Blog

NIE MARUDŹ KOBIETO, JA TU PRACUJĘ.

Autor: Marzec 18, 2017 7 komentarzy

Znowu przesadzasz,

Wymyślasz coś,

Nie atakuj mnie pierdołami, mam tu poważną pracę.

Albo – nie radzisz sobie?

Każda z nas choć raz usłyszała te słowa. Czemu tak jest?

17392899_1461974903854486_1018964158_n

Dlaczego marynarze nie zawsze potrafią być empatyczni, z czego to wynika?

Generalnie możemy podzielić ich  na dwie główne grupy.

Grupa pierwsza

Angażują się, wypytują co i jak, pocieszają, szukają każdej okazji do kontaktu. Są wsparciem, nie wyśmiewają. Zwyczajnie są empatyczni. Czasem trochę przesadzają ze swoją troskliwością. Bywa też, że potrafią przekroczyć granicę i troska zamienia się w kontrole. Zaczyna się sterowanie życiem domowym, gdzieś z dalekiego świata.

Druga grupa

Mniej empatyczni, nie zawsze potrafią zrozumieć, że kobieta może mieć problemy na lądzie albo sobie z czymś nie radzi. Bo jak to, przecież to takie proste. Tylko zwykła praca,  dzieci, śmieci, kuchnia , jaka to filozofia? Nie zawsze interesują się tym co się dzieje. Nie chcą słuchać godzinnych opowieści o tym, jak minął żonie  dzień.  Porozmawiają, dowiedzą się co i jak, są kochani ale czesto zbyt surowi, wymagający. Przy nich kobiety pilnują aby się nie rozklejać przypadkiem, bo zaraz znowu poczują się jak małe dziewczynki.


To, takie dwie skrajne grupy. Wymarzona sytuacja, to oczywiście średnia z tych dwóch grup. Trochę tego i trochę tego. Są marynarze, którzy poprzez doświadczenie , staż związku – świadomie rozmawiają, czy pytają się, co i jak? Wiedzą co ważne, a co mniej ważne. Oczywiście, zależy to też od kobiety. Od tego czego ona potrzebuje? Nie każda z nas lubi rozmawiać godzinami.  A niektóre z nas potrzebują tego wsparcia więcej. I obie z tych opcji są ok. ( To od razu przypomina mi się prelekcja Anny Urbańskiej ze spotkania w Rewie, o kolorach mózgu, o tym dlaczego i jak się dogadujemy albo nie dogadujemy. Ci co byli wiedzą o co chodzi. Szykujemy też warsztat na którym będzie można to zrozumieć i wyjść z konkretną wiedzą jak rozmawiać aby się rozumieć i dogadać. To jednak moja dodatkowa refleksja).

Ale co jak mamy nagle sytuacje skrajną?

Grupa pierwsza.

W początkowych fazach szukamy każdej okazji do kontaktu.  I  to wszystko jest  super. Przecież jesteśmy stęsknieni , zakochani chcemy ze sobą przebywać. Jednak z biegiem lat, dorastamy i jesteśmy bardziej świadomi. To zobowiązuje aby odróżnić już miłą  rozmowę od kontroli. Są pary z kilkunastoletnim stażem, gdzie żona nie wyjdzie z domu bo jej M dzwoni codziennie o np 20.00 i o wszystko wypytuje. Mimo, że go nie ma, ona i tak jest osaczona przez ciągłe telefony maile i pytania. Zdarza się, że marynarz zabrania: Jak to, chcesz wyjść do pubu skoro mnie nie ma? Ja tu pracuję, a ty nie chcesz ze mną rozmawiać tylko wolisz wyjść ? To jest właśnie ta skrajność, coś co powinno nas zaniepokoić. Bo żyjemy osobno i fajnie jak interesujemy się swoimi życiami i wspieramy się, ale jak już wkrada się zaborczość, to gdzie tu sens normalnego związku na odległość ? Asertywność jest  ważna. Nie mogę dziś z tobą rozmawiać bo się umówiłam ( oczywiście cały czas mówimy  o sytuacji gdzie para ma możliwość częstych rozmów ). Jeśli słyszymy się pierwszy raz po miesiącu, to z wrażenia lecimy nawet zrobić lepszy make  up.  A znałam osobiście takie pary, co potrafiły rozmawiać codziennie po  godzinę – o niczym. Właściwie dziewczyna przy tym była wyłączona z życia totalnie, bo żyła tylko rozmowami. Umiar i empatia, taki jest  chyba wniosek. Bo miło gdy marynarz powie nie martw się kochanie, wkrótce wracam, będzie dobrze, albo razem będzie nam raźniej, dasz radę wytrzymaj jeszcze …..bo ci z drugiej grupy nie do końca to potrafią ……

men-801664_1920

Grupa druga

 Twoja kobieta nie marudzi i nie wymyśla. Po prostu ty jesteś dla niej najważniejszy i komu ona ma przedstawiać swoje wątpliwości czy problemy jak  nie tobie marynarzu?

To takie kółko. Bo  ci skrajni z drugiej grupy wymagają od swojej marynarzowej takich samych cech jakie oni  posiadają.  Oczekują, aby ich żony pozostawione  same na statku, poradziły sobie lepiej od nich.  Porównują – no baba sobie z domem nie radzi? A to nie o to chodzi. Może właśnie za mało empatii jest ze strony tych marynarzy? Nie potrafią zrozumieć, że jak ona mówi o zmęczeniu, bo od tygodnia walczy z trzema chorobami dzieci – to jest  to prawda. Ona nie przyzna się przed całym światem do swoich problemów, przemęczenia. Bo świat ją wyśmiewa,  mówi masz wszystko – nie marudź. Jeśli to samo słyszy od marynarza ze statku, to jak ona ma się czuć? Uwierzy w to, uwierzy, że sobie nie radzi. Brak tej empatii spowoduje, że ona już więcej  nie powie co jej leży na sercu, bo on nie wykazuje zainteresowania tą sytuacją. Ona popłacze się wieczorem, zdusi to w sobie albo odreaguje inaczej. Chociażby zacznie odsuwać się uczuciowo od partnera, zacznie pić albo brać narkotyki, albo znajdzie zrozumienie gdzie indziej. To znowu skrajność ale pokazuje do czego w dłuższej perspektywie takie zachowania mogą doprowadzić. Przecież taka chęć wygadania jest od czasu do czasu. Czy naprawdę, ona zawsze musi stać na baczność przygotowana do alarmu?

sailors-696112_1920

Marynarze to twardzi zawodnicy . Cipki na morzu nie siedzą, ale sztuką jest  by odróżnili dom od statku . I mimo, że są daleko od partnerki – wspierali ją. Bo  ona nie przesadza, nie marudzi ona po prostu stara się żyć z tym marynarzem na odległość. On jest dla niej najważniejszy. I nie ma znaczenia jak jest daleko, jak czesto może  porozmawiać, czy wysłać maila – zawsze on będzie pierwszą osobą, do której ona zwróci się ze swoją radością czy problemem. Bo to chyba o to chodzi, prawda?


Oczywiście to wszystko działa w drugą stronę. Czyli my kobiety musimy uważać na swoje zachowania. Być rozsądne w tęsknocie i nie zarzucać partnera pierdołami ( chyba, że ona akurat chce 🙂 ) Musimy się jakoś dopasować do jego pracy, mimo, że jej nie znamy, rozumieć jego gorsze dni. Na statku nie ma miejsca na rozmowę z kolegą, że może ma gorszy dzień…..ale o tym w następnym wpisie już o podejściu kobiet do rozmowy i do marynarza MARYNARZU DLACZEGO CIĄGLE CIĘ NIE MA?


ade-podejrzliwosc-w-stosunku-do-wszystkich-jest-meczaca-trzeba-komus-ufac-bo-trzeba-przy-kims-odpoczac-ryszard-kapuscinski-cesarz

Podobał Ci się post?

Komentarze (7)

  • Moje doświadczenie (13 lat z marynarzem), że to nie jest takie proste wsadzić go w jeden z tych dwóch worków. U mnie bywa różnie. Od zakazów, po posiadanie wszystkiego gdzieś, poprzez troskę, akceptacje… Każdy rok to jakiś kolejny etap, docierania się i uczenia się zycia w małżeństwie i w małżeństwie na odległość.
    Ich reakcje też na pewno są obarczone tym co dzieje się w pracy. Stres, tęsknota. Czasami absurdalnie i paradoksalnie wyżywamy się na bliskim nam osobach – co jest zupełnie bez sensu, ale w chwilach słabości może tak być.
    Zaborczość też ma swoje wyjaśnienie. Marynarz siedzi na statku, nie ma swobody itp i po prosu może być zadrosny, ze żona wychdzi kiedy on taki „starpiony”.

  • Życie z marynarzem to nie bajka??? Pewnie, a życie z nami to bajka? A życie na lądzie w związku stacjonarnym to bajka?? Też nie. Bajki są w telewizji w rzeczywistości jest po prostu życie. To my dokonujemy wyborów i to my wybrałyśmy życie z marynarzem. Nie wiem czy pod wpływem lat i pracy człowiek, aż tak się może zmienić. Bo dużo Pań tutaj narzeka na swoich M, a czy wcześniej tacy nie byli?? Czy to faktycznie aż tak ich morze zmieniło? Rozmowa i jeszcze raz rozmowa to postawa każdego związku !!!

  • Cieszę się że powstają artykuły które pokazują mi że nie jestem sama, że to co dzieje się w moim małżeństwie dotyczy też innych pań marynarzowych. Mój M nie tylko gdy jest na statku uważa że powinnam sobie ze wszystkim radzić sama. Gdy wraca toczymy nieustanne batalie o podział obowiązków, bo ja liczę na to, że choć trochę mnie odciąży, a on uważa, że skoro radzę sobie ze wszystkim gdy go nie ma to jaki mam problem z tym żeby robić to dalej gdy on już jest. Przy tym chyba ciągle myśli że jest na statku bo chce wszystkim zarządzać ale ja mam być wykonawcą. To jest ciągłe docieranie się. Gdy w końcu uda nam się jako tako dojść do porozumienia on znów wyjeżdża i znów to samo. Kocham mojego M bardzo, ale to są trudni mężczyźni i wymagają od nas ogromnej pracy nad sobą i związkiem.

  • Czy jest szansa, aby jakiś materiał ze spotkania Żon Marynarzy pojawił się na blogu? Nie byłam uczestniczką, a jestem bardzo ciekawa zagadnienia, o którym Pani Kasia wspomniała w artykule. Nie mam na myśli relacji ze spotkania, a niejako przeniesienie na bloga wykładanych treści (choć w części) – tak, by kobiety, które nie mogły uczestniczyć w spotkaniu, mogły co nieco skorzystać? Powoływanie się w powyższym poście na słowa o kolorach mózgu nic mi nie mówi i czuję się trochę wykluczona z powodu, iż nie byłam obecna na spotkaniu.
    Co do artykułu – większość problemów między ludźmi bierze się z braku rozmowy między nimi, braku przegadywania pewnych tematów. Rozmowy na trudne tematy nierzadko kończą się kłótniami, ale warto próbować. Przynajmniej można poznać punkt widzenia drugiej strony, nikt przecież nie siedzi w głowie tej drugiej osoby. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz szczera rozmowa dwojga ludzi.

  • A to niby czemu? Taka prawda, samo życie. Jeszcze należało by dodać że mężczyzna może z grupy 1 stać się grupą 2 przez atmosferę/sytuację na burcie.

  • Artykuł dramat !!!

    • Nie zgodzę się!!!moze osoba ktora takie ma zdanie nigdy nie znalazla sie w opisywanych dwoch skrajnych sytuacjach? Ciesze sie, ze artykul powstal! Uswiadamia, ze u innych zdarza sie podobnie… ze jednak nie jestem sama z problemem… ze zycie z marynarzem nie jest bajka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *