Blog

Pożegnanie

Autor: Wrzesień 10, 2015 28 komentarzy

Kamil i Karolina Olszewscy

zwycięzcy konkursu na tekst o marynarzu i jego tęsknocie.

Gratulacje!!!

„Dziś jesteśmy jeszcze razem, ale jutro o tej porze będę sama … ” ten zwrot z jej listu uderza mnie zawsze najbardziej, niezmiennie od już ponad 5 lat. Magiczne 24 godziny do odlotu. Od tego momentu bariera komfortu psychicznego zostaje przełamana, bo o tej samej porze kolejnego dnia mnie już przy niej nie będzie. Słowo „ostatni” szturmem wkrada się do mojego życia.

…21 godziny do odlotu
Wstajemy późnym rankiem, tak jak zawsze kiedy ona ma dzień wolnego. W pracy powiedzieli że dadzą sobie radę bez niej byśmy mogli ten cały „ostatni” dzień spędzić wspólnie. Podchodzę do okna i patrzę na okolice, chcąc zapamiętać każdy szczegół tego otoczenia. Zjadam na szybko bułkę wieloziarnistą i jedziemy na zakupy. Nowy plecak i dwie puszki proszku do zrobienia napoju izotonicznego … na 60 treningów. Jedziemy na działkę i pakujemy wszystkie narzędzia. Zamykam drzwi od altany i „ostatni” raz oglądam się za siebie. Patrzę na dojrzewające maliny, których nie zerwę, na trawę której nie skoszę, na grilla którego juz nie rozpalę. Na śniadanie idziemy do baru mlecznego, potem wracamy do domu. Narzędzia chowam bezpiecznie w piwnicy i wyciągam walizkę.

… 18 godzin do odlotu
Nie myślę o tym dlaczego to robię, ani co to oznacza. Nie chcę. Nie potrafię. Nie mogę. Ona jest w drugim miesiącu ciąży. Chce ograniczyć jej ból do całkowitego minimum. Otwieram walizkę na środku pokoju dziennego i z żołnierską dyscypliną układam w niej to co zawsze. Patrzę na nią ukradkiem i jej nie poznaję. Od kiedy zrobiła się taka twarda ?? Kiedyś rozpaczała na miesiąc przed moim wyjazdem, a teraz widzę jak biję się z myślami i dba o to by niczego mi na statku nie zabrakło. Kiedy się tak zmieniła ? Czy to wtedy kiedy po raz czwarty rok pod rząd nie pojawiłem się na jej urodzinach ? Czy to na weselu mojego brata, kiedy została zapytana przez każdego gościa z osobna: „gdzie zgubiłaś męża? ” Czy może wtedy kiedy wylądowała w szpitalu i leżała tam trzy dni, w czasie których odwiedzała ja tylko jej matka ?? W którymkolwiek momencie to się stało wiem że go przegapiłem. Tak samo jak przegapię wiele innych rzeczy, np. 3 kolejne miesiące jej ciąży. Ale nie chce o tym myśleć dlatego nie zatrzymuję na niej wzroku zbyt długo. Robimy przerwę na obiad, a na kawę idziemy do znajomych. Siedzimy i gadamy, a im zdarza się mówić o mnie czasami w trzeciej osobie. Przez trzy miesiące nie zdążyli się przyzwyczaić do tego że wróciłem do domu dlatego dochodzę do wniosku ,że dzisiaj tym bardziej nie ma już sensu ich poprawiać. Ściskam się z nimi i mówię „dbajcie o siebie”. Na kolacje gotujemy makaron z sosem i odstawiamy jedna porcje na rano. Tylko dla mnie bo ona i tak nie będzie w stanie jeść.

… 10 godzin do odlotu


W pokoju zrobiło się strasznie pusto.. Z biurka zniknął laptop, regał został oczyszczony z teczek. Półki z ubraniami świecą teraz pustkami, a przed drzwiami wyjściowymi stoi już tylko jedna para adidasów. Ona poszła zrobić herbatę, a ja zostałem sam w pokoju. Teraz myślę o niej i o tym co ona przejdzie. Siedząc tutaj na kanapie będzie miała wrażenie ze zaraz wejdę do pokoju i opowiem coś ciekawego. Gdy będzie wychodzić z pracy, odruchowo będzie szukać zielonej Corsy, która odbierała ją 5 razy w tygodniu, przez 3 miesiące. Nie zastanie mnie już w domu, ani nie przytuli w nocy. Chce mi się płakać, ale się powstrzymuje. Ona wraca do pokoju, a ja już jestem spokojny. Siada obok mnie i zaczynamy rozmawiać o wszystkim i o niczym. Snujemy plany na przyszłość, wspominamy to co się wydarzyło. Od czasu do czasu jedno z nas wstaje i dorzuca coś do walizki.

100_3394

… 9 godzin do odlotu
Tradycyjnie „tego” dnia, każde z nas siada w swoim kącie, ona przy stole, a ja przy biurku. Bierzemy kartki, długopis i kolorowe flamastry. Na kartkach piszemy list, który podarujemy sobie nawzajem, a otworzyć go będzie można dopiero wtedy kiedy znajdę się na statku. Ostatnie akapity podlewam łzami, perfumuje kartki i chowam je do koperty. Ona zamyka oczy, a ja chowam kopertę w książce „Kuba”.

7 godzin do odlotu
„Ostatni” raz ścielę łóżko. Ona przychodzi do pokoju, patrzymy na siebie i wiemy że oboje chcemy się jeszcze sobą nacieszyć. Robimy to. O północy wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Spokojny i zmęczony kładę się spać. Szybko zasypiam.

…4 godziny 20 minut do odlotu
2 w nocy. Budzę się i nerwowo spoglądam na zegarek. Oddycham z ulga. Jeszcze dwie godziny do pobudki. Mnóstwo czasu. Przytulam ją, a ona od razu przyciska moją rękę do siebie. Przebudzam się co parę minut. Choć sen mnie próbuje zmorzyć, to ja nie chce zasypiać. Szkoda mi każdej sekundy

…2 godziny 20 min do odlotu
4 rano. Wstaję i odgrzewam makaron. Ona wstaje razem ze mną i idzie do łazienki. Jem śniadanie i tępo patrzę to na talerz, to za okno. Nie pozwalam by w głowie pojawiła się jakakolwiek myśl. Jest jeszcze za wcześnie. Taksówkarz przyjedzie o 4:40. Robię poranna toaletę i pakuje kosmetyczkę do walizki. Zamykam ją i jestem gotowy. Patrzę na zegarek. 4:35. Czuję ze pan Henio już jest na dole i na mnie czeka. Zawsze przyjeżdża wcześniej. Ona wchodzi do pokoju i siada na łóżku, a ja za nią okrakiem. Obejmuję ją. W jednej chwili dociera do nas ze to już koniec. Teraz jesteśmy tylko my. A za chwile nie ma już nic…

IMAG1628

Kamil i Karolina Olszewscy

zwycięzcy konkursu na tekst o marynarzu i jego tęsknocie.

Gratulacje!!!

Podobał Ci się post?

Komentarze (28)

  • Poryczałam się jak Bóbr … to nasz pierwszy „wspólny” kontrakt, on wyjechał a ja czekam .. wiem że będzie ich dużo (kontraktów), bo na taki związek sie zdecydowałam … ale ten pierwszy .. nie wiem jak Wy ale ja usycham z tęsknoty 🙁 Miało byc 5 miesięcy, będzie ponad 6 … czyli jeszcze ok 2 :((( Pozdrawiam Wszystkie Panie czekające na swoich ukochanych ..

  • No to po raz pierwszy coś tutaj napiszę chociaż już od jakiegoś czasu śledzę bloga. Wczoraj pożegnałam swojego marynarza, jak teraz wspominam nasze 24 h przed odlotem wyglądały praktycznie tak samo i tak bardzo się zastanawiałam co on czuje i myślę że jego myśli i uczucia są bardzo zbliżone. Znamy się od niespełna roku to drugi raz kiedy wypływa na 4 miesiące… Chyba będzie mi o wiele ciężej niż za pierwszym razem, a może kolejne i kolejne będą jeszcze trudniejsze…
    Tęsknota mimo wszystko jest pięknym uczuciem
    Tęsknijmy kochajmy i cierpliwie czekajmy.
    P.S.
    Joanna też powtarzam to przy każdej okazji.

    Pozdrawiam serdecznie autora tekstu 🙂

  • Ale się poryczałam. Piękne i smutne. Prawdziwe, choć chciałby się żeby nie było prawdziwe. Choć może.. to po prostu szczęście tak kochać. Kiedy to czytam, widzę jak chodzicie po domu, cisi, staracie się nie poddać, nie pokazać drugiemu jak to trudne. Ja zawsze na pożegnanie mówię mojemu M:” obiecaj, ze kiedyś wrócisz do mnie- na zawsze”, choć wiem, że ten dzień nie nadejdzie zbyt szybko. Nie pozostaje nic, jak pogodzić się z morzem i czekać.

  • Czytając to , aż uroiłam łzy ze wzruszenia . To takie prawdziwe i piękne 🙂 Powodzenia i gratulacje dla autorów tego tekstu !

  • Dziekujemy za wszystkie komentarze 🙂 Cieszymy sie ze spodobal wam sie ten tekst choc traktowal o tym co dla nas jest najtrudniejsze i najsmutniejsze. Dzisiaj gdy go czytam to czuje sie tak jakby on mnie wogole nie dotyczyl bo juz za tydzien powinienem szykowac sie do powrotu do domu. Na szczescie kazdy kij ma dwa konce 🙂 Pozdrowienia dla wszystkich cierpiacych i oczekujacych no i dla tych ktorzy maja obecnie to szczescie, by moc cieszyc sie swoja obecnoscia 🙂 Jeszcze raz, dziekujemy 🙂

  • Gratuluję tekstu. Mój mąż by nigdy czegoś takiego nie napisał, ale my tak samo przeżywamy rozstanie. Dzisiaj pojechał do Meksyku, my z małym już śpimy, a on biedny leci i leci. A jak doleci to nowi ludzie, nowy statek, nowe sytuacje, a w kabinie nowy smutek. Cóż taka praca, taki żywot marynarzy i ich żon. Mój mąż najprawdopodobniej nie będzie przy narodzinach naszego drugiego dziecka i takie chwile dołują najbardziej…

  • Tak właśnie jest. Te rozstania i powroty. I huśtawka nastrojów – od eksplozji szału powitań do rozgoryczenia i łez rozstań… Over and over again… Gratulauę tekstu! U nas jest tylko jedna różnica: ZAWSZE odwożę mojego M. na lotnisko. To chyba trudniejsze. W samochodzie chciałoby się powiedzieć wszystko „na zapas”, a zazwyczaj milczymy. Bo wszystko co najważniejsze już zostało powiedziane. Świadomość, że 4 mce kontraktu (rozłąki) przed nami, wisi jak miecz Demoklesa i tnie ciszę… I wcale przez lata nie jest łatwiej, prościej. Kochamy tak samo, tęsknimy tak samo, rozłąka boli tak samo, łzy (owszem, czasem kapią) tak samo, pragniemy się równie mocno. I to właśnie jest najważniejsze!

    Panie Kamilu, gratuluję tekstu 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Prawdziwy, szczery i czuły.. Taki jest ten tekst i właśnie takie są ostatnie godziny „przed odlotem”…
    Znam te uczucia zbyt dobrze, razem z moim ukochanym M. przeżywamy podobne emocje, jak autorzy tekstu.
    Mój Mąż wyjechał kilka dni temu, też o 4:40 wyszedł z domu… Moje emocje są poranione, czuję tę zatrważającą pustkę, która nie pozwala mi na działanie. Tylko rozpacz króluje w umyśle… Jest w domu tak cicho, chłodno i źle.. Brakuje w nim pół serca, więc.. jak ma tętnić życiem???

    Pozdrawiam Autorów tekstu i Wszystkich kochających tak mocno i czule..

  • Tekst ściska za serce. 5 dni temu mój M pojechał na kontrakt. Zaczęłam czytać ten tekst w pracy, ale przy opisie o zielonym samochodzie czekającym po pracy 5 razy w tygodniu musiałam wyłączyć bo ścisnęło mnie mocno za gardło, a oczy napłynęły łzami. Dopiero teraz na spokojnie mogłam dokończyć. Wychodząc z pracy zawsze się rozglądam, gdzie stoi nasze zielone autko, w którym czeka mąż – odruchowo, bo przecież teraz wyjechał. Za każdym razem rozstanie boli tak samo, mimo ponad dwóch lat, które jesteśmy razem, nie da się do tego przyzwyczaić i pewnie zawsze będzie tak bardzo bolało. Ale zawsze jak wyjeżdża moje kochanie to wiem, że robi to dla nas, aby nam było lepiej, bo sam równie tego nie cierpi jak ja. I wiem, że wróci i będziemy razem i będziemy się sobą cieszyć i śmiać i spędzać każdą możliwą chwilę razem. Musimy być twardzi oboje, bo wiem, że mi jest bez niego ciężko strasznie i wiem też, że mój M tęskni tak samo i tak samo mu jest ciężko i czeka na powrót. Wspieramy się na wzajem cały czas.

  • Naprawdę super wpis gratuluję.Czytając aż łzy mi się cisnęły do oczu jaki jest ciężki nasz żywot z marynarzem.Podobnie jak Joanna przed każdym wyjazdem mowie że nienawidzę jego pływania ale cóż zaciskam zęby i się czeka te 7 tyg aż wróci.N właśnie jestem może w tej lepszej sytuacji że dla mnie aż a dla inny tylko 7 tyg,ale był czas kiedy mój M pływał po 6-7 m-cy teraz jak o tym pomyślę to zastanawiam się jak mogłam to wytrzymać?No cóż jak bardzo się kocha to się czeka. Teraz są małe dzieci to jest inaczej niż kiedyś jak byliśmy tylko MY to się czekało w samotności teraz się nie nudzę ale czasami brakuje mi sił i nerwów do mojej 3 letniej córki i zawsze powtarzam że jak tata wróci to ja wyjadę na tydzień odpocząć ale na takim gadaniu się kończy bo wiadomo jak M wróci to szkoda czasu na rozstania.Takie nasze życie ale marynarze to super chłopaki oni też tęsknią i to bardziej bo na statku nikogo nie mają. Siedzę i odliczam jeszcze 3 tyg i M powinien wrócić 🙂
    Pozdrawiam wszystkich 🙂

  • ,,Od kiedy zrobiła się taka twarda ?…” nie jest twarda i nie będzie Ona po prostu się stara,bo wie jak mu przykro i ciężko wyjeżdżać. Płacze i cierpi w zaciszu domku, łóżka i poduszki,żeby nikt nie widział. Marynarska miłość nie jest łatwa, ale bardzo cierpliwa i jedyna, wiele zniesie i wyczeka. Nawet po 23 latach jest równie, a może i bardziej ciężko jak na początku. Karolinko i Karolu dziękuję

  • U nas dzis bylo pożegnanie, dokladnie jak w tekście, na 4.40 taxi. Teraz czas na dostosowanie sie do samotności- ach te duchy w szafie

  • Super tekst. Tylko to, że nie ma już nic na końcu strasznie ostateczne i dołujące. Jak to nie ma nic? A Wy? Zabierzecie siebie we wspomnieniach, sercach i tych listach, które są zapakowane i czekają na otwarcie. I marynarz zawsze wróci. Tego się trzymajmy! Jeszcze raz gratulacje.

    • Dziękuje 🙂

    • Pisząc: „nie ma już nic” starałem się uchwycić tą chwilę. Moment, w którym wszystko przestaje mieć znaczenie. W tym ostatnim momencie tulimy się, ale nie czujemy własnych ciał, całujemy się, ale nie czujemy smaku, staramy się zdobyć na jakieś słowo pocieszenia, ale żadne niemal nie przechodzi przez gardło. Wiadomo że to nie trwa wiecznie. No ale wszystkiego w jednym tekście uchwycić się nie da 🙂

      • Bardzo trafnie Pan wszystko ujął. Z taką..delikatnością, miłością i prawdą.
        Wielu ludzi ta prawda zawstydza, albo twierdzą, że nie mogą się do niej przyznać….by udawać, iż wszystko jest piękne i bezbolesne w ‚marynarskim życiu’. A to nieprawda, wręcz zakłamanie.
        Dziękuję za tę szczerość. Za to, że mogłam w końcu przeczytać Prawdę.

        Pozdrawiam serdecznie.

  • Piękny tekst. Łzy same cisną się do oczu. Czytam to ze świadomością, że za dwa tygodnie o tej porze M. będzie tam, a ja z Jasiem tu… Eh:( ciężki ten nasz żywot 🙁

  • Zawsze odliczam te ostatnie godziny i minuty do wyjazdu M. Za 2 tygodnie zacznie sie 6 miesiac ciazy a za 3 moj ukochany wraca 🙂 To byly ciezke 4 miesiace ale dalam rade. I ciesze sie, ze bedzie przy mnie w tych najwazniejszych dla nas chwilach 🙂 Pozdrawiam i trzymajcie sie dziewczyny 🙂

  • Niestety czuje sie jakby tekst byl o nas… nawet makaron pasuje..
    Dodalabym to co ja zawsze powtarzam gdy M wyjezdza..nienawidze jego plywania!
    pozdrawiam:)

  • Jakbym czytała o nas z tą różnicą, że ja jestem w trzecim miesiącu a mój ukochany wyjeżdża już za kilka dni na 4 miesiące. Piękne i smutne za razem, ale miłości nie mierzy się tymi kategoriami. Miłość jest ponad to jaki uprawiamy zawód, z jakich domów pochodzimy, jakiego wyznania jesteśmy czy jakiego koloru skórę mamy. Kocha się zawsze tak samo czyli bezwarunkowo i bezinteresownie. Czasami nawet nie wiemy dlaczego kochamy tą a nie inną osobę, bo na świecie jest mnóstwo dobrych, mądrych i pięknych ludzi a my kochamy właśnie tego, który stoi obok nas. Więc nie pytamy się za co i dlaczego, bo jakie to ma znaczenie. Kocha się od tak, po prostu.
    Brawo za piękny i bardzo prawdziwy wpis, jest mi on tak bliski, że spotęgował mój smutek na samą myśl pozostania teraz samej. Ale to nic, bo on wróci, a ja będę na niego czekała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *