosłam  upoważnienie do tego, aby go  wypuścili samego ze szkoły, gdzie miała czekać na niego  taksówka. Moje upoważnienie, podobno było  pierwsze tego typu i musiało być konsultowane z dyr.  W poprzedniej  placówce nauczyłam się wspomagać taksówkami. Gdy moja córka była malutka miała 4 tyg, zasypiała nad ranem ( sporo  chorowała) to nie mogłam  jej brać do auta i do szkoły. Oczywiście nie zawsze. Ale, gdy była ciężka noc za nami, wołałam taksówkę i  syn jechał do szkoły, czy z niej wracał ( są korporacje, które specjalizują się w wożeniu dzieci i odprowadzają do szkoły, teraz fajnie sprawdzają się te na aplikacje, gdzie śledzisz kierowcę). Raz miałam pecha i syn wsiadł rano nie do tej  taksówki, byłam  przerażona, bo miał 6 lat, a ja nie wiedziałam  gdzie jest. Przez innego  taksówkarza udało się go odnaleźć. Straszyłam już policją itp. ale w domu miałam 4 tygodniowe dziecko i nie mogłam tak po prostu wyjść. To było straszne dla mnie. Jak się okazało on wsiadł, podał adres i pojechał do szkoły – nie zorientował się. Zuch. Ale świadomość moja, że nie wiem  gdzie i  z kim  jest ( kierowca innej korporacji nie miał prawa go zabrać – nie miał zgłoszenia na dziecko), była przerażająca. Płacz, stres i niedowierzanie, że to się dzieje. Teraz jeździ z komórką. 

To  tylko  przykład, że trzeba i można sobie radzić. Zawsze coś jest kosztem czegoś. Na pewno dzieci  odczują naszą pracę. Ale takie jest  życie, też  czerpią z nas, mimio, że teraz tego nie widzą. Oczywiście, to kwestia wyborów. Trzeba wiedzieć, że przy  organizacji własnej  pracy,  gdy tylko  marynarz bedzie w morzu, potrzebna bedzie pomoc. Warto  o nią prosić, albo za nią płacić. To  nie jest  nic złego.


4. Mąż

Nic tak  bardzo nie boli jak samotność i brak  tego męża/partnera.  W takim  związku  ludzie nie widzą się codziennie. I  teraz zwyczajnie weź tu idź do pracy, siedź, rób, pracuj gdy on wrócił i  jest w tym domu. Nie masz urlopu, bo  wykorzystany i takie tam dylematy. Tu  też trzeba być zdeterminowanym. I…

– Sorry  kochanie, ale chcę i idę, ja też pracy  potrzebuję.

Kiedyś na jednym  ze spotkań przemknęła mi historia jednej  dziewczyny, która miała kontrakty  ok. 5 mc. I  na przestrzeni  kilku wspólnych  lat kombinowała tak, że jak on wracał brała urlop, potem się zwalniała z pracy. Szukała nowej i gdy  wypływał  – zaczynała kolejną. Mistrzyni  kombinacji. Nie wiem  jak  się skończyło, ale na pewno było wesoło. Mąż, chłopak  też może tu być „przeszkodą”. Ale to  znowu kolejny schodek do pokonania na naszej drabinie. Gorzej, gdy  faktycznie pojawia się niechęć z jego strony. Tak też się zdarza. Ale nie powinno się rezygnować ani  kłócić. Warto po  prostu rozmawiać tłumaczyć i  szukać kompromisów.


Dziewczyna, która „nie musi”  pracować, naprawdę musi  być zdeterminowana , gdy  faktycznie chce tę pracę podjąć. Często też jest już doświadczona  ” siedzeniem w domu” i  wie, że gdyby tylko mogła, to by pracowała. Pojawia się też kombinowanie: pół etatu, zlecenia, własna firma – i to  jest ogromy plus. Ale to  wszystko wypływa z determinacji  i pokonania tej drabinki, aby po  prostu sobie normalnie pracować. Okazuje się, że iść do pracy nie jest tak  łatwo, że trzeba mocno spiąć pośladki i dążyć do celu. Nie ważne w jakim  okresie życia i bez względu na rodzaj  tej aktywności. I tu  każda taka dziewczyna, która pracuje dokładnie wie co „poświęciła”, to  bardzo świadome decyzje.

 

Jest milion powodów przez które taka dziewczyna mogła by powiedzieć:

– A chrzanię to, nie pracuję, nic nie robię….szkoda mi czasu, dzieci itp.

Dlatego tym bardziej  każda, która ma swój plan na pracę teraz czy później, ścieżkę zawodową, każda która pracuje w jakiejkolwiek  formie – niech  czuje się wygrana. Bo ona tę drabinkę przeszła. I to wszystko wcale nie było proste ani oczywiste. To  jest determinacja, ona ma siłę i odwagę.  Najważniejsze być pewnym swoich  decyzji. Czy i kiedy i jak  idę do pracy. To  może się wydawać absurdalne gdzieś na zewnątrz, ale aby podjąć pracę, marynarzowa musi naprawdę się spiąć  i wykazać się zaangażowaniem i determinacją, nawet jeśli to  długi proces rozciągnięty w czasie. Taka praca, to jest po prostu ” zdobycz”. Trzeba pokonać swoją drogę, żeby ją zdobyć.

Absolutnie nie twierdzę, że „mieć wybór” jest trudniej niż go nie mieć. Jednak  pragnę zaznaczyć, że „mieć wybór” w naszej sytuacji nie jest wcale łatwiej – to  trudna droga, inna do aktywności zawodowej.

 

Zdaje sobie sprawę, że dostanę pewnie wiadomości w stylu: nie ma cie co do roboty to  sobie wymyślacie, że praca trudna itp…gdybyście musiały  pracować, to byście zobaczyły jak wygląda prawdziwe życie itp.

Ale w tym całym  tekście najważniejsze jest, żeby każda dziewczyna, która jest w takiej  sytuacji  zobaczyła, że tak  jest, że jak chce to nich idzie po swoją pracę i, że to nie są śmieszne problemy, że z nią wszystko ok ,  bo  przy takim  trybie życie wygląda to nieco inaczej i trzeba się dopasować. I oby każdy wybór był dobry. Powodzenia.

Kasia

Podobał Ci się post?

Komentarze (4)

  • Nie wierze! Ile oni zarabiają ? Są na ladzie nie maja nic ! Czy 15tys na miesiąc to jakoś super dużo albo 30tys ? Lekarze maja podobne stawki i nikt im nie liczy ?!?

  • Tak jest!!!! To nie jest takie oczywiste i łatwe z ta praca. Dokładnie tak jest to swego rodzaju zdobycz. Szukam cały czas czegoś co pozwoli mi na wszystko i dom i pracę.

  • Ja spotkalam sie z ogromna falą hamowanie mnie gdy chciała. Wrócić do pracy. Głównie przez moją rodzinę. I w tamtym momencie myślałam że mają rację. A dziś wiem, że nie. Ale suma summarum wyszło dobrze, bo z czasme nabrałam dystansu i założyłam własną firemke- i jest ok. Mam czas na męża i na dom i na pracę. Brawo fajny artykuł.

  • Brawo, tak. To nie jest takie łatwe mieć wybór. Ale dobrze bo mieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *