Mężczyzna

Nie każdy statek jest niebezpieczny ale……

Autor: Marzec 3, 2020 4 komentarze

Nie każdy statek jest niebezpieczny ale……

 


Przechodzimy do porządku dziennego z wieloma sprawami związanymi z „pływaniem”. Dobrze, dobrze….bo,  gdyby tak naprawdę każda kobieta miałaby codziennie analizować pracę swojego męża/partnera pod kątem zagrożenia, to by zwariowała.

W tym całym zakręconym życiu, w którym ty akurat robisz zakupy w biedronce, a twój marynarz może walczy ze sztormem, pożarem na statku czy jakimś innym problemem, można by się zastanowić jak tu żyć normalnie?

Wielu jest podróżujących ludzi, których fotki oglądamy w sieci, piękne zdjęcia na Instagramie, oni jeżdżą po świecie i go zwiedzają. Ale czy  tak naprawdę znają te kraje pod kątem zagrożeń, czy chodzą do niebezpiecznych dzielnic, czy lądują samolotami tam gdzie nie ma takiej opcji, czy są aresztowani, czy doświadczają prawdziwego życia kraju w którym są? Pewnie rzadko i pewnie nie za bardzo muszą, bo wybierają miejsca piękne i w miarę bezpieczne. A czy  marynarze mają wybór? Raczej nie. Albo  jedziesz na kontrakt, albo nie. Nie dyskutujesz z lokalizacją – oczywiście możesz odmówić ale czy dalej będziesz miał pracę? A często właśnie ta praca odbywa się w miejscach niebezpiecznych i niedostępnych dla zwykłych ludzi. To doświadczenia  życia prawdziwego.

Od razu zaznaczmy, że nie chodzi o to, że każdy  statek  jest jest niebezpieczny, a każdy kontrakt to seria stresów. Ale jednak gdzieś tam jest bardziej  niebezpiecznie, gdzieś mniej. Każdy  marynarz w końcu doświadcza strachu, stresu i niebezpieczeństwa. Może to być na samym statku jak i w trakcie podróży na statek.

To właśnie marynarze jeżdżą do pracy w miejsca niebezpieczne. Jedni przeżyją więcej  trudnych chwil, inni mniej.

Jestem ze swoim M już prawie 14 lat i muszę przyznać, że takich sytuacji było naprawdę sporo, i to akurat w naszym  przypadku zależało od miejsca pracy i statku. I oczywiście nie o wszystkich mogę pisać, choć było już czasem naprawdę trudno…

Był areszt w dalekich krajach, był pożar, było samobójstwo jednego z marynarzy, było prawie porwanie, było blisko strefy wojny i bombardowania, porzucenie prze kierowcę na środku pustyni w kraju, gdzie biały to wróg……..Dla mnie mój mąż jest naprawdę bardzo odważnym człowiekiem.W Południowej Ameryce chodził w obstawie wojska, bo się nie dało inaczej . W trakcie różnych kontraktów widział życie jakiego nie zobaczy się nawet w tv, opuszczone dzieci zbierające jedzenie z ziemi,, ludzie bez rąk, bez nóg czołgający się po ziemi,  bieda, morderstwa, brutalny świat, korupcja.

Gdy oglądałam  Depp Water Horizon, czy Kapitana Philipsa, to łza poleciała mi nie jedna, bo  wiedziałam, że to nie tylko film, to może być rzeczywistość. Ale trzeba mimo wszystko mieć dystans, bo takie jest nasze życie, taka jest ta praca i trzeba racjonalnie podejść do tematu. Trzeba wiedzieć, kiedy stres i nerwy faktycznie są wskazane.  Czy obawy są zasadne, a kiedy są przesadą. Sytuacja kapitana Lasoty, który  cały  czas siedzi w więzieniu Meksyku, to też nie film. Jego  rodzina cierpi i  jest  bezsilna. Nasi  Marynarze pracują na całym świecie jeśli  coś się dzieje, to obowiązuje ich  prawo  kraju w którym  się znajdują – a to jest już duże niebezpieczeństwo. Zwłaszcza jeśli  mówimy o krajach „trudnych”.

Aby  pokazać jak  może być poprosiłam was o wysłanie mi  kilku takich  historii. I absolutnie nie chodzi o to, aby tu straszyć ale, by zdawać sobie sprawę, że to  bywa naprawdę trudna praca. W Polsce przeciętny człowiek nie ma o tym  pojęcia. Gdy czasem  opowiadamy  historie ze statku, ludzie otwierają buzie i  mówią, że to nie możliwe.


Hej,

Napiszę w wielkim skrócie.

Podczas 4 miesięcznego pobytu mojego M na statku gdzie akurat był w 3 świecie nagle dostaje telefon że jego mama zginęła w wypadku samochodowym. Ma tylko ja i mnie, jego tata umarł jak miał 3 lata. Załatwianie pochówku, dokumentacja wszystkich spraw z tym związane spadło na mnie. Problem z szybkim zejściem ze statku … Mama leży kolejny tydzień w kostnicy i czeka na pochówek … Jednym słowem tragedia … Co ten mężczyzna musiał przeżywać będąc na statku i nic nie mogąc zrobić? Nie wspomnę jeszcze, że ciężko było mi się do niego dodzwonić … A jak już to nastało to mnie zatkało… Jak powiedzieć jedynakowi że właśnie jego mama zginęła?!

Ehhhh… Na szczęście czas goi rany …. lecz życie, czasem daje popalić … I czasem jest ono nie sprawiedliwe…

Pozdrawiam serdecznie.


https://www.polskieradio24.pl/5/3/Artykul/980111,Potezny-pozar-na-dunskim-statku-Na-pokladze-byli-Polacy

https://m.gospodarkamorska.pl/wydarzenia/potezny-pozar-na-dunskim-statku-wiekszosc-zalogi-to-polacy.html

Mój partner był tam w chwili wybuchu pożaru. To, co przeżyła załoga jest nie do opisania. Przede wszystkim potężny strach, który trzeba było opanować i stanąć do walki z żywiołem.
Tego wieczoru był duży wiatr i statkiem potężnie bujało. Poluzował się ładunek ale kapitan nie pozwolił poprawić mocowania, ze względu na sztorm i niebezpieczne warunki. Po całym dniu pracy, kiedy mój M właśnie kładł się spać, statek zrobił zwrot i rozległ się alarm pożarowy. W głośnikach można było usłyszeć, że to nie są ćwiczenia. M opowiada, że nogi miał jak z waty. Działał automatycznie. Kombinezon, węże, itp. Ale kiedy stanęli „oko w oko” z żywiołem to nogi się pod nim ugięły jeszcze bardziej. Wielkie płomienie, potwornie gorąco i „walka z wiatrakami” – płonęło paliwo lotnicze, którego nie da się tak po prostu ugasić. Nie było też mowy o ewakuacji, bo była równie niebezpieczna przy takiej pogodzie, co pożar na pokładzie. Zresztą helikoptery w pierwszej kolejności chciały podjąć pasażerów. Każde zbliżenie się do statku helikoptera powodowało rozdmuchanie i tak już szalejących płomieni. Ta nierówna walka trwała kilka godzin. W tym pożarze mogło zginąć wiele osób. To cud, że nikt nie został poważnie poparzony.
W 2014 roku kapitan i załoga dostali nagrodę IMO za braterstwo na morzu.

 

Pozdrawiam

 


Ja ze swoim M. jestem ponad 2 lata, jesteśmy zaręczeni od roku, poznaliśmy się jeszcze wtedy kiedy M. był studentem. Wiedziałam, że zawód marynarza jest wymagający, łączy się z wieloma – nazwijmy to – wyrzeczeniami, które nie zawsze równają się tylko z nieobecnością podczas różnych uroczystości, przyjęliśmy na starcie, że to tylko daty. Pierwszy kontrakt minął spokojnie, bez zbędnych przykrych sytuacji, tęskniliśmy, ale mieliśmy stały kontakt, co trochę ułatwiało tę rozłąkę. Przed drugim kontraktem, odczuwałam pewien niepokój. Mój M. pływa w kontraktach 4/4 miesiące, czasami kontakt jest mocno ograniczony zważywszy na to, że pływa w regionach uznawanych za niebezpieczne. Zazwyczaj, telefon pojawiał się pod koniec tygodnia, były to krótkie zdania, że wszystko jest w porządku. Wyjątkowo, pewnego tygodnia takiego telefonu nie otrzymałam, nie panikowałam, ale podświadomie czułam, że coś się wydarzyło. Nie myliłam się, po kilku – nerwowych jak dla  mnie – dniach otrzymałam telefon od M., że jego statek próbowano uprowadzić, ale udało im się odpłynąć. Początkowo nie dowierzałam, miałam świadomość, że takie sytuacje mają miejsce, jednak naiwnie chciałam wierzyć, że nas to nie spotka. Skończyło się szczęśliwie, jednak strach i respekt pozostał, a także obawa, że nic nie jest takie pewne jak nam się wydaje, a wszystko może się zmienić w oka mgnieniu.

To z czym kobiety marynarzy muszą się mierzyć, rozumiemy chyba tylko my same. Kiedy opowiadałam o tej sytuacji swoim znajomym usłyszałam: ” Nie dramatyzuj. Przecież nic się nie stało”. Trudno osobom „z zewnątrz” zrozumieć lęk, obawę i strach o najbliższego człowieka, którego można było przytulić kilka miesięcy temu. Nie chcę nawet wspominać o sytuacjach, kiedy wytykano nam, że to taki zawód, ale finanse powinny to rekompensować. Często, wspólnie z M. odnosimy wrażenie, że dopóki dla ludzi czynnik pieniężny  będzie wiodący, nie zechcą spojrzeć na to, że wykonywana przez marynarzy praca to nie kilkumiesięczne, płatne wakacje, a ciężki kawałek chleba na który pracuje M. oraz jego rodzina.

Pozdrawiam,

Monika  😉


Byłem na statku, gdzie piraci  nas atakowali. Na szczęście mieliśmy ochronę na statku i to ostatecznie nasz uratowało.

Pozdrawiam

Paweł


Wracałem kiedyś ze statku i na lotnisku zatrzymała mnie policja. Było to Niemieckie lotnisko wracałem z kraju Afrykańskiego. Psy policyjne podobno wyczuły u mnie narkotyki w bagażu. Zostałem zamknięty i przesłuchany w areszcie lotniskowym. Traktowano mnie jak przemytnika. O łagodnym przesłuchaniu nie było mowy.  Tłumaczyłem, że jestem medykiem i mogłem mieć śladowe ilości leków mocniejszych( przewoziłem je pod nadzorem ze statku na ląd, na wszystko miałem dokumenty) ale cała procedura była trudna, długa i trwało zanim moje zeznania uznano jako prawdziwe.

Michał


Mój mąż kiedyś nie odzywał się do mnie przez tydzień, ze stresu zjadałam ściany. Choć w głowie była myśl – brak informacji, to dobra informacja. Ale stres był ogromy i tak!!! Po tygodniu odezwał się. Okazało się, że na statku był wyciek jakiegoś gazu czy jakiejś substancji( nie pamiętam dokładnie co to było) i było ogromne zagrożenie pożarowe. Walczyli, aby opanować sytuację i na szczęście się udało.

Marta.


U mojego narzeczonego był pożar na statku – bardzo niebezpieczny. Dowiedziałam się po fakcie, bo nie chciał mnie martwić. Ale w domu powiedział mi, ze to była taka sytuacja, że pierwszy raz tak się bał o swoje życie.

Aga


Podobał Ci się post?

Komentarze (4)

  • Żołnierz, policjant, korespondent wojenny, saper, antyterrorysta, strażak, kierowca TIRa, pracownik socjalny, górnik, nurek, pracownik platformy wiertniczej, ratownik pogotowia ratunkowego, goprowiec, woprowiec, alpinista…

  • Mój mąż pływał w okolicach Sri Lanki dokładnie w momencie kiedy uderzyło tsunami. Kiedy do Polski dotarła ta informacja próbowałam się skontaktować z mężem ale bezskutecznie. Kilka godzin stres ogromny. Jak już udało się skontaktować to okazało się że ich statek był po drugiej strony wyspy i na pełnym morzu nawet nie poczuli większej fali. Ale co przeżyłam to moje :/

  • Mój M pływa na bardzo dużych gazowcach …..przeraża mnie myśl o stormach i masa innych zagrożeń, zwłaszcza że często jest problem z kontaktem nawet 3 tygodnie. Najgorsza w tym wszystkim jest brak informacji 🙁 nie jesteśmy małżeństwem, więc nawet gdyby coś się stało firma mnie nie powiadomi 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *