Jak często uprawiać sex z marynarzem?
Temat zapewne może dziwić. Bo jak w ogóle można zadawać takie pytanie? Przecież sypiać ze sobą powinno się wtedy kiedy się ma na to ochotę, prawda? Sex to jeden z fundamentów udanego związku. Jedna z baz, podstawa. Ciągłe rozbudzanie namiętności to, plan na wspólne życie.
A co się dzieje gdy przychodzi moment chęci na namiętność, a on i ona na dwóch różnych krańcach świat? No kiepsko. Porażka. Oczywiście są sposoby na zaspokojenie siebie, ale nie ma przecież namiętności . No chyba, że ktoś posiada kochankę czy kochanka, to jednak wyklucza go z grona dbających o związek i swoją miłość. I raczej w perspektywie, nie zapewni mu szczęścia, tylko poczucie winy. Ale to osobne tematy. Pytanie przecież brzmi – jak często? Można by przeliczyć, że średnio pary stacjonarne (rożnie to oczywiście bywa ale) uprawiają sex 2-3 razy w tygodniu. Co daje jakieś 12 razy w miesiącu, (uśredniamy mimo kobiecych dni) co daje jakieś 144 dni w roku. Czyli, nieco mniej niż połowa dni w roku. Są to mocno uśrednione wyniki, ale potrzebny jest punkt odniesienia.
- Nie sztuką jest „wyszumieć się za młodu”. Sztuką jest „szumieć przez całe życie”. I to szumieć w sposób, który dla żyjących wokół nas ludzi jest przyczyną radości, nie zaś żalu i poczucia krzywdy
Sylwester Laskowski
W przypadku związków marynarskich, niemożliwa jest taka ciągła praca nad relacją. A skoro przynajmniej połowę roku spędza się osobno, to zostają jakieś 182 na zrealizowanie wyniku standardowej pary. To w takim razie, czy powinniśmy być ze sobą w łóżku codziennie? ( Pewnie tak by było najlepiej). Czy może iść normalnym rytmem pary przykładowej? Jednak wtedy zmniejszylibyśmy nasz wynik do 70 razy w roku. Czy to nie za mało?
Przecież swój stracony czas, zawsze pary marynarskie starają się nadrobić, chociażby żyjąc intensywniej, robiąc masę dziwnych rzeczy. To czy brak seksu też powinni jakoś nadrabiać? Z jednej strony jest chęć bycia cały czas ze sobą, ale jest też świadomość szybkiej utraty, te wiszące cały czas nad głowami – wyjazdy. A z drugiej zaś strony, dopada człowieka zwykła codzienność, zwykłe życie, może trochę gorsze samopoczucie. I czy to oznacza, że mamy mieć wyrzuty sumienia, że nie „nadrabiamy” w seksie? Te pytania pojawiją się myślach wielu, nawet jeżeli ich nie wypowiadają.
A przecież od zawsze wiadomo, że to nie ilość się liczy tylko jakość. A sex nie startuje w wyścigach, ma być porządnym i dobrym fundamentem. Większym problem niż zwykłe ograniczenia czasowe są: obojętność w stosunku co do siebie, niechęć, unikanie z premedytacją zbliżenia. A właśnie te ograniczenia czasowe mogą często podkręcić atmosferę, a samą namiętność – właśnie rozbudzić. Może coś czego nie ma na co dzień, lepiej smakuje i nie nudzi się tak szybko? A może nie? Różne pary potrzebują różnych bodźców. Szczerość w seksie jest podstawą. I lepiej raz powiedzieć nie dziś, nie mój dzień. Ale za to następnego – wyrzucić z siebie ogień, niż odbębniać „obowiązek”.
Marynarz daleko, to i potem czasu mało dla siebie. A może właśnie te 77 razy, czyli o połowę mniej od innych, pozwoli przeżyć je bardziej namiętnie? A każdy z nich inaczej i w inny sposób, ze staraniem i podkręcającym poczuciem utraty. Minus tak łatwo zamienić na plus – kwestia podejścia. A świadomość, że marynarz jest na chwilę niech spowoduję jeszcze większą chęć wykorzystania jego… seksualnie. Bez spięcia, na pełnym relaksie. Seksu się nie da nadrobić, ale warto dobrze i na maksa wykorzystać ten co jest nam dany.
Kasia


Podobał Ci się post?

Komentarze (9)
Jak zobaczyłam tytuł tego artykuły od razu przypomniało mi się moje młode życie gdy mój obecny mąż pracował jako marynarz. Pamiętam, że najgorszy czas był ten w którym bardzo pragnęliśmy mieć dziecko. Staraliśmy się rok czasu bo ciężko było się wstrzelić w odpowiedni moment. Generalnie żona marynarza nie ma łatwego życia.
Po prostu za każdym razem, gdy przychodzi ochota? Nie z powinności, z wyliczeń matematycznych, tylko pod wpływem chęci i emocji? Nawet dwa razy pod rząd? W południe, tuż po zakupach, albo przed obiadem? w środku nocy, po przebudzeniu? Bez konkretnego terminarza…
Ciekawy temat 🙂 dobrze się czytało.
Ja czekam na swojego M już prawie 4 miesiące, wraca dopiero pod koniec kwietnia, albo nawet maja. Już nie mogę się doczekać, kiedy nareszcie Go zobaczę.
Poruszono tutaj kwestię seksu, ale myślę, że racja jest w tym iż nie da się tego nadrobić,
Wiadomo, korzystać ile się da po powrocie,jak tylko dopadnie nas ochota i do tego namiętność, ale też bez przesady.
Przecież rozmowa, jak i samo przebywanie w swoim towarzystwie jest także niezmiernie ważne 😉 Jestem przekonana, że po Jego powrocie zwykły spacer w Jego towarzystwie będzie znaczenie bardziej doceniony, niż wcześniej, kiedy jeszcze o wyjazdach nie było mowy. To, co mam na myśli z pewnością zrozumieją Kobiety, które musiały ” rozstać ” się na dłużej niż 5-6 miesięcy ze swoich Ukochanym.
Pozdrawiam !
ostatnio czekałam na męża 6,5 miesiąca. Dziś wyleciał do Chile. Podpisał kontrakt, jak zwykle na 5+-1. Ma zamiar zejść po 4ech. I ani dnia później…
To chyba zależy od temperamentów i potrzeb. Miałam kiedyś koleżankę, która mimo, że miała faceta „lądowego” ze średnią wychodziła o wiele, wiele gorzej niż ja ze swoim mężem marynarzem, a do demonów seksu jakoś nie należymy. Ale to prawda, że jak mąż w domu to staramy się usilnie nadrobić zaległości. 🙂
gdy moj M jest w domu to jest codziennie rano i wieczorem 🙂
Ciekawy temat, chodź wydaje mi się, że nie ma na to prostej odpowiedzi 🙂
Kasiu zwróć uwagę kiedy stawiasz przecinki bo momentami są błędne. Np. na początku zdania po A albo I. Piszę to tylko dlatego bo przez to niektóre zdania są nieczytelne 😉
Buziaki
Odpowiedzi jak zawsze jest milion 🙂 warto jednak zająć się tematem wiem z maili i rozmów, że niestety niektórzy odczuwają presję. A to przecież bez sensu – nie o to w tym chodzi:-)
Dzięki za info – poprawiałam już przecinki. Niestety takie rzeczy się zdarzają gdy się robi to wszystko samemu:-)
Jak często? Tak często jak się da!!! 😉