Związki

ETAPY ZWIĄZKU Z MARYNARZEM

Autor: Marzec 5, 2017 19 komentarzy

Etapy czy też emocje, jakie przeżywamy będąc w związku z marynarzem, są bardzo różne.  To taki specyficzny związek, który rządzi się swoimi prawami. Bywa też, że jesteśmy totalne nieświadome wielu spraw. Nie chodzi o straszenie, a raczej o spojrzenie na swój związek pod kątem etapu, na którym się znajdujemy. I, żeby było jasne – żaden z nich nie jest zły.  Może też przypaść na rożne okresy w naszym życiu. Może być tak, że niektórych z nich nie doświadczymy, a inne doświadczymy intensywniej. Pewnie też w tym tekście kilku z nich zabranie – ale śmiało możecie dopisać w komentarzach.

Ach ten marynarz i jego praca; ach ta praca gdzieś tam świecie do, którego nie mamy dostępu; ach te nasze emocje i przeżycia lądowe……


ETAP I

ZAKOCHANA DZIEWCZYNA

To ten początkowy czas. Wszystko jest cudowne, jestem zakochana nie ma znaczenia dla mnie świat. Liczy się tylko on. Na pewno sobie poradzimy. Kocham to poczekam – dam radę. Jestem przecież zakochana. Świat jest mój i do mnie należy. To taki cudowny czas, czas zakochania.

 

ETAP II

PIERWSZE ROZSTANIA

W końcu przyjdzie czas gdy marynarz będzie musiał wypłynąć na kontrakt. Szczególnie bolesne są własnie, te pierwsze. Przychodzi poczucie niesprawiedliwości. Uczucie, że  nie wytrzymam. Płacz, ciągłe rozmowy , maile pisane w nocy i oblane łzami. I oczywiście ogromna tęsknota. Pojawia się też taki stan w, którym nie umiem się zorganizować, wszystko bez niego nie mam sensu. Jak tu ułożyć sobie to ” swoje życie”?

 

ETAP III

I KTO TU RZĄDZI

Taki charakterystyczny etap. Opadają emocje euforycznej miłości i przychodzi rzeczywistość i organizacja życia. Docieranie się. Ale jak tu sobie to wszystko ułożyć, gdy on jest raz w morzu raz w domu? To  trwa dłużej niż w stacjonarnych związkach. Pojawia się walka o wpływy, pojawiają się  kłótnie. Często na tym etapie, wychodzą niezauważane przez nas wcześniej – cechy charakteru. Mogą się pojawić myśli typu – idź już na statek. Albo wypominanie:

– ciebie znowu nie ma, kolejne święta, urodziny!

–  czy ja wszędzie muszę chodzić sama?

zrobmy-cos-szalonego

 

ETAP IV

SAMA SOBIE STEREM CZYLI AKCEPTACJA

To chyba jeden z ciekawszych etapów. Łatwiej mi. Już się nie stresuje, że go nie ma. Sama potrafię zorganizować wszystko: remont, wakacje, naprawę auta, święta…codzienność, dzieci, życie rodziny. Nie mam już pretensji. Cieszę się ze wspólnych chwil, bo wiem, że mamy ich mało. Czasem nawet lubię zostawać sama – to już cześć mojego życia. Tęsknie rozsądniej, nie panikuję. I najważniejsze –  wiem, że cały czas mocno kocham. Wiem, bo potrafię z rozstań wyciągać plusy. Uwielbiam powroty.

 

Utrzymywać związek to kierować się miłością własną, nie miłością do partnera/Éric-Emmanuel Schmitt/

 

ETAP V

KRYZYSOWY

Morze jest czasem wredne i tą cechę przerzuca na marynarzy. Etap w którym wiem, że jestem samowystarczalna, a on tylko mnie drażni. Nie dogadujemy się. Ja żyję inaczej-tu w domu, on inaczej – tam na morzu. Nie cieszę się z powrotów. Kłótnie nie są spowodowane docieraniem się, a raczej rywalizacją o to, kto jest lepszy?  Czy  co gorsza, kto ma gorzej? Miłość odpływa gdzieś daleko, a my się rozmijamy. Czasem nie ma konkretnych powodów. Szacunek do siebie dawno już utonął.

 

Czułem ciężar na sercu, mając wrażenie, że nasz związek zaczyna przypominać wi­rowa­nie dziecin­ne­go bąka. Gdy byliśmy razem mieliśmy siłę, by utrzymać go w ruchu, a rezultatem było piękno, magia i niemal dziecinne wrażenie cudu. Gdy się rozdzieliliśmy, wi­rowa­nie nieuchronienie wyhamowało. Sta­liśmy się chwiejnie, nies­ta­bil­ni i wie­działem, że muszę znaleźć jakiś sposób, by uchronić nas od przewrócenia się. /Nicholas Sparks/

 

 

ETAP VI

LUZ BLUES I BAJERA

Gdy uda mi się przetrwać te wszystkie etapy. Przyjdzie czas na luz. Dzieci będą odchowane, przyszłość zabezpieczona. Zostaniemy znowu tylko my, chętni by powrócić do etapu I. Ten etap to wspólny odpoczynek i czerpanie z życia i rodziny tego co najlepsze. Może nawet pływania już nie ma. Jeśli obraliśmy dobrą trasę to trafimy do dobrego portu 🙂

 

kochaj


Oczywiście, to umowne etapy. Pojawiają się zamiennie w różnych okresach. Najlepiej gdy po kryzysowym wraca ” zakochana dziewczyna”  albo ” sama sobie”. Gorzej gdy nas związek kończy się na kryzysowym – ale tak też czasem bywa. Chodzi  o to, żeby się za bardzo nie przejmować gdy coś idzie nie po kursie.  Zawsze czeka nas nowy etap. Warto zrozumieć (a w tym własnie pomaga pływanie), że żyję z kimś nie po to aby każdego dnia opierać się na nim, wspomagać czy być zależną od niego. Ale po to, by być szczęśliwą i być niezależnym człowiekiem. Umiejętność kochania, które nie jest tożsame z codzienną obecnością, to ogromna wartość dodana. Bo wiesz, że po prostu kochasz człowieka, a nie to, co robi na co dzień. Wiesz, że to nie przyzwyczajenie ani żadna zależność.


 

 

Na którym etapie ty jesteś?

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (19)

  • A co w sytuacji kiedy kryzys łapie Nas już na I etapie?? Z jednej strony mojej uczucie, a z jego…cisza… I jak tu dalej iść do przodu??? 😞😞😞😞

  • Czytam tekst, komentarze.. Chyba nie będę w stanie tak żyć.

  • Cześć. Mój etap I. Minęło już 3 miesiące pierwszego kontraktu. Do dziś było naprawdę idealnie. Rozmowy, telefony, zdjęcia. Mija 24h kiedy nie daje oznak życia, i wiem że to pewnie wina internetu ale mój mózg nie przestaje się martwić, że niedaj Boże coś się stało : To chyba najgorsze uczucie jakie mi towarzyszy podczas tego rejsu 🙁

  • Najcięższe były pierwsze kontrakty, wiedziałam że będzie trudno, ale nie wyobrażałam sobie, że aż tak. Były to bardzo długie miesiące. Na szczęście teraz mamy dużo krótsze kontrakty,jest lżej, ale tęsknota i smutek zawsze będzie.

  • Etap V prawie VI
    Jest średnio. Po głębokim kryzysie, dzieci prawie odchowane, on kompletnie nie potrafi rozmawiać ani z nimi ani ze mną. Z morza nadal daje „dobre rady” oderwane od rzeczywistości. Często wolę nazywać go kosmita niż marynarzem. Szukałam pomocy wszędzie gdzie się dało i jest mi troche łatwiej
    Ale
    chyba sobie wydrukuję sobie ostatnie wersy tego wpisu i polecam to wszystkim „marynarkom”

    „Warto zrozumieć , że żyję z kimś NIE po to aby każdego dnia opierać się na nim, wspomagać czy być zależną od niego. Ale po to, by być szczęśliwą i być niezależnym człowiekiem. Umiejętność kochania, które nie jest tożsame z codzienną obecnością”

    Zaczęłam robić to co lubię nie oglądając się na NIEGO, wiek dzieci już mi na to pozwala, chociaż nie są jeszcze w pełni samodzielne.
    Wychodzę gdy mam na to ochotę, czasem pytając czy chce iść ze mną gdy jest, jak nie to idę sama bez wyrzutów sumienia, czy kupić mu też bilet do kina/teatru bo kupuję dla siebie, zapisałam się do chóru który lubię i nie uzależniam tego wyjścia od jego humoru czy obecności. Trochę było początkowo ciężko, że tak jest, ale w końcu zaczęłam czuć się lepiej ze sobą i jestem teraz szczęśliwsza, a moja osoba zaczęła być doceniana i co raz częściej marynarz chce do mnie dołączać, a na pewno zerkać z lekkim podziwem. Jednak zobaczymy co będzie dalej. nadal próbujemy wyjść cało z tego zaktętu.

    • Joanka natchnęłaś mnie nadzieją. Ostatnio mam okropny kryzys, bo jeden synek ma 14 miesięcy, a drugi lada chwila ma się urodzić. Oczywiście nic nie jest tak ważne jak jego praca więc ja mam nie marudzić tylko do wszystkiego dostosować się z uśmiechem. Wcześniej pracowałam zawodowo, a obecnie mój zawód to mama i pani domu. Nie powiem, że tego nie lubię, ale nie mam czasu ani na relaks, ani na coś co lubię, ani nawet na to żeby się wyspać. Ostatnio zaczęłam nawet myśleć, że jak pójdę rodzić to sobie odpocznę trzy dni w szpitalu 🙂 Rozmijam się z moim M totalnie. On nawet nie chce spędzać ze mną czasu. Kilka dni temu miałam urodziny i mojego M prawie cały dzień nie było. Gdy wrócił do domu zasiadł przed komputerem, a ja rzuciłam tekstem, że niepotrzebnie wychodziłam za mąż skoro i tak jestem ciągle sama. Nie wiem czy kiedyś będzie taki czas że zaczniemy żyć razem, ale czytając Twoją wypowiedź mam nadzieję, że gdy dzieci trochę podrosną będę mogła spędzać przynajmniej część swojego czasu tak jak tego chcę. Dziękuję Ci.

  • Etap V. Kryzysowy. On nie odnajduje się już na lądzie, drży tylko o o kasę (żeby nic nie ubywało), nie potrafi cieszyć się życiem,ani mną i dziećmi. Leży i czyta info polityczne. Smutny etap. Mam wrażenie,że dom to poczekalnia przed kolejnym wypłynięciem. Ale jak jest w morzu,to mówi, że nie chce mu się pracować,że chce już do domu. A w domu? Jak wyżej. Pocieszam się,że może przyjdzie jakaś zmiana,tylko nie mam pomysłu,co mogłoby spowodować przełom. Moje starania i bycie energetyczną za dwoje,to przysłowiowe „walenie głową w mur”.

    • Staraj się za siebie nie za dwoje nie kopiemy się z koniem zadbaj o siebie zaakceptuj …niech leży na kanapie…Przecie „Ja pracować! Ja King of life”Niech …pobędzie sam Ty jesteś jego kotwicą..niech podryfuje …A statek bez kotwicy…?

  • Etap VI i żadnego luzu, dzieci wyrosły i odchowane, prawie dorosłe. My no cóż … zawsze starałam się rozumieć i szanować jego zawod,ale w drugą stronę to nie działa,niestety. Mój M to bardzo dobry Mąż ,ale może ryje beret, a stanowisko i pieniądze robią swoje. To czas kiedy mam dość niech jedzie,ale…wcale nie chcę…

    • Etap 1 – właśnie za nami połowa kontraktu czyli jeszcze 3 miesiące… czasami się zastanawiam jak on mi mógł to zrobić…? Jak można popłynąć w pierwszy kontrakt na pół roku ??? Chyba oboje nie byliśmy świadomi jak bardzo będziemy to przeżywali… Przy życiu trzymają nas rozmowy, planowanie – co zrobimy jak już będziemy razem: wakacje w Meksyku, sushi na plaży w Gdyni i takie tam inne drobiazgi… pozdrawiam wszystkie stęsknione Kobiety M.

  • Mój pierwszy kontrakt z moim M. To dopiero 5dzień na rejsie… Zostało jeszcze 115 :> Nie żałuję się.Wierzę,że będzie dobrze :>

  • Etap lV i oby tak zostało. Wzajemnie zrozumienie i zaufanie to podstawa. Prawdziwa miłość przetrwa największe sztormy!!!!

  • Etap IV – pełna akceptacja 🙂 oby tak było jak najdłużej 🙂 choć sa i chwile mniej kolorowe 🙂

  • Jestem na etapie zakochana dziewczyna, ale już rozłąki przeżyliśmy, przyszedł czas na ten pierwszy długi kontrakt 🙁

  • Jeden marynarz w domu/morzu- jeszcze da się przeżyć, ale co jeśli oboje pływamy? Na różnych statkach i z różnymi kontraktami?Ja i mój M tak mamy, a w zasadzie jest 2×M.? Jest kolorowo, każdego dnia walczymy z rozłąką, odległością i falami ( również nastrojów ?).Pozdrawiam wszystkie M. I wszystkich M.?

    • No wlasnie,u mnie to samo. Odwieczny problem jak pogodzic kontrakty. Czasu dla siebie jest naprawde malo ale z drugiej strony rozumiemy siebie nawzajem,swoje problemy i swoja prace

      • Zawsze sobie żartowałam, że się zemszczę na M. – zatrudnię się na statku i zacznę pływać, wtedy kiedy on będzie w domu, żeby zobaczył jak to jest 😀

        Dążycie do tego, żeby pływać razem? Myśleliście o założeniu rodziny w przyszłości?

  • Kochane Marynarzowe! Potrzebna pomoc dla niepełnosprawnej studentki UEP-u. Tutaj wszystkie informacje: https://zrzutka.pl/pwfh78 Każda złotówka się przyda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *