Blog

W pogoni za czasem

Autor: Czerwiec 5, 2014 6 komentarzy

Kolejny wpis, tym razem dotyczy nadrabiania straconego czasu. Ostatni miesiąc to był trochę maraton dlatego, też wpis jest dopiero teraz. Przepraszam Was za opóźnienie ale szybciutko biorę się do pracy i nadrabiam stracony czas ;-). Dziękuję też za tak szeroką dyskusję dotyczącą „Ciemnej strony marynarza” obiecuję, że do tematu wrócimy.

Kontrakty mogą być różne, krótsze, dłuższe ale uczucie czy chęć nadrobienia „straconego czasu” dopada każdą parę. Czas tak naprawdę gra jedną z głównych ról w związkach z marynarzami. Wszystko co robią marynarze i ich kobiety dotyczy właśnie czasu . 
Czy nie jest  tak, że jak Marynarz wraca na ląd do swojego ciepłego domku, to często zamiast odpocząć zaczyna się maraton(mocno odczuwalne jest to przy krótszych kontraktach4-8 tyg ale oczywiście nie tylko). Okazuje się, że trzeba załatwić kilka spraw np.urzędowych, a to spotkać z tymi znajomymi, a tu jeszcze inni, dalej jakiś grill, sprawy domowe, naprawy. Oczywiście jest też rodzina czyli rodzice jedni, drudzy, rodzeństwo. A co jak mieszkają np. kilkadziesiąt czy więcej kilometrów od nas? I zaczyna się objazdówka przy pomocy stworzonego wcześniej grafiku-sprawy ważne i ważniejsze. Dorzucić można do tego jakiś wspólny wyjazd np. na wakacje, oczywiście to dla pełnej przyjemności i po ty by spędzić czas tylko ze sobą z dziećmi z dala od codziennego pędu, jednak taki wypad zawsze skraca wspólny pobyt w domu. Czy nie jest tak, że odczuwalne jest poczucie obowiązku, że trzeba być tu, czy tam, u tamtego czy innego. Przy tym wszystkim trzeba też zagarnąć trochę czasu dla siebie osobno. Bo przecież  wspólne przebywanie 24h 7dni w tyg. raczej nie wróży niczego dobrego. Trudno wejść w codzienność, bo każdy dzień to inny plan.
Trzeba być mimo wszystko dobrze zorganizowanym, i wiedzieć czego się tak naprawdę chce. Które sprawy dla partnerów są równie ważne i je realizować. To ciekawe ale u marynarzy właśnie, można zaobserwować tę niebywała chęć robienia wielu rzeczy na raz, nadrabiania czy może po prostu korzystania z życia czy z efektów swojej pracy. Po tygodniach na statku przy pełnej dyscyplinie,  gdzie każda minuta jest zaplanowana i nie ma miejsca na spontaniczności, przychodzi czas w domu, gdzie trudno po prostu usiąść i odpoczywać. To jest w tych ludziach naprawę bardzo motywujące bo trochę ciągną te swoje „żony” wyrywają z tej codziennej Polskiej rutyny zawsze jest jakaś atrakcja, chociażby w posiadaniu męża w domu;-) Ważne jest aby w tym wszystkim zachować równowagę i znaleźć czas na trochę „nudy”. Tego czasu zapewne nie da się nadrobić, można  jednak z pełną świadomością jego płynności, wykorzystać dobrze ten, który mamy dla siebie.
Przychodzi moment rozstania i każdy wraca do „swojego życia”. Na lądzie nagle życie zwalnia i poddaje się bardziej codziennym obowiązkom, pewnej rutynie. A na morzu, no cóż dyscyplina i praca non stop. Nie jest łatwo. To zawsze są dwa „inne życia”. I nigdy tak do końca, te dwie osoby nie są wstanie ich poznać. Najbliżsi sobie ludzie  muszą żyć trochę w takiej „kontrolowanej tajemnicy”. 
Niekiedy w miesiąc, dwa, razem można zrobić więcej niż inni w cały rok. Kompletnie niezależnie od stażu czy rodzaju kontraktów, każdy chce nadrobić te stracone chwile, dni, tygodnie, miesiące. Pełna jest świadomość ulotności czasu i każda godzina jest cenna, każdy wspólny poranek. Bo doskonalemarynarzowa i marynarz zdają sobie sprawę jak to jest chociażby codziennie zasypiać samemu mimo, iż się tego wcale nie chce.
 Pozdrawiam 
 Kasia

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (6)

  • Kasia masz rację,że tak albo tak. Ja żyję bez większego planowania i jest ok. Jedynie co to można dzieciakom zaplanować bo tutaj jest pewna stała, a i człowiek też uwiązany ichnią szkołą.

  • Tu też potwierdzę. Przy systemach 1/1 czy 2/2 też trudno zaplanować. Po pierwsze mało czasu do rozplanowania a i obsówka też są. Nie da sie na pare miesięcy przed coś zaplanować bo i wyjazdy mogą sie przesunąć i to już rozwala cały harmonogram. Jest bardziej spontanicznie albo jest zaplanowane, że jak wróci to coś zaplanujemy haha 😉

  • Ja nie widzę sensu nadrabiania straconego czasu, bo nie da się go nadrobić. I co z tego 🙂 Ci którzy pracują normalnie na etat plus nadgodziny (a tak pracuje większość ludzi w naszym kraju – mających pracę) też po powrocie niczego nie nadrabiają. Siadają, zjadają obiad, obejrzą wiadomości w TV, wypiją piwko dla relaksu, ew. spotkają się w weekend ze znajomymi i tyle. Staramy się spędzać czas w miarę normalnie, choć czasem więcej spraw ‚zalegających’ trzeba nadrobić i więcej odwiedzamy innych niż ‚lądowi’. Jest nam natomiast łatwiej zaplanować wakacje, ponieważ nie ma obaw, że nagle szef powie, że nie może wybrać urlopu w zaplanowanym terminie. U pływających wszystko jest pewne, a cały rok podlega harmonogramowi. Mi to odpowiada. By czas pływania nie był czasem, który trzeba ‚nadrabiać’ – staramy się rozmawiać często/pisać często ze sobą. Wykorzystać ten czas na rozwiązanie ewentualnych wcześniejszych nieporozumień, zaplanowanie wspólnego czasu. Jedyne, czego nie da się zorganizować mailowo/telefonicznie to seks 🙂 Ale taki post w tej sferze raczej nie szkodzi, a wręcz pozwala uniknąć rutyny czy seksu ‚dla sportu’. Nie jestem zwolenniczką nadrabiania w postaci wyjazdów na wycieczkę czy do spa zaraz po powrocie marynarza. On musi mieć możliwość przesiąknięcia domem, poprzebywania w stabilnej atmosferze, poczucia bliskości, ochłonięcia. W przeciwnym wypadku moim zdaniem łatwo o to, by marynarz był oderwany od rzeczywistości, by stał się niezaradny życiowo. Musi być ten moment stabilizacji. Jeżeli jakiś wyjazd to my preferujemy raczej pod koniec pobytu w domu.

    • Co do jednej kwestii się nie zgodzę, że „u pływających wszystko jest pewne i cały rok podlega harmonogramowi”. W tym zawodzie nic nie jest pewne a bywa, że dzisiaj jest praca a za pół roku nie ma bo nasi M zostali zastąpieni innymi nacjami-życie i interes. Jeżeli pływa się w jakimś systemie np. 1/1 lub 2/2 to wtedy można sobie wszystko zaplanować. Jednak gro marynarskiej braci pływa w żegludze trampowej i wtedy nic nie zaplanujesz. Nawet wyjazd czy przyjazd z podana datą niby taka oczywista rzecz a może przesunąć się nawet o miesiąc-bo wyskoczy np.reda. U mnie był system teraz jest tramping ot takie życie ;). Straconego czasu nie nadrobi się, można jedynie dobrze przeżyć ten wspólny.

  • kiedy M wraca staramy się żyć spokojnie bez pośpiechu, bez objazdówek bo nie lubimy tego. Zawsze znajdzie się, coś do zrobienia ale nie robimy tego na hura. Wyjazdy są od ręki, bez planowania bo inaczej się nie da i tak jest najlepiej.
    teściów raz na rok widzimy, do moich jest rzut beretem i wcale nie jeździmy, żeby się „pochwalić”, że mąż już w domu, znajomych też mamy z branży pływającej i z innych miejscowości więc ciężko się wstrzelić, żeby każdy był, więc jest spokojnie 🙂

  • Nam jeszcze doszedł ślub, także biegaaania mamy o tyyyyyyyle 🙂
    Rodzice jedni i drudzy daleko także objazdowka za nami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *