Blog

MŁODA MARYNARKA. KILKA RAD NA UDANY ZWIĄZEK Z MARYNARZEM.

Autor: Styczeń 28, 2017 14 komentarzy

 

Bo czasem będzie ci zwyczajnie trudno, będziesz miała dość swoich ścian, samotnych dni i nocy, braku czułości, natłoku zadań. Będziesz chciała uciec w świat. I jedyne co będziesz mogła wtedy powiedzieć to kur..a m.ć ile jeszcze tak można?

-Oj można. Bo tak też wygląda życie żony marynarza…

Bycie singlem ma swoje plusy i kojarzy się raczej z beztroską, albo innym światem. Takim, nie rodzinnym. Dzieci i mąż są abstrakcją, odległym planem. Choć mamy jeszcze inny rodzaj singielki – takiej już po przejściach, po nieudanej miłości i też często już z potomstwem.

Przychodzi taki czas, w którym  każda z tych singielek, zapragnie mieć u swojego boku wyjątkowego mężczyznę. Zapragną kimś dzielić swoją codzienność i będą chciały gdzieś przelać swoją miłość.  A co,  jak  spotka marynarza? Jak  to właśnie w marynarzu się zakocha? No  co to za zmiana ? Czy  dobra? Parzcież znowu będzie sama- a tego nie chciała.

Jak  to zrozumieć? Jak ugryźć ten temat? Jak  przetłumaczyć sobie, że to nie obecność jest najważniejsza. Skoro, paradoksalnie chęć bycia z kimś, kończy się na byciu z nim  w rozłące.  I to  nie chwilowo, tylko  do końca życia –  bo taki zawód.

Młode dziewczyny mają jeszcze otwartą duszę, taką romantyczną ale też lubią się bawić i mieć wszystko tu i teraz. Te już z małym bagażem, są czesto zbyt sceptyczne, bo się gdzieś tam już zawiodły albo swoje przeszły.

Jednak jakoś trzeba to połączyć. I stworzyć  zestaw rad na start z marynarzem. Tak  aby  żadna z tych grup się nie zraziła. I, aby też zbytnio nie latała w chmurach.

No  to lecimy z tematem.kto-nie-ryzykuje-1


Oto te kilka rad na start z marynarzem!


Nie przejmuj się tym co mówią inni. Nie przejmuj się tym, że ci odradzają, że wiedzą lepiej – to twoje życie i ty bierzesz marynarza.

 

Na początku, o ile to możliwe, zastanów się. Tak zastanów się czy dasz radę tak żyć? Czy jesteś gotowa na rozłąki? Na samotne ważne okazje i trudne chwile (np. poród)? Jeśli wiesz, że to nie jest świat dla ciebie, a nie jesteś jeszcze w fazie zaawansowanej związku – przemyśl to.

 

Teksty : na pewno dam radę, pływanie i odległość nie ma znaczenia. Owszem, sprawdzą się ale tylko wtedy gdy naprawdę kochasz i pewna jesteś tej miłości w 100%. A wiemy, że nie zawsze tak jest.

 

Pierwszy kontrakt jest trudny, bo z reguły różni się od naszych wyobrażeń. Nie sugeruj się nim. To zawsze miks emocji.

 

Nie rób wyrzutów sumienia marynarzowi, że go nie ma. Od tego momentu całe życie będzie tak wyglądać. Raz będzie raz nie. Uwierz, że jemu też jest ciężko, że nie dzieli z tobą świąt, smutnych czy radosnych sytuacji. Staraj się celebrować ważna wydarzenia w innych terminach albo nie przywiązuj do nich wagi – można się tego nauczyć.

 

Staraj się ostatnie dni przed wyjazdem spędzać z nim, z rodziną. Dużo spokoju i jak najmniej rozmów o wyjeździe.

 

Powroty są cudowne. Przygotuj zawsze coś wyjątkowego. Powitania to jedne z najcenniejszych chwil. Twoje koleżanki tego nie doświadczą – tu jesteś szczęściarą.

 

Pisz do niego maile, rozmawiajcie przez tel ( jeśli jest taka możliwość ). Tylko nie mów mu za każdym razem, że ci ciężko – on to wie. Jemu też nie jest łatwo. Im bardziej, te rozmowy będą naturalne, takie jakbyście się widzieli wczoraj – tym lepiej. Unikaj, jak się tylko, da konfliktowych sytuacji. Kłótnie przez telefon czy internet, są dużo gorsze niż te w realu.

 

Z początku trudno będzie ci zagospodarować sobie czas bez niego. Tęsknota będzie silna. Zresztą ona zawsze  będzie silna. Z czasem, po prostu tęskni się trochę inaczej. Staraj się żyć normalnie gdy  go nie ma. Nie skupiaj się na czekaniu, bo  ono nad tobą zapanuje. Będziesz przez to zła i sfrustrowana. Chcesz przecież mieć fajne życie –  nie stresuj się. Znajdź sobie hobby albo rozwijają się w pracy czy z dziećmi.

playlist-1

Nie przyzwyczajaj się do schematu. Praca marynarza , to ciągłe zmiany. Rożne kontrakty. Mogą też zdarzać się nagłe wyjazdy w morze czy niespodziewane powroty. Raz na wozie raz pod nim.

 

Ciesz się z każdej wspólnej chwili. Pamiętaj – liczy się „tu  teraz”.

 

Szalej, nie stresuj się i ciesz się chwilą.

 

Pamiętaj, że pieniądze raz są raz ich nie ma. Musisz mieć swoje priorytety.

 

ŻYJ I KOCHAJ MARYNARZA.

 

A Was proszę, dokończcie te podpowiedzi dotyczące życia z M, w komentarzach …..

 

img_5497 img_5502 img_5504 img_5506 img_5521

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (14)

  • U nas zawsze było podejście: to praca, nie styl życia. Jedni pracują od 7 do 22, u nas pracuje się w miesiącach. I tyle. Nie postrzegam swojego związku przez pryzmat „on pływa”. To chyba najgorsza pętla w jaką można wpaść, cieszę się, że mnie to ominęło.

  • Dla nas to też drugi wyjazd, myślę, że pierwsze rozstanie na te 2 miesiące było trudniejsze. Jesteśmy ze sobą 8 m-cy a tyle trudnych sytuacji mamy za sobą i działy się one podczas kontraków M. – podejrzenie nawrotu mojej ciężkiej choroby (na szczęście jest ok) i teraz operacja. Jesteśmy w wieku ok.30 lat a tak bardzo już doświadczyło nas życie. Rozstania są ciężkie, najgorsze jednak te pierwsze dni kiedy nie można znaleźć sobie miejsca. Trzeba żyć z dnia na dzień, znaleźć sobie zajęcia i myśleć o tym, że to jest „delegacja”, wyjazd na trochę, że po paru tygodniach/miesiącach nasza druga połówka wróci do nas, że nie jest rozstanie na zawsze. Naprawdę, w życiu są dramatyczniejsze sytuacje kiedy np.jesteśmy bardzo młode a zachorujemy na śmiertelną chorobę. Jeśli się nam uda stajemy się silniejsze, pewne rzeczy, który przedtem nas przerastały i były trudne nagle robią się malutkie.
    Teraz myślę co ugotuję na kolację powitalną mojego M., którą kieckę założę w tym dniu, co będziemy robić po powrocie M., dokąd pojedziemy. Myślmy o wyjazdach przez pryzmat powrotów i tego fajnego co nas czeka 🙂

  • U nas drugie rozstanie, ale paradoksalnie póki co jest trudniej niż w czasie pierwszego… Po pierwszym zamieszkaliśmy razem i teraz wyjeżdzał już od nas… ale nie od siebie… Do tego mega długi kontrakt, bo 5 miesięcy. Ale przetrwam, bo przecież muszę… Lekko nie jest, dobrze, że został mi pies 😉

  • Super ,ze pojawil sie ten wpis akurat cos dla kobit ,ktore dopiero zaczynaja swoje zycie z M.
    Moj M konczy kontrakt za 2 tygodnie , to nasza kolejna rozlaka, i to co tutaj zostalo napisane w 100% jest przydatne , mimo ,ze tesknoty nie da sie zagluszyc , to najgorsze sie na niej skupiac i w niej tkwic, to strasznie dobija..
    Są te momenty watpliwosci, kryzysow sama mialam tez takie, ale najwazniejsze to z tego wyjsc , jak sie przez ta rozlake i tesknote przejdzie to potem juz tylko lepiej jak M. wroci 🙂
    Juz nie moge sie doczekac, odliczam dni :)wytrwalosci i powodzenia wszystkim nam !

  • U mnie bylo odwrotnie 😉 wyszlam za elektryka automatyka ale lądowego.. nawet sie upewnialam ze na zaden statek sie nie wybiera, bo moj tata plywal przez 15 lat wiec znam bardzo dobrze temat wyjazdow.. no ale.. padla propozycja, taki kontrakt, takie pieniadze.. mieszkanie do kupienia, wykonczenia, auto tez nie pierwszej swiezosci, a dzieci trzeba w koncu by zrobic.. dlugie godziny dyskusji, jakie za i przeciw, czy damy rade? Takze decyzje na bycie z marynarzem mozna podjac nawet swiadomie, majac wplyw na to jak bedzie zarabial, nawet calym sercem nienawidzac statkow.. ale stawiam warunki: musi byc na porodach i conajmniej miesiac przed i dwa miesiace po (z jakims tam marginesem bledu), a po za tym to decyzje o kontraktach ustalamy wspolnie – czy nie za dlugi, czy przerwa nie za krotka – bo zyje sie raz, i najlepszych i najwazniejszych lat swojego zycia nie chcemy spedzic osobno. Mamy 28 i 29 lat, razem od 9lat, pływająco od trzech, 2miesięczna córeczka 🙂 – tatuś był przy porodzie 🙂

  • Jak tylko zaczęłam spotykać się z M., moi rodzice wzieli mnie na poważną rozmowę. Mama(moj tata nie jest marynarzem) wspominała o samotnych świętach, porodach, wychowywaniu dzieci, ze nie zawsze beda w stanie mi pomoc, jednak decyzja nalezy do mnie, bo to jest moje zycie. Miałam chwile zawahania, zwłaszcza że M. wyjechał jakieś 3tyg. po naszej pierwszej „randce” kiedy wszystko było jeszcze świerze. Jednak teraz jesteśmy już półtora roku, a za jakieś 7 dni zobaczymy się po 3 miesiącach ♡. Były zwątpienia, listy +/-, „dobre rady” pseudoznajomych… Ale to wszystko nic w porównaniu dokilku minutowej rozmowy po np. tygodniu/dwóch bez zadnego kontaktu i najczulsze „Kocham Cię”. Na nic innego bym nie zamieniła. Pozdrawiam 🙂

  • Do wyjazdów nie można się przyzwyczaić,ale trzeba je jakoś ogarniać, bo przecież to samo życie.

  • Właśnie przeżywamy pierwsze rozstanie, ale dajemy radę!!! Bo wiemy, że nie ma innego wyjścia, że trzeba, ale, że warto czekać!!!!!!!!! Wspieramy się przez telefon nawzajem 🙂 Z 4 miesięcy zostały już tylko jakieś 1,5 🙂 Ten wpis bardzo mi pomógł, bo przeżywam dziś mały wewnętrzny kryzys, ale na samą myśl o już coraz bliższym powrocie rozpływam się ze szczęścia

  • Mamy już kilka dłuugich kontraktów za sobą. Jednak dziś pierwszy raz pożegnałam na lotnisku MĘŻA. Nie chłopaka, czy narzeczonego, a MĘŻA. Pomimo, że już nie raz się rozstawaliśmy, pomimo, że wiedziałam „na co się piszę” i uczycie tęsknoty nie było mi obce, to czułam się zupełnie tak samo jak podczas jego pierwszego wyjazdu. Myślałam, że jestem twarda – przecież 9-letni związek jest tego najlepszym dowodem….. a jednak nic bardziej mylnego. Oczy napuchnięte, nos czerwony, a łzy jak grochy spływają po policzkach.. i tak nasuwa mi się kilka pytań do bardziej doświadczonych koleżanek:
    Czy można się do tego przyzwyczaić?
    Czy to kiedyś przechodzi?
    Czy rozłąka z czasem przestaje tak boleć?

    • Przyzwyczaic sie nie da. Tesknota przechodzi za to calkowicie.. jak przestajesz kochac – to jedyny warunek. Takze ten.. dopoki kochasz to jest lipa 😉

      • nie da s przyzwyczaić. zawsz jest smutek i tęsknota, może z czasem kobieta szybciej s ogarnie i wpadnie wrytm codzienności, ale zawsz tęskni

  • Myślę że trzeba nawzajem z M się wspierać,bardzo pomaga. Trzeba zapominać o tęsknocie, chociaż przez jakiś czas. Jeśli ludzie się kochają to będą zawsze, bez względu na zawód. Takie jest moje zdanie

  • Gdybym na początku znajomości zadała sobie pytanie, czy dam radę tak żyć, tj. bez swojego marynarza, na pewn dziś nie byłabym zonamarynarza:-) Może czasem lepiej s nie zastanawiać, tylko iść z głosem serca. Tak po prostu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *