Lubić siebie.
Tak sobie myślę, że zbyt często patrzymy na innych a nie korzystamy z życia, z tego co mamy. Taki może trochę wpis bujający w obłoczku. Ale to takie moje małe marzenie, żeby wszystkie żony marynarzy doceniały swój czas i możliwość „inwestowania” w siebie, bycia ze sobą. Lubić siebie i się tego nie wstydzić, to nie egoizm, tylko zdrowe podejście do życia, własnego szczęścia i szczęścia najbliższych. Warto czasami iść ze sobą na kawę i mieć opinię innych głęboko gdzieś;-) Ale dziś to tylko takie moje poplątane gadanie.
Z reguły jest tak, że „oczywista oczywistość” jest poplątana i trudno się do niej dostosować.
Tak, chociażby jest z hasłem ” najważniejsze jest polubić siebie”. Proste, prawda? A może jednak nie do końca? A jak ktoś powie, że egoistka? Przecież własne ja powinno być na samy końcu, nie nie dzieci najważniejsze. Tylko zadufani ludzie myślą o sobie, trzeba się poświęcać.
Czy nie takie myśli pojawiają się w naszych głowach? I jak to oczywistość?
Czemu stawiamy znak równości pomiędzy polubieniem siebie a egoizmem?
Dla nas żon marynarzy akceptacja samej siebie, i dalej polubienie siebie- to klucz do sukcesu. Wiele osób poprzez codzienny pęd i towarzystwo innych ludzi nie zwraca na siebie uwagi. Nie każdy człowiek potrafi spędzać czas z samy sobą. Ludzie właśnie po to łączą się w pary, aby być z kimś mieć towarzystwo, bo samemu zwyczajnie smutno. U nas jest inaczej. Życie wymusza na nas inny system. W pierwszej kolejności warto uświadomić sobie, że połowę małżeństwa, związku spędzimy bez partnera. A konsekwencją tego jest to, że spędzimy je same ze sobą. I tu właśnie można posunąć się do stwierdzenia – im mniej lubimy siebie i swoje towarzystwo, tym bardziej intensywnej i rozpaczliwej tęsknimy. Bo zwyczajnie nie potrafimy żyć, być same.
Lubienie siebie to nie jest egoizm. To trzeba rozróżniać. Przecież życie jest jedno i trzeba z niego wyciskać co się da. Kto z Was potrafi iść sam na kawę do kawiarni? A kto sam poszedł do kina? Te pytania też są proste, a z odpowiedzią już gorzej. Problem chyba polega na tym, że patrzymy na innych. A to, jacy jesteśmy jak się zachowujemy, prowadzi do tego jakich ludzi do siebie przyciągamy. Każdy chce być szczęśliwy. Dlaczego mamy siedzieć i płakać z powodu pobytu marynarzy na morzu? Wystarczy odpowiednie zarządzanie sobą. Oczywiście bywa bardzo ciężko ale to wcale nie oznacza, że mamy traktować to jak regułę, raczej jak wyjątek. A regułą powinno być czerpanie satysfakcji z każdego dnia i z tego co się zrobiło, nie tyle dla siebie, a raczej w swoim towarzystwie.
Szczęśliwa żona-szczęśliwe życie. A dlaczego nie? Nie warto iść schematem i ze łzami w oczach odliczać dni w kalendarzu. Marynarzowi na morzu nie jest wcale łatwiej gdy słyszy, że w domu czeka cała góra nieszczęścia. To jest dla niego dodatkowe zmartwienie. Trzeba tęsknić rozsądnie ale „żyć” a nie „żyć czekaniem”. Zdrowe podejście obu stron nie doprowadzi do frustracji, tylko wzmocni relację i zaufanie.
Pewnie, że żyjemy dla innych. Żyjemy po to aby kochać i wychowywać dzieci, dbać o męża i rodziców. Ale nigdy nie będziemy robić tego dobrze i z radością w sercu, jeżeli nie zaczniemy też żyć dla siebie, drogie Panie.
Pozdrawiam
Kasia
„Poświęcaj tyle czasu na ulepszanie siebie, byś nie miał go na krytykę innych”/Christian D. Larson/ j



Podobał Ci się post?

Komentarze (10)
Mała poprawka do wczesniejszego postu, mialo byc 1, 5 roku 🙂
Z ciekawością czytam Wasze spostrzeżenia. Piękne słowa, że trzeba czekać żyjąc.Jestem 1, 5 miesiąca z marynarzem wypływającym na 4 miesięczne kontrakty.Nie mamy dzieci.Czasami mam takie dni, że ciężko mi wstać z łóżka i zorganizować samej sobie dzień. Jesteśmy i powinniśmy być ostojami dla naszych partnerów, wspierajac ich.cóż jednak zrobić jak się samemu potrzebuje wsparcia.Moze mam za dużo czasu narozmyslania. Czy w takim przypadku dziecko może coś zmienić???Pozdrawiam wszystkie stesknione żony marynarzy
Lubię takie podejście oto chodzi w naszym życiu. Jest super jest super…dziewczyny do boju albo podboju dnia codziennego samotnego;-)
Czy wybieram się gdzieś sama? Tak bardzo często. W zasadzie to ciągle. Mam tak napięty grafik, że zanim bym się z kimś umówiła to już dawno byłoby po 🙂 nie chce mi się na kogoś czekać, jakiś pomysł mi wpadnie do głowy to go realizuję zamiast się umawiać z kimś kilka dni wprzód. Jestem tak do tego przyzwyczajona, że jak mnie ktoś ze zdziwieniem pyta – jak to – sama poszłaś? To ja sobie myślę „o co chodzi?”. Ja nie potrzebuję żadnej asysty na zakupy, do restauracji czy na rower…
Nic dodaj nic ująć w samym tekście jak i komentarzach.Popieram w 100% wszystkie napisane słowa.
Żeby żyć w związku z marynarzem nie tylko trzeba z nim łączyć życie ale i trzeba się w sobie zakochać….Uwielbiam w myślach e sobą rozmawiać…analizować domowe potrzeby,jadać ze sobą lunch w restauracji czy knuć kolejny pomysł na spełnienie swojego marzenia…..Gdy marynarz dzwoni z morze i słyszy ten szczęśliwy głos…..to chce do tego domu wrócić….a to dla mnie najpiękniejsze uczucie 🙂
Czas dla siebie powinien mieć każdy, chwila relaksu np. na samotną kawę z ciachem , albo czytanie książki.
Nie sprowadzałabym tego do roli egoizmu.
Bardzo dobry artykuł! Trzeba wyzbyć się przekonania, że dbać o siebie to egoizm – to nieprawda. A tak wiele z nas myśli, że tak trzeba, że trzeba sobie odmawiać bo „tak trzeba”. -> Trzeba kipić energią i żyć normalnie i nie przejmować się komentarzami innych. Takie mamy życie i trzeba je kochać. Szczęśliwa żona to szczęśliwy dom i marynarz spokojniejszy na statku. Poświęcamy się dla innych całe życie, wszystko pod pływanie Męża, pod dzieci, a potem zostajemy z pustymi rękoma…. trzeba dbać o siebie i nie odkladać tego na później. Bo można się tylko sfrustrować…. pozdrawiam żonka marynarza
brawo:) popieram w 100%!:)
Super Asiu właśnie o to chodzi. Brawo.
Kto jeszcze tak uważa? A może masz inne zdanie?
Uważam, że lubienie siebie/kochanie jest kluczem do szczęścia! Zapominamy, że JA I MOJE potrzeby są ważne. Ludzie często stawiają znak równości pomiędzy tym, a egoizmem. To nieprawda. Ale któż ma znać moje pragnienia lepiej niż ja sama?Czemu ktoś ma się troszczyć o mnie, skoro ja tego nie robię w stosunku do samej siebie?Oczekiwania można mieć wyłącznie wobec siebie samej. Jestem narzeczoną marynarza. Nie mam pretensji, jestem dumna z mojego mężczyzny! Potrafię zająć się sobą i bardzo to lubię!Jestem szczęściarą, mam fajne życie i nie boję się tego mówić na głos. Spełniam się jako kobieta i matka, ale nie zapominam o sobie i nie uważam, żeby było to coś złego. Mój dobry nastrój udziela się wszystkim domownikom i innym ludziom, z którymi przebywam. Uśmiecham się kiedy tylko mogę i staram się otaczać ludźmi, który również myślą pozytywnie. Dosyć malkontentów! Trzeba skupiać się i doceniać to, co się ma, a nie to, czego nam brakuje. Nauczyłam się tęsknić mądrze. Jak dzwoni mój „niemąż” z morza-cieszę się, uśmiecham! i czekam…ale czekam żyjąc! a nie wegetując w oczekiwaniu na męża i póżniej całe swoje życie podporządkowując Jego powrotowi. Mam przyjaciół, z którymi uwielbiam się spotkać, a mój mężczyzna bardzo mi we wszystkim kibicuje i wręcz wypycha mnie z domu, nie chcąc bym przysłowiowo: „siedziała, martwiła się i czekała”….Jestem szczęśliwa, lubię siebie i swoje życie!:) Pozdrawiam. Asia:)