Blog

Szaleństwa na domowym kontrakcie.

Autor: Luty 7, 2015 12 komentarzy

Dostaje  od Was różne maile . Pojawia się też temat właśnie „samotnego wychodzenia” gdy M w morzu. Każdy  ma swój punkt widzenia na te sprawy. Ja jednak uważam, że odrobina rozrywki należy się każdemu. A chorobliwa zazdrość i ograniczanie przestrzeni nie jest  dobrym rozwiązaniem. Niestety takich sytuacji jednak nie da się uniknąć i bywa, że mąż czegoś „zabrania” czy znajomi krzywo patrzą. Potrafią dosadnie ci powiedzieć co nie co. Albo zapraszają tylko wtedy jak marynarz jest  w domu. Ciekawią mnie wasze spostrzeżenia w tym temacie. Piszcie w komentarzach. 

Ile razy można było usłyszeć – Wychodzisz? Jak to? A co na to M? Przecież jest w morzu. Bądź odpowiedzialna. Jesteś przecież żoną, matką  nie wypada wypuszczać się ze swoich czterech ścian. Powinnaś siedzieć w domu i czekać…Tak, pewnie te i podobne hasła obiły się o uszy niejednej „żonie marynarza”. Dodatkowy problem pojawia się jak takie czy podobne słowa słyszy się od partnera. Nie ma co, jest to drażliwy temat i nierzadko jest przyczyną do sprzeczek.

I  nie chodzi tu o cotygodniowe wyjścia na imprezę i balangi do samego rana. Są różne sytuacje: Wyjazd służbowy, ferie z dziećmi, wyjście z koleżanką na kawę, drinka, spotkanie ze znajomymi itp. Niemożliwe jest zaplanowanie tego wszystkie( często są to terminy od nas niezależne) podczas obecności marynarza w domu. To, że czas się spędza „normalnie” nie oznacza zaraz, braku tęsknoty, zdrady, czy nielojalności. Każdemu  należy się chwila rozrywki. Dlatego trzeba pamiętać o jednej z ważniejszych zasad – 3Ż czyli: ZAUFANIE, ZDROWY ROZSĄDEK i ŻYJE SIĘ TYLKO RAZ!

W związkach z marynarzami są to bardzo istotne hasła (mimo, że banalne). Jakie kolwiek wyjście – nawet na imprezę nie oznacza niczego złego.  Zaufanie jest  tu bazą. Tyczy się oczywiście dwóch stron. Bo nie raz bywa tak, że to Panowie wychodzą do miasta w porcie – i nie jest  to żadna tajemnica. Taką już sobie wybraliśmy drogę. Kobiety tu, mężczyźni tam. I ograniczanie siebie czy wpływanie na organizację dnia czy spędzanie czasu wolnego -, niestety ale nie prowadzi  do niczego dobrego. Dając sobie pewną swobodę (a nie pełną kontrolę) budujemy zaufanie. Pytanie czy tego zaufania nie nadwyrężamy, to już osobny temat. Każdy żyje według własnego sumienia.We wszystkim konieczny jest umiar i zdrowy rozsądek – to jest nieodłączny element.

Kolejny wieczór, tydzień, miesiąc spędzony na czekaniu w pustych ścianach powoduje często wzrost frustracji, bezsilności i ogromny smutek a nawet depresję. Pomimo zajęć, pracy czy obowiązków  każdy czasami tęskni i rozpacza, niezależnie właśnie od tego jak spędza czas.

Dziewczyny przecież mogą chodzić z koleżankami wieczorami na piwo, plotki, wyjeżdżać służbowo z pracy, czy same z dziećmi na ferie. To jest zdrowe i normalne, bo to jest właśnie życie. Może to być dość trudne dla chłopaków, którzy w tym samym czasie siedzą w pracy. Ale taki mają tryb i to akurat trudno przeskoczyć. Trzeba siebie wzajemnie doceniać. Praca na morzu jest ciężka i wymaga twardego charakteru tak samo jak związek 😉
Przecież te dziewczyny każdego dnia tęsknią i czekają na swojego marynarza. Żadnej ze stron nie jest łatwo. Bo to, że siedzi się cały czas w domu i patrzy z żalem w okno czy płacze po nocach (wszyscy wiemy, że miewamy krytyczne dni ), wcale nie oznacza, ideału partnerki. Mówi się, że żony marynarzy to imprezowiczki, które czas spędzają na plotkach i wizytach u kosmetyczki czy fryzjera. A czy inne tzw”normalne kobiety” nie chodzą do kosmetyczki, fryzjera? Nie idą na kawkę, winko z koleżanką od czasu do czasu? No właśnie! To tylko nam przypięto taką dziwną łatkę.”Marynarki” to tak samo zwykłe kobiety, które czasami chcą trochę „poszaleć”. O co, ten szum? Miło jest przecież wyjść gdzieś, odstresować się. To takie ludzkie, dlaczego miało by być złe?

P. S Panowie, trochę więcej zaufania i mniej zazdrości. Wiecie kogo poślubiliście i z kim jesteście w związku. Choćbyście byli na księżycu to my i tak będziemy  na was czekać i tęsknić. A chwile z Wami zawsze będą tymi najlepszymi dla Nas. Bo liczy się uczucie i to jak wykorzystujemy wspólny czas, a nie to co inny powiedzą. Chorobliwa zazdrość na bok a Zaufanie na front!!!
A na głupie przytyki ludzi nie zwracajcie uwagi 😉

P.S 2 Acha, właśnie wychodzę na piwo z przyjaciółką. Ale jestem okropna 😉 😉

Pozdrawiam
Kasia

Podobał Ci się post?

Komentarze (12)

  • Takie to trudne nie pic alkoholu przez te 3-4 miesiace kiedy druga połowa jest w pracy( na statku)? Przecież kiedy wróci można zaszaleć razem i wtedy na pewno bedzie to lepiej smakować, no i na pewno będzie dużo bardziej ekonomiczne;p Każdemu wyjściu z koleżanką musi towarzyszyć piwko? Jest dużo bardziej ciekawszych sposobów spędzania wolnego czasu- chyba, że któraś z pań już musi się napić raz w tygodniu, ale moim zdaniem to już nie wygląda i nie działa dobrze.Kobiety są dużo bardziej podatne na różnego rodzaju uzależnienia i nie jest to mój wymysł.Zadbajcie o siebie przez ten czas, chodźcie na siłownię, rower, basen czy do kina a i mąż będzie bardziej zadowolony z efektów i gwarantuje 100% zadowolenia;D

  • Jesteśmy 10lat razem, żyjemy w rozłąkach od 8 -> Obdarzyliśmy się razem z moim Morskim pełnym zaufaniem, jesteśmy młodymi ludźmi i kiedy Morski wypływa,a ja gdzieś wychodzę…dostaję jedynie sms’a czy maila „Bądź grzeczna,baw się dobrze, napisz jak tylko wrócisz do domu lub odeśpisz kaca” I tak samo piszę ja, kiedy wiem,że statek zawinął na dłużej do portu i chłopaki będą schodzić na ląd w celu znalezienia odskoczni od życia w metalowej puszce.

    Rozumieją to wszyscy. Pisząc wszyscy nie mam na myśli mojej teściowej, która bywa oburzona faktem,że w środę byłam w kinie,a w piątek wyszłam na drinka z koleżankami. Jak to ja śmiem opuszczać mury domu, gdy jej synek gdzieś daleko w świecie i ciężko pracuje… Nauczyłam się nie dopuszczać, by informacje o moim wyjściu do niej docierały, dzięki czemu mam święty spokój 🙂

    Paula

  • Chciałabym pokazać wam drugą stronę – ja sama pływam, mój chłop nie. Skupiacie się tylko na sobie, na tym jak ciężkie macie życie, jak za nim tęsknicie, a zastanawiacie się czasem co myśli druga połowa? Myślicie, że wy macie ciężko?! A co ma powiedzieć wasz facet znajdujący się na środku morza, widzący tylko swoją kajutę i morze wszędzie dookoła. Czasem jest port, a czasem jest miesiąc gdy jest tylko morze. Wy macie na lądzie tak na prawdę wszystko, i nie rozumiem czemu staracie się pokazać jako jakaś wyjątkowa grupa, bo jesteście żonami marynarzy, i co z tego? Przypominam wam, że wasze życie jest dość normalne, a dodatkowo macie sporo pieniędzy. Czy kobiety, które są samotne też mają tworzyć o tym blogi? Wy macie kogoś chociaż czasem. Czasem jak siedzę z facetami na statku i rozmawiamy, oni was kompletnie nie rozumieją. I wiecie co? Jedno zdanie podsumowało wszystko perfekcyjnie ” No bo po co Ci kobieta na stałe? Po to by wrócić i mieć się do kogo przytulić” tak właśnie mija rejs, na rozmyślaniu o tym. I jeszcze, zaufanie to podstawa to fakt, ale nigdy nie masz pewności do faceta, który jest parę miesięcy w morzu i ma kobietę na statku. Zdarzały mi się sytuacje w których kochający mąż nie był już taki wierny, gdzie arogancja i traktowanie mnie jak obiekt seksualny były codziennością, mimo że jestem twardą babką. Każdy facet się łamie, chociażby flirtując. I nie ważne czy zgłaszałam to do kapitana, czy też armatora to nic nie zmienia. Nigdy przenigdy nie można mieć sto procent zaufania. Chciałabym wam opowiedzieć wiele historii z morza, o których wasi mężowie raczej nie powiedzą, ale nie chcę was zasmucać. I nie mówię, że każdy jest taki sam, ale czasem każdemu odbija. Mimo wszystko trzymajcie się ciepło, i miejcie też do siebie duży dystans, nie macie az tak źle.

  • U nas wszystko wygląda zdrowo. Gdy jesteśmy razem, to wychodzimy wszędzie razem (no może prawie wszędzie, bo do koleżanki wyłażę sama, a on sam spotyka się ze ‚statkowymi’ kolegami). Kiedy natomiast jestem sama, a on w pracy, to wszędzie wychodzę sama. Teraz kiedy mam dziecko, zapewne cieżej się wyrwać np. na imprezę, ale przykładowo o ciąży dowiedziałam się tydzień po wypłynięciu męża, zatem po niecałym miesiącu wybrałam się z koleżankami na całonocną imprezę 🙂 co prawda bez alkoholu, ale wiedziałam, że jak nie wytańczę się wtedy, to po powrocie męża (po 6 miesiącu ciąży) już będę za gruba na tańcowanie 😀 a potem dziecko i.. wiadomo ciężej sie wyrwać. Gdy maż w rejsie, to normalnie odwiedzają mnie zarówno koleżanki, jak i koledzy. Pary znajomych wpadają do mnie czasem na kilka dni. To ważne, bo nie można być samotnym podczas rejsu – łatwo o jakiś alkoholizm czy depresję. Staram się też dbać, by mąż czuł się jak najmniej samotny na statku. Piszę do niego CODZIENNIE maile, rozmawiamy ze sobą CODZIENNIE ok. 15-20 minut, co jakiś czas wysyłam zdjęcia dziecka, czasem jakieś 😉 swoje zdjęcie 🙂 Gdy rozmawiamy przez telefon, to ustawiam na głośne mówienie, by mały (19miesięcy) oswajał się z głosem taty. Dbam o tę naszą więź, o rodzinę. I ZAWSZE mówię sama o tym co kiedy, gdzie i z kim robię, by nie było miejsca na domysły – bo każdy z nas przecież boi się jak ognia zdrady, tajemnic – a czego nie wiemy, to sobie dopowiadamy. Budujemy ten związek od ‚nastolatka’, jesteśmy ze sobą… już prawie 12 lat. Nie ma problemu z całonocną imprezą, piwem w gronie znajomych, kawą z kolegą czy koleżanką. Z kolei mąż może bez obaw opowiedzieć mi np. jak to kiedyś koledzy wyciągnęli go na piwo do… burdelu właśnie, a raczej knajpy z usługami 😀 i jak to jedna z pań przysiadła się i przekonywała go, że w Brazylii to tak daleko, ze w zasadzie taki seks nie liczyłby się jako zdrada 😀 Wiedział, że chętnie posłucham jak wygląda taki dom publiczny i w ogóle 🙂 i że nie będę od tego czasu histeryzować i rozmyślać, czy on mówi mi prawdę, że przekonać się nie dał, czy czaruje 😀 Żeby nie straszyć koleżanek dodam, że Polacy raczej nie korzystają za dużo z usług przygodnych pań, najczęściej są to Filipńczycy (swoją drogą ‚nielubiani’ przez prostytutki z racji dziwnych upodobań seksualnych). Z Polaków mój mąż jeszcze o nikim nie opowiadał (może o jednym a nie pamiętam), a zdarzyło się, że mówił o Angliku, Niemcach (nawet o kapitanie…). Myślę, że o zdradzie moglibyśmy sobie z mężem powiedzieć, jeżeli nam się kiedyś zdarzy (oby nie ale kto wie), bo w naszym przypadku z pewnością najpierw próbowalibyśmy przetrawić tę sytuację i ją przedyskutować (w końcu zdrada jest tylko objawem tego, że coś nie gra w związku), dopiero gdyby się okazało, że nie podołamy tej trudnej sytuacji, to rozstalibyśmy się. Myślę, że taka otwarta postawa, przy jednoczesnym nastawieniu na wierność, szczerość i ufność, jest najlepszą profilaktyką przeciw zazdrości i niewierności.

  • Musimy żyć ” normalnie ” żeby nie zwariować czekając na M 🙂 Wszystko w granicach zdrowego rozsądku i zaufania. Sa dni kiedy nie chce mi się wychodzić ale są i takie kiedy musze wyjść z przyjaciółmi, oczywiście których mój partner dobrze zna. Nie ma mowy żebym poszła na imprezę do białego rana, poprostu bym nie potrafiła. Jestem w dobrej sytuacji bo mój partnet ma do mnie zaufanie ( które i ja mam do niego, bo bez zaufania związek z marynarzem by raczej nie istniał, ale wiemy że są rózni ludzie i różne związki ) i sam twierdzi że dobrze że wychodze i że potrafię sobie zorganizować życie jak go nie ma ( co nie znaczy że nie tęsknie , bo tęsknie baaardzo 🙂 Czasem sam mi mówi ” a może gdzię wyjdziesz, umówisz się … ” Więc nie dajmy się zwariować bo w czterech ścianach długo nie wytrzymamy, a spotkania z przyjaciółmi pomagają. Ale dziś wieczór z książką 🙂

  • Kiedyś na tvn style oglądałam program o prostytutkach, które opowiadały że ich klientami są ich sąsiedzi. Którzy korzystają z ich usług w drodze do sklepu, pracy bądź do śmietnika. Ich nie świadome żony siedzą w domach a oni kilka pięter niżej załatwiając swoje sprawy u sąsiadki.
    Czemu nawiązałam do tego typu zdrady? Ponieważ do zdrady może dojść gdy dwoje partnerów jest na miejscu i ma „kontrolę” nad drugą połówką. Więc gdy słyszę takie zdanie, że on pewnie tam Cie zdradza odpowiadam śmiechem. Prawda jest taka, że jak ktoś chce zdradzić to zrobi to bez względu na dzielące kilometry.
    Zaś my dziewczyny mamy 100% prawo do wyjść z koleżankami, kosmetyczki, solarium czy imprez. Bo wiemy, że nie robimy nic złego. Po za tym to jest nasze życie i nikt za nas jego nie przeżyje.
    Na moim przykładzie mogę powiedzieć, że staram się wychodzić wieczorami zwłaszcza w weekendy „dla zabicia myśli”. Informuję mojego M, gdzie wychodzę, z kim i jak wrócę a on zawsze życzy mi dobrej zabawi i dodaje, że mam opowiedzieć mu jak było po powrocie. Czy uważam, że mnie kontroluje? Nie, bo opowiadam o tym wszystkim z własnej woli. Po drugie zaś sama też chciałabym wiedzieć gdzie mój M wychodzi.
    Na zakończenie przytoczę jedno zabawne zdanie zasłyszane na rodzinnej imprezie. Mężczyzna mówi do kobiety, że tyle na tą swoją panią wydaje. Na co ona odpowiada „Masz panią. rób na nią” 🙂
    Tak jest właśnie z naszymi panami, marynarze zarabiają a „marynarki” wydają 🙂

  • No właśnie, zastanawiam się kto przypiął Marynarkom taką łatkę…Przecież my mamy trochę trudniej niż zwyczajne żony; więcej obowiązków, spraw do załatwienia gdy nasz M. w morzu i wyjście na piwko z koleżanką czy wizyta u fryzjera to jest naprawdę święto i nieczęsto możemy sobie na taki wypadzik pozwolić. Ja hoduję moje odrosty już drugi miesiąc (choć bardzo nie lubię tego stanu) bo nie mam kiedy ogarnąć farbowania…No ale nic, za niedługo wraca mężuś więc trzeba się za siebie wziąć 😉
    Anka

  • Z mojej strony wygląda to tak, że na początku kontraktu zwyczajnie nie mam ochoty z nikim się spotykać, uśmiechać na siłę czy wychodzić na imprezy. Ale jak już przejdzie ten najgorszy okres to chętnie widuję się z koleżankami na ploteczki, wychodzę z przyjaciółmi do kina czy spotykamy się na piwie żeby zwyczajnie wymienić się doświadczeniami ostatnich dni. Angażuję się też w różnego rodzaju wolontariaty, gdzie poznaję całkiem nowych ludzi. Są jednak sytuacje, których unikam kiedy M w morzu – unikam spotkań sam na sam z kolegami, zwłaszcza takimi których on nie zna. Nie mam złych intencji ale wiem, że mógłby poczuć się nieswojo tak jak ja kiedy on poszedłby spotkać się z koleżanką. Ufamy sobie oboje ale w takich momentach (i w wielu innych) warto sobie zadać pytanie: jak czułabym się gdyby M zrobił to co ja teraz chcę zrobić? Warto unikać pojawiania się głupich myśli, które prowadzą do kłótni i sprzeczek. A chyba wszystkie się ze mną zgodzicie, że kłótnie z marynarzem, który jest daleko to najgorsze co można zrobić sobie i jemu.

    • @Agnieszka, podstawowy, typowo kobiecy błąd. Niestety, faceci (w większości) nie myślą w ten sposób. To generalnie tylko my się tak zadręczamy: nie zrobię tak, bo nie chciałabym żeby on tak zrobił mi… bam! Jakże szybko można przekonać się, że to tylko nasze złudzenie

    • Ten wpis oddaje w zupełności to, co chciałam napisać od siebie, więc nie będę powielać 🙂 no właśnie: trzeba myśleć o tym jak ta druga strona się może poczuć, jak ja bym się czuła na jego miejscu! Ja większość w ten sposób rozpatruje. Nie uważam bym była zamknięta w złotej klatce, bo mąż nie zabrania mi niczego, ale pewne moje propozycje wyjść „przemilcza” więc wtedy wiem, że może go coś trapic i ma wątpliwości. Ufamy sobie i szanujemy się, dlatego pite nocne imprezy w dyskotekach odkładamy na czas gdy jest w domu (i nie zawsze idziemy razem). Ale wyjście do znajomej na kawę/wino, jakaś impreza zorganizowana, kino z przykaciolka itp. to normalne ludzkie rozrywki, z których nie ma co rezygnować.

  • Jestem w związku z marynarzem już dwa lata – wciąż mamy problem „zazdrości i nadmiernego kontrolowania” problemem jest to, że D. ma klapki na oczach i cokolwiek mu się tłumaczy – On i tak wie swoje. O wyjściu gdziekolwiek jak jest w morzu – nie mam co marzyć 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *