Kobieta

I co z tego, że on wraca? Już nie ma tej radości.

Autor: Styczeń 8, 2020 33 komentarze


I co z tego, że on wraca? Już nie ma tej radości.


 

 

W związkach stacjonarnych ludzie przebywają ze sobą na co dzień. Wspólnie planują dzień, dzielą się obowiązkami  – tą wspominaną już nieraz, codziennością . Decyzje o rozstaniu czy wątpliwości dotyczące związku, przysłania właśnie ta zależności od siebie. Jak sobie sama poradzę, a jak to się ułoży…?

Kiedy jednak wątpliwości nadchodzą w związkach marynarskich, to raczej  „czy sobie poradzę” jest tematem pobocznym. Kobieta i tak żyje sama, wie z czym to się je i jak mniej więcej może jej życie wyglądać bez niego.

Małżeństwa, związki na odległość są bardzo  wymagające i trzeba w nie włożyć trochę pracy. Jak jest dobrze, to potrafi to  być to naprawdę fantastyczny związek. A co,  kiedy przychodzi moment, gdy  ona już nie tęskni , nie cieszy się tak jak kiedyś z powrotów ? Bo taki moment pewnie nadejdzie. I wiele myśli może się w głowie pojawić np. ” I co z tego, że on wraca? Już nie mam tej radości”.

Brak tej radości z powrotu jest właśnie efektem mniejszego czy większego kryzysu.

Kryzys mogą spowodować rożne sytuacje. Nie radzenie sobie z tęsknotą, zmiana pracy, używki , dziecko które pojawia się na świecie, ktoś inny, niedogadywanie się, wieczne pretensje. A czasem zwyczajnie kumulują się drobiazgi i jest wielkie boom.

Życie to nie Frozen. Prędzej czy później każdego taki okres w życiu dopadnie. Stwierdzi, że nie po drodze mu z tą drugą osobą, że wcale nie cieszy się, gdy  jedzie na lotnisko czy gdy przylatuje do  domu. A w domu, no cóż  – czeka na wyjazd. Smutne jest uczucie gdy samej jest lepiej niż razem. To konkretny sygnał, że coś nie gra. To normalne, że zdarzają się okresy w których ludziom nie po drodze. Drażnią się wzajemnie, wszystko im przeszkadza,  nie mogą się dogadać. W związkach na odległość problem polega na tym, że czas kontraktów działa na niekorzyść. Bardziej przyzwyczajamy się do życia samemu. Nie jesteśmy ” zmuszeni” do przebywania ze sobą  I możemy  sobie wyobrazić jak to będzie na stałe. Dlatego łatwiej jest taka decyzje podjąć. Pytanie czy warto? Bo to właśnie życie w związku z marynarzem uczy siły, wytrwałości i walki – i tu kółko się zamyka.

Jedno jest pewne, emocji i uczuć nie da się oszukać. Jeśli faktycznie przychodzi moment, w którym nie cieszysz się z powrotów czy wieczornej rozmowy telefonicznej z druga stroną świata. To znak, że coś się zwyczajnie rozpływa. Ale to wcale nie oznacza, że trzeba lecieć do sądu z pozwem rozwodowym. To naturalne, że przychodzą zwątpienia. Bardzo często, poza oczywiście tym głównym problem, jest to spowodowane właśnie tym, że żyjemy osobno. Kobieta jest zwyczajnie zajechana codziennością , rutyną tym że wszystko jest na jej głowie,  że tak mało ma oddechu czy swobody, że nie ma z kim pogadać wieczorem  czy się przytulic i usłyszeć zostaw ja to zrobię, że wszystko jest, na czas aby zdążyć do przyjazdu, bo potem trzeba to i tamto załatwić. Te minusy są wtedy niczym pasożyty. Żywią się nią każdego dnia. A gdy ona nie czuje wsparcia, nie ma odskoczni – to po prostu odsuwa się od swojego marynarza.  I on pewnie on od niej też. Kłopoty mogą być rożne. Najgorzej jednak tkwić w czymś co nam nie pasuje, nie próbować tego naprawiać, myśleć – jakoś to będzie, mówić – inni mają gorzej.

To wszystko to sygnał, że trzeba podziałać, znaleźć inna drogę do siebie wzajemnie.  Życie w rozłące w końcu przypomni o sobie z tej złej strony – każdemu.  Nie ma co  bajerować pięknym  życiem. Bo i takie to na odległość ma całą masę swoich złych stron.

A znalezienie ponownie tego wspólnego kursu,  zależy od ludzi. Bo to wszystko kwestia indywidualnych problemów. I odpowiedzi na pytanie : Czy chcę?

 

Życie trochę osobno, tak jak jest to w przypadku związku z marynarzem, to idealna pożywka dla smutku i zwątpienia. Sami też temu nie pomagamy. Długi staż związku, charakter czy nawet sam tryb pracy na statku, wpływają na wzajemne relacje. I tak jak szybko przyszła miłości i motylki, tak szybko też może odfrunąć. Jest takie  hasło ” To nie odległość dzieli ludzi, to zwątpienie. Wystarczy,  że  wedrze się w nasze życie i połączy z odległością, to zaraz  spowoduje , że staniemy się obojętni, smutni .

 

Brak wsparcia czy wysłuchania drugiej strony też frustruje. Oczywiście dzielą nas ogromne odległości, żyjemy innymi życiami ale tu jest właśnie najtrudniejsza robota. Bo trzeba wesprzeć drugą stronę  mimo, że ona nie rozumie naszej obecnej rzeczywistości .  Gdy słyszymy milionowy raz: ja mam tu poważniejsze problemy, ty mnie nie rozumiesz  albo tego typu teksty, to w końcu przestaniemy ze sobą rozmawiać . Przełoży się to na wspólny domowy  kontrakt – i dalej nie będziemy rozmawiać. Wieź zaniknie a nam będzie zwyczajnie lepiej w pojedynkę niż z M  – pomimo trudności zwianych z codziennością.

Szukajmy rozwiązań ale też nie oszukujmy się. Serce jak coś czuje, to nie kłamie.  Pytanie czy nasz rozum będzie przygotowany na kryzys czy raczej odpłyniemy w daleki swój świat .

Podobał Ci się post?

Komentarze (33)

  • Ja dziś usłyszałam, po 7latach małżeństwa, że mój m cytuję: ” pakował nam (mi i naszym dwóm maluszkom) wszystko (czyli pieniądze) w dupę, a i tak nic z tego nie ma”
    Wykrzyczałam mu, że jest potworem… Jestem załamana, najchętniej uciekłabym od niego daleko… Mamy dwójkę malutkich dzieci…

  • Słuchajcie babki…
    W jakich firmach pracują wasi panowie??
    Może się okaże, że to ta sama firma i może być, że wymyślimy coś razem.
    Co wy na to,bo coś trzeba zrobić, nie możemy czekać bo życie mija…

  • Dziewczyny, ciężko czytać wasze komentarze, zwłaszcza, że mam świadomość, że po drugiej stronie ekranu siedzą silne, ale zagubione i zmanipulowane kobiety. Jesteście świadome swoich problemów, ale coś was trzyma, strach, a może przywiązanie?
    Chciałam tylko powiedzieć Wam, że macie jedno życie, zresztą bardzo kruche… Musicie nauczyć się z niego brać pełnymi garściami, że sytuacje w których niejedna z Nas się znajduje nigdy się nie polepszą. Musicie zadbać o siebie, znaleźć tą siłę, żeby nauczyć się żyć same że sobą, ale szczęśliwie. Pamiętajcie o tym, że czasu nic nie cofnie, ale wasza przyszłość jest przed Wami i od Was zależy jak ja przeżyjecie. Powodzenia

  • Niestety zabiorę głos w tej dyskusji…, już czekam aż mój m wyjedzie i będę miała spokój… problemy zawsze musiałam dźwigać sama obojętnie czy m jest czy go nie ma… jest to człowiek oziębly, nie potrafi okazać współczucia i wsparcia ani mnie ani dzieciom… W domu zachowuje się jak w hotelu. Nie idzie nic zaplanować, bo przez jego zastanawianie czas ucieka nam między palcami… w roku jest 4mce w domu…bo nie chciało mi się zmieniać firmy na krótsze kontrakty, nawet nigdy nie próbował, chociaż mamy dwójkę malutkich dzieci a w obecnej firmie pracuje od 13lat. Wszystkich krytykuje, a sam jest zagubiony w rzeczywistości. O wszystkim muszę myśleć sama, rachunki, leki, lekarze, on zrobi wokół siebie i tyle… sam się nie domyśli. Nie docenia mnie jako kobiety, żony i matki… Nie zabrał nas (odkąd mamy córkę 6lat)na wakacje i nie piszę tu o zagranicznych wyjazdach,tak samo córki na basen czy do kina, zawsze wszystko jest za drogie… Wychowanie dzieci to abstrakcja, jak jest problem to milczy lub udaje, że nie widzi, a dzieci latają i robią co chcą. Ze statku potrafi zadzwonić raz na miesiąc,pisze zdawkowo, jak mam w domu jakiś problem pod jego nieobecność to nawet nie zapyta czy i jak sobie poradziłam . Potrafi się ze mnie wyśmiewać i obwiniać za swoje zachowanie, obarcza winą mnie, że ja wszystko psuję, ale ja już wprost powiedziałam, że dla mnie to jakieś bagno… Wiele sytuacji skumulowało się na ten obraz mojego marynarza, stracił w moich oczach jako mężczyzna i głowa rodziny. Na chwilę obecną mam poczucie zmarnowanego życia, czuję się fatalnie i psychicznie i fizycznie…

    • U nas to samo.
      Nigdy nic, nawet z nami nie rozmawia bo wychodzi z założenia, że to my powinniśmy mu chyba czerwony dywan rozkładać
      Nigdy nie byliśmy nigdzie.. śmieją się z nas w szkole u młodych,bo nie wiemy jak nawet góry wyglądają a jak tłumaczyłam mojemu, że tak nie może być to twierdzi i twierdził, że to mój chory wymysł bo na pewno nie podróżują ludzie tak…
      I co robić… gdy po latach zapierd….. W domu takie teksty mam..+wyliczanie pieniędzy… jest to gn….. przepraszam ale czuję się nikim..

  • Dziwne to i tyle..pewne rzeczy wyszły po latach..
    Czyli, że udawali.
    A nam życie przeleciało..
    Jak wy to odbieracie,..??????

    • Mona, może nie udawali, ale nie każdy widać nadaje się do tej pracy… Nie wierzę, że człowiek w zamknięciu nie dostaje na głowę, mam przykład w domu… Poza tym jakie relacje rodzinne można budować będąc 8mcy poza domem? mój mąż stał się zwykłym prostakiem, nawet nie chce mi się wspominać w jaki sposób się odzywa do nas. Unika odpowiedzialności, spycha różne decyzje na mnie, nie dając przy tym wsparcia. Mam wrażenie, że zabiera mi całą energię do życia.

      • Co pisać…u nas podobnie… jeszcze wyliczanie pieniędzy nbo on wie najlepiej co mi i młodym potrzebne i to wystarczy…o odzywaniu nie wspominam…bo nie ma co

      • Kiedyś usłyszałam, że udawał przed ślubem .
        A pływa już od 20 ponad lat..
        Cyrk goni cyrk,afera za aferą o wszystko i nic..
        Ledwo żyję..

  • Jakie to wszystko prawdziwe…

    • Dodam,ze mój M potrafi nie odzywać się do mnie tygodniami,a przyjeżdża na miesiąc czasu.Traktuje mnie jak powietrze.Dziewczyny jak żyć?

      • Porażka… nie wiem co napisać

        • Mam tak trudna i ciężka sytuacje,ze chciałabym pogadać na priv .Mamy dwoje dzieci.Jestem już tak zdesperowana,ze boje się własnego cienia.Moj M to totalny komputerowiec i manipulator.

          • Patrycja nie rób nic pochopnie. Jeśli pracujesz to masz swoją kasę – dasz radę. Jeśli jesteś zależna finansowo, spróbuj coś odłożyć sobie, żebyś miała w razie czego na nowy start. Z tego co piszesz wnioskuję że lepiej nie będzie, nie masz się co łudzić.

  • U nas ma dzieci i mnie w d.
    Pan kapitan ,,, nigdy nigdy nigdy nie byliśmy nigdzie…. każdy wolny dzień w domu, wakacje i ferie w domu..(kiedyś nad morzem na 5dni ale w jednym małym pokoju bo na hotel z basenem szkoda pieniędzy).
    W szkole pytają gdzie byliśmy.. mamy znajome w szkole po zebraniu pytają o plany , rozmawiają, wymieniają się ciekawostkami…a ja muszę udawać, że wiem o czym mówią.
    Mam 44 lata,pan władca 51, młodzież w domu.
    Ciągle słyszymy, że trzeba odkładać, że wyjście gdziekolwiek to zbędne ,na zakupy idzie się tylko kiedy potrzebne coś koniecznie a nie dla przyjemności.z
    Nigdy,nigdy nie wziął jako ojciec i mąż nigdzie..
    Dotarło Wszystko do mnie gdy dzieci podrosły…
    Liczą się tylko jego rodzice (zdrowi), wymuszający na dorosłych ludziach aby ciągle koło nich byli, wymyślają dziwne rzeczy a dorosły synuś jest ślepy jak rodzice nim kierują.
    Zostałam z młodzieżą sama sobie,bez znajomych (bo nigdy nie mieliśmy, podobno byli niepotrzebni). Dałam się zmanipulować. Jestem przytłoczona,bez sił, nie mam często siły nawet żeby zrobić kawałek kanapki..do tego doszło… pełna siły byłam kiedyś…

  • Ja też już nie daję rady. Po 32 latach już nic nas nie łączy. Dzieci samodzielne, mają swoje źycie. M wraca za 2 dni a mnie znowu się odezwał zespół jelita drażliwego. Znowu będzie piwo, kanapa i telewizor. Na szczęście mamy duży dom i bywa że nie widujemy się po kilkanaście dni. Nawet trawy nie skosi. W wakacje ani razu nie wyszedł na ogród nawet. Jak zobaczy że ja wychodzę wieczorem to robi awanturę że mam kochanka. A ja czasem potrzebuję wyjść na kawę, do kina , potańczyć. Mam grono przyjaciół na których mogę liczyć bo na niego nigdy nie mogłam. Jestem już zmęczona tą sytuacją. I tak naprawdę to nie wiem co mam robić.

  • A ja się własnie grubo zastanawiam….2 dzieci…ja się sama utrzymuje…mam doskonały zawód.a on przyjeżdza bierze kredyty i nic mi nie mówi bo jak twierdzi gówno mnie to obchodzi bo przecież mamy rozdzielność….awantury sa przez to ze ja ciągle odkrywam jakieś rzeczy o których powinnam wiedzieć…niech sowbie pływa..uparty jak osioł.nie nauczony z domu relacji…w tym roku 15rocznia ślubu od 5 lat pływa i chyba to bedzie ostatnia….jestem coraz bliżej podjecia decyzji….może na 40tkę odkupie swoją wolnośc…czy też tak macie ze nic nie wiecie bo ciagle jakis tajemnice?czy to jest normalne?czy wasi M mówią wam ze nic nie musicie wiedziec?pozdrawiam

  • Po latach wychodzi prawda…tyran,sknerus,maminsynek,tatussynek,damski bokser.

  • No tak, a jak sprawić, żeby zrozumiał..????

  • Jaki ten artykuł jest prawdziwy. Jakby o mnie i dla mnie pisany.

  • Czekałam na taki post…życie z Marynarzem to nie jest bajka i pieniądze..czasami to jest wzajemna udręka…tego się nie da opisać..opowiedzieć..wytłumaczyć normalnemu czlowiekowi pracującemu 8-16…w stagnacji..w zwyklej szarej codzienności..życie z Marynarzem to sinusoida z olbrzymimi amplitudami..ja nie podołałam..nie sprostałam wyzwaniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *