Osobno

ZOSTAWIŁAM MARYNARZA.

Autor: Wrzesień 1, 2017 4 komentarze

 

Przyszedł moment na, który czekałam bardzo długo – zostawiłam marynarza. To była bardzo przemyślana decyzja, nie miałam co do niej żadnych wątpliwości. A wszystkim, którzy mi to odradzali, puszczałam spojrzenie typu – zajmij się swoim życiem. Wiem, że dobrze zrobiłam, absolutnie nie miałam żadnych obaw.

Czasu nie da się nadrobić. I choćbyśmy każdą chwilę, po powrocie marynarza do domu, spędzały z nim, to i tak nie nadrobimy tego czasu, który nam minął. Mamy takie dziwne wewnętrzne przekonanie, że jak on wraca, to my musimy być w domu, bo przecież szkoda naszego wspólnego czasu. Skoro go nie było, to teraz będziemy nierozłączni i wszystko się wyrówna. A prawda jest taka, że nic sie nie wyrówna. Czas w związku powinniśmy dzielić na trzy zbiory. Tak  na marginesie, zanim wyszłam za mąż, rozrysowałam to mojemu, wtedy narzeczonemu, i powiedziałam –  że taką zasadę przyjmujemy i koniec kropka. Wracając do tematu, o jakie zbiory chodzi? No proste! Moja przestrzeń, Twoja Przestrzeń i Wspólna Przestrzeń. Z różnymi małymi wpadkami ale my trzymamy  się tego od 11 lat,  i działa. Pamiętajcie, że to nie chodzi o czas kiedy jesteśmy osobno. Cały myk polega na tym, aby stosować sie do tego, gdy jesteśmy razem – wtedy ma to sens. Gdy w związku pojawiają sie dzieci, trudniej jest taki temat ogarnąć. Bo większość czasu, właśnie poświęcamy im. Ale nie jest to przeszkodą, absolutnie nie. No chyba, że mama jest osobą, która ma strach w oczach, gdy dzieci zostają z tatą, a ona ma wyjść( ale to już inny temat).international-picnic-day

Drogie moje marynarki, niezależenie od tego czy macie dzieci czy nie. MUSICIE mieć swoją przestrzeń. I nie chodzi o wyjście do kina. A o  krok do przodu w  relacji z marynarzem. Czyli wtedy gdy mimo, że oboje jesteście w domu, potraficie się rozstać. Gdy bierzesz plecak na plecy i jedziesz – w świat. Za miasto, do innego kraju, spełniać marzenia, cokolwiek. I  tak  ja zostawiłam marynarza w domu z dziećmi ( tak czytałam ostatnio jakie, to straszne gdy matka zostawia małe dziecko i jedzie, poważnie? ). I poleciałam, zrelaksować się do  przyjaciółki,  do Dublina. Na tyle daleko, że nie musiałam: być na standbay’u i  przez tel wydawać instrukcji. Mogłam się wyspać, poszaleć z koleżanką, iść na zakupy ( oczywiście 3/4 rzeczy kupiłam dzieciom), zwiedzać, chłonąć zwykły spacer, kawę gdzieś na mieście, jeść azjatyckie jedzenie popijając je piwem, plotkować  z przyjaciółka, robić wspólnie paznokcie, przejść się fantastycznymi  szlakami wzdłuż wybrzeża Irlandii, podróżować sama…

To jest naprawdę fantastyczne uczucie, to kilka dni z naszego życiorysu, ale to tylko czas. Przecież naszą główną zasadą jest to, że nie ilość się liczy a jakość. Czy nie jest miło gdy  żona wraca zrelaksowana do domu? Takie wyjazdy powinny być wydawane na receptę. A te dziewczyny, które nie mają dzieci, też czasem powinny wyjeżdżać gdy marynarz jest w domu. Nie zawsze trzeba wszystko podpasywać pod pływanie. Niech oni też mają szansę, choć trochę uszczypnąć tego życia – tutaj. To mocno zmienia perspektywę. Już nie wspomnę  o panach, którzy zostają z dziećmi, a żona leci w świat. To naprawdę fantastyczne doświadczenie dla dwóch stron. Bo i ty możesz poczuć choć trochę, te emocje gdy zostawiasz rodzinę, te związane z samą podróżą, dalej problemy lotniskowe itp.  A on? Musi wziąć na klatę twoją codzienność.

Dlatego proponuję, zostawiajmy czasem tych marynarzy, i zróbmy coś dla siebie. Spełniajmy marzenia. Dawajmy sobie przestrzeń. Tu sporo zależy od marynarzy. Trzeba dojrzeć do takich decyzji, a czasem kiedy trzeba , to wypchnąć tą kobietę z domu. Doskonale wiem, że jak  jesteś w rytmie codzienności, to mobilizacja czy nawet uświadomienie sobie, że warto czasem gdzieś uciec, że to się opłaca – jest mega trudne. Bo taka nasza natura, że zbyt często wszystko dopasowujemy pod resztę rodziny, a nic dla nas. Jest ta myśl – no ja sobie przecież poradzę; to następnym razem niech on jedzie; muszę zostać z dziećmi; mam pracę itp. Nie róbcie tak. Świat przecież nie jest taki wielki, zawsze można wrócić. A wyjechać warto za miasto, z koleżankami, czy na wymarzony  np. obóz biegowy( Lucyna – pozdrawiam). Świat się nie zawali, a ty zapełnisz swoją przestrzeń.Tatiana Mindewicz – Puacza, powiedziała ostatnio w swoim filmiku, że decyzję trzeba najpierw podjąć, a potem jej używać. Nie tylko coś tam sobie ustalić, ale używać tych decyzji, zawsze potem można je zmienić. To bardzo mądre słowa, które mogą pomóc wyjść nam ze swojej strefy komfortu.  A gdy przyjdzie czas  i Marynarz zapełni swoją przestrzeń  PRZECZYTAJ TUTAJ O JEGO PRZESTRZENI .

Nie będę żałować, że go zostawiłam. Na pewno to powtórzę,  i to szybko. A panowie radzą sobie świetnie, nie ma co się obawiać, w końcu biorą z nas przykład;-)

 
received_1191405017630497 received_1191791354258530 received_1191791374258528 received_1192594924178173 received_1192594947511504  received_1192595314178134 received_1192595337511465 received_1192595350844797 received_1192595434178122 20170819_154029received_1192594957511503received_119315529745546920170821_160138

Podobał Ci się post?

Komentarze (4)

  • Popieram 🙂 ostatni urlop męża podzielony był podobnie, pierwsze kilka dni razem, wspólny wyjazd, potem prawie 2 tyg ja byłam w pracy, niby blisko ale mąż miał na głowie cały majdan 😉 dzieci, pst, koty, dał radę a ja wieczorem byłam wypoczęta po pracy ( tak, mam szczęście mieć super robotę ) no i doceniona bo mąż był bardzo zmęczony 😉 a ostatnie kilka dni też razem spędziliśmy. To był fajny urlop, mąż spędził czas sam na sam z córką i już nie usłyszę Co ty robisz cały dzień w domu 😉

  • Ja chyba bym tak nie potrafiła jak Kasia:) zawsze czas dla przyjaciół i swoje indywidualne przyjemności rezerwuję na okres, gdy Mąż jest na statku. Gdy wraca, niemal wszystko po mojej pracy robimy razem – i to nasza wspólna decyzja. Po prostu szkoda nam straconego czasu (nawet tego, gdy to ja muszę iść do biura). Rozumiem potrzebę innych wyjazdu bez męża – szanuję i jednocześnie podziwiam. Ja takiej potrzeby nie mam, wręcz przeciwnie – łaknę bliskości, wspólnej codzienności przeżywanej razem. Za tą codziennością najbardziej tęsknimy z Mężem, gdy jest na statku. Nie za wakacjami, wspólnymi spotkaniami ze znajomymi, tylko za czasem spędzanym w domu, za wspólnymi zakupami, gotowaniem, planowaniem.. Może kiedyś pomyślę o tym inaczej. Na dzień dzisieszy nie zostawiłabym swojego Marynarza;)

  • Widzę, że mój następny przystanek to Dublin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *