Związki

I CO Z TEGO, ŻE GO NIE MA?

Autor: Luty 18, 2018 6 komentarzy

 

Naprawdę, to jest największy problem, że marynarza nie ma? No nie ma –  jest w pracy. Jego praca to morze. Można je lubić, nawet kochać, można  nienawidzić. To jednak zwyczajne miejsce pracy,  z  reguły z pięknymi widokami. Różnica ? Po prostu jest trochę dalej.

Masz zapewne, jak i ja i jeszcze Gosia, Marta, czy Agnieszka…te same wątpliwości i problemy, co my wszystkie. Pojawiają się gdy spotykasz jakąś mniejszą, czy większą przeszkodę na twoim – tak  dziwnie  częściowo samotnym – życiu. I wtedy  to, że go nie ma –  przytłacza. No  przytłacza, bo jesteś sama. I sama musisz sobie z tym poradzić. Ale czy ta obecność naprawdę rozwiązałaby sprawę? Może właśnie wtedy, nie udałoby ci się pokonać tych mniejszych i większych przeszkód?

Może nie potrafiłabyś wymienić koła w aucie.

 

Nie nauczyłabyś dziecka jeździć na rowerze.

 

Nie zasuwałabyś, co do minuty –  praca, dzieci, dom. Bo jak nie ty, to kto  je odbierze?

 

Nie naprawiłabyś kranu, czy nie odetkała ubikacji.

 

Nie pojechałabyś sama do obcego kraju.

 

Nie zabrałabyś sama dzieci na drugi koniec Polski. Wakacje czy ferie,  przecież  nie czekają na marynarza.

 

Nie spiłabyś się sama do lustra (xxx razy)  i nie zrozumiałabyś, że to wcale nie pomaga na smutki.

 

Nie nauczyłabyś się przy dzieciach spania 5h z przerwami, i dalej działania na pełnych obrotach w dzień – dla nich.

 

Nie kupiłabyś sama samochodu.

 

Nie robiłabyś co sobotę babskiej imprezy w domu 😉

 

Nie zrobiłabyś remontu za plecami męża/ partnera.

 

Nie przełamałabyś bariery odkrywania własnej seksualności. Czyli  nie doświadczyłabyś  samozaspokojeniem seksualnego. A wibrator dalej byłby tematem tabu.

 

Nie pilnowałabyś miliona ekip przy budowie domu, i nie musiałabyś im udowadniać, że masz jaja.

 

Nie robiłabyś z syna bohatera angażując go w ” męskie” zajęcia.

 

Nie podejmowałabyś sama wielu ważnych decyzji np. o nagłym leczeniu dzieci, czy pogrzebie bliskiej osoby.

 

Nie miałabyś tyle czasu tylko ze sobą.

 

Nie olałabyś wieczornego bałaganu w domu i nie pomyślałabyś, że… i tak nikt tego nie zobaczy.

andrew-neel-103247

Nie nauczyłabyś się sama walczyć ze stresem –  bez wsparcia, bez przytulania.

Możliwe, że gdyby nie to, że czasem jesteś sama straciłabyś wiele sytuacji, które wymuszają na tobie działania i wyzwania…i  nie zrozumiałabyś, że w związku liczy się coś więcej niż codzienny wspólny obiad. I, że to nie obecność scala, tylko zaangażowanie.

Możliwe, że byłoby po prostu nudniej…

Może nie poznałabyś tak dobrze sama siebie i  nie zrozumiałbyś w końcu, że….


Jesteś fajna, odważna, mocna, że małymi krokami ale ciągniesz ten swój dom i swoje życie.


I patrz: Mąż kocha, wraca, tęskni, dzieci świata poza tobą nie widzą, masz znajomych, rodzinę, masz dom, masz za co kupić jedzenie, może masz fajną pracę albo ciekawą pasję. A może, cieszysz się jak masz chwilę spokoju. Nie ważne. Naprawę nie ważne, że on pływa. Ty  nie jesteś gorsza. Jesteś zajebista. Przecież, taka trochę samotność, uczy miłości do siebie. Zaakceptujże siebie, pokochaj… to inni będą przy tobie szczęśliwi. Przecież to, że go nie ma wpływa tylko na twoją tęsknotę, a z całą resztą RADZISZ SOBIE I SOBIE PORADZISZ.

Razem łatwiej to jasne. Ale razem nie zawsze oznacza lepiej. Lepiej wynika z miłości szacunku wspierania siebie. Generalnie z banałów, ale za to jakich. Doskonale wiemy, że czasem jeden telefon, chwila rozmowy z marynarzem  – może zrobić więcej niż nie jedna motywacja stacjonarna.

I co z tego, że go nie ma? Przecież ty jesteś. Zobacz ile to szczęścia dla ciebie i dzieci, rodziny. A gdy on wróci będzie tego szczęścia jeszcze więcej.

dwa-slowa-ktore-daja-szczescie-kobiecie-marynarza

Kocham zwykłych, prostych ludzi. Prostych w relacjach, prostych we wszystkim, którzy nie boją się głupio wyglądać, nie boją się palnąć jakiejś bzdury. W towarzystwie takich ludzi, możesz się otworzyć, ponieważ podświadomie wiesz, że nie masz przed kim się popisywać. Bo tu sami swoi. Kiedyś zrozumiemy, że zewnętrzny blask jest niczym w porównaniu do wewnętrznego piękna. Ponieważ, to co jest ładne na zewnątrz, pozostaje ładne do pierwszego deszczu. A to co jest w środku, płonie zawsze. Nawet, jeśli tlą się tylko malutkie okruszki. Wystarczy lekki podmuch, żeby wzniecić żar. Kiedyś zrozumiemy, że dobroć, delikatność, czułość i troska, to przejaw wewnętrznej siły, a nie słabości.. Kiedyś na pewno zrozumiemy… .
 
– Autor nieznany
pozdrawiam
Kasia
najzwyklejsza kobieta świata z masą kryzysów ale też z ogromną ilości sytuacji w których powiedziała sobie : co  tam, przecież się udało, dałam radę….

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (6)

  • Thanks Kasi Wajs, it’s a real favourite at the restaurants x

  • Thanks for the reply! I hope I’ll be able to stay focused, too.

  • Trafnie napisane, jakbym siebie widziała przez te dwadzieścia siedem lat 🙂

    • I to jest wielkie, że mówisz to właśnie z takim stażem. Dziękuję ci – to znaczy, że to wszystko co przerabiamy jest bardzo naturalne i radości z siebie trzeba szukać 🙂

  • Chyba jeden z najlepszych textów, pani Katarzyno. Nigdy nie chciałam być silną kobietą, tylko taką, którą będzie się opiekować wspaniały facet. Wyszłam za mąż za cudownego opiekuńczego mężczyznę. Problem w tym, że nie ma go co najmniej 6 miesięcy w ciągu roku. I tak jak Pani napisała. Choć nie chciałam, nauczyło mnie to ogromnej siły, ale też co ważne, albo ważniejsze, polubiłam siebie, swoje życie i swoją samotność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *