Blog

ZMIANA Z „JA” NA „MY”

Autor: Czerwiec 2, 2016 16 komentarzy

 

To, że marynarz po powrocie do domu zmienia całkowicie swój tryb życia – to wiemy. Ale ona ? O tym nie mówimy bo radość z powrotu jest ogromna. Jednak ona, mimo, że w tym samym miejscu, w tej samej rzeczywistości – to jednak też musi się przestawić z trybu „ja” na „my” . Rezygnuje  z wielu swoich przyzwyczajeń na rzecz tych, które się robi we dwoje. I nie zawsze od razu umie się znaleźć gdy marynarz wraca z morza. To jakby zmieniać swój styl życia kilka razy w roku. Nie zawsze przychodzi to łatwo.

Po wielu dniach sprzątania, gotowania i przygotowywania się na przywitanie marynarza.Przychodzi moment powrotu. Radość wielka. Wszyscy są szczęśliwi, dzieci nie odstępują taty na krok, świat nabiera innych barw bo przecież  na to czekali wszyscy. Jest tylko jeden malutki temat, który umyka. Z pozoru nieważny.  Bo jaki może być „problem” związany z powrotem. Generalnie – żaden. Zmiana najbardziej widoczna jest u marynarz. Wiadomo statek i morze zamieniają na ląd dom i rodzinę. To wymaga przestawienia się na inny tryb – oczywiście pozytywny. Jednak każda zmiana nawet ta najcudowniejsza to zawsze zmiana. Wyjście ze swojej strefy komfortu i wejście do innej. A jak jest z kobietami? Jaką one odczuwają zmianę? Żadną? Przecież są w tym samym domu, mieście, łóżku itp? Czy aby  na pewno?

13139267_1111869472202670_5727407499391282420_n

Oczywiście, że nie. Wiadomo, że zamiana pustego domu czy domu bez tej drugiej osoby na dom z pełną rodziną to coś dobrego. Jednak to dalej zmiana i mimo, że pozytywna to jednak też zmusza do przestawienia się kobiety marynarza.

Przecież żyjąc jako „ słomiana wdowa” żyje ona  na trybie „ JA”. Inne przyzwyczajanie, inna lista zakupów, inne obiady, samotne noce itp. Warto to podkreślić i głośno powiedzieć, że to zupełnie inny dom. Mieszkać samemu jest smutno. Jednak nie ma innego wyjście i jakoś taki samotny tryb też trzeba sobie narzucić i z czasem zaakceptować może nawet czasami polubić. I choć szczęście z powrotu największe to nagle trzeba zacząć dzielić łazienkę, zrobić obiad, więcej parania, zrezygnować ze swoich singielskich przyzwyczajeń, malować paznokcie poza sypialnią, dzielić samochód itp. Pojawią się też inne kwestie takie jak małe poczucie winy z powodu braku codziennie obiadku. Bo przecież dzieci jedzą w szkole ty coś tam skubniesz na jedną porcję. A tu teraz trzeba trochę inaczej zorganizować ten dzień i może trochę częściej zacząć gotować. Oczywiście to tylko przykłady. Bo tyle ile kobiet tyle też  różnych przyzwyczajeń. I jasne jest też to, że to przyjemna (nawet z małymi minusami) zmiana funkcjonowania w domu. Jest weselej, można porozmawiać, wypić wspólną kawę. I nawet to, że częściej trzeba ładować zmywarkę nie psuje dnia. Bo jest miłość w domu i pełna rodzina. 

Jest trochę tak, że panowie nie widzą tego. Dla nich takiego tematu nie ma. A może warto zwrócić uwagę na swoją partnerkę. Nie narzucać jej zbyt wielu zadań, nie wymagać. Bo przecież dla niej przyjazd marynarza do domu to inne wyzwania. Po prostu  cieszyć się ze swojej obecności.  Docierać się czasem  tak jak to było na początku związku. Każda zmian wymaga czasu nawet ta pozytywna. Oczywiście w przypadku powrotów przyzwyczajamy się z reguły bardzo szybko. Bo to przecież miłość. Gorzej jest zawsze przejść na tryb „JA”.

A jakie swoje przyzwyczajenia czy zachowania wy zmieniacie jak marynarz wraca? Czego nie robicie albo co robicie inaczej ?

Piszcie w komentarzach.

Kasia

IMG_7213-vert

Podobał Ci się post?

Komentarze (16)

  • Jak mój M wypływa to w domu zostaje cisza i pustka, ale wiem że on jest nawet jak go przy mnie nie ma. Wtedy więcej czasu jest na nadrobienie lektury i serialowych zaległości bo jak wraca to jakoś czas tak leci, że na nic nie ma czasu.

    P.S Kasia czyżby spacer na Sokółce 🙂

  • U mnie po powrocie M na bok idą niestety książki. Niby jak wraca to jest lżej bo obowiązki domowe dzielą się na dwoje, ale czasu dla samej siebie nie ma prawie wcale. Zawsze po jego powrocie jest coś do zrobienia w domu, a to jakiś mały remont, a to jakieś ulepszenia, a to coś z samochodem trzeba zrobić. Za każdym razem też musimy tak jakby odnajdywać się na nowo. Ostatnio gdy wrócił byłam w zaawansowanej ciąży, teraz gdy wróci będzie musiał na nowo zapoznawać się z naszym synkiem.

  • U mnie najpierw jak u wszystkich WIELKIE HUUURRA!, że wrócił, ale już po 2 miesiącach bywa, że zaczyna mi brakować samotności i tego bycia tą JA. Kocham męża i nie zamieniłabym go na nikogo innego, ale lubię też być sama sobie sterem, żeglarzem okrętem, co w duecie niestety nie zawsze jest możliwe. Bo jak M. jest na morzu, to często idealizujemy jego wizerunek, a na lądzie on jest tylko człowiekiem, a nie superbohaterem. I czasami dobijają mnie wyrzuty sumienia, że chciałabym gdzieś wybyć sama, ale nie, bo On w domu jest tak krótko, trzeba łapać wspólne chwile i w zaraz go nie będzie, więc część rzeczy odkładam na „powyjeździe” i jak już go nie ma, to przez chwilę cieszę się, że wreszcie będę miała na wszystko czas.

  • A jak sobie radzicie z pogodzeniem pracy i małymi dziećmi po wyjeździe M? Miże troszkę nie w temacie ale nie wiedziałam gdzie się odezwać. Zanim urodziło nam się dziecko było łatwiej bo był tryb Ja i MY. Teraz jednak tryb Ja zmienił się na My i MY. Póki co jestem z córeczką w domu więc jesteśmy ciągle razem. Chcę pracować ale nie mam rodziny na miejscu i kompletnie nie wiem jak to zrobić. Nawet chętnie bym się przekwalifikowała ale nie mam pomysłu na co by pogodzić pracę z samotną opieką nad dzieckiem…. Zawsze chciałam dwójkę dzieci a teraz wydaje mi się, że drugie dziecko będzie dla mnie oznaczało przymusowe siedzenie w domu bo sama bym chyba tego nie ogarnęła. Jak jest u Was? Ja jestem z Dolnego Śląska i jestem sama w tym temacie.

    • Mnie też to ciekawi bo mam podobną sytuację. Chciałabym wrócić do pracy nawet w niepełnym wymiarze godzin, ale co tu zrobić z maleństwem gdy M w pracy?

      • Jak to co zrobić? Znaleźć maleństwu super opiekunkę. Ja tak zrobiłam i wróciłam do pracy. A potem przedszkole. Ja jestem z Małopolski i tutaj nikt nie rozumie tych tematów…

  • Ja podobnie mam 😉
    Gdy przyjeżdża mój M, mimo, że jeszcze nie mieszkamy razem (nasz staż to dopiero 2 lata, przyjeżdza przed rocznią :D), to ciągle jesteśmy razem, staramy się nadrobić czas, obowiązkowo jakiś wypad za miasto we dwójkę musi być 🙂 Bardzo szybko się przyzwyczajam, że już jest, zaledwie po pierwszej nocy 🙂 gorzej, jak wyjeżdza, przez cały kontrakt się przyzwyczaić próbuję… i jak poprzedniczka – gdy jest M to trochę olewam studia, zrywam się ze szkoły, mniej czasu poświęcam nauce w domu, byle jak najwięcej spędzić z Nim. I z koleżankami też o wiele mniej czasu spędzam, nie widzę po za nim świata, wszędzie razem… 🙂
    Pozdrawiam!

  • Kiedy M wraca zmienia się WSZYSTKO! Cały dom staje na głowie. Oczywiście są wielkie emocje, motyle, cały wir przygotowań i oczekiwania na TEN dzień powrotu…. Ale kiedy „magiczny pył” opadnie okazuje się, że:
    1. Wszędzie się spóźniamy
    2. Dzieci są rozstrojone totalnie
    3. W domu panuje generalnie TOTALNY ARMAGEDON, którego ja absolutnie nie jestem w stanie ogarnąć…. Np. pranie czekające na wyprasowanie zaczyna ustawiać się w kolejce do kolejnego prania:)
    4. Kalendarz spotkań towarzyskich pęka w szwach – nagle wszyscy budzą się z zimowego snu i postanawiają spotkać, koniecznie w tym samym (prawie)terminie
    5. Jakby mało było codziennych obowiązków, M dokłada kolejne, czasem absurdalne zadania i o dziwo jakoś tak się składa, że zwykle jestem głównym bohaterem w ich realizacji
    6. Oczywiście wszystko przekłada w inne- jego zdaniem lepsze miejsce. Na szczęście nauczyłam się już, że jak czegoś nie mogę znaleźć, to jest w magicznej szafce:)
    7. Jesteśmy WSZĘDZIE – bo trzeba nadrobić stracony czas – weekendy rodzinne, weekendy z wyjazdem, spotkania, wyjścia, rowery, treningi…..

    …… Ale wiecie co? Nie zamieniłabym tego Faceta na żadnego innego:) Kocham Go już od 13 lat i nie zamierzam przestać. To dzięki niemu każdego dnia łapię wiatr w żagle i cieszę się z życia pełną piersią.
    A kiedy wyjeżdża – następuje kolejna zmiana. To dla mnie czas ….. regeneracji hihi. Paradoksalnie mam więcej czasu dla siebie – choć obowiązków jak wiadomo nie mniej:)
    Cudownie jest kochać Marynarza:)

    • Nie pisze komentarza bo moge sie smialo podpisac pod tym 🙂 dokladnie u mnie tak samo. Uwielbiam powroty mojego M ale lubie tez czas kiedy jestem sama. To idealny uklad dla nas obojga juz od 11 lat 🙂 a z tego ukladu wyszlo nam dwoch niesamowitych synkow 🙂

  • A ja się (omatko!) troche cieszyłam, że już jedzie (4tyg temu), bo gdy tu jest zawalam uczelnię, wole zostać z nim w domku albo gdzieś wyjechać, bo nie chce mi się siedzieć na zajęciach jak on tu jest 🙂 gdy go nie ma biegam, ćwicze, latam gdzieś z koleżankami to tu to tam, a przyjeżdża M. i znów wspólne kolacyjki, śniadanka mija czas ale też mniej poświęcam go na siebie. Jesteśmy ze sobą krótko, więc może kiedyś się to zmieni… Ale tak, ciężko sie przestawić z JA na MY 😉 pozdrawiam!

  • Gdy nie ma marynarza, który jest kawoszem, prawie w ogóle nie piję kawy. Gdy wraca – pijemy ją razem, zwłaszcza rano 🙂

  • Ojeeej… no tak 😉 Ja zawsze powtarzam, że najgorsze są pierwsze 2 tygodnie po wyjeździe, ale równie ciężkie są pierwsze dwa po powrocie. Tyle, że okraszone radością i namacalną miłością 🙂 Coż… Dzieci nie mamy, więc może nam łatwiej. Ale! No tak, pracować pracuję tak samo, jak wtedy, gdy jest na statku. Ale jak ciężko w tej pracy wysiedzieć, kiedy ON w domu!!! Zwłaszcza w ciągu tych pierwszych dni po powrocie! Mimo, że pracę swoją uwielbiam 🙂 No i… wracam do domu, a tam ktoś! I gadać trzeba! To takie dziwne. Nie, żebym nie gadała do kotów jak go nie ma, no ale trochę inaczej. No i łóżko! nagle ciasno, 2 metry człowieka dodatkowo! Super jest, ale… no wlasnie, też muszę się na nowo przyzwyczaić 🙂 I do chrapania :p No i nie mam już tyle czasu dla koleżanek… tzn mam, ale wole siedzieć w domu i się przytulać 🙂 Nigdy do pustego domu mi się wracać nie chce, więc po pracy to tu, to tam. A teraz linia prosta! 🙂 I nawet jak się na coś z kimś umawiam dużo wcześniej, to jak Marynarz w domu, to nagle mi się nie chce… wolę na kanapie poleżeć, niż poszaleć w klubie 🙂 Ale co najbardziej lubię… Przykro mi często, kiedy wracam do domu, w każdym mieszkaniu palą się światła, słychać głosy, widać cienie… a u mnie ciemno 🙁 I to jest moja najulubieńsza zmiana! Idę i jest, świeci się!!! Wtedy uśmiecham sięsama do siebie:) Najbardziej nie podoba mi się to, że mi się nie chce np. biegać, jak wraca. Przynajmniej na początku. Zawsze jako tako staram się coś dla siebie robić, no a z nudów to nie myślę za dużo, czy mi się chce. A jak wraca to niestety, się nie chce 😀 Ale jakie to fajne! właśnie, że zmywarkę częściej wstawiamy, że dielimy się obowiązkami. On poodkurza, ja pranie wstawię, on pościeli łóżko, ja kotom dam jeść… Takie to zwykłe, a bywa w ciągu roku jednak niezwykłe… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *