Blog

Kobieta w cieniu marynarza

Autor: 16 grudnia, 2015 20 komentarzy

Należy się Wam małe wyjaśnienie. Od czasu spotkania niestety czas gonił jak szalony. Jak wiecie wszystko co związane z blogiem fb czy instagramem robię sama. Bardzo lubię to miejsce i właściwe poświęcam temu przynajmniej pełen etat. Co bardzo mnie cieszy, bo wiem, że nam wszystkim jest  tu miło i tym bardziej się staram. Od ostatniego spotkania musiałam zrobić sobie, troszkę przerwy i nabrać nowej energii i nowych pomysłów. Mam nadzieję, że to rozumiecie 🙂 Po weekendzie post świąteczny. Bawcie się tu dobrze, a jeżeli macie jakieś pomysły – piszcie do mnie śmiało. Od stycznia wiele nowości. Mam też nadzieję, że doba się wydłuży.


Kobieta w cieniu marynarza

Niezależność, fajna praca, partnerstwo, równouprawnienie itp. To slogany, którymi jesteśmy zarzucane właściwe z każdej strony. Dobrze, że wyszliśmy ze schematu – kobiety tylko i wyłącznie w domu. Tylko czy nie poszło to zbyt mocno w drugą stronę? Czy nie robimy tego wszystkiego za wszelką cenę, czy zbyt mocno nie mamy wbite do głowy, że musimy, że będziemy lepsze dopiero gdy osiągniemy jakieś sukcesy zawodowe, biznesowe, gdy będziemy robić zwyczajnie wszystko? Dlaczego tak rzadko doceniamy kobiety, które zostają w domach i wychowują dzieci?

A  może warto wypośrodkować troszkę to wszystko, i nie zwariować od dążenia do zaspakajania czyiś oczekiwań?

To słowem wstępu do tematu, bo mowa ma być przecież o  życiu z marynarzem. Tu sprawa właściwe sama się wyjaśnia. Nie ma znaczenia jaki zawód wykonujemy- my kobiety. Lekarz, prokurator, pracownik biurowy, nauczyciel, czy własna działalność. A może jesteśmy mamami na pełną parę, bądź studiujemy. Czyli, nie koniecznie praca zarobkowa jest nam potrzebna. Nie ma to znaczenia, bo:

Łączy nas to, że nasz dzień, tydzień, miesiąc, życie zależne jest od wyjazdów i przyjazdów marynarza.

Wszystko co robimy zawsze będziemy musiały ustawiać pod jego pracę. Angażuje ona, chcąc nie chcą, całą rodzinę. Niestety bywa, że też i negatywnie. Wakacje, ferie, święta, wyjazdy służbowe. Dosłownie wszystko kalkulujemy hasłem: czy będzie, czy nie będzie? A jak  nie będzie, to jak tu się zorganizować? W większości przypadków (ale nie zawsze) jest tak, że nasz wkład finansowy w życie rodzinne będzie mniejszy albo żaden. I tu bywa, że stanowi to pewien problem ambicjonalny. A my kobiety marynarzy, jak by nie patrzeć dość silne życiowo, chcemy po prostu we wszystkich dziedzinach życia być perfekcyjne i pokazać tym naszym pływającym tę moc.

IMG_5338

Otóż, nie ma co przesadzać. Trzeba na temat spojrzeć z innej strony. My zawsze będzie trochę w cieniu naszych marynarzy, nie przeskoczymy tego. No chyba, że zostaniemy kapitanem na jakimś statku;-)  A stara prawda przecież mówi:

Za sukcesem mężczyzny stoi kobieta… i dziwi się, jak mu się w ogóle udało.

Rebecca Winters

Ale tak poważnie.  Nie używajmy stwierdzenia poświęcanie się dla mężczyzny, dla jego pracy. Bo jeżeli faktycznie czujemy to poświecenie, może się to dla nas skończyć ogromną frustracją, czy uczuciem nieszczęścia w życiu. To przysłowiowe „poświęcenie”  to, nic innego jak nasz wkład w związek, w naszą wspólną drogę, w rodzinę. I czy my jesteśmy na połowie etatu, na działalności na pełnym etacie, czy po prostu w domu – cieszmy się z tego. Priorytet jest prosty, rodzina i ludzie. Co lepsze? Mieć cudownego partnera i udaną relację czy 5 etatów i 3 rozwody. Oczywiście nie do końca można to przeciwstawiać, bo możemy przecież pogodzić wszystko ale na pewno nie uda się to gdy  będziemy robić to wbrew sobie. Posiadanie marynarza za partnera to nasz wybór i za założenia musimy wkalkulować pewne niedogodności i możliwość rezygnacji z niektórych rzeczy. Ważne aby nikt nas do tego nie zmuszał anie tego od nas nie wymagał. Ważne by wspieranie naszego partnera było przyjemnością i oczywistością. Oczywiście jak zawsze zasada ta działa w dwie strony. Tego samego mamy prawo oczekiwać.

1962845_10206022896747138_4036088807564313462_n

Kontrakty, praca na morzu są  specyficzne i wymagające jeżeli chodzi o życie rodzinne. Tu trzeba się starć ze zdwojoną siłą ( i to obie strony) aby to się udało. Potem okazuje się, że to właśnie ta praca, i ten styl życia, determinują rozmowy, szczerość i wspólne spędzanie i docenianie czasu. I to dzięki tej pacy paradoksalnie możemy stworzyć naprawdę fajną rodzinę.

Feministkami nigdy nie zostaniemy. Ale też nie grozi nam jakiś poddańczy  mężczyźnie styl bycia. Pewnie będziemy gdzieś tam w cieniu, żyjące wyjazdami i powrotami. Ale zawsze będziemy chodzić z podniesioną głową i dumne z naszych wyborów. Tego wam i sobie życzę. Nie dać się zwariować, a po prostu żyć chwytać życie.

Gdzie trzeba – ustąp. Gdzie nie można ustąpić – walcz.

cats

Podobał Ci się post?

Komentarze (20)

  • dziewczyny, jeśli odchowacie dzieci idzcie do jakiejś praca, każda musi mieć swoje życie, a nie żyć życiem męża; nigdy nie wiecie jak ułozy się zycie, może on odejdzie, rozchoruje się, zginie, nie daj Boże. Co wtedy zrobicie? co będziecie robić w domu, gdy dzieci będą już samodzielne? z czego żyć. Nie bądzcie bluszczem wokół niego. Kazdy ma jakieś aspiracje, ambicje, trzeba je realizować. Nie dajcie się wtłoczyć w rolę kobiety domowej, bo to tylko zniechęca z czasem, obrzydza wszystko. Człowiek bez pracy, bez sensownego zajęcia staje się takim warzywkiem odkurzającym codziennie do znudzenia. jak długo dacie tak radę, póki dzieci małe, jest jakaś wymówka, powód, ale potem? Jestem żoną marynarza od 11 lat, mamy córkę, pracuje od zawsze, była niania, przedszkole, trochę pomagali dziadkowie. Zarabiam tyle co mąż, bo pracowałam na to latami. Ale jestem dumna z siebie, spotykam się z ludźmi, jestem mamą na 100 procent, bywa cieżko, ale im mała jest starsza tym jest lepiej.
    oszalałabym przez te lata w domu, zgnuśniała.
    mąż nie jest zaborczy i nie ma pretensji, że ja też pracuje. Nie oczekuje egoistycznie, że gdy wróci będę na każde jego skinienie. od nikogo nie można oczekiwać takiego poświęcenia.

  • Kasiu:) ja również ucieszyłam się na ten post – to prawda podnosi na duchu!
    Ja już od 4 lat siedzę w domu z dwójką przecudnych Dzieci i czasem również nachodzą mnie myśli , że trochę marnuję się mój zawód na który tak ciężko pracowałam ….ale z drugiej strony (mając Męża Marynarza) nie wyobrażam sobie pracować 8-10 godz ani nawet na pół etaty gdy mój M jest w domu , przecież kiedyś musimy żyć , być ze sobą . On w domu a ja w pracy ? nieeee….przecież to się nie uda ! za bardzo cenię sobie chwile kiedy spędzamy je razem 🙂
    Znam kilka par (marynarskich) gdzie Ona pracuje na pełen etat i słyszy się wieczne pretensje „że nie mają dla siebie czasu , że wiecznie na telefon/internet , praca”.
    Czy to o to chodzi żeby żyć ambicjami ? Takiego partnera sobie wybrałyśmy i cieszmy się każda sekundą z nim spędzoną

  • Zgadzam się w 100% z artykułem, ponieważ my możemy dostosować „rytm” pod nich oni mniej, bo żyją „nie wiadomą jutra” a to do portu nie dopłyną na czas, a to zmiennik nawali albo helikopter nie odbierze etc. Wszystkie planowe wyjazdy planuję max 2 tyg przed przyjazdem M i to z rezerwą 2 tygodniową jakby co!, tak wiec wszystkie first minuty nie dla nas! Urlop w pracy planuję też tak jakby w razie co był poślizg i nie wtedy „gdy mi się chcę” tylko tak abyśmy spędzili go razem. Tak więc ja dostosowuję się do niego wyliczając tygodnie bo wiem, że On choćby chciała dostosować się do mojego urlopu nie może. Tyle w temacie. Staż 16 lat 🙂
    Ps Z góry przepraszam Mike za ewentualne błędy.

  • Kasiu bardzo, bardzo lubię Twojego bloga i chętnie tu zaglądam, ale błagam o mniej błędów i więcej staranności dotyczącej interpunkcji, bo czasami się nie da czytać!!!!!!!! ;-). Co do tematu: jestem żoną, matką i pracującą na pełen etat kobietą. Nie wyobrażam sobie życia podporządkowanego trybowi pracy męża. Chyba w dzisiejszych czasach już się tak nie da. Z racji pełnionych obowiązków służbowych, już w styczniu muszę „określić się”, kiedy idę na urlop w okresie wakacyjnym. Więc z góry jest to niemożliwe do przewidzenia czy wakacje spędzimy z M czy też nie (różna długość kontraktów). Nauczyłam się tak żyć, bo w przeciwnym wypadku, chyba bym zwariowała. Cieszę się, że pracuję. To pozwala poczuć się w pewnym sensie niezależną i równą (zarabiamy z mężem podobnie). Ale też pozwala nie myśleć o rozłące, bo jest pełno obowiązków i zawsze za mało czasu. Choć czasami jest mi bardzo smutno, kiedy patrzę na „pełne” rodziny w czasie wyjazdów czy Świąt i innych okazji…….Cóż takie jest życie z marynarzem :-). I chyba ważne jest jak reagują nasi M. Jednemu będzie przeszkadzała niezależność w planowaniu, będzie wymagał podporządkowania naszego „lądowego” życia pod jego obecność, inny będzie bardzo elastyczny i chętnie „podporządkuje” się pod nasze gotowe plany, gdy już będzie w domu. Bo zazwyczaj jest tak:
    „- Gdzie jest Twój mąż?
    – Nie wiem, sprawdzę na mapie.”

    • Dzięki za słowa. Wiesz robię wszystko sama i jak sprawdzam tekst po 10 to już często tych błędów nie widzę☺ ale jak coś widzicie piszcie do mnie na bieżąco będę poprawiać. Często też czytam po kilku dniach i wtedy poprawiam☺☺☺☺ pozdrawiam , obiecuję poprawę☺☺☺☺

  • U nas chyba troszkę inaczej ze względu na charakter pracy męża: nigdy nie wiadomo kiedy i na ile wyjedzie. Jak coś planuję to nie patrzę czy będzie, czy nie. Jak jest to tylko to jest dla nas bonusem. Kiedy wyjazd mu się przedłuży, to nie przekładam planów, tylko je realizuję. Wyjazdy, nawet dłuższe organizujemy w 3 dni często hotele rezerwując po drodze. Pracuję w domu, wychowuję dzieci i nie jestem w cieniu mojego M. Swoje w życiu się wyszalałam, gdy nie było dzieci, pracowałam też na etacie i teraz bardzo cenię sobie „siedzenie” w domu. Cieszymy się, kiedy wszyscy jesteśmy razem, jest mi lżej, bo mąż przejmuje dużą część obowiązków. Ale jak mąż wyjeżdża to nie drę szat i przestawiam się na tryb jednoosobowy. I robię swoje. Kury domowe górą!!!!

  • Witaj,
    Bardzo mądry tekst 🙂 Jestem od 5 lat w związku z marynarzem, przed tym studiowałam i sama na te studia zarabiałam mieszkając w dużym mieście- czułam się jak ryba w wodzie: młoda, niezależna silna babka :p ale gdy poznałam Go, jeszcze nie do końca świadoma jak wygląda życie z marynarzem zaszłam w ciążę i przeprowadziłam się do niego na wieś. Teraz mamy dwójkę cudownych dzieci i od 4 lat siedzę w domu i moim głównym zajęciem jest wychowywanie maluchów. Z początku jeszcze robiłam drugi kierunek. teraz 100% to dzieci i mąż. Mąż zaplanował, że póki dzieci nie muszą iść do szkoły będę z nimi w domu, ale nadarzyła się okazja i chcemy z niej skorzystać i to nasza wspólna decyzja, tak samo to, że do tej pory nie pracowałam. A pomimo że to nasza sprawa jak wygląda moja i jego sytuacja zawodowa to np. teściowa nie raz komentowała, że ona pójdzie na wcześniejszą emeryturę i zajmie się wnukami a ja powinnam iść do pracy. Wtedy często czułam się jak darmozjad żerujący na jej kochanym synku, że on sobie żyły wypruwa żeby zapewnić nam byt a ja siedzę i pachnę i jego pieniądze wydaję. Ale to siedziało w mojej głowie. Wystarczyło szczerze porozmawiać z mężem, wyjaśnić sobie jak to oboje widzimy, poukładać na nowo w główce i już nie czuję się tak 🙂 Jestem szczęśliwa, że jest mi dane być z moimi dziećmi tak długo jak tego potrzebują oraz że nic nie stoi nam na przeszkodzie by być przez 24h z mężem gdy jest w domu. Teraz właśnie trochę boję się tego, że gdy pójdę do pracy będziemy mieli mniej czasu dla siebie. Ale może ten pozostały czas będzie jeszcze pełniej wykorzystany 😉

  • Hej, z moim marynarzem jesteśmy jakiś czas w związku. Teraz mija 2 miesiąc rejsu. On jest po studiach, ma stałą pracę stałe dochody… Ja jestem studentką, która zawsze wiedziała jak sobie dorobić żeby było stać mnie na drobne przyjemności. Niewiele się sprzeczamy jeśli jiż to o pieniądze bo czemu nie mogę nawet kupić bułek? Czasem czuję się jakbym trafiła na sponsora. Mimo wszystko to nie jest miłe uczucie.
    To fakt że dostosowałam się pod jego pracę. W ostatnie tyg jego pobytu w domu ja zawalałam uczelnie, pewnie jak wróci będzie podobnie. Już wiem kiedy wyjeżdżamy, że w wakacje zrezygnuję z pracy…
    Zawsze byłam uczona, że kobieta musi mieć coś swojego. W dodatku mam małe adhd nie wysiedze w jednym miejscu boję się tego „uziemienia” w domu, nawet jeśli to będzie dopiero za parę lat.
    Dziękuje za Wasze wpisy to bardzo pomaga 🙂

  • Fajnie, ze ten temat wyplynal 🙂 ambicje trzeba miec i je realizowac oczywiscie w odpowiednim dla kazdego tempie 😉 dlatego nie jestem zwolenniczka siedzacej w domu marynarzowej ale tez tego nie potepiam-kazdy sam wybiera droge ktora kroczy ;)ja osobiscie nie wyobrazam sobie zeby moim jedynym zajeciem bylo czekanie na meza :/ sporo marynarzowych jednak nie pracuje i taki sie utarl stereotyp, dlatego nie dziwia mnie zdziwienia w mojej pracy, ze po co pracuje skoro nie musze, a odpowiedz, ze chce i nie przestane odbierana jest chyba jako fanaberia 😉 najwazniejsze , zeby kazda z Nas byla szczesliwa 😉 pozdrawiam

  • Dokładnie tak jest. Dla mnie to chyba najcięższy do zniesienia minus życia z marynarzem. Nieważne, ile razy walczę sama ze sobą i uciszam swoje ambicje – to zawsze wraca. A marynarz nie bardzo to potrafi zrozumieć… Najgorzej jest właśnie z tym…
    PS Dobrze, że znowu piszesz, tęskniłam!

    • Dzięki to była taka krótka przerwa. Mały urlop ☺☺☺
      Tak ja też uważam ze to minus ale to siedzi w nszych głowach bo tak. Mamy wbijane ze tak musimy a tak wcale nie jest. Sztuka to jest być szczęśliwym i mieć w sobie luz

  • Nie ma co rywalizować z naszymi M.w kwestii zarobków, bo nie o to przecież chodzi. Czasami własne ambicje trzeba schować do kieszeni, bo może być ich aż za dużo i można się pogubić. To prawda, że wszystkie plany zależą od naszych kochanych mężczyzn. Mój M. wraca po pół roku 6 stycznia i planuję dzień po dniu już od jakiegoś czasu, ale wszystko może się zmienić, jak przesuną loty, bo to mgła, bo coś innego i zawsze trzeba sobie jakoś poradzić na ostatnią chwilę. Tyle planów, że nawet jeden dzień obsuwy może wszystko zmienić.

  • Kasiu, dziękuję Ci za ten post. Podniósł mnie trochę na duchu. Od ponad roku siedzę w domu z dwójką dzieci. Na razie nie zapowiada się na powrót do pracy. Wybór – albo siedzę w domu, albo dzieci cały dzień będą w przedszkolu/ żłobku i później z opiekunką. Wiadomo jak jest, nie pozwolę, żeby dzieci wychowywały się bez rodziców – bo przecież taty na co dzień nie mają. Ale ostatnio rzeczywiście zaczęły mnie dopadać takie myśli, że właściwie siedzę w domu i „nic” nie robię podczas gdy mój M zrobił kolejny awans i spełnia się zawodowo. Ciężko jest czasami bardzo…

    • Hej widzisz po to to napisałam, bo sama to przerabiałam i przerabia w swoje głowie. A tak nie jest. Musisz wiedzieć że robisz coś ważnego i nie musisz robić to co inni. Mamy swoje priorytety i od nas zależy czy te nasze życia będą szczesliwe. Nie łam się. I pamiętaj ze robisz super rzecz bo WYCHOWUJEsz super dzieciaki na super ludzi. Pamiętaj tylko o chwilach tylko dla siebie to tez bardzo ważne dla nas. Hobby sport itp. Działaj działaj i bądź szczęśliwa a zdanie innych na ten temat wsadz wiesz gdzie☺☺☺☺

    • Witam, czuje podobnie. Jestem mamą dwójki wspaniałych dzieci i podobnie siedzę z nimi w domu. Karierę odłożyłam na „potem”. W międzyczasie M podnosil kwalifikacje itp a ja nadal z dziećmi. W pewnym momencie stwierdziłam ze do niczego siebjie nadaje jak tylko siedzenie w domu i nic nie robienie pomijając wychowywanie dzieci.Mąż pracuje w systemie 4/4 tyg. Wiec wszytsko jest układane pod niego. Cieżko pogodzić wszystko by każdy był szczęśliwy i nikt nie ucierpiał. Dzieci tęsknią za rodzicami w domu a my tęsknimy za nimi w pracy a w domu za pracą. Błędne koło. swojej ambicje schowałam do kieszeni i ockneknalam sie z myślą ze nie nadaje sie do niczego. Ot środowa myśl:) pozdrawiam serdecznie

      • Kochana do wszystkiego się nadajesz nie Patrz tak na to. Jeśli coś sprawia ci przyjemność to rób to może w mniejszym wymiarze godzin ale rób. A jak jest ci dobrze i jesteś sszczęśliwa to nie patrz na to ze coś musisz bo inni tak robią. Ciesz się. Nie musimy wszystkie być prezeskami. One też często płaczą bo da samotne

        • Po 6 latach pracy na lądzie, i 3 latach związku z M. „dostosowałam” się. Pracuje na statku. Urlopy mamy w tym samym czasie, czasami czekamy na siebie, np tydzień. Nie mamy dzieci. Mój plan na rodzicielstwo ? Zrezygnować z pracy, ale wrócić na studia.
          Można się realizować, zostając w domu na różne sposoby.Nie musi się to wiązać z zasilaniem budżetu rodzinnego. Raczej chodzi o to, żeby czuć się potrzebnym. Pracowałaś zawodowo, a teraz nie możesz? Zawsze chciałaś pomagać zwierzetą? Masz pokłady empatii i szacunku dla starszych lub schorowanych? Po „odchowaniu” dzieci marzą Ci się wakacje tylko z M we Włoszech? Wolontariat, nauka języka, sport.. Trochę nie mogę się doczekać „przymusowego” urlopu 🙂 Wiem, że będzie to mój czas! Najważniejsze tylko dobrze go wykorzystać, żeby później nie popłakiwać w poduszkę „Co ja mam z życia? „

      • Mój mąż wyjechał teraz na 3 trzy miesiące (zostało jeszcze półtora) więc przy rotacji 4/4 tyg. i tak masz lepiej – nie chce się licytować kto ma gorzej. U mnie problemem jest to, że z dziećmi tak naprawdę jestem sama. Nie jestem z Gdańska, mamy tu nie mam, teściowa już nie domaga i nie ma siły się zajmować dziećmi. Jak mąż jest na statku, to dzień w dzień 24 h na dobę jestem z dziećmi. Czasami mam wrażenie, że zwariuję. Oczywiście kocham moje dzieci i męża, ale bywają dni, że ciężko jest jak cholera i przychodzi złość, że ze wszystkim jest się samej – z chorobami dzieci, z ząbkującym roczniakiem, z pyskującą pięciolatką itp. itd. I zero czasu dla siebie…

        • Wiem co czujesz bo ja też przeprowadziłam się do męża i jestem tu sama z 2 dzieci. Teraz okres chorobowy- masakra, cały listopad to ciągłe choroby raz jednego raz drugiego, szpital z młodszym i organizowanie opieki do starszego w tym czasie itp. No i mam sprawną teściową, ale ta kobieta doprowadza mnie do furii, bo jak nie ma M. jest jędzą, która tylko w swoich opowieściach dla innych jest idealną babcią i teściową a tak na prawdę nie liczy się z moim zdaniem ani moimi zasadami dot. wychowywania i żywienia moich synów, nie pomaga mi prawie wcale a żeby pomogła musze najpierw pójść w łaskę i pięknie ją poprosić… jak M. wraca też zgrywa mamusię idealną stawiając mnie tym samym w bardzo złym świetle- wtrąca się we wszystko itp. Ale gdy jest M. on ją ustawia do pionu- ja nie mogę, bo jestem tylko głupią smarkulą i jak coś jej odpowiem złym tonem za raz mam cięgi jak ja śmię tak się do niej zwracać…

    • Ja osobiście nie czuję się jakbym żyła w cieniu męża, nie podoba mi się to określenie. Żyjemy w partnerstwie i nawzajem się wspieramy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *