Blog

GDYBYM NIE BYŁA Z MARYNARZEM

Autor: Listopad 27, 2016 11 komentarzy

Ten wpis popełniam bardzo egoistycznie. Noworodek w domu jednak przewraca życie do góry nogami. Swoją drogą nie wiem czemu wyobrażałam sobie czas niczym z wakacji all inclusive, skoro już mam jedno dziecko. Wiadomo, że ten slodki uśmiech wart jest każdej nieprzespanej nocy. Jednak mniejsza z tym. Czemu egoistycznie? Bo muszę nabrać energii. Dlatego dziś dla wszystkich smutasów i tych nie wyspanych. Doładujmy się i bez marudzenia proszę. 

Każda z nas czasem mam dość i właśnie wtedy zastanawia się co by było gdyby…Oczywiście sensu to nie ma najmniejszego, bo nigdy się nie dowiemy. A w momentach kryzysowych, zwyczajnie idealizujemy to czego nie mamy. Związki stacjonarne są cudowne i potrafią trwać całe życie. Jednak nie są nasze. Przecież, te na odległość też potrafią stworzyć więź między ludźmi. I trwać i trwać. Nie ma co się fiksować i traktować ich jako – gorszej kategorii. Tak  przecież nie jest. Do sierot życiowych nam daleko. A to, że nas doświadcza wiele dziwnych sytuacji, to chyba dobrze?

Jednak gdyby depresja spowodowana nie posiadniem partnera stacjonarnego pogłębiała się, warto wtedy sobie odpowiedzieć na to pytanie. Przecież ono wisi nad nami całe życie niczym fatum i atakuje zawsze gdy zaliczamy jakieś potknięcie.


GDYBYM NIE BYŁA Z MARYNARZEM TO:


Moja dupa by tak szybko ” nie stwardniała” życiowo.

 

Nie opanowałabym sztuki robienia wszystkiego równocześnie.

 

Nie miałabym zainstalowanych w komórce wszystkich możliwych komunikatorów i aplikacji do rozmów z nim.

 

Może byłabym szczuplejsza i bardziej wysportowana, bo miałabym czas latać wieczorami na siłownie.

Pewnie zapomniałabym jak „smakuje ” randka. Ach te powroty.

10462690_751696911553263_4111481060538632111_n

Tęsknota byłaby dla mnie uczuciem raczej abstrakcyjnym.

 

Może  byłabym bardziej zrzędliwa. Pewnie czepiałabym się o wszystkie pierdoły.

 

Nie miałabym okazji aby rzucać mu się na szyję  na lotnisku, progu domu itp.

 

Bardziej bym się przejmowała co inni powiedzą.

 

Pewnie nie czekałabym z taką niecierpliwością na wspólne szaleństwa łóżkowe. Na te noce i dnie.

 

Bardziej bym się wysypiała.

 

Lepiej bym gotowała.

 

Może nie opanowałabym, aż tylu „męskich” obowiązków.

 

Nie mogłabym bezkarnie malować paznokci i rozrzucać swoich ubrań po sypialni.

 

Nie miałabym tyle radości ze wspólnych świąt i innych ważnych uroczystości.

zona-marynarza-severino13644085_1107422019319139_1296489141_n

Nie miałabym, aż tylu okazji do realizacji własnych pasji.

 

Nie trafiłabym na tego bloga i na spotkania dla kobiet marynarzy. I dalej nie poznałabym tylu fantastycznych kobiet, które maja tak samo jak ja.

 

Z przejęcia i szczęścia nie zdarzałoby mi się pomalować do wyczekiwanej, często tygodniami,  rozmowy z marynarzem. Nawet jak jest tylko telefoniczna.

 

Nie nauczyłabym się tak szybko i sprawnie zwalczać doła.

 

Nie spędzałbym tyle czasu tylko ze sobą.

 

Nie byłabym tak otwarta na świat i innych ludzi.

 

Nie mogłabym bezkarnie, kiedy chcę, leżeć z nim do 12 w południe i oglądać filmów.

 

Pewnie kłócilibyśmy się rano o łazienkę.

 

Nie pisałabym, aż tylu sprośnych maili czy SMS-ów.

 

Moje macierzyństwo mogłoby być nudne i  nieco łatwiejsze 🙂

 

Wniosek? 

Zawsze jest ok. wszystko zależy jak sobie odpowiemy na to pytanie 🙂 

 

 

 

5


 

…i wiadomo, że tu nie chodzi o  marynarza. Tylko o to jakie możliwości daje nam związek na odległości i jak kształtuje nas jako ludzi…

Powodzenia!!!


 

 

Na  zdjęciach Agata Kupczyk piękna i radosna żona marynarza.

fot. Seweryn Kupczyk

Podobał Ci się post?

Komentarze (11)

  • Trafiłam na twgo bloga zupełnie przypadkowo. Tak naprawdę uczę sie dopiero życia z marynarzem, ponieważ w Trójmieście mieszkan nie za dlugo. Nie mam tu jakiś koleżanek z którymi mogłabym iść na kawe/piwo bądź po prostuna spacer. Te, które znam z pracy maja już mężów i rodziny. Z moim Marynerzem jestem krótko bo dopiero trzeci miesiąc, a on już popłyną w morze i wróci za cztery miesiace. Szukam sobie zajecia to ogladam seriale to czytam książkę to cos przygotowuje na studia, ale wyczekuje cale dnie na jakis znak od Niego, chociaz sms „wszystko jest oki”. Wiem, że to sam początek naszego wspólnego życia i ten kontrakt to wielki dla nas test bo w mojej bliskiej rodzinie nikt nie plywal. Pierwszy raz ktos dla mnie ważny wyjechał na tak dlugo. Powtarzam sobie, że przeciez wiele osób tak żyję i tworzą super związki.
    Możecie mi podpowiedzieć jak dobrze, albo jak sprawnie radzić sobie z tęsknota? Jak nie chodzić po ścianach czekajac na sms bądź wiadomosc na whatsupie…

    • Droga Dominiko, nie łam się, wiem ,ze te 4 miesiace to teraz dla Ciebie wiecznosc, kazda z nas to przechodzila i przechodzi nadal.
      Pamietam ,ze ja tez mojego M poznalam na krotko przed jego wyplynieciem to byle istne szalenstwo 🙂 Kazda chwila wspolnie spedzona, strach czy to przetrwa probe, itd. W mojej rodzinie tez nikt nie plywal wiec dla mnie tez to byla nowosc.
      Coz powiem tak poczatek jest ciezki , nie wiesz co ze soba zrobic, czekasz na jakikolwiek sygnal od niego itd. Potem tez tesknisz ,ale starasz sie myslec logicznie ,ze ten czas zleci a on wroci i znowu bedzie cudnie.
      Ja osobiscie pograzylam sie w pracy, robie cos dla siebie , ksiazka, film , spotkania z kolezankami na kawie, jakies pasje czy hobby, tak aby nie myslec 24h na dobe o tym. Pamietaj kazdy kolejny dzien to dzien blizej twojego M 🙂 moze zacznij planowac co bedziecie robic po powrocie, gdzie pojdziecie ,taka lista, nam to duzo pomoglo 🙂
      I nie zapominaj o tym ,ze jemu tez jest ciezko, wysylaj jakies zdjecia, i tylo nie pisz ciagle jak Tobie smutno , bo jak my sie zaczniemy rozczulac to faceci tym bardziej, pisz maile ,ale krzepiace, radosne i z czuloscia w tle.
      Zobaczysz ani sie obrócisz a bedziesz go witac na lotnisku 🙂
      Moj M wraca w lutym.
      Trzymaj sie cieplo!! 🙂 pozdrawiam

  • Jak mi jest ciężko gdy mąż jest w morzu to nigdy mi nie przyszło do głowy, co by było jakbym z nim nie była. A nie przyszła taka myśl nigdy bo sobie nie wyobrażam życia bez niego. I czasami jest ciężko, czasami chce mi się wyć ze zmęczenia, ale zaciskam ręce i daje rade, bo wiem, że jest na morzu człowiek, który kocha mnie nieskończenie i którego ja kocham tak samo.

  • Trafiłam na tę stronkę już jakiś czas temu. I już wtedy mi się spodobała
    Niedawno minął mój pierwszy rok bycia dziewczyną marynarza. Cóż mogę powiedzieć… taki związek nie jest łatwy, zwłaszcza, że On wypływa zawsze na 4 miesiące.. I teraz, w grudniu… na Święta… też wypływa. Drugie Święta razem a jednak osobno. Cięzko, ale warto. Nasłuchałam się już stereotypów z kazdej strony- od rodziny, znajomych… I dzięki wpisom tutaj- nauczyłam się je po prostu olewać. Przez te 4 miesiące mam czas dla siebie- wracam do ciężkich i regularnych treningów, nadrabiam zaległości na studiach, wypijam z kumpelami te hektolitry kawy, na które nawet nie szukam czasu kiedy jestem z Nim. A Święta? Są co roku. A wiem, że będzie taki moment, kiedy spędzimy je razem. 🙂

    Zawsze mam tak, że przez pierwsze 2-3 tygodnie może miesiąc, zrzędzę mu, że jeszcze tyle czasu zostało. A potem jak wpadam w wir mnóstwa obowiązków, to zapominam o czasie i nawet nie zauważam, kiedy słyszę: Około 18 ląduję w Gdańsku. 🙂
    Także wszystko da się przetrwać. Grunt, to mieć wsparcie wokół siebie, gdy Marynarz w morzu. 🙂
    Trzymajcie się cieplutko 🙂

    • Ola absolutnie się z Tobą zgadzam, ten blog tez mi daje duzo wsparcia, bo jednak kto jak kto ale marynarka drugą zrozumie czyz nie?
      Glupie teksty ze strony rodziny, znajomych ,kolezanek z pracy tez , wiecie co Wam powiem? To zawisc ludzka i tyle, bo mysla ,ze jak on plywa to Ty jestes milionerka i z nim dla kasy, bo widac ,ze jestescie szczesliwi i kazde wspolne chwile przezywane sa na nowo , jest ciagle jakby na poczatku , a osoby ,ktore dopadla rutyna to dobija, mowia wtedy to tylko poczatki takie mile potem juz tak nie bedzie.
      To zalezy tylko od dwoch osob, obojetnie czy to zwiazek „Stacjonarny” czy nie.
      I tez tak mam na poczatku ,ze marudze, narzekam a on mi, tesknota dobija, jest ogromny smutek, na szczescie ,ze mamy obowiazki , pasji to nam pozwala wciagnac sie w wir i jakos sobie z ta rozlaka poradzic.
      A dla nich naprawde warto, przeciez sami sobie zdaja sprawe jak ciezko nam byc w takim zwiazku ,wiecie nie zawsze da sie wszystko zrobic samemu, jak wazna jest obecnosc , bliskosc, wsparcie itd.
      No i najwazniejszy kontakt i rozmowy to bardzo duzo daje, ze czujesz ,ze on interesuje sie Twoimi sprawami nawet jak jest tam daleko , i tez martwi sie , troszczy.
      :)pozdrawiam WAS !! I lece piec ciasteczka 🙂

      • Dokładnie tak. Odstawilam Go dziś na lotnisko. Było ciężko jak zwykle no ale cóż.. Taką ma pracę a to mój wybór że z nim jestem. Poznałam Marynarza i wiedziałam na co się pisze . Ciasteczka mowisz ? Mmmm… 🙂

      • Nie zgadzam się, że dla marynarza warto. Nie dla każdego. Warto dla naprawdę dobrego człowieka. Wtedy zawód nie ma znaczenia i mimo, że jest ciężko to warto, bo jest miłość. Bo nie oszukujmy się, obiektywnie patrząc taki zawód ma więcej wad niż zalet.

    • Dziękuję. Wasze słowa dają power do działania!!!!

  • Dzięki bardzo za ten wpis… też czasem potrzebuje doładowania pozytywną energią, dziś mój M dzwonił , zrobił mi tym ogromną niespodziankę. ” Kochanie musiałem Cię usłyszeć ” 🙂
    Niby ktoś powie nic takiego ,a daje tyle nam Marynarkom.
    Wystarczy się chociaż przez chwile usłyszeć żeby świat stał się piękniejszy 🙂
    Zgadzam się ,że przy związkach stacjonarnych nie ma tych powrotów, tego czekania wypatrywania na lotnisku, ta adrenalina ,która towarzyszy jakbyście się mieli spotkać pierwszy raz. To czerpanie radości z tych wspólnych chwil, to prawda ,że tęsknota potęguje uczucie.
    Kurczę skojarzyło mi się z piosenką Maanamu : „Kocham Cię kochanie moje ,to rozstania i powroty” . 🙂
    Pewnie ,że to nie jest łatwe, mi też częstokroć jest ciężko ,ale warto ,dla nich warto.
    Trzymajcie się 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *