Blog

Marynarz też tęskni.

Autor: Luty 23, 2015 10 komentarzy

Troszkę mniej się tu dzieje ostatnio ale to dlatego, że czekam na nową odsłonę strony. A to już wkrótce 🙂 Dostałam bardzo konstruktywnego maila od pewnej dziewczyny i wzięłam sobie go do serca (pozdrawiam). Dlatego właśnie napisałam parę słów o tęsknocie marynarzy o tym co my możemy dla nich zrobić. Był artykuł Ciemna strona marynarza, czekam również na tekst od psychologa o problemach emocjonalnych marynarzy. Ale dziś tak ode mnie, jak od żony. O co warto dbać w takim związku i, że chłopaki też czasem „płaczą”.

 …

Tak się trochę przyjęło, że w rozmowach z marynarzami najczęściej poruszamy tematy domowe. Co się dzieje? Co u dzieci? Trzeba by się zastanowić czy nie za rzadko rozmawiamy o sobie o własnych relacjach? Czy  nie przeważają chociażby sprawy organizacyjne? Oczywiście, że te tematy trzeba podejmować na bieżąco. Ale czy nie zapominamy o priorytetowych? Te rozmowy, czy pisanie na komunikatorach bywa, że przypominają sytuację jakbyś siedzieli w innych firmach i mieli się spotkać popołudniu. Nie chodzi o to też, aby przechodzić w drugą skrajność i cały czas sobie słodzić, przypominać o tęsknocie non stop.  Ale o to, by znaleźć dobry balans w tych rozmowach.

Marynarze pracują 7 dni w tygodniu po przynajmniej 12h na dobę przez cały kontrakt. Nie ma co,  to ciężka praca i nie jest dla każdego. Nie znaczy to jednak, że nie tęsknią, nie miewają gorszych dni – tak jak my. Jasne jest, że to twardziele ale wszyscy wiemy, że tęsknią za rodziną. Zamknięci gdzieś w puszce na środku morza- to trudne. Wiele ich omija z życia rodzinnego: porody, urodziny, pierwszy dzień w szkole, pogrzeby, święta. My nie doświadczymy tego jak to jest próbować przejść do prządku dziennego gdy nie możesz dojechać na przykład na pogrzeb kogoś bliskiego. Nie zawsze uda się ściągnąć ze statku. Jak to jest gdy nie możesz patrzeć jak twoje dziecko stoi na pierwszym w życiu apelu w szkole. Tych przykładów można mnożyć i mnożyć. A najgorsze co marynarz może wtedy usłyszeć to: znowu cię nie będzie? Lepiej zamienić to na: to trudno, damy radę, nie ma problemu itp.

Ważne jest aby wspierać swojego partnera. Zapytać się jak się czuje, zapewnić go, że u nas ok, że nie ma co się martwić, że wkrótce się spotkamy. Zapewne „banały” ale tam daleko gdzieś w świecie potrzebne aby je usłyszeć.

Przychodzi moment powrotu do domu. Wyczekiwany przez chłopaków od początku kontraktu. Tu też jest ważne aby nie zarzucać od razu domową checklistą. Ale dać trochę oddechu. Koniecznie wypoczynek (szczególnie jak jest zmiana czasu czy z wachty nocnej). Cała reszta problemów może poczekać kilka dni. Nic się nie stanie. Oni muszą wejść ponownie w nasz rytym, styl bycia tutaj.

Kontrakt domowy to oczywiście nie wakacje all inclusive. Ale kilka dni takiego podejścia do naszego  wyczekiwanego marynarza nie zaszkodzi. To pokazuje, że doceniamy to co robią. I  mimio, że nie zawsze zdajemy sobie do końca sprawę jak wygląda to ich „drugie życie” warto robić wszystko aby, to tutaj było jak najlepsze. Łatwiej się wtedy pracuje i nam łatwiej żyje. Tak, jasne to działa w dwie strony. Doceniać siebie wzajemnie i znajdywać czas na wspólne chwile z rodziną to podstawa zdrowego funkcjonowania. Kto jak nie pary marynarskie wiedzą, że właśnie wspólny czas to, najcenniejsza co mamy.
A na statku? Dzieje się praca ale pojawiają się też emocje i marynarze nie zawsze sobie z nimi
radzą – co nie zawsze kończy się dobrze. Słowo i wsparcie od „żony” to coś wyjątkowego.Rozmawiajmy o ich potrzebach również. W ogóle rozmawiajmy!

Chłopaki też płaczą? Nie tylko my jesteśmy w tej relacji w centrum uwagi. Od „żon” naprawdę wiele zależy. To, że nie zawsze jest łatwo – wiemy. Ale skupiajmy się na plusach i zarażajmy tym naszych marynarzy. Nie warto marudzić w telefon  przez całą rozmowę, że źle, że smutno. Lepiej zamienić to na: jak wrócisz to zrobimy to i to…będzie miło i czekam. Mężczyźni lubią być opiekunami swoich kobiet i trzeba im trochę na to pozwolić. Ale na pewno nie lubią być niańkami na odległość, to im nie pomaga w pracy ani tym bardziej nam na lądzie.

 

To że facet  jest  na końcu świata nie ma znaczenia. Ważne, że jest, że kocha. A to nie zawsze jest takie oczywiste. Miłość>Odległość

Pozdrawiam
Kasia

Podobał Ci się post?

Komentarze (10)

  • Gdy się dzieje coś złego -śmierć , choroba problemy – zawsze mam dylemat- mówić mu , martwić , czy trzymać w tajemnicy, odciązać , przezież zazwyczaj i tak nie ma jak pomóc.
    Jak wy robicie ?

  • Co do samej pracy, to proszę mi uwierzyć, że nie jest wyjątkowo ciężka jak to często malują. Co do reszty to się zgadzam, tęskni się za bliskimi i często o nich myśli. Najtrudniej jest gdy w domu dzieje się coś źle, wtedy niełatwo się pracuje, ale to już nie jest specyfika zawodu tylko naturalna troska.

  • Cieszę się ze poruszyła temat chłopaków. W końcu im też nie zawsze jest wesoło. Mój czasami tak marudzi, jak jest na statku, że to coś strasznego.Ale i tak bym takiego życia nie zamieniła nażadne inne. I mojego marynarza też!

  • Wszystko pięknie i ładnie. A mnie mdli od słuchania jak tęskni i czego to nie będziemy razem robić. ..u jak mi pomoże. .. a jak wraca to pojawiają się kumple i parę innych atrakcji.. a my schodzimy ba dalszy plan. ..

    • Niestety tak też jest to właśnie ta Ciemna strona Marynarza.. Smutne. 3 mam kciuki za ciebie. Postaram się ściągnąć kogoś kto napisze jak sobie radzić w takich sytuacjach. Daj mi trochę czasu:-) pozdrawiam

    • U mnie bywa podobnie. Jak wróci to tyle planów…wszystko zrobi w domu, pomoże…W pracy jak to mówi jest na wakacjach i jak wraca to w końcu też jest na urlopie. Obowiązki? Przecież ma urlop… Staram się szukać mu zajęć, ale do jakich granic je proponować? W końcu wraca z pracy (nie ważne że mało zmęczony). A jak się nudzi to nie zawsze jest kolorowo.
      A jak wracam z pracy, pełnoetatowej, biurowej, odpowiedzialnej to robię obiad, piorę, prasuję, sprzątam…A jak mówię, że po pracy czasami jestem zmęczona to odpowiedź jaką dostaję to: przecież ty siedzisz w pracy, czym jesteś zmęczona?
      Ale kocham go i bywa, że jest fajnie. Tylko to nie zawsze tylko na nas – żonach marynarzy spoczywa obowiązek dbania o związek i wychwalania marynarzy jacy to oni biedni, wspaniali mężczyźni. 🙂
      Pozdrawiam

  • Witam Ja dopiero pierwszy raz w takiej roli krótki staż znajomości naszej ale cóż jeśli dwoje ludzi chce być ze sobą to warto dopiero minęło dwa miesiące jeszcze oby tylko 🙂 mamy ze sobą kontakt (SMS, maile,a czasami nawet usłyszę go:) i to daje mi siłę nawzajem wspieramy się gdyż jest to dla Mnie trudny czas jestem w trakcie diagnozowania choroby ale on zawsze z myślami jest ze mną i czekam z ogromnym utęsknieniem na jego powrót, jestem szczęśliwa że poznałam swojego marynarza ten czas rozłąki bardziej nas ma przybliżyć 🙂 A.

  • Dziękuję za ten artykuł. Kasiu przychodzą czasami do nas chwilę zwątpienia gdy wszystko nie idzie po naszej myśli. Gdy powroty ukochanego przedłużają się.. tylko my wiemy, że dwa tygodnie to czasami cały miesiąc. 🙁
    Ale najważniejsza jest miłość !
    Dziękuję że są takie osoby, które potrafią o tym przypomnieć 🙂
    Kasia:D

  • Oj tak, pielęgnowanie miłości, a szczególnie „marynarskiej” miłości, jest bardzo ważne. Nasz ukochany M. wraca już za kilka dni:) Uwielbiam czas powrotów, ten ostatni tydzień przed przyjazdem jest pełen przygotowań, emocji…i to wszystko jest takie podniecające, motywujące i wraca człowiekowi energia do działania;) Uwielbiam ten czas!!!
    Anka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *