Blog

Dlaczego nie rozmawiamy o minusach?

Autor: Czerwiec 14, 2015 14 komentarzy

Kilka słów o minusach ale nie w negatywnym znaczeniu. Mimo urlopu i słabego wi-fi udało się napisać, stworzyć, opublikować. Wspólne wyjazdy też skłaniają do wielu przemyśleń tych pozytywnych i tych negatywnych. Zostawiam Was z nowym postem. Oczywiście komentujcie, dyskutujmy, bo o minusach warto rozmawiać może wspólnie na niektóre z nich znajdziemy rozwiązania….

Jestem zwolenniczką szukania plusów w różnych sytuacjach. Jednak nie zawsze od tych negatywnych stron da się uciec. Można by nawet powiedzieć, że nie wolno. Bo to, że w jakieś sytuacji skupiamy się na pozytywach nie oznacza, że tylko takowe występują. I dalej, żeby cieszyć się z tych plusów i jakoś racjonalnie podchodzić do życia, koniecznością jest umiejętność stawiania czoła przeszkodom.

Marynarz
Tak często jest w naszych związkach z „morzem’’ cieszymy się powrotami, staramy się aby dom był miejscem do którego nasi marynarze chcą wracać, wysyłamy w trakcie kontraktu maile, zdajemy pełne relacje z życia dzieci – próbujemy to jakoś wszystko nadrabiać z uśmiechem na twarzy i pozytywnym nastawieniem. I oczywiście dobrze, bo taka też i nasza rola oraz chęć trzymania tego w kupie, bycia łącznikiem.
Jednak musimy sobie zadać ważne pytanie: Czy rozmawiamy z naszymi M o minusach? Czy rozmawiamy o wspólnych problemach. Nie tylko o tym co nas łączy ale właśnie o tym co nas/ ich od nas dzieli. Przypominanie sobie od czasu do czasu, że wcale nie żyjemy jak inne rodziny pozwala nam szanować siebie i to co w związku, relacji wypracowujemy przez ostatnie dni, lata.

 

+ _ -
Ciągłe zmiany lokalizacyjne Marynarzy, podróże do pracy, i też sama ciężka praca na statku to wierzchołek góry lodowej. Jest jeszcze samotność, brak bliskiego kontaktu z rodziną, brak czasami pełnego wpływu na wychowanie dzieci, narodziny, odrabianie lekcje, po prostu nie uczestniczenie pełne w życiu rodzinnym. To ogromy minus dla marynarzy ale także i dla nas. Nie można udawać, że tego nie ma – trzeba ze sobą rozmawiać i ustalać pewne zachowania. Bo różne okresy nas czekają i trzeba być czujnym aby nie przegapić problemów partnera czy partnerki

Podobno „Dom” jest tam gdzie rodzina – to takie proste hasło. Marynarze przynajmniej połowę roku spędzają na statku i to już nie jest ich dom? To wszystko są problemy, czy trudne sytuacje, które powinniśmy od czasu do czasu przypominać sobie i sprawdzać się wzajemnie czy sobie z tym wszystkim radzimy? Czy przypadkiem M nie czuje się jak gość we własnym domu? Czy za bardzo nie szalejmy z zarządzaniem wszystkim,( bo to przecież my wszystko wiemy i ogarniamy tu na miejscu 😉 .)

Fundowanie Al inclusive na całym kontrakcie też może stać się błędem i zaprowadzi nas nie do wspólnego życia, a do przyjmowania gościa w domu. W całej tej nienormalności jednak warto starać o to, by nawet czasami się pokłócić o zwykłe rzeczy, obowiązki niż traktować jakoś nadzwyczajnie. Rozmawiajmy o minusach o problemach o tym, że nam i im czasem ciężko, i w cholerę byśmy rzucili to pływanie. Wspólnie jakoś chyba zawsze łatwiej  mimo, że osobno

Pogadajmy o minusach bo w końcu i tak szarość dnia nas dopadnie.
Co możemy dla siebie wzajemnie zrobić, żeby było lepiej?

10857396_869172763139010_1465959199124588864_o

Podobał Ci się post?

Komentarze (14)

  • Minusy… hmmm… Wszystkiego są plusy i minusy 😉 A jak ktoś się dziwi i mówi, że nie mógłby żyć w związku z Marynarzem i jak ja daję radę, zawsze odpowiadam, że ja go po prostu KOCHAM 🙂

  • Od niedawna jestem w sytuacji, kiedy muszę radzić sobie z rozłąką. Chciałabym prosić, abyście podzieliły się ze mną swoimi przeżyciami z poczatków Waszego życia z M. Na tę chwilę jest mi bardzo ciężko i liczę na wsparcie!!!

    Jakby któraś z Was zdecydowała się odezwac, podaje maila : anetauke20@gmail.com

  • Bardzo duzo minusow, ale trzeba znajdywac jeszcze wiecej plusow. Bo przecierz same dobrowolnie i sadze, ze jako madre kobiety podejmujemy ta decyzje bycia z marynarzem swiadomie. Rozumiem, ze zycie pokazuje rozne swoje oblicza i z czasem rozumiemy bardziej, co oznacza byc partnerka, narzeczona, zona takiego mezczyzny. Jednak kochajac najmocniej na swiecie ta jedyna osobe nie wyobrazamy sobie zycia inaczej – po mimo tego, ze wiekszosc naszych znajomych nie rozumie do konca naszego wyboru. Ale oni tak na prawde nie musza rozumiec, najwierniejsi po prostu akceptuja, sa i wspieraja. A jesli chodzi o te plusy, odnajdujmy je w najdrobniejszym szczegole. Nie czepiajmy sie za czesto, lepiej sie posmiac niz denerwowac za czesto. I co najwazniejsze rozmawiajmy. Rozmawiajmy o wszystkim. Oczywiscie latwiej rozmawiac o tym, co wesole, ale warto rowniez o tym co nas boli, smuci czy denerwuje. To rozmowa mozna naprostowac wiele spraw i zrozumiec siebie bardziej-to scala. Jak moja przyjaciolka psycholog mowi lepiej na biezaco niz przyslowiowy „trup” ma wyleciec z szafy:)

  • Staram się nie traktować mojego męża w domu ulgowo, nie stosuję tej taryfy. Zawsze mu powtarzam, że dom to nie statek i skoro tworzymy rodzinę, to jego obowiązkiem i powinnością jest pomagać mi, wspierać i być zarówno w dobrych jak i złych chwilach. Na statku ma wszystko podane, posprzątane i podstawione pod nos, w domu przejmuje część obowiązków. Owszem, zdarzają się sytuacje „minusowe” kiedy On jest na statku, a ja mam problem, z którym trudno mi sobie poradzić albo dzieje się coś złego. Nie zawsze o tym mówię od razu, zdarza się po czasie albo po powrocie, bo wiem, że nie zawsze jest w stanie mi pomóc, a będzie się niepotrzebnie martwić. Natomiast jest wiele sytuacji kiedy go „wykorzystuję: prosząc o radę albo pomoc przez telefon albo na komunikatorze. Niech wie, że jest potrzebny, niech się tak poczuje, niech ma świadomość tego, że mimo, że go nie ma wciąż pozostaje głową rodziny. Nie traktujmy Marynarzy jak gości w domu albo na wakacjach usługując im, bo wrócili do domu. Niech będą naszymi partnerami, aktywnie włączonymi w życie domowe i rodzinne, nawet jeśli to ma być latanie z mopem 🙂

    • I to jest właśnie zdrowe podejście do sprawy 😉 Ostatecznie my też potrzebujemy trochę odsapnąć od codziennych obowiązków. Nie mówię tu o leżeniu do góry brzuchem i nic nie robieniu, bo zawsze jest coś do zrobienia, ale drobna pomoc w domu czy wyjście na spacer z dziećmi mile widziane 🙂 Niestety mój M gdy wraca do domu myśli, że wraca na urlop i o pomoc albo muszę go prosić albo wręcz się wykłócać…Rozumiem, że ciężko pracuje na statku i w związku z tym , że jest kucharzem nie ma dnia wolnego, ale ja jestem z dwójką naszych dzieci 24 godziny na dobę przez cały rok, a to też nie jest lekka praca…No i dlaczego ja nie mogę złożyć wniosku o urlop? Oczywiście przewiduję dla mojego M okres „ochronny”, na wypoczynek i wynudzenie się ale bez przesady…nam też należy się odrobina odpoczynku; fizycznego i psychicznego.

      • tak właśnie- to często jest problem. Wypracujecie w końcu system tylko pamiętaj musicie rozmawiać o tym i ty musisz mówić o swoim problemie. U mnie pierwszy rok po porodzie nie należała do najszczęśliwszych było mi trudno cały czas czasami jest tak to już jest. Ale musimy pamiętać , że my też musimy zadbać o siebie

  • Niedawno urodziłam córkę i jestem aktualnie na tym etapie, że w cholerę bym to całe pływanie rzuciła. Straciło urok i sens. Co możemy zrobić dla siebie wzajemnie? Zaakceptować taki stan rzeczy – kobieta jest kapitanem na lądzie. My, żony musimy się z tym pogodzić, że jesteśmy same, a M z tym, że jest mniej aktywnym uczestnikiem własnego życia rodzinnego i zostawić sobie sterowanie na później, gdy będzie na morzu.

    • Myślę, że w dużej mierze to od nas zależy czy będą bardziej czy mniej aktywni. Jeśli im pozwolimy, na pewno będą starali się pomóc choć wiadomo, ze nie zawsze jest to możliwe, chociażby fizycznie. To już nie te czasy kiedy Marynarzy wypływał na 9 m-cy i nie było z nim kontaktu. Rejsy są krótsze, jest kontakt i ja to wykorzystuję. I zauważyłam, że im bardziej chcę sama wszystko robić tym bardziej mój mąż czuje się odsunięty więc staram się go włączyć w różne sprawy i wybory, które dotyczą naszej rodziny.

      • Mój mąż wypływa na 4 miesiące. Kiedy wraca właściwie zajmuje się wszystkim, nie mogę na to narzekać. Decyzje też podejmujemy w większości razem, gdy M jest na morzu. Mieszkamy na południu i tutaj nie znam innych żon marynarzy, porównuję się do rodzin „klasycznych”. Czuję się jak dziwaczka wśród normalnych. Czuję jakbym tej rodziny po prostu nie miała… To jest taki minus, o którym bardzo trudno porozmawiać z M…

        • Ja również mieszkam na południu Polski. I już nie czuję się jak dziwaczka wśród rodzin niemarynarskich. Ja sobie takie życie wybrałam i jestem z niego bardzo zadowolona. Choć mój mąż wypływa na 6 mies, rozmawiamy na skyp’ie średnio co 2 miesiące, a maile są kilka razy w tygodniu. I tak bardzo się kochamy, tęsknimy za sobą i potrafimy żyć zarówno razem, jak i osobno. Po prostu trzeba polubić siebie i swoje życie. Czasem jest ciężko, ale to mnie tylko wzmacnia. Minusy? Nie znajduję. Prócz chwilami nawiedzającej samotności, nasz związek cechuje samodzielność, siła i wielka miłość

  • Dopiero zaczynam wspólne życie z marynarzem. Czasami jest ciężko ogarnąć jakąś sytuację, problem bo nie na wszystkim się znam.. zawsze staram się prosić mojego narzeczonego o radę, jakieś rozwiązanie by czuł się potrzebny:)

  • nie przeszkodą – przeszkodom

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *