Blog

I ZNOWU TE PORTOWE DZIWKI

Autor: Sierpień 2, 2016 16 komentarzy

Każdy temat można przedstawić po swojemu albo ze świadomym nakierowaniem odbiorcy jak ma go odczytać. Ten artykuł jest  odpowiedzią albo uzupełnieniem tekstu, który pojawił się na stronie gazeta.pl o marynarzach (http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20416659,marynarz-gdy-plywasz-ciagle-slyszysz-historie-starych-dziwkarzy.html#TRwknd) i wzbudził sporą dyskusję w social mediach.

I mimo, że autor miał może inne intencje dotyczące odbioru – wyszło jak zawsze.  Jeśli poruszamy się po stereotypach to trudno oczekiwać cudu. Przy pisaniu takiego tekstu warto zwrócić uwagę kto jest odbiorcą. Bo  sami  marynarze czy środowisko z nimi związane inaczej odczyta tekst, a inaczej zrobi to czytelnik, który morze i pracę na morzu widzi tylko na obrazku.


Nie twierdzę, że historie przedstawione w artykule są nieprawdziwe. Choć zapewne znając specyfikę morskich opowieści, podkolorowane lekko są. Jednak nie o to chodzi. W każdej dziedzinie możemy znaleźć ciekawe opowieści i stworzyć z nich regułę. Szkoda, że mimo, iż ostanie wypowiedzi są dość rozsądne i obrazujące dzisiejsze pływanie, właściwie nie mają już znaczenia. Bo  czytelnik przeczytał, że marynarz chodzi  na dziwki a kelner na tacy przynosi prezerwatywy(błagam). Tą częścią tekstu reklamowała go gazeta.pl na swoim funpagu. Czyli z góry widać już jakie było zamierzenie. 

Tyle wstępem o artykule, niech  każdy oceni  go po swojemu. Choć cały czas uważam, że dla przeciętnego czytelnika jest  to tylko potwierdzenie stereotypu o marynarzach. Dodam jeszcze, że te opowieści są raczej sprzed kilkunastu dobrych lat. Bo gdyby autor choć trochę znał specyfikę pracy marynarzy, to wiedziałby, że dziś wygląda to nieco inaczej(zresztą sam o tym pisze w ostatniej wypowiedzi, ale czemu tak mało?). Przestoje kilkutygodniowe są rzadkością. A każdy  port to mordercza praca i walka z czasem. Trzeba jak najszybciej rozładować i załadować statek. Bo  każda minuta to pieniądze. Czasy długich i nudnych postojów na redzie, dawno  się skończyły. Cześć marynarzy w ogóle portów nie widuje albo dzieje się to bardzo rzadko.

Z każdego tematu można zrobić show. A hasła: marynarza, Tajki, prostytutki, port – chwytają. Bo  sex, imprezy i podróże się sprzedają. Prawda jest  jednak tak , że pływanie to praca. A pracuje się dla pieniędzy. Jest to praca specyficzna ale poprzedzona świadomym wyborem marynarza jego upodobań, pasji czy możliwości.
Jakie wybory, takie życie.
Praca marynarza jednak dodatkowo pozwala otworzyć się na świat, na inne kultury. Wychodzi poza granice polski, Europy i nie raz jest wyzwaniem czy też jest wypełniona strachem o życie i zdrowie. Ale to dalej praca za pieniądze, a nie wolontariat czy spełnianie marzeń podróżnika. Okupiona tęsknotą za rodziną czy życiem na lądzie.

I jeśli znowu gdzieś czytam o portowych dziwkach to zaczynam się denerwować. Nie dlatego, że tych kobiet  tam nie ma. Ale dlatego, że ile razy można wałkować to samo? Albo opierać temat marynarzy tylko na tym? Świat się zmienia, i specyfika pracy się zmienia. I  zapewne, nie jeden marynarz korzysta z tych usług. Czy też zwyczajnie bawi się w innym kraju. Tylko nie wiem czym to się różni od Kowalskiego, który nie ma rodziny a idzie np. do Sopotu na imprezę, i każdy weekendowy poranek kończy z kimś innym? Albo ojca rodziny, który wyjeżdża służbowo a pokój nagle dzieli z koleżanką. Od biznesmenów, którzy aby przetrwać wciągaj amfetaminę? I  od zwykłych mężczyzn, którzy korzystają z usług prostytutek? Wydaje mi się, że różni się to tylko krajem. Bo  to co w Polsce ok, a to co na obczyźnie, nie daj boże w jakimś dzikim kraju, to już patologia?

Jeżeli mówimy czy piszemy o historiach, opowieściach marynarzy, to też ich  trochę znam. Wy pewnie też. I  wszyscy  wiemy, że są  naprawdę bardzo  różne. Chociażby:

Historia Jarka

Młodego marynarza, która odlicza dni powrotu do żony w ciąży ( i tylko on o tym wie).  Pewnego dnia dostaje informacje, że ona umiera i nie wiadomo czy przeżyje. Pękł jej tętniak. Trwa  walka – jedna w Polsce. Druga jego – na morzu. Ze sobą i  z tym , żeby wrócić do domu. A to nie jest  takie proste. Nie złapie pierwszego samolotu. Po trzech dniach dociera do Polski (to i tak cud). Walczą. Ona po 8 miesiącach rodzin córkę, walczą dalej o żonę. O  ty bo mogła chodzić, wziąć dziecko na ręce. Gdy  wszystko zaczyna się układać, córka umiera na raka.

I  inni marynarze, którzy każdego dnia na morzu przeżywają, że nie mogą być na urodzinach, komuniach  czy  świętach z rodziną. O tym, że ciężko pracują, przynajmniej 12  godzin na dobę przez 7  dni w tygodniu. O  tym, że są porywani przez piratów, więzieni w aresztach trzeciego świata. Tęsknią za rodziną czy  normalnym życiem. A ich największym marzeniem jest zapewne  wyspać się i wydostać już z puszki.

Jeszcze inna historia.

Mały synek marynarza trafia nagle do szpitala. Nie wiadomo co  mu jest. Rodzice nie wiedzą co się dzieje. Zostają z informacją, że mają się przygotować na najgorsze. Trwa walka. Mama mieszka w szpitalu. A marynarz ? Jedzie w morze bo wie, że musi zarobić na dodatkową rehabilitację, leczenie. I  pracuje z jednym pytaniem: czy jak  wróci jego syn będzie żył? Każdy telefon to stres. Koniec na szczęście jest  szczęśliwy. Młody wraca po długich miesiącach w szpitalu do  domu. Ale tam dalej trwa walka o  normalne funkcjonowanie. Jednak  żyje. Udało się. Ale ile przeżyli rodzice to już ich bagaż. A marynarz w takiej sytuacji na morzu. Tego nie można sobie wyobrazić.

Znam też taką.

Kobiety, która pod nieobecność męża marynarza. Dla swojej frajdy czy upodobań, chodziła i sprzedawała swoje usługi seksualne innym. On odkrył to dopiero wtedy gdy  wynajął detektywa.  Postawił wszystko na jedną kartę. Tak , i takie historie też są. Znamy je.

I  jeszcze marynarz, który  zakochał się na zabój w Tajce, chciał zostawić rodzinę i kraj dla niej. Nie wrócił na statek gdy  ten odpływał. Kapitan cudem to ukrył, załatwił mu wejście w innym porcie, przekonał do  powrotu. I  ten się otrząsnął. Pewnie gdyby  nie ten kapitan dziś nie miałby  już rodziny. Mieszkał w Tajlandii albo gdzieś indziej. Czy żałuje ? To  już pytanie do niego.

Jednak te skrajne historie to jakiś odsetek. Większość marynarzy  zwyczajnie jeździ  do  ciężkiej pracy z dala od domu i swoich rodzin. Przeżywają to  pewnie każdego  dnia. A wszystko  po  to aby dzieci  miały lepsze możliwości,  aby  rodzina żyła na godnym  poziomie. I też dlatego, że taki  mają zawód, który  trochę odbiega od tych fantazyjnych  morskich  opowieści a raczej rządzi się pieniądzem.  Czym to się jednak różni od spraw „lądowych”? Czy stacjonarni nie pracują dla pieniędzy, nie chcą zapewnić lepszej  przyszłości  dzieciom, mieć na opłaty czy wakacje?

IMG_3088

IMG_3126

IMG_3109

IMG_3099

To,  po  co  kolejny raz odgrzewać  kotlet z portowymi dziwkami. Szczerze, robi się to  nudne. Gdybym się mocno uparła, też mogłabym napisać o wyjazdach w korporacjach itp. Ale zapewne pisząc stereotypowo skrzywdziłabym  solidnie pracujących i nie puszczających się na lewo i prawo. Po  co  wszystkich wrzucać do  jednego worka?

A we wspomnianym artykule, który naprawdę nie jest  tragiczny. Raczej źle nakierowany.  Jeśliby  zacząć od końca, i potem przytoczyć kilak tych historii z znaczeniem, że kiedyś to różnie bywało. Może gdyby go reklamować hasłem: ile musi poświecić marynarz albo coś w tym guście, byłoby  całkiem znośnie?

Jednak jak zawsze wygrywa sensacja, sex i podróże. Ja pozostanę nudna. Będę raczej starała się jak zawsze odejść od stereotypów ale też nie wywyższać tej grupy. Po prostu pokazać, że jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy ciężko pracują, a przy tym muszą wiele poświecić. Nie jest to życie jak z filmu przygodowego. Ale nasze świadome wybory. Już dawno otworzyliśmy granicę państwa, to czemu ten świat poza nimi jest dalej taki abstrakcyjny? Tam też się żyje, tak jak tu.Tajlandia to przecież piękny kraj. Ja osobiście bardzo chętnie bym się tam wybrała.

thailand-829808_1280

Podobał Ci się post?

Komentarze (16)

  • Witam,też czekałam wiernie na mojego marynarza przez 28 lat. Kilka miesięcy temu przez przypadek dowiedziałam się ,że wiele lat temu zdradził mnie z Filipinką ,która pracowała na statku jako personel pomocniczy(sprzataczka) . Przygoda trwała przez dwie podmiany około 6 miesięcy.Przyjechał z prezentem w postaci grzybicy, wystraszył się i znajomość skończył, ja w swojej naiwności myślałam,że złapałam ja od antybiotyku. Nawet przez głowę nie przyszło mi że mam u swojego boku oszusta i zdrajce, no cóż ufałam i żyłam dalej nieświadomie.
    Dzisiaj M płacze ,błaga ,mówi że kochał całe życie ,że to był tylko seks, że to zdarzyło się tylko wtedy, nie było innych przypadków zdrady. Ciężko z tym żyć ,od tygodnia nie mieszkamy razem.
    Codziennie dzwoni i prosi o wybaczenie. Co wy na to kobiety, które maiłyście to nieszczęście przeżyć to samo.

  • Czytając ten artykuł umacniam się w przekonaniu że nie chce takiego życia. Mój tata był marynarzem, mama miała cały dom na głowie. Tata pływał prawie 20 lat. Oczywiście się rozwiedli jak przestał pływać. Nigdy nie puszczę mojego narzeczonego na wyjazdy. Nie chce prowadzić takiego życia i przechodzić przez te wszystkie w większości źle emocje. Mimo że miał już propozycje to nie skorzystał. Wolę żeby pracował tu, na miejscu nawet za mniejsze pieniądze. Zresztą jego nieobecność nie jest warta żadnych pieniędzy. Sama jestem dzieckiem z takiego małżeństwa i wiem jakie to wszystko jest bez sensu…

  • Mój ojciec był i jest marynarzem i szczerze to mama nigdy nie martwiła się o jakąś jego rozwiązłość na morzu – może dlatego, że gdy był na morzu to właśnie izolacja wśród innych facetów i długa rozłąka powodowały, że bardzo często dzwonił, myślał tylko gdzie i jak by tu mamę zaprosić do siebie – jeździła czasem do niego po Europie.

    Natomiast, śmieszna sprawa, gdy tata pewnego dnia zadecydował założyć swoją firmę na lądzie – hurtownie artykułów przemysłowych – wtedy mama zaczęła bardziej się stresować bo w biurze to już była taka jedna co lubiła zwracać na siebie uwagę…

    Nic nigdy z tego nie było ale dobry przykład w tej debacie. Ilu facetów zdradza z dziwkami – co trzeba robić z wielką premedytacją i flustracją – a ilu prędzej wpadnie w sidła jakieś biurowej niuni, która kręci się dokoła pomału „forsując” takiego pana aż pewnego dnia zdarzy się historia pt „to zdarzyło się tak szybko i niespodziewanie” czy „pocałowała mnie i jedno poprowadziło do drugiego.” Chodzi mi o to, że łatwiej wstrzymać się od przyjemności gdy wiadomo, że trzeba znaleźć dla niej czas, miejsce i jeszcze zapłacić niż gdy przyjemność sama włazi do rąk i prosi się o uwagę.

  • Wydaje mi się, że ten stereotyp jest mocno przesadzony, ale drugi (o alkoholu) już się raczej sprawdza… Przynajmniej z moich obserwacji kilkunastu marynarzy.

    • Po prostu trafiles na takie osoby. Problem z alkoholem moze miec praktycznie kazda grupa spoleczna. Jesli choodzi o marynarzy- bardzo sie mylisz, poniewaz gdybys mial pojecie o ich pracy wiedzialbys ze jest ona bardzo odpowiedzialna, czesto odpowiadaja za zycie i bepieczenstwo setek osob np w przypadku statkow pasazerskich i obowiauje ich bezwgledne zachowanie trzezwosci przez caly czas. Natomiast kiedy sa w domu sa wspanialymi osobami, oddajacymi sie zyciu rodzinnemu. To sa fantastyczni ojcowie i mezowie. Nie mozna sie z nimi nudzic. Jestes przykladem osoby glupio przypisujacej jakies dziwne stereotypy, o ktorych widac nie masz pojecia. Probujesz komus cos „wcisnac” na sile jak nie jeden opis to drugi.

  • Bardzo dobrze, ze wreszcie ktos postanowil walczyc z tym glupim stereotypem dziwek i marynarzy. Dzis naprawde nie trzeba byc marynarzem aby zdradzac oraz nie trzeba byc azjatką na innym kontynencie aby byc dziwka. Miliony „dziwek” zyja na codzien w wielu firmach i towarzysza im Ci, ktorzy zdradzaja a na koniec dnia wracaja przykladnie do swoich domow i udaja pseudo ojcow i mezow tak tez czynia te firmowe dziwki wracajac do swoich mezow i ile takich posiadają. Takze blagam po co ciagle musimy napotykac te glupie artykuly w gazetach, albo te glupie komentarze innych osob, na temat rozwiazlosci zycia marynarzy. Dzis kazdy plywa bo ma taka prace, wybral ja bo mial takie predyspozycje do tego zawodu tak ja wybiera sie zawod lekarza lub kazdy inny. Marynarze plywaja pracuja i zarabiaja w ten sposob pieniadze. Maja rodziny, ktore kochaja dzieci, zony. I szczerze naprawde uwierzcie ze te zony rowniez maja bardzo duzo zajec, realizuja sie zawodowo, naukowo wiele z nich pisze doktoraty tak jak ja. Maja swoje zainteresowania. Wychowuja dzieci, maja swoje grono znajomych a ich dzien jest wypelniony po brzegi tak jak dzien ich pracujacego na morzu marynarza. To sa kochajace sie rodziny, ktore dbaja o siebie, szanuja sie, wspieraja. Nie jedna rodzina ktora „jest w komplecie” caly rok moglaby im zazdroscic. Pozdrawiam serdecznie wszystkich marynarzy oraz ich wspaniale zony. Jestescie super i nie dajce sobie wmowic ze jest inaczej!

  • Witam.
    Dołączę swój komentarz, bo jako marynarz mam trochę pojęcia o tym temacie.
    Zacznę od opisania długości kontraktów i związanych z tym długościami przelotó między portami. Na tankowcach, kontenerowcach czy innych większych jednostkach, przeloty poza stałymi liniami mogą (i zazwyczaj trwają) bardzo długo – kurs z USA (dowolny port Zatoki Meksykańskiej lub wschodnie wybrzeże) do Afryki (Nigeria) trwa minimum 7 dni a często ponad dwa tygodnie. W portach niezależnie od czasu wyładunku czy załadunku żadko się organizuje zejście dla załogi (wyjątkiem są załoganci którzy mają kontrakty po 9 miesięcy), bo marynarz w swojej pracy musi być wypoczęty. A jak już jest jakieś zejście w cywilizowanym porcie to każdy (jestem tego pewien) myśli o tym żeby zrobić jakieś zakupy dla Rodziny w Kraju.
    Wracając do tak drażliwego tematu, wiele słyszałem w swoim życiu opowieści „gdzie to kto nie był”, „co nie słyszał” , „co nie robił”, a jak wypadło się z takim „opowiadaczem na miasto” to odrazu szedł do sklepu na zakupy i ewentualnie do baru na piwo 🙂 I ja się pytam – gdzie się „schował” ten „buchaj” ? 🙂
    Rzeczywistość widziana pod kątem pracy na Offshorach – Brazylia – dzień wczesniej zmęczeni długim lotem marynarze zostają zameldowani w hotelu… noc przed nimi… „no to idziemy do Night Clubu”… Oczywiście że poszli – dziewczyny pięknie wokół nich tańczą a oni przy piwku gadają ze sobą opowiadając kto jak spędził urlop lub jak mineła podróż z przygodami 🙂 Czy komuś przyjdzie do głowy „wyrwać dziewczynę” ? Nie za bardzo (a niektórzy są singlami – zawyczaj po rozwodach), bo trzeba wypocząć przed wejściem na statek, a koledzy już kończą piwko i czas wracać do hotelu 🙂 A może ja poprostu znam tylko dziwnych ludzi ?
    O sobie nie będę pisał, bo zawsze pamiętam, że mam wspaniałą Żonę w domu, która jest ze mną w kontakcie niemal codziennie, więc jakieś figle mi po głowie nie chodzą.
    Ale kiedyś przyszła mi taka myśl do głowy – jak się bym czuł gdybym uległ pokusie i w ten sposób uczynił świństwo w stosunku do niej ? Otóż tak samo bym się czuł raniąc ją jak bym ja się dowiedział że Ona uczyniła takie świństwo w stosunku do mnie 🙂
    Pozdrawiam wszystkich którzy to czytają i mam nadzieję że nie namąciłem tutaj swoimi luźnymi wypowiedziami 🙂

    • Dziękuję za wpis zwłaszczątki, że jest od marynarza. A tamten artykuł w gazeta.pl no cóż jeszcze się pewnie trochę napocimy zanim przestaną tak pisać. Pozdrawiam

  • Niestety często również spotykam się ze stereotypami..i właśnie m.in.z tym stwierdzeniem, ”ze w każdym porcie inna kobieta”.Często było mi przykro, gdy słyszałam te nie fajne stwierdzenia, bo jestem osobą uczuciową. Nie powiem, ze juz się tego nauczyłam, bo skłamałabym,ale ucze się miec do tego dystans i za bardzo się takimi stwierdzeniami nie przejmować, bo jest wiele innych problemów w życiu..Każda z nas, która ma męża/narzeczonego/chłopaka marynarza wie jak ciężko musi pracować a przy tym ogromnie tęsknić..i on i my tutaj.

  • Straszne jest to,że ciągle się te tematy walkuje nie mając o pływaniu żadnego pojęcia.

    Mój ojciec kiedyś mądrze powiedział, że każdy facet powinien raz w życiu pójść na miesiąc w morze – wtedy by się okazało, który naprawdę ma charakter.

    Dlaczego nie analizuje się życia faceta pracującego w skarbowce, hydraulika itp…

    Żeby pójść na dziwki naprawdę nie trzeba być na drugim końcu świata.

    Nieznane zawsze najbardziej ciekawi i wprowadza najwięcej wymyslów.

    Nie dajmy się zwariować!

    Kochajmy marynarzy! 🙂

  • Moj M tez byl w morzu 3 miesiace … slyszalam rozne rzeczy ze napewno sie puszcza z innymi w porcie i rozne oskarzzenia nie sluszne .. bo nawet nie mieli czasu na takie rzeczy przyplyneli i dalej w morze .. . Ludzie kieruja sie tym co widza … slysza… Glupota … brak słow …

  • Kasiu! Dokładnie zgadzam się z Twoim podsumowaniem. W dzisiejszych czasach zdecydowana większość marynarzy pływa dla pieniędzy. Część z nich szła na studia już z myślą o sporych zarobkach, część marzyła faktycznie o podróżach a po kilku rejsach życie im zweryfikowało, że z podróży to niewiele w tej pracy będą mieli, ale kasa dobra. Są też tacy, którzy rezygnują po pierwszym rejsie bo nie radzą sobie z odcięciem od świata. Mam wrażenie, że teksty o portowych dziwkach i tym podobne „przygody” najczęściej rozpowiadają ci, którzy już nie pływają. Pewnie robią to dla popularności albo z jeszcze innych powodów. Najważniejsze jednak, że my wiemy jak jest na prawdę i nic nas nie ruszy 🙂 Zaufanie to podstawa!
    Na lądzie też niektórzy panowie rozpowiadają ile to oni kobiet nie mieli, ale tu można ich łatwiej zweryfikować. A jak taki marynarz coś opowie znajomym na lądzie, to kto powie, że to nie prawda? Bajki najłatwiej się opowiada kiedy nie ma świadków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *