Wieczna wachta
Zawód marynarza należy chyba do grupy najbardziej niebezpiecznych i trudnych na świecie. Ostatnie wydarzenia to kolejna czarna seria dla marynarzy i również dla polskich marynarzy. Na przestrzeni tylko 2 tyg byliśmy świadkami i śledziliśmy losy 3 statków, 3 katastrof i niestety 11 śmierci polickich marynarzy. Jest to trudny czas dla wszystkich. Przeżywamy to, bo odczuwamy ten strach związany z ryzykiem tego zawodu. My tu a oni tam.
Zeus – 4 osoby zginęły w pożarze na statku.
Nefryt – 2 osoby zmarły w wyniku zatrucia niebezpiecznym gazem.
I El Faro – cała załoga zatonęła w ułamku sekund. W tym 5 polaków.
A to tylko dwa tygodnie. W Polsce pracuje ok 2-3 tys. marynarzy. Na całym świecie jest ich ok. 60 000. Są oni rozsiani po całym globie. Pracują w wielu niebezpiecznych miejscach. Zagrożeń każdego dnia mają mnóstwo. Zaczynając od samego żywiołu jakim jest morze i dalej, pożary, wybuchy gazu, zatrucia, choroby tropikalne, piraci, przestępczość, zatopienie statku itp.
Jestem przekona, że spoza środowiska mało kto tak naprawdę zdaję sobie sprawę z czym wiąże się taka praca. Jakie niesie ze sobą stresy, decyzje momenty, wyzwania. No i oczywiście ogromne niebezpieczeństwo.
Niestety morze ostatnio przypomniało o sobie biorąc na wieczną wachtę, aż 11 naszych. W tle pamiętamy jeszcze tragedię Cemfjorda. To muszą być naprawdę niewyobrażalnie trudne przeżycia dla bliskich.
Jest to przecież bardzo trudna śmierć dla bliskich. Gdyż w większości takich katastrof niestety ale morze dosłownie zabiera do siebie. Rodzina i przyjaciele nie mają możliwości pożegnać się nawet z ciałem marynarza. Człowiek był i nagle go nie ma …. Nic nie ma… A aspekt prawny w takiej sytuacji jest bardzo trudny, nawet symbolicznie pochowanie zmarłego staje się niemożliwe, dopóki nie zostania uznawana formalnie za zmarłą.
Grupa rodzin marynarskich jest w takich sytuacjach często pozostawiana sam sobie. Brak wsparcia i zrozumienia tego problemu niestety, cały czas występuje. A ludzie z zewnątrz absolutnie nie dostrzegają niebezpieczeństwa jaki niesie ta praca. W Polsce raczej utożsamiamy się z tragediami, które dzieją się na terenie kraju i które dotyczą konkretnych grup zawodowych również wykonujących trudne zawody. Ale nie o to chodzi. Najważniejsze jest to, żeby zauważać tragedię innego człowieka, innej grupy, nawet jeżeli nie dzieje się ona w Polsce, i nie nie na polskich statkach. To wszystko Polacy, którzy po ciężkich kontraktach wracają do swojego kraju do swoich rodzi i tu żyją. Nie na obczyźnie, tylko tu w Polsce, w domu. I dlatego należy się im szacunek i kondolencje i pomoc ich rodzinom.
11 polskich marynarzy i tylko 2 tygodnie. Na całym świcie dochodzi do wielu katastrof morskich. Na całym świcie giną marynarze. Marynarze, którzy gdzieś w różnych częściach świata walczą swoją ciężka pracą o byt i godne życie dla rodziny.
Jeżeli tylko czyta to ktoś komu bliska osoba zginęła na morzu, na statku. Proszę przyjąć moje największe wyrazy współczucia. Jest to nie wyobrażalna strata.
Proszę również pamiętać, że na społeczność ludzi morza można liczyć. Wspierajmy siebie my wzajemnie, a będzie dobrze. Pomagajmy sobie
Dla tych którzy odeszli na wieczną wachtę….

Podobał Ci się post?

Komentarze (6)
Dwoje z tych ludzi znałam osobiście. Dwoje przyjaciół z czasów studiów mojego marynarza. Historia tragiczna… Młoda para narzeczeńska, która w przyszłym roku miała świętować wejście w małżeństwo……….
Książka „Sztorm doskonały” – Sebastian Junger – dość dobrze opisuje rozmiar takiej tragedii. ” a może przeżył i kiedyś wróci …” Dopiero odnalezienie ciała może rozwiązać taką sytuację. Niestety rzadko się to udaje.
Bardzo dziękuję za polecenie
2 000 tys , czy 2tys marynarzy?
Najgorszy w tym jest brak możliwości pożegnania się z zaginionym i trwanie w zawieszeniu dopóki osoba nie zostanie uznana za zmarłą, co trwa chyba koło 10 lat. I czekanie z nadzieją, że może jednak gdzieś tam jest i żyje. Nie wyobrażam sobie takiego koszmaru dla rodziny.
Temat przykry ale tekst czyta się tragicznie. Błędy stylistyczne, literówki, interpunkcja. Chyba trzeba przeczytać kilka razy całość zanim się coś opublikuje. Ta uwaga tyczy się również poprzednich wpisów. Niestety.