Smutki też są OK.
Zwykle staram się aby moje wpisy nie były „smutakami”. Słyszę ostatnio jak ja to robię, że widzę w tym tyle pozytywów, jakie są haczyki, bo przecież nie może być tak fajnie? Skąd bierze się takie podejście? Oczywiście ja też przeżywam smutki z tytułu rozstań, i w ogóle takiego życia. Przeżywam dokładnie to samo co wy. Wiem jednak, że tak zapowiada się cała reszta mojego życia a wiecie, chciałabym ją spędzić pozytywnie. Dlatego szukam w sobie motywacji i staram się wyciągać wnioski z wielu sytuacji. Dzisiaj kilka słów o tym w jakich emocjach żyją Żony Marynarzy po wylocie na kontrakt i jak sobie z tym radzić? Ale nie smućcie się za bardzo ok ? 🙂
Te emocje świadczą przecież o tym, że nam zależy na tej drugie stronie. Owszem szkoda, że musimy ich doświadczać w takich okolicznościach ale to jeden z elementów takiego życia. I właśnie trzeba popłakać nawet na chwilę zamknąć się przed światem ale tylko na chwilę.
Można by się zapytać Żony Marynarza, co jest najgorsze w takim związku? Odpowiedź pewnie u wielu podobna. Nie brak pomocy, nie to, że nie może sobie poradzić, naprawić czegoś, wbić gwoździa… Tylko jest to chyba samotność i to, że kładziesz się wieczorem do pustego łóżka i wiesz, że on jest gdzieś tam bardzo daleko, to bark bliskości, po prostu tej drugiej osoby.
Bywa, że dopada nas jakieś zniechęcenie, że nie warto wyjść gdzieś, ugotować, posprzątać, iść do fryzjera…bo przecież nie ma dla kogo. Takich chwil jest cała masa, pełno jest zwątpień. Bywa, że uciekamy albo zbyt mocno w pracę, albo w zniechęcenie. Poświęcamy się zamartwianiu, oczekiwaniu na powrót. Wszyscy chyba przerobili te etapy. I nie ma co się obwiniać przecież to naturalne. Trzeba by, chyba nie mieć serca albo nie kochać Marynarza, żeby być obojętnym na to wszystko.
Granice. One są ważne.Uczymy się cały czas, nie jest łatwo, otoczenie rzadko jest w stanie to zrozumieć. Ale my musimy myśleć pozytywami. Taki mamy obowiązek. Swoje odcierpieć ale szybko doładować akumulatory zebrać się i iść do fryzjera wykorzystać ten czas dla siebie(pokażcie kto ma taką możliwość poza nami ?) Jak nie ma okoliczności to nawet samemu iść do kina, czy gdzieś na śniadanie. Nie uciekać w pracę na maksa. Nauczyć się spędzać czas ze sobą i starć się czerpać z tego radość. Spotykać się ze znajomymi. Zapewniać dzieciom różne atrakcje. Żyć a nie Czekać. A jak dopadną nas gorsze chwile. Położyć się na pół dnia do łóżka, żeby drugie pół spędzić np. na siłowni czy zabawie z dziećmi. Nie musimy cały czas mieć pełnej mocy. Ale błagam! Nie stójmy w miejscu.
Bycie Żoną Marynarza powinno być marzeniem każdej współczesnej kobiet, która to chce być wyzwolona, niezależna. Przecież nie dość, że możemy pracować mieć dzieci, poświęcać się swoim pasjom, mamy dużo czasu dla siebie. Obce nam podsuwanie obiadków po powrocie z pracy;-). To jeszcze mamy mężów, partnerów od czasu do czasu i to w jakim intensywnym wydaniu 😉 Marzenia do spełnienia.
Głowy do góry. Życie do maksa. I cała masa emocji=Lubię To!
Pozdrawiam
Kasia



Podobał Ci się post?

Komentarze (4)
A już położyć na pół dnia do łóżka??? To jakaś iluzja… mam porzucić pracę czy w weekend powiedzieć dzieciom że mamusia musi sobie poleżeć? 🙂
Przecież dzieciom muszę podsunąć obiadek po powrocie z pracy do domu… niezależnie od tego czy mąż jest w domu czy go nie ma. Poza tym wszystkie domowe i poza domowe sprawy które możemy podzielić na dwie osoby muszę zrobić sama. Więc gdzie ten ogrom czasu tylko dla mnie? W okolicach 22-giej kiedy sama już ledwo widzę na oczy… Nie żebym narzekała ale…codzienna rzeczywistość jakoś nie pozwala mi na roztaczanie cukierkowej wizji niezależnej i wyzwolonej kobiety sukcesu…
Prawda najprawdziwsza:-)
Ja wszystkim kolezankom mowie, ze Marynarze to najlepsi partnerzy 🙂