Gdybym mogła, to bym nie pracowała.
– Gdybym tylko mogła, to bym nie pracowała….Kiedyś, w trakcie jednej z babskich rozmów, padło właśnie takie stwierdzenie od jednej stacjonarnej dziewczyny na etacie w Polsce.
I absolutnie, gdzieś tam było to do zrozumienia. Przecież do pracy trzeba iść, trzeba zarabiać, czasem rozwijać się , czasem odbębnić temat. Ale mało kto jednak może sobie pozwolić na wybór. Dlatego tak naturalny jest fakt, że wiele kobiet po prostu stwierdza, że gdyby tylko mogły, to by nie pracowały…
Po latach od tej rozmowy, która gdzieś tam została w głowie, po latach swojej pracy, pracy innych ludzi odnosząc to wszystko do sytuacji kobiet marynarzy, kobiet które „nie muszą pracować ” bo jej druga połowa zarabia wystarczająco, aby utrzymać rodzinę. Myślę, że właśnie takie kobiety mają trudno na drodze zawodowej. Generalnie mają przerąbane. I oczywiście nie pod kątem finansowym, chodzi o fakt kobiety w pracy, jej drogi, oceny innych, wyrzeczeń, determinacji.
Rozmawiając o indywidualnej drodze zawodowej w kontekście:
– Jej łatwiej bo mają kasę,
napotykamy jeden z większych błędów i pierwszych schodów na drodze do pracy, do życia poza domem. Może to nie jest zbyt w porządku, ale prawda jest taka, że jeśli kobieta nie ma wyjścia, to go nie ma i pracuje. Musi iść, bo trzeba powiększyć budżet domowy. I koniec. Nie ma analiz, nie ma dyskutowania, nie obrywa też, że zbyt wcześnie dzieci w przedszkolu zostawia i takie tam. Po prostu taki temat nie podlega dyskusji na żadnym szczeblu, BO NIE MA WYBORU. Czy to jest fajne, czy to jest w porządku? Na pewno nie!!! Ale czy mieć wybór jest łatwiej ?
Bo tak jak na początku było napisane. Osoba, która go nie miała, od razu stwierdzi bez zastanowienia, że gdyby mogła to by nie pracowała… A co powie ta co ten wybór ma?
Odważne? Nie wiadomo. Ale jedno jest pewne, nie chodzi o to, aby wytykać stacjonarnym, bo nie ma czego – tylko zwrócić uwagę na kilka kwestii kobiet, w tym przypadku marynarzowych czy innych, które ten wybór mają.
1. Ludzie
Mówi się, że marynarzowe nie muszą pracować. Nawet na ostatnim naszym spotkaniu jedna dziewczyna opowiadała, że jak w pracy się dowiedzieli, że ma męża marynarza, to szef stwierdził, że pewnie wkrótce się zwolni. Opinia o kobietach, które „stać” jest jaka jest. Wiadomo, że nie ma się co przejmować, ale takich historii trochę jest. Ona nie musi dostać podwyżki, bo ma kasę a tamta nie ma – też taka historia się przewinęła. Pracując gdzieś gdzie inni twierdzą , że pracujesz nie bo musisz, tylko bo chcesz – nie jest łatwo. Ludzie z reguły nie potrafią zrozumieć, że my również pracujemy, bo musimy, bo musimy być zabezpieczone, bo chcemy mieć emeryturę, świadczenia. Może nasze „muszę” to nie jest w pierwszej kolejności pensja bez której nie przeżyjemy, choć jest ona dla nas tak samo ważna jak dla innych pracowników czy przedsiębiorców. Ale motywacji do pracy jest wiele. To jest zawsze spłycany temat. Trudno też tłumaczyć. To coś co trzeba sobie przepracować, aby nie było przeszkodą.
2. Praca czy dzieci?
Praca czy dzieci? Kolejny schodek na drodze do tego, żeby bez zbędnych „ale” i rozmów, iść do pracy jak inne kobiety. Ten wybór jest nam stawiany przez rodzinę, znajomych, a nawet i męża. I jest to jeden z boleśniejszych ciosów. Najbardziej podcinający skrzydła. Bo nagle, to nas się o to pyta, dlaczego? Nie inne kobiety? Wiem, że słyszało to mnóstwo mam marynarzowych i ja również.
– Po co ci praca, nie musisz pracować zajmij się dziećmi !!!
I tak, wiadomo nie ma co się przejmować, to wiemy z perspektywy czasu. Ale młoda mama, która nie ma doświadczenia, nie przeżyła jeszcze takiej sytuacji, może nasiąkać tymi stwierdzeniami, no tak po co mi to, dziecko ważniejsze itp…..
I automatycznie – mimio, że chciała z czasem przestaje patrzeć na swoje potrzeby. Owszem dzieci są dla nas najważniejsze jak dla każdej mamy – przecież to oczywiste. Jest w naszym życiu taki czas, że możemy się niemi zająć 24h, zaopiekować i łatwiej bez pracy w tle. Urlopy wychowawcze, macierzyńskie, czy nawet czas do którejś klasy podstawówki. Ale musimy mieć to w założeniu, bo tak chciałyśmy, a nie kosztem naszej pracy. Bo nikt nie tworzy takiej otoczki, takich wyrzutów kobietom, które po prostu idą do pracy bo muszą, nie stawia się ich przed wyborem, nie wypomina im się tego. Jednak jak taka mama marynarzowa chce wrócić do pracy, może spotkać się właśnie z takim „schodkiem”. Który jest mocno niesprawiedliwy i bardzo podkopuje jej samoocenę. Ogromną trzeba mieć chęć i determinację, żeby nie zrezygnować. Trzeba się zaprzeć i dać radę, kombinować z rodzajem pracy, ale się nie poddawać. Bo można!!!
3. Czas i dom
Idź, pracuj gdy jesteś sama z dziećmi i domem. Ilość obowiązków, ograniczone godziny przedszkoli, żłobków, brak świetlicy, dzieci same w domu do późna a tata na morzu…może być mocno ograniczające. To kolejny krok do pokonania na naszej drabinie. Bo jak marynarz jest, to nie ma kłopotu ale jak go nie ma, to jest ich milion. Bo nie zdążę odebrać ze szkoły, bo były nadgodziny, telefony do sąsiadów o pomoc, milion upoważnienie do odbioru dzieci.
–Moje dziecko jest w 3 klasie i dzieci są odbierane przez rodziców. Wiedziałam, że nie odbiorę dziecka jednego dnia – nie ma szans, taka sytuacja. Przyniosłam upoważnienie do tego, aby go wypuścili samego ze szkoły, gdzie miała czekać na niego taksówka. Moje upoważnienie, podobno było pierwsze tego typu i musiało być konsultowane z dyr. W poprzedniej placówce nauczyłam się wspomagać taksówkami. Gdy moja córka była malutka miała 4 tyg, zasypiała nad ranem ( sporo chorowała) to nie mogłam jej brać do auta i do szkoły. Oczywiście nie zawsze. Ale, gdy była ciężka noc za nami, wołałam taksówkę i syn jechał do szkoły, czy z niej wracał ( są korporacje, które specjalizują się w wożeniu dzieci i odprowadzają do szkoły, teraz fajnie sprawdzają się te na aplikacje, gdzie śledzisz kierowcę). Raz miałam pecha i syn wsiadł rano nie do tej taksówki, byłam przerażona, bo miał 6 lat, a ja nie wiedziałam gdzie jest. Przez innego taksówkarza udało się go odnaleźć. Straszyłam już policją itp. ale w domu miałam 4 tygodniowe dziecko i nie mogłam tak po prostu wyjść. To było straszne dla mnie. Jak się okazało on wsiadł, podał adres i pojechał do szkoły – nie zorientował się. Zuch. Ale świadomość moja, że nie wiem gdzie i z kim jest ( kierowca innej korporacji nie miał prawa go zabrać – nie miał zgłoszenia na dziecko), była przerażająca. Płacz, stres i niedowierzanie, że to się dzieje. Teraz jeździ z komórką.
To tylko przykład, że trzeba i można sobie radzić. Zawsze coś jest kosztem czegoś. Na pewno dzieci odczują naszą pracę. Ale takie jest życie, też czerpią z nas, mimio, że teraz tego nie widzą. Oczywiście, to kwestia wyborów. Trzeba wiedzieć, że przy organizacji własnej pracy, gdy tylko marynarz bedzie w morzu, potrzebna bedzie pomoc. Warto o nią prosić, albo za nią płacić. To nie jest nic złego.
4. Mąż
Nic tak bardzo nie boli jak samotność i brak tego męża/partnera. W takim związku ludzie nie widzą się codziennie. I teraz zwyczajnie weź tu idź do pracy, siedź, rób, pracuj gdy on wrócił i jest w tym domu. Nie masz urlopu, bo wykorzystany i takie tam dylematy. Tu też trzeba być zdeterminowanym. I…
– Sorry kochanie, ale chcę i idę, ja też pracy potrzebuję.
Kiedyś na jednym ze spotkań przemknęła mi historia jednej dziewczyny, która miała kontrakty ok. 5 mc. I na przestrzeni kilku wspólnych lat kombinowała tak, że jak on wracał brała urlop, potem się zwalniała z pracy. Szukała nowej i gdy wypływał – zaczynała kolejną. Mistrzyni kombinacji. Nie wiem jak się skończyło, ale na pewno było wesoło. Mąż, chłopak też może tu być „przeszkodą”. Ale to znowu kolejny schodek do pokonania na naszej drabinie. Gorzej, gdy faktycznie pojawia się niechęć z jego strony. Tak też się zdarza. Ale nie powinno się rezygnować ani kłócić. Warto po prostu rozmawiać tłumaczyć i szukać kompromisów.
Dziewczyna, która „nie musi” pracować, naprawdę musi być zdeterminowana , gdy faktycznie chce tę pracę podjąć. Często też jest już doświadczona ” siedzeniem w domu” i wie, że gdyby tylko mogła, to by pracowała. Pojawia się też kombinowanie: pół etatu, zlecenia, własna firma – i to jest ogromy plus. Ale to wszystko wypływa z determinacji i pokonania tej drabinki, aby po prostu sobie normalnie pracować. Okazuje się, że iść do pracy nie jest tak łatwo, że trzeba mocno spiąć pośladki i dążyć do celu. Nie ważne w jakim okresie życia i bez względu na rodzaj tej aktywności. I tu każda taka dziewczyna, która pracuje dokładnie wie co „poświęciła”, to bardzo świadome decyzje.
Jest milion powodów przez które taka dziewczyna mogła by powiedzieć:
– A chrzanię to, nie pracuję, nic nie robię….szkoda mi czasu, dzieci itp.
Dlatego tym bardziej każda, która ma swój plan na pracę teraz czy później, ścieżkę zawodową, każda która pracuje w jakiejkolwiek formie – niech czuje się wygrana. Bo ona tę drabinkę przeszła. I to wszystko wcale nie było proste ani oczywiste. To jest determinacja, ona ma siłę i odwagę. Najważniejsze być pewnym swoich decyzji. Czy i kiedy i jak idę do pracy. To może się wydawać absurdalne gdzieś na zewnątrz, ale aby podjąć pracę, marynarzowa musi naprawdę się spiąć i wykazać się zaangażowaniem i determinacją, nawet jeśli to długi proces rozciągnięty w czasie. Taka praca, to jest po prostu ” zdobycz”. Trzeba pokonać swoją drogę, żeby ją zdobyć.
Absolutnie nie twierdzę, że „mieć wybór” jest trudniej niż go nie mieć. Jednak pragnę zaznaczyć, że „mieć wybór” w naszej sytuacji nie jest wcale łatwiej – to trudna droga, inna do aktywności zawodowej.
Zdaje sobie sprawę, że dostanę pewnie wiadomości w stylu: nie ma cie co do roboty to sobie wymyślacie, że praca trudna itp…gdybyście musiały pracować, to byście zobaczyły jak wygląda prawdziwe życie itp.
Ale w tym całym tekście najważniejsze jest, żeby każda dziewczyna, która jest w takiej sytuacji zobaczyła, że tak jest, że jak chce to nich idzie po swoją pracę i, że to nie są śmieszne problemy, że z nią wszystko ok , bo przy takim trybie życie wygląda to nieco inaczej i trzeba się dopasować. I oby każdy wybór był dobry. Powodzenia.
Kasia

Podobał Ci się post?

Komentarze (8)
Hej,
jestem żoną marynarza od 11 lat. Pracuję od samego początku, w sumie jak się poznaliśmy to już pracowałam. Praca zawsze była dla mnie bardzo ważna z wielu względów. Uważam, że każda kobieta, jeśli tylko może powinna pracować. Mój M również uważa, że żona marynarza powinna pracować. Mam wręcz taką sytuację, że ja uważam, że pracuję za dużo., a mąż uważa, że przesadzam. Mamy 2 dzieci (2 chłopców w wieku wczesnoszkolnym), pomaga nam niania na czas rejsów męża. Mam bardzo odpowiedzialną pracę, szczerze mówiąc czuję po tylu latach, że powinnam coś zmienić, zwolnić. Może jak dzieci będą bardziej samodzielne, wrócić na pełne obroty. Tu mamy z mężem rozjazd. Czasami chyba niewarto pokazywać, jak dużo można udźwignąć samej, bo są tacy M, którzy uważają, że nie mamy prawa do marudzenia i powiedzenia, że nam ciężko wszystko pogodzić:( bo przecież my jesteśmy na lądzie i mamy tak dobrze……:( tylko radź sobie kobitko przez kilka miesięcy po rząd sama. Nie wiem jak wy dziewczyny, ale mi coraz ciężej… żeby ten M jakoś bardziej doceniał, to może by było inaczej.
Mieszkam w centralnej części naszego kraju, marynarzy tu jak na lekarstwo. Może tam bliżej morza jest stereotyp marynarza bogacza u nas tak nie ma. Zresztą, jak już słusznie ktoś zauważył, to nie są jakieś strasznie duże pieniądze. Myślę, że taka klasa średnia. Owszem nie musimy myśleć, czy nam starczy do pierwszego, czy dzieciaki mogą jechać na obóz, taki jak chcą, ale to nie są jakieś kokosy. Z logistycznego punktu widzenia też zrezygnowałam z pracy na cztery lata i w tym czasie urodziłam nasze dzieci i do pracy wróciłam, bo żyjemy też dla siebie. Ja mam to szczęście, że rodziców mam blisko i w sytuacjach podbramkowych mogłam na nich liczyć. Ale to też była nasza decyzja po ślubie, aby tu zostać. Za to każdy kurs, szkolenie, badania to już wyprawa dla męża. Ale za to mam swój świat i czuję się niezależna.
Oj, ja jestem z nad morza i tez nie zauważyłam stereotypu marynarza bogacza.. ja właśnie odniosłam wrażenie, ze to w jakichś odległych częściach kraju tak jest, chociażby w regionie z którego pochodzi mój Marynarz jest bardzo dużo marynarzy i w ogóle chyba wielu wybiera ja na ścieżkę kariery bo wydaje im się ze można w tym szybko dorobić. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach jest wiele możliwości kariery, które są w stanie zagwarantować podobna stopę finansowa i ten mit marynarza bogacza coraz bardziej traci na znaczeniu. Ja generalnie nie wyobrażam sobie nie pracować, wiem, ze są różne sytuacje i różne poglądy i nie widzę w tym nic złego ze niektórym kobietom odpowiada zajmowanie się domem, czy to w związkach marynarskich czy nie marynarskich. Ja osobiście uwazam, tak jak ty, ze żyjemy tez dla siebie. A przede wszystkim ciagle mam z tylu głowy, ze życie pisze różne scenariusze i nigdy nie wiemy w jakiej sytuacji możemy się znaleźć, niestety.
Dziękuje za ten tekst.
Praca w domu z dziećmi tak ale do czasu. Bo kiedy w końcu będzie ten czas dla nas jak noe wtedy gdy dzieci są już wystarczająco duże żeby mogły po szkole zająć się lekcjami itp.
Mąż pływa od 15 lat. Cudowne 10 Lat w domu to wystarczający argument żeby znaleźć sobie zajęcie. Skromne bo skromne na pół etatu ale zawsze coś. Nowi lidzie nowe miejsce no i ogólny pożytek wiadomo( ubezpiecznie itp) Są zapewne kobiety które czuja się dobrze w sytuacji bez etatu. Ale ja tak nie uniem.
Najgorsze są stereotypy. Nie mówię ze mąż marynarz, wtedy zmienia się podejście-niestety. Ale jak wiesz ze robisz coś dla siebie to noe ma znaczenia 🙂
Życzę wszystkim babeczkom determinacji w dążeniu do celów i oczywiście spokojnych i rodzinnych świat.
Nasze oddzielnie ale cóż zrobić…. takie życie ?
Nie wierze! Ile oni zarabiają ? Są na ladzie nie maja nic ! Czy 15tys na miesiąc to jakoś super dużo albo 30tys ? Lekarze maja podobne stawki i nikt im nie liczy ?!?
Tak jest!!!! To nie jest takie oczywiste i łatwe z ta praca. Dokładnie tak jest to swego rodzaju zdobycz. Szukam cały czas czegoś co pozwoli mi na wszystko i dom i pracę.
Ja spotkalam sie z ogromna falą hamowanie mnie gdy chciała. Wrócić do pracy. Głównie przez moją rodzinę. I w tamtym momencie myślałam że mają rację. A dziś wiem, że nie. Ale suma summarum wyszło dobrze, bo z czasme nabrałam dystansu i założyłam własną firemke- i jest ok. Mam czas na męża i na dom i na pracę. Brawo fajny artykuł.
Brawo, tak. To nie jest takie łatwe mieć wybór. Ale dobrze bo mieć.