Kobieta

I co z tego, że on wraca? Już nie ma tej radości.

Autor: Styczeń 8, 2020 8 komentarzy


I co z tego, że on wraca? Już nie ma tej radości.


 

 

W związkach stacjonarnych ludzie przebywają ze sobą na co dzień. Wspólnie planują dzień, dzielą się obowiązkami  – tą wspominaną już nieraz, codziennością . Decyzje o rozstaniu czy wątpliwości dotyczące związku, przysłania właśnie ta zależności od siebie. Jak sobie sama poradzę, a jak to się ułoży…?

Kiedy jednak wątpliwości nadchodzą w związkach marynarskich, to raczej  „czy sobie poradzę” jest tematem pobocznym. Kobieta i tak żyje sama, wie z czym to się je i jak mniej więcej może jej życie wyglądać bez niego.

Małżeństwa, związki na odległość są bardzo  wymagające i trzeba w nie włożyć trochę pracy. Jak jest dobrze, to potrafi to  być to naprawdę fantastyczny związek. A co,  kiedy przychodzi moment, gdy  ona już nie tęskni , nie cieszy się tak jak kiedyś z powrotów ? Bo taki moment pewnie nadejdzie. I wiele myśli może się w głowie pojawić np. ” I co z tego, że on wraca? Już nie mam tej radości”.

Brak tej radości z powrotu jest właśnie efektem mniejszego czy większego kryzysu.

Kryzys mogą spowodować rożne sytuacje. Nie radzenie sobie z tęsknotą, zmiana pracy, używki , dziecko które pojawia się na świecie, ktoś inny, niedogadywanie się, wieczne pretensje. A czasem zwyczajnie kumulują się drobiazgi i jest wielkie boom.

Życie to nie Frozen. Prędzej czy później każdego taki okres w życiu dopadnie. Stwierdzi, że nie po drodze mu z tą drugą osobą, że wcale nie cieszy się, gdy  jedzie na lotnisko czy gdy przylatuje do  domu. A w domu, no cóż  – czeka na wyjazd. Smutne jest uczucie gdy samej jest lepiej niż razem. To konkretny sygnał, że coś nie gra. To normalne, że zdarzają się okresy w których ludziom nie po drodze. Drażnią się wzajemnie, wszystko im przeszkadza,  nie mogą się dogadać. W związkach na odległość problem polega na tym, że czas kontraktów działa na niekorzyść. Bardziej przyzwyczajamy się do życia samemu. Nie jesteśmy ” zmuszeni” do przebywania ze sobą  I możemy  sobie wyobrazić jak to będzie na stałe. Dlatego łatwiej jest taka decyzje podjąć. Pytanie czy warto? Bo to właśnie życie w związku z marynarzem uczy siły, wytrwałości i walki – i tu kółko się zamyka.

Jedno jest pewne, emocji i uczuć nie da się oszukać. Jeśli faktycznie przychodzi moment, w którym nie cieszysz się z powrotów czy wieczornej rozmowy telefonicznej z druga stroną świata. To znak, że coś się zwyczajnie rozpływa. Ale to wcale nie oznacza, że trzeba lecieć do sądu z pozwem rozwodowym. To naturalne, że przychodzą zwątpienia. Bardzo często, poza oczywiście tym głównym problem, jest to spowodowane właśnie tym, że żyjemy osobno. Kobieta jest zwyczajnie zajechana codziennością , rutyną tym że wszystko jest na jej głowie,  że tak mało ma oddechu czy swobody, że nie ma z kim pogadać wieczorem  czy się przytulic i usłyszeć zostaw ja to zrobię, że wszystko jest, na czas aby zdążyć do przyjazdu, bo potem trzeba to i tamto załatwić. Te minusy są wtedy niczym pasożyty. Żywią się nią każdego dnia. A gdy ona nie czuje wsparcia, nie ma odskoczni – to po prostu odsuwa się od swojego marynarza.  I on pewnie on od niej też. Kłopoty mogą być rożne. Najgorzej jednak tkwić w czymś co nam nie pasuje, nie próbować tego naprawiać, myśleć – jakoś to będzie, mówić – inni mają gorzej.

To wszystko to sygnał, że trzeba podziałać, znaleźć inna drogę do siebie wzajemnie.  Życie w rozłące w końcu przypomni o sobie z tej złej strony – każdemu.  Nie ma co  bajerować pięknym  życiem. Bo i takie to na odległość ma całą masę swoich złych stron.

A znalezienie ponownie tego wspólnego kursu,  zależy od ludzi. Bo to wszystko kwestia indywidualnych problemów. I odpowiedzi na pytanie : Czy chcę?

 

Życie trochę osobno, tak jak jest to w przypadku związku z marynarzem, to idealna pożywka dla smutku i zwątpienia. Sami też temu nie pomagamy. Długi staż związku, charakter czy nawet sam tryb pracy na statku, wpływają na wzajemne relacje. I tak jak szybko przyszła miłości i motylki, tak szybko też może odfrunąć. Jest takie  hasło ” To nie odległość dzieli ludzi, to zwątpienie. Wystarczy,  że  wedrze się w nasze życie i połączy z odległością, to zaraz  spowoduje , że staniemy się obojętni, smutni .

 

Brak wsparcia czy wysłuchania drugiej strony też frustruje. Oczywiście dzielą nas ogromne odległości, żyjemy innymi życiami ale tu jest właśnie najtrudniejsza robota. Bo trzeba wesprzeć drugą stronę  mimo, że ona nie rozumie naszej obecnej rzeczywistości .  Gdy słyszymy milionowy raz: ja mam tu poważniejsze problemy, ty mnie nie rozumiesz  albo tego typu teksty, to w końcu przestaniemy ze sobą rozmawiać . Przełoży się to na wspólny domowy  kontrakt – i dalej nie będziemy rozmawiać. Wieź zaniknie a nam będzie zwyczajnie lepiej w pojedynkę niż z M  – pomimo trudności zwianych z codziennością.

Szukajmy rozwiązań ale też nie oszukujmy się. Serce jak coś czuje, to nie kłamie.  Pytanie czy nasz rozum będzie przygotowany na kryzys czy raczej odpłyniemy w daleki swój świat .

Podobał Ci się post?

Komentarze (8)

  • Ja też już nie daję rady. Po 32 latach już nic nas nie łączy. Dzieci samodzielne, mają swoje źycie. M wraca za 2 dni a mnie znowu się odezwał zespół jelita drażliwego. Znowu będzie piwo, kanapa i telewizor. Na szczęście mamy duży dom i bywa że nie widujemy się po kilkanaście dni. Nawet trawy nie skosi. W wakacje ani razu nie wyszedł na ogród nawet. Jak zobaczy że ja wychodzę wieczorem to robi awanturę że mam kochanka. A ja czasem potrzebuję wyjść na kawę, do kina , potańczyć. Mam grono przyjaciół na których mogę liczyć bo na niego nigdy nie mogłam. Jestem już zmęczona tą sytuacją. I tak naprawdę to nie wiem co mam robić.

  • A ja się własnie grubo zastanawiam….2 dzieci…ja się sama utrzymuje…mam doskonały zawód.a on przyjeżdza bierze kredyty i nic mi nie mówi bo jak twierdzi gówno mnie to obchodzi bo przecież mamy rozdzielność….awantury sa przez to ze ja ciągle odkrywam jakieś rzeczy o których powinnam wiedzieć…niech sowbie pływa..uparty jak osioł.nie nauczony z domu relacji…w tym roku 15rocznia ślubu od 5 lat pływa i chyba to bedzie ostatnia….jestem coraz bliżej podjecia decyzji….może na 40tkę odkupie swoją wolnośc…czy też tak macie ze nic nie wiecie bo ciagle jakis tajemnice?czy to jest normalne?czy wasi M mówią wam ze nic nie musicie wiedziec?pozdrawiam

  • Po latach wychodzi prawda…tyran,sknerus,maminsynek,tatussynek,damski bokser.

  • No tak, a jak sprawić, żeby zrozumiał..????

  • Jaki ten artykuł jest prawdziwy. Jakby o mnie i dla mnie pisany.

  • Czekałam na taki post…życie z Marynarzem to nie jest bajka i pieniądze..czasami to jest wzajemna udręka…tego się nie da opisać..opowiedzieć..wytłumaczyć normalnemu czlowiekowi pracującemu 8-16…w stagnacji..w zwyklej szarej codzienności..życie z Marynarzem to sinusoida z olbrzymimi amplitudami..ja nie podołałam..nie sprostałam wyzwaniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *