O TYM, JAK SPAKOWAŁAM MARYNARZA I WYSŁAŁAM GO…NIE NA STATEK.
Czas. Wśród rodzin, związków marynarskich jest to chyba najcenniejsza waluta. Ciągle czekamy aby być razem, aby wrócić do domu, aby marynarz wrócił. Pragniemy wspólnych chwil, bo doskonale wiemy jak cenne są – chociażby nasze słynne kawy. Z jednej strony można stwierdzić , że ilość chwil nie ma znaczenia, tylko to – jakie tą są chwile, i jak je przeżywamy. Zawsze twierdzimy, że liczy się jakość , że odległość nie ma znaczenia, bo potem gdy jesteśmy razem… no właśnie, gdy jesteśmy razem, trochę jest tak, że próbujemy ten czas nadrobić. Oczywiście to wszystko jest jak najbardziej naturalne. Grupa marynarzy i ich rodzin, to chyba jedna z nielicznych, która tak naprawdę wie, że tego czasu nie da się nadrobić – i co do tego nie ma złudzeń. Mamy to szczęście, że życie przypomina nam o tym na co dzień, może dlatego potem staramy sie wycisnąć z tych wspólnych chwil co sie da. I jest to niewątpliwie jeden z plusów, bo stwierdzenie carpe diem – ma faktycznie zastosowanie w naszym życiu codziennym.
Marynarz gdy wyjeżdża jest w pracy – nie da się ukryć, a nie na wakacjach, jak czasem twierdzą stacjonarni . Żona, dziewczyna też w tym czasie nie odpoczywa. Pracuje, czy też zajmuje się domem i dziećmi ( a doskonale wiemy, że w pojedynkę jest to, sytuacja daleka od urlopu nawet tego macierzyńskiego). To trochę taki inny stan. Bywa, że planujemy wakacje i wyjeżdżamy wspólnie nad jezioro, za granicę itp. Ale to dalej – wspólnie. A gdyby tak, któreś z nas chciało odpocząć, czy poświęcić swój czas na pasje, marzenia? Dzisiaj skupimy się na marynarzach. Czyli, co gdyby marynarz chciał wyjechać, ale nie na kontrakt, nie do pracy i nie z nami ?
Powiem tak, pytanie:
– Puściłaś go, pozwoliłaś ?
Słyszałam ostatnio kilkanaście razy. I, ani razu nie zawahałam się z odpowiedzią. Bo, szczerze mówić nie przyszło mi do głowy, żeby móc zabronić czegoś dorosłemu człowiekowi, który ciężko pracuje. Chciałam, żeby pojechał. Mówimy zawsze happy wife happy life. To może warto czasem, to odwrócić czyli szczęśliwy mąż, to szczęśliwe życie, żona ?
Większość moich rozmówców była zdziwiona. Było też pytanie:
– A nie boisz się ?
Tak, to chyba najśmieszniejsze. Bo ja się boje cały rok, boję się każdego lotu, pracy w niebezpiecznych warunkach, Afryki, malarii, piratów… Wiemy, że z czasem ten strach da się kontrolować i nie towarzyszy on już na co dzień ale zawsze to strach. Otoczenie jakoś nie pyta o to. Jednak gdy mój M pojechał na motor, żeby jeździć po jednej z wysp, to nagle było milion pytań do. Nigdy nie pojechałabym na taką wyprawę – nie jeżdżę motorem. Ale dlaczego on nie może, skoro tak to lubi? No własnie – może !!! Wydaje mi się, że warto uszczypnąć trochę czasu na swoje marzenia. I on i ja – oczywiście.
To mała moja prywatna dygresja. Bo w tym tekście będziemy zastanawiać się. Czy my, kobiety jesteśmy w stanie „puścić ” naszego M na wyjazd z kolegami, samotny, na motor, na wspinaczkę i co tam sobie wymyślą ( większość marynarzy jakich znam nie ma w sobie syndromu kanapowca, ciągnie ich do życia)?
Oczywiście, żeby nie było – to działa w dwie strony ale o naszych wyjazdach bez M następnym razem, bo to zupełnie inny temat( jeszcze lepszy 🙂 ). Ale tak to działa w dwie strony panowie:-).
Wracając do wyjazdów marynarzy. Zdań w tym temacie może być milion.Trzeba jednak pamiętać, że oni pracują poza Polską, a nie wypoczywają.
Trudno jest wypuść go z domu, ale każdy potrzebuje trochę przestrzeni, wolności czy realizowania swoich marzeń. Gdy jadą na szkolenia albo na statek – to wiemy, że tak musi być, to jest ich praca. A dla przyjemności? Wiadomo, to jest kontrowersyjne. Bo wizja, że ja zostaję tu z dziećmi czy interesem i problemami codzienności, z tym całym Sajgonem, a on tam gdzieś dla rozrywki – jest dość hardcorowa. Jednak w związkach marynarskich jak wiemy nic nie jest „normalne”, a takie decyzje zależą od naszego nastawienia. Doskonale wiemy, że liczą się chwile, które przeżywamy – więc dlaczego nie dać sobie tych chwil, właśnie w taki sposób? Oczywiście z rozsądkiem. To muszą być wspólne decyzje. Nikt z nas nie jest niczyją własnością, a ograniczanie siebie wzajemnie może spowodować frustrację i niechęć do siebie. Dajmy sobie czas, trochę przestrzeń. Ważne jest aby przy takich wyjazdach wszystko inne miedzy partnerami grało. Bo gdy jest to tylko ucieczka przed problemami , to może dać odwrotny skutek – negatywny. Nie jest to łatwe, bo przede wszystkim pragniemy być znowu razem. Ale kto jak nie my, ma taką moc i siłę zaufania? Carpe Diem Marynarki.
Czy macie podobne, doświadczenia, obawy? Albo może w ogóle nie zgadzacie się z taką teorią ? Piszcie w komentarzach?
Foto z tripu mojego M







Podobał Ci się post?

Komentarze (6)
Jak najbardziej jestem za czasem dla siebie. Mój M w zeszłe wakacje wyjechał z kumplami na wieczór kawalerski do Bułgarii na 4 dni. I ani przez chwilę nie przeszła mi przez głowę myśl, żeby go nie puszczać. Jeśli kochasz to też ufasz…Gdy wrócił, odebrałam go rano z dworca z kawą i kanapką 🙂
Teneryfa:)
Jeżeli to działa w obie strony, to jest ok. On jedzie z kolegami, ja mam prawo do babskiego wyjazdu. Jeżeli tylko on ma prawo do takich rzeczy, to już nie jest w porządku.
Pewnie. To musi działać w dwie strony.
Choć wole zasadę nie coś za coś tylko,raczej dla ciebie i już. A efekt powinie być właśnie taki – w dwie strony?
Dawać się wykorzystywać tez nie wolno. On wszytsko a ja nic to nie partnerstwo to chamstwo ???
Mój El Presidente kocha motory, śni o nich, jeździ na nich, je na nich i coś więcej też pewnie by chciał, ale mnie jeszcze do tego nie przekonał 😉 Za to przekonał mnie do motocykli jako takich, nauczyłam się i dużo jeździmy razem – każde oczywiście na swoim, za bardzo jestem przyzwyczajona do rządzenia, żeby mnie ktoś teraz woził 😛
Czy puszczam go samego? Oczywiście 🙂 Jeśli to dla niego najlepszy sposób na odreagowanie stresów z pracy, na relaks, na psychiczny powrót do domu? Jasne! Dlaczego nie jadę z nim? Bo musi odpocząć, nie myśleć o nikim innym niż o samym sobie. We dwoje tak się nie da. Wraca do domu, na drugi dzień bierze motor i jedzie w siną dal. Na dwie doby, na trzy. Do domu przyjeżdża zupełnie inny człowiek 🙂 Dłuższych wyjazdów on sam sobie nie życzy, wtedy już razem, z kolegami lub nie. Jest ciężko pracującym człowiekiem, należy mu się odpoczynek. Dla rodziny zaś lepszy będzie zrelaksowany, zadowolony El Presidente, niż zestresowany marynarz, emocjonalnie wciąż przebywający na statku.