Mama na etacie taty
Zbliża się spotkanie organizowane przez moje koleżanki www.mamanigdyniejestsama.pl
Tym razem dla kobiet w ciąży. Mam przyjemność już drugi raz je poprowadzić. Oczywiście skłoniło mnie to do napisania paru słów o dzieciach. O tym jak na co dzień żyją żony marynarzy, jak sobie radzą z dziećmi. Miłego..i do zobaczenia na spotkaniu.
Pobudka, śniadanie, rozwiezienie dzieci do przedszkola, czy też szkoły. Potem praca zawodowa, praca w domu, sprawy własne. Odebranie dzieci, obiad, zabawa, pomoc w lekcjach, porządki, kolacja, kąpiel, usypianie pociech..i jak starczy to zostaje troszkę czasu dla mamy.
Tu nie ma taryfy ulgowej, mama musi być do dyspozycji cały czas. To ona obejmuje dowodzenie w domu i bierze pełną odpowiedzialność nad dziećmi, nad ich przyszłością. ” Idź , zapytaj tatę” nie wchodzi w grę, bo tata jest w morzu.
Żona Marynarza, nie raz w życiu, musi myśleć, „ja” a nie „my”. Gdy brakuje taty, powinna umieć szybko i sprawnie podejmować decyzje dotyczące ich wspólnego potomstwa. Konsekwencja, stanowczość, konstruktywne rozmowy z dzieckiem nie mogą być jej obce.
Liczy się umiejętne połączenie dwóch etatów, mamy i taty. Dzieci nie mogą wchodzić nam na głowę i równocześnie muszą otrzymywać dużo bliskości, a nawet więcej niż inne. Od małego powinny widzieć w nas zaradną życiowo mamę i równocześnie tę najukochańszą, najczulszą.
To trudne. Bo przecież po coś jest właśnie, mama i tata. I każda sytuacja inna, jest już nieco trudniejsza. Schemat w którym to tata pojawia się a potem znika powinien stać się naturalny dla dziecka. Nie może natomiast być równoznaczny( szczególnie u nastolatków)z szaleństwem, wolnością..z wejściem matce na głowę, bo autorytet domowy wypłynął.
Żona Marynarza zawsze będzie na etacie taty, a przynajmniej powinna nauczyć się łączyć te dwa stanowiska, umieć łatwo zmieniać rolę. Bo to skromnie, nieskromnie przyznając Ona jest odpowiedzialna za to, aby chaos związany z ciągłymi zmianami w życiu rodziny, był jak najmniejszy.
Jak to zrobić? Trudno odpowiedzieć. Uczymy się przecież każdego dnia. Do boju wszystkie mamy, bo oczywiste jest, że warto dla naszych dzieci zrobić wszystko a nawet więcej. Nasze pozytywne podejście udziela się naszym dzieciom i wtedy na pewno są grzeczniejsze i tak samo pozytywne jak my 😉
P.S I chyba nie muszę dodawać, że jak Marynarz wraca z morza to „świat się zmienia” zawsze na lepsze 🙂 …prawie zawsze 😉



Podobał Ci się post?

Komentarze (11)
😉
Kobieta z jajami i tyle:)
a jak marynarz w domu to można poksiężniczkować!
Ale za to jak przyjeżdża Marynarz…..:-)
Ewa świete słowa, chociaż ja nawet wieczorem nie mam czasu na tesktnote bo po prostu pada na twazr, po całym dniu z moja wariacka dwójeczka, odprowadzaniem przyprowadzaniem do przedszkola na anielski zakupy spacer..nie ma czasu już na nic :D:D
3 dzieci i praca i sama. Wow. Jesteś moją bohaterką;-) i masz racje nie ma rzeczy których same nie ogarniemy 🙂
Dzięki dzieciom, a mam ich trójeczkę, i pracy zawodowej nie ma czasu na użalanie się. Tęsknota przychodzi jak idę spać… I wiem po sobie, że nie ma rzeczy, których same nie damy radę ogarnąć. Ważne, żeby Marynarz chociaż dobrym słowem, mailem wspierał.
Amen. Napisalas to Kasiu idealnie. Choć nie jestem żoną marynarza to zmagam się z tymi sprawami i ja. A jak mąż wraca do domu to istna rewolucja. Dom, cala organizaja idzie do kosza istny armagedon 😉
Pozdrawiam
Super, tak sobie myśle, że właśnie chyba ważne jest uświadomić sobie, że brak męża wcale nie ogranicza i mimo iż trochę trudniej organizacyjnie to Można !
dokładnie, ja biore Córcie pod pache i śmigamy wspólnie na fitness, Mała wybawiona a ja..szczesliwa ze robie cos dla siebie 🙂
Czyli odpowiedni balans. Masz rację. Nigdy nie możemy zapominać o sobie. Szczęśliwa mama szczęśliwe dzieci 😉
Oj tak Mama musi być Alfa i Omega dla swoich pociech 24/24 🙂 ale żeby było zdrowo musi znaleźć chociaż godzinke w ciągu dnia dla siebie bo inaczej po prostu OSZALEJE a tego nie chciał by nikt szczególnie te Małe duszyczki , które potrzebują Nas najbardziej na świecie 🙂