KOBIETO, CO TY MASZ DO ROBOTY? CZYLI GORSZA STRONA MARYNARZA.
Kobiety są teraz w fazie rozkwitu . Jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu naturalnym podziałem było, że kobieta musi dbać o dom, gotować, rodzić i wychowywać dzieci. A mężczyzna pracować, zarabiać i jako ojciec być raczej surowym autorytetem. W przypadku par pływających ten podział był tak oczywisty, że aż raził w oczy. Przecież marynarz wypływał, a kobieta zajmowała się wszystkim Przypływał i … No własnie, bywało rożnie. Ale lat temu kilkanaście, nawet samo spożywanie na statkach alkoholu było naturalne. Marynarze zarabiali sporą kasę jak na polskie warunki. Często ten styl życia, w świecie z dolarami, kształtował jego pozycje w domu. Lata mijały, marynarze już nie koniecznie zarabiali tzw. kasę. Polska się zmieniła, jest bardziej zachodnia, a kobiety zaczęły się rozwijać. Mimo pływającego stylu życia, coraz więcej chce pracować albo szuka alternatyw dla siebie aby zwyczajnie działać.
Niestety dziś o tym , że te złe naleciałości, przekonania o wyższości – psują nasze związki…
Marynarze pracują w ciężkich warunkach psychicznych jak i fizycznych. Przebywają głównie w męskim towarzystwie, zamknięci w swoich puszkach. Tam jest inny świat, inny język, często chamstwo i twarde zasady. I tak musi być, bo tego też wymaga praca. Nikt nie będzie się ciamkał, bo długo na morzu nie przetrwa. Problem w tym, że jeśli mężczyzna ma pewne cechy charakteru, które są brutalne, tam mogą się wyostrzyć. To od marynarzy zależy czy wracając do domu, potrafią współżyć z ludźmi z tego naszego lądowego świata.
Bywa, że kończy się na chęciach albo teorii. Panowie potrafią tylko wymagać, nie patrzą na wkład partnerki, żony we wspólne życie. Z reguły zarabiają więcej i potrafią to wykorzystywać do znęcania się psychicznego czy do uzależniania od siebie. Te słowa faktycznie są mocne, ale prawdziwe. Dociera do mnie sporo rożnych historii. Cześć z nich stanowią właśnie te smutne, czyli dotyczące chamskiej strony marynarza.
Każdy wybrał jak wybrał i trzeba się szanować. Jeśli wracam do domu po kontrakcie, owszem muszę odpocząć, ale też mam swoje ” obowiązki”. Facet w domu nie ma pomagać, on ma uczestniczyć we wspólnym życiu, które przecież razem zaczęli tworzyć. A dzieci kobieta nie urodziła tylko dla siebie, żeby mieć zajęcie. Dlaczego zatem tak jest, że marynarze potrafią traktować powrót do domu jak przyjazd na wakacje? A wyzwaniem staje się dla nich chociażby przeprowadzenie remontu? Kolejną gorszą stroną jest uważanie swojej partnerki jako swojej gosposi. Halo. Ona cały kontrakt zajmowała się domem dziećmi i jeszcze chodziła do pracy. Należy się jej odciążenie.
Dlaczego tak trudne staje się sprzątniecie po sobie, włożenie naczyń do zmywarki itp. Żadna Marynarka nie chce w domu kolejnego dziecka, ona oczekuje mężczyzny. A porządny mężczyzna to: mąż, opiekuńczy ojciec fantastyczny kochanek. No sorry. Panowie świat poszedł do przodu. I zawód nie czyni już z was bohatera. Oczywiście piszę o poszczególnych przypadkach. Ale nagminnie spotykam się z różnymi historiami. Chociażby o tym, że ich partnerki nawet nie wiedza ile marynarze zarabiają, że mają wydzielane pieniądze na miesiąc i koniec. To kobieta zostaje w domu dba o niego o codzienności wychowuje „sama” dzieci. Jest szoferem, matką , lekarzem, gosposią, pracownicą(zarabia) a facet wydziela pieniądze? Uważa się za jej właściciela? Gdzie partnerstwo, gdzie randki, wspólny czas? Gdzie w tym wszystkim miłość ? Ja pracowałem ciężej mi się należy -wszystko.
Jeszcze inna strona medalu to zbyt wysokie wymagania. Panowie po powrocie do domu czasem zapominają, że to dom a nie statek. Wymagają od kobiet jak od swoich współpracowników . Krytykują i oceniają ich pracę. Poczucie wyższości potrafi zaślepić. I zamiast cieszyć się ze wspólnych chwil, kobieta stresuje się codziennością i tym czy jej marynarz jest zadowolony z tego co ona robi. Zapomina się chyba o jednej z najistotniejszych kwestii. To kobieta ma swój rytm życia codziennego. Różni się on od tego wspólnego ale to nie znaczy, że jak marynarz wraca to ma przewracać jej świat do góry nogami. Ma po prostu z nią żyć i być i czerpać przyjemność z życia rodzinnego.
Nie wspomnę o drastycznych sytuacjach, które też są – czyli przemocy. Często ta frustracja i emocje ze statku znajdują ujście w przemocy, biciu kobiet. Są naprawdę straszne historie i bardzo trudno z nich wyjść. Przemoc psychiczna – tak samo. Nie można się godzić na takie zachowania, na zastraszanie typu beze mnie jesteś nikim itp. Często nie zadajemy sobie sprawy, albo nie dopuszczamy myśli, że to właśnie nas ten problem dotyczy. Bo tak jak siniaki widać tak przy znęcaniu się psychicznym trudniej zdiagnozować nam ten problem. Zrzucamy to właśnie na pracę, trudne warunki. Myślenie typu – zaraz mu przejdzie – nie pomoże.
Historie, które czytam to też zmuszanie do seksu. Skoro wróciłem musisz być dostępna kiedy chcę, to twój obowiązek. Jaki obowiązek? (O tym jeszcze będziemy dyskutować w innym poście).Kto tak myśli? Dochodzą do tego też romanse i tym podobne historie. Lista jest długa.
Większość z tych problemów wynika zapewne z tego, że cały czas traktuje się kobietę hasłem : A co ty masz do roboty? Mężczyźni, i nie tylko marynarze, bo z rożnych grup zawodowych, traktują swoją pozycję jako tego silniejszego, a możliwość szanowania czy wspierania partnerki jako coś absurdalnego. Nie chodzi o feminizm, a o to, że Związek To Partnerstwo a nie walka o pozycję. My nie chcemy chamów i prostaków, którzy przemocą i pieniędzmi rozwiązują sprawy, czy też uważają, że tylko w ten sposób osiągną efekt. Chcemy mężczyzn, którzy idą z nami w tym samym kierunku. Czekanie o 16.00 z obiadkiem w drzwiach i kapciami, to przeszłość. Zwłaszcza przy pływaniu. Nie jesteśmy sierotami. Świetnie potrafimy zrobić wszystko same. Od gwoździa po życie w pojedynkę. Dlatego, tym bardziej trudno zrozumieć akcje dotyczące zaznaczania swojego miejsca – pan wrócił sługa działa. A gdzie staranie się o względy, o uwagę? Gdzie pomoc? Prędzej czy później kobiety, które są tak traktowane – odejdą. Dziś rozwieść się to nie problem. Praca na morzu – nie usprawiedliwia, brak obecności – nie tłumaczy. Trzeba umieć żyć i tu i tu. Sorry taki klimat. Dbajcie lepiej o to co macie. Bo trudno mieć u boku kochającą i ambitną kobietę, która potrafi i przede wszystkim, chce czekać.
Nie będę szczegółowo rozpisywać się czym zajmują się kobiety gdy marynarze są na morzu. Zostawię to następny post. Ale założę się, że znajdą się panowie czytający ten tekst, którzy w swoim życiu choć raz pomyśleli: chcę już na morze, trochę odpocznę. A pamiętajmy, że jak jesteśmy we dwójkę to całe to lądowe życie rozkłada się na dwie osoby. A to jak kobieta zostaje sama, to juz zupełnie inny świat. Tak jak my podglądamy pracę marynarzy, doceniamy ją. Może tak samo panowie powinni raz w życiu choć na 2 tyg zostać tu na miejscu i działać . Pomijam fakt pracy. Bo gro kobiet pracuje zawodowo, albo tak jak pisałam, zajmuje się bardzo równymi rzeczami . Zakładają działalności związane z ich talentem czy pracują z wolnej stopy. A posiadając dzieci, szczególnie małe, przeżywają nie jeden hardcore. Ale wychowują, działają i robią to świetnie. Cudowne Królowe Chaosu.
Nie praca i pieniądze świadczą o człowieku. Ale to przecież banał. Czy jednak nie?






Podobał Ci się post?

Komentarze (21)
Smutna nie rozumiem jednej rzeczy, mianowicie dlaczego jesteś ze swoim M? Z tego co opisujesz to nie szanuje Ciebie, a Ty modlisz się, aby pojechał w morze, a jak tam już jest, aby nie miał zasięgu. To po co być razem? Piszesz, że go kochasz, ale za co? Nawet miłość ma swoje granice. Nie wiem czemu się tak męczysz, bo nie jest to zdrowy związek z poprawnymi relacjami. Chyba, że jest coś o czym nie piszesz.
Mój M po powrocie pomaga mi we wszystkich obowiązkach w domu. Wiem, że na kontrakcie miał ciężko, ale ja też lekko nie mam, więc obydwoje się szanujemy i dzielimy obowiązkami. Bez wzajemnego zrozumienia i szacunku nie wyobrażam sobie małżeństwa/związku.
Nigdy nawet w ten sposób nie pomyślałam, czy kocham bardziej siebie czy jego. Ale wiadomo, że jego. Czasami się zastanawiam dlaczego? Ja nie potrafię z nim rozmawiać, nie potrafię w słowa zebrać tego co mnie boli. Ja nie mogę narzekać, mazać się i płakać – on strasznie źle na taką słabość reaguje. Najgorsze jest to, że mnie boli całokształt jego zachowania wobec mnie, że mnie nie szanuje i oczernia nawet przed swoją rodziną. Teraz szykuje nam się większy remont i szanowny pan kazał zerwać wszystkie tapety ze ścian, nie widziałam w tym nic złego, nie sprzeciwiałam się, miałam czas to chętnie chciałam pomóc. Ale wiecie co, maile które pisał i sposób w jaki w nich wyrażał się w stosunku do mojej osoby, spowodowały, że napisałam mu, żeby do mnie nie pisał, bo już nie mam siły na takie traktowanie a on jak to odebrał? Że buntuje się, że jestem śmierdzącym leniem, bo… bo nie chce mi się zrywać tapet 🙁
U mnie są często takie momenty kiedy modlę się, żeby już popłynął – wtedy będę miała spokój. Kiedy jest na morzu, przychodzą chwile, żeby nie miał zasięgu, żeby znowu było chwile spokoju. On decyduje o wszystkim, rozlicza z pieniędzy, czasu, ze wszystkiego. Nawet jak jest na statku potrafi wydawać swoje polecenia i bron boże żeby ich nie wykonać…
Czasami czuję, że się duszę, nie mam komu o tym opowiedzieć, ale kocham tego drania. Sam uważa, że ciężko pracuje, wcale w to nie wątpie, ale dlaczego uważa, że ja nic nie robię?
Oj bardzo to przykre. . a od zawsze taki byl? Dlugo juz plywa?
Spokojnie tutaj mysle mozesz na ten temat napisac.
My tez nie mamy dzieci, ba nie jestesmy tez malzenstwem.
Probowalas z nim o tym jakos moze porozmawiac?
Kurcze przeciez my kobiety tez mamy swoje obowiazki, a kiedy ich nie ma to kto nam ma pomoc.. musimy radzic sobie same jakos.
Zycze Tobie ,aby Twoj facet – Smutna docenil to, ze jestes z nim nie z obowiazku i dlatego ze on jest panem i każe, wbrew pozorom to nie jest latwe czekac na kogos, powinien sie cieszyc, ze ma taka kobiete jak Ty.
Powodzenia!
ten komentarz jest od Malutka 🙂 literowka sie wkradla
Kiedyś, gdy nie byliśmy jeszcze małżeństwem i nie mieszkaliśmy razem było trochę inaczej. Pływa już z 7 lat. Teraz tylko słyszę, że to wszystko dzięki niemu, że on pracuje na 120% jest c/o. Wiem, że to stresująca praca, wiem, że z dala od rodziny, ale szacunek dla swojej żony powinien być. Władza i pieniądze to nie wszystko.
Smutna rozumiem, że go kochasz. Ale gdybyś miała odpowiedzieć na pytanie, czy kochasz bardziej jego, czy siebie – jaka byłaby Twoja odpowiedź? Z tego co piszesz wynika, że swojego M kochasz bardziej niż siebie. A to nie jest dobre. Nie możesz w sobie dusić strachu, żalu czy znosić złego traktowania. Czasem ludzie nas krzywdzą i nie zdają sobie z tego sprawy. Czasem wiedzą, że nas krzywdzą, ale ich poziom stresu czy frustracji jest tak duży, że ta chwila ulgi, kiedy wyładowują je na kimś, często na kimś bliskim daje im ulgę i sobie zwyczajnie z tym nie radzą. Potrzebna Wam jest rozmowa, może nawet miesiące rozmów. Jeśli masz wrażenie, że Cię nie słucha – wymuś spotkanie ze specjalistą. Dzieci? Zanim nie naprawisz ( celowo piszę Ty, bo z facetami tak jest, że zwykle to my jesteśmy od naprawiania:)) Waszego związku, nie decyduj się na dziecko. Stawiaj warunki, granice, walcz o siebie i o Was. Mam nadzieję, że Wam się uda. Powodzenia
Kiedy zacząłem pracę po kilkumiesięcznym bezrobociu, myślałem, że nie będę już słyszał tych niby żartów o tym, jaka to z mojej żony bohaterka, bo utrzymuje mnie z pływania. Po podjęciu pracy i całkiem przyzwoitych zarobków (wiadomo, że do marynarskich nie ma co porównywać, ale jednak) zaczęły się „żarty”, że jej praca jest bardziej wartościowa, niebezpieczena etc. Czasem mam wrażenie, że choćbym stanął na głowie i ozstał kaskaderem w filmach akcji na drugim końcu świata, to zawsze będą „mniejszy” w porównaniu do pływającej 😀
Macie bardzo duzo racji w tym co tutaj piszecie, ja z mojej perspektywy moge powiedziec, ze czesto wlasnie kobiety zwiazane z marynarzami sa postrzegane przez inne kobiety jako te ,co leza i pachna a facet wysysla im mnostwo kasy, ze mozemy sobie pozwolic na wszystko ,a wszystkie obowiazki zrobia sie same a my ksiezniczkujemy, sama spotkalam sie z taka opinia mojej jednej koleznaki z pracy.. co jest bardzo krzywdzace, denerwujace.
Wiem ,ze ten wpis dotyczy powrotu marynarza z morza i jego stosunku do nas ,ze tu zrob to tu posprzataj tu ugotuj, ja dostaje wsparcie kiedy jest w morzu i takie tez staram sie jemu dawac, a kiedy on wraca daje je mi, obowiazki rozkladamy na polowe, nie ma czegos takiego ,ze ja jestem kura domowa a on hrabia jakis.
Uwielbiam to ,ze kiedy jestem zmeczona po ciezkim dniu a moj facet z troska pyta jak minal mi dzien, i co bym zjadla na kolacje, niby nic wielkiego , drobny gest ,ale ile on znaczy.
To ,ze facet tez rozumie i widzi ile kobieta musi zrobic i sie napracowac, a on to wszystko docenia.
Ja nigdy czegoś takiego nie miałam, że mój mąż pyta mnie jak minął mi dzień, czy zrobi mi kolacje. nie mamy dzieci (jeszcze) ale czasami sobie myślę, że według mojego meża to powinnam urodzić dziecko i zaraz kwadrans po porodzie iść do pracy. To człowiek którego oddech czuje na plecach nawet jak go nie ma…
Niestety w tym artykule odnajduje pewne dotyczące tych złych stron kwestie. Mam wrażenie, że morze potęguje w mojej żonie tę ciemniejszą stronę jej charakteru. Agresja, skłonność do ryzyka, swojego rodzaju autorytaryzm. Dowiedziałem się od jej rodziców i rodzeństwa, że od zawsze taka była i wedle nich pływanie nie zmieniło jej za bardzo, ale mam wrażenie, że wiele sytuacji i napięć „domowych” nie miało by miejsca, gdyby nie jej praca…
Dziś w duchu równouprawnienia wychowały się całe pokolenia mężczyzn i kobiet. Współczesne ideały ukształtowały społeczeństwo. Pewne nasze drogi na tej ziemi są z góry zadane,tak samo zdeterminowana jest przyszłość w zależności od tego, czy jesteśmy kobietą czy mężczyzną.
Nie ma w tym nic złego, jest jedynie piękno i harmonia porządku natury. W jednym i drugim przypadku można sięgać gwiazd. Tylko nieco inaczej, inną drogą. Dlatego szanujcie się i dbajcie o siebie, Drogie Panie; nie dajcie się wyprowadzić na manowce, bo bez was ta ziemia umiera. Wy nie możecie mieć równych praw.To wy musicie wychować nowe pokolenia mądrych dzieci.
Oj, ciężki ten artykuł…. ale myślę, że i jednej i drugiej stronie bardzo potrzebny. Daje do myślenia.
Cieszę się, że pan Paweł znalazł czas na tak wyczerpującą odpowiedź. Dobrze zobaczyć to z innej perspektywy. Pozdrawiam serdecznie:)
Tak czytam wpisy Panów i aż ciepło na sercu…. I jak tu nie kochać Marynarza, skoro tyle w nich mądrości?:)
Tak… te „remonty” z pewnością są naszą zmorą 😉 A tak na poważnie, narzeczona podesłała mi link do powyższego artykułu. Niezmiernie mnie to cieszy, bo sam podrzuciłem Jej dres powyższego bloga bodajże w zeszłym roku. Pozwolę sobie wypowiedzieć się w omawianym temacie z perspektywy młodego jeszcze żagla, który począwszy od praktyki we flocie handlowej w trakcie studiów jest aktywny zawodowo już ponad trzeci roku a w sumie wypływałem w tym czasie prawie dwa lata.
Nie chcę negować różnych dewiacji opisanych w artykule, bo niezależnie od źródła ich powstania, nie mają one prawa być tolerowane przez partnera czy rodzinę. Miałem niechlubną przyjemność poznać z autopsji pewne zachowania, które niestety odciskają piętno na całą resztę życia, szczególnie gdy jest się jeszcze młodym człowiekiem postrzegającym świat w czerni lub bieli. Jednakże, zapewne każdy z nas pamięta czy nawet ukrywa w sobie jedną lub dwie sytuacje, które spokojnie zaliczylibyśmy do takich odchyłów. I uważam, że w większości przypadków nie jest to wyłącznie wina tylko jednej strony a raczej efekt długotrwałego niesłuchania/ braku zrozumienia między partnerami.
Nie zgodzę się, że morze/ zawód marynarza wywołują nagłe zmiany charakteru. Natomiast środowisko pracy sprawia, że pewne punkty zapalne, które leżą gdzieś głęboko w człowieku czy może są złudnie tuszowane, nagle wychodzą na wierzch. Wspominany w tekście dość stereotypowy, ale niestety nadal często spotykany „rodzinny model kobiety” nie jest zarezerwowany wyłącznie dla żon marynarzy. Obawiam się raczej, że występuje u większości związków, gdzie przynajmniej jeden partner ma konserwatywne poglądy lub został tak wychowany. Tutaj fakt, poznałem różnych matrosów i pośród nich najczęściej dominuje konserwatywne podejście do życia.
Co do zarobków, umówmy się, że lata, gdy zwykły marynarz z PLO, Dalmoru bądź z PŻMu zarabiał miesięcznie kilkunastokrotność średniej miesięcznej pensji (cytując legendarne „Mój mąż nie pracuje, mój mąż pływa) już dawno minęły. Rzeczywiście, miałem przyjemność poznać osoby stawiające pierwsze korki w tej branży za tamtych czasów (wtedy raczej ciężko było o inną drogę kariery w handlówce aniżeli u wymienionych trzech armatorów) i słuchając opowieści podczas kawy w brudnym wacku czasem włosy stawały mi dęba. I broń Boże, nie myślę, że wtedy było prostactwo czy chamstwo… bo oni tylko bijo, pijo i zdradzajo. Ludzie się wcale nie zmienili, po prostu ten zawód uległ diametralnej przemianie. Nie ma czasu na kontrabandę, robienie barbecue na rufie czy zwiedzanie portów, bo ten „romantyzm” dawno przeminął. Poza obowiązkami, które każdy z nas podpisuje w kontrakcie, spadają nam na głowy widzimisię armatorów, wymogi konwencji i prawideł, wymogi flagi, wymogi czarterującego. Dodatkowo drille, surveye, vettingi, port state, międzynarodowe załogi i świadomość, że jaki port by to nie był, to przeciętny obecnie statek będzie stał przy kei od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin. I odczuwa to każdy począwszy od ciężko pracującego fizycznie szeregowego majtka po mocno obarczonego odpowiedzialnością kapitana czy starszego mechanika. I nie ukrywam (mimo że stres oraz ilość obowiązków są raczej teraz większe), że gdyby dane mi było zaczynać te 30 czy 40 lat temu, to najzwyczajniej w świecie poległbym. Albo nie dałbym rady psychicznie, albo byłbym wypaczony emocjonalnie. A wracając do zarobków, jest to nadal atrakcyjny zawód, ale bez przesady. Większość, omamiona dolarami obiecanymi na Akademiach, odpadła w przedbiegach. Bo za długo i za daleko od domu i rodziny, bo alkoholu brak, bo klaustrofobicznie, bo trudno zacząć… Po podzieleniu na pół, chyba że mówimy o kontrakcie on/off (czasem na +, czasem na -, ale wychodzi na to samo), to podobne sumy można inkasować na lądzie, czasem nawet nie zajmuje to odpowiednio więcej czasu. A te 5, 10, 20 czy więcej tyś. PLN na miesiąc żadnego z nas nie czyni bogaczami. Co najwyżej solidną klasą średnią i każdy Felek marynarz, który mustrował/schodził w Japonii, Singapurze czy Emiratach a po drodze miał międzylądowanie we Frankfurcie, doskonale wie, że te pieniążki to troszkę za mało, aby być grubą rybą.
Kończąc już, bo trochę się rozpisałem a chciałbym jeszcze porozkoszować się choć chwilę wolną niedzielą, to zwieńczę czymś od siebie. Mam świadomość, że do idealnego partnera wiele mi brakuje a robiąc rachunek sumienia po każdym kontrakcie zarówno na morzu jaki i „na lądzie” dostrzegam jak często dałem ciała. Pewne rzeczy wymagają czasu, potrzeba dojrzeć. Aczkolwiek, jest to wyłącznie moja osobista opinia, ten zawód nie ma najmniejszego sensu bez właściwej kobiety u boku. Bo najzwyczajniej w świecie człowiek wypali się i traci smak/sens tego wszystkiego. A to, co moim zdaniem, pomoże każdemu matrosowi wracającemu do domu, to po prostu odpowiedzialność. Bo każdy chłopak stanie się facetem, jak mu wrzucą na barki ogrom odpowiedzialności.
Gorąco pozdrawiam w drodze do Kapsztadu z LNG/C „Cool Voyager”,
4/E Paweł
PS: Z tym ciężkimi warunkami to też bez przesady. Fakt, bywa ciężko a nawet beznadziejnie, ale na każdym obowiązkowym odnowieniu podstawowych papierów, pan psycholog ludzi morza przekonuje a nawet wmawia nam, że ilość czynników absorbujących nas każdego dnia jest nieporównywalnie mniejsza niż w domu… =)
Rety, jaką mądra odpowiedz 🙂 Przez chwilę myślałam, że czytam mojego męża.
Dziewczyny, znacie jakąś fajną taryfę, gdzie są tanie rozmowy zagranicę?
Czy jest coś lepszego niż Play? Dzwonienie z Pl za darmo, on za odebrane 5 gr? Znacie coś?
Wielki szacunek dla Pań, a zero tolerancji dla moich kolegów – despotów, którzy po powrocie do domku wyładowują na Was swoje frustracje zawodowe. Dom do azyl i bezpieczny port dla całej rodziny. Statek kończy się w momencie opuszczenia przez nas portu w którym stoi. Dom zaczyna się już w drodze na lotnisko. Od chwili pożegnania myślimy o powrocie, szykując się na ten czas przez wiele miesięcy. Nie psujmy tego. Nam jest wygodniej, zostawiamy wszystko, zmieniamy miejsce i otoczenie. Kobieta ma wciąż to samo wraz ze wszystkim problemami które od chwili naszego wyjazdu są już tylko na jej głowie. Jej także pozostaje dodatkowe puste miejsce w naszym łóżku gdzie przez pierwsze noce jest jej bardzo zimno. Dlaczego kobieta ma nas pakować na wyjazd ??? O nie, wstyd !!! Czy my mamy dwie lewe ręce? Czasem mam tego dowody, gdy widzę ja koledzy marudzą po przyjechaniu na statek, że czegoś tam mu małżonka nie spakowała 🙂 Prawie płacz dziecka z elementami histerii. Obraz iście z kabaretu !!! Hallo !!! To my zabezpieczmy ją i dzieci w domu na czas naszej nieobecności była bezpieczna i pewna (w miarę) że nic ją nie zaskoczy. Nie każda kobieta może podołać temu wyzwaniu aby być u boku marynarza. Zdajmy sobie sprawę że to kosztuje je wiele pracy, wysiłków, nerwów oraz oddania, dlatego szanujmy nasze Panie po stokroć mocniej niż mam się teraz wydaje. One na to zasługują 🙂
Dziękujemy 🙂 Mój mąż też pakuje się sam i jest w tym lepszy niż ja.
Ten temat jest mi raczej obcy. Mam męża marynarza, który nie tylko w domu ale i na statku mnie wspiera, ale domyślam się, że może to dotykać w dużym stopniu starszych pokoleń marynarzy i ich rodziny.