Pojawiasz się i znikasz ….
Początek kontraktu zmusza mnie do myślenia o rozstaniach. Trudno jest przecież udawać, że jest tak samo. Tak duża częstotliwość rozstań przecież musi jakoś odbijać się na psychice. I jak ? Czy na plus czy na minus ? Odwieczne dylematy. Przecież wiadomo, że i na plus i na minus. Wiele osób uważa, szczególnie z poza środowiska marynarskiego, że największym naszym problem są rozstania. I niby to one są przyczyną wszystkich smutków. No i moje ulubione stwierdzenie ..ja bym tak nie mogła..Ale przecież …punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To nie rozstania są przyczyną rozwodów tylko nieumiejętność rozstawania się, która niesie za sobą przykre konsekwencje: żale, przesadną zazdrość i niezdrową tęsknotę, zdrady, depresje i można mnożyć i mnożyć.
Codzienność z czasem może zamienić się w obojętność jeżeli sami nie będziemy dbać o relacje. Oczywiście, że ciężko nam się tak często rozstawać i trudno się przyzwyczaić ale ile to niesie za sobą plusów. Oddech, dystans, tęsknota, samodzielność, więcej czasu dla siebie. Nie da się żyć w big brotherze. Ludzie dla zdrowia psychicznego muszą trochę oddychać. Każde małżeństwo chociaż raz w roku powinno dla zdrowia spędzać trochę czasu oddzielnie tydzień dwa, i od razu by było mniej rozwodów. Podoba mi się punkt widzenia, który przedstawia Viola Kołakowska mówiąc o swoim związku z Karolakiem. Żyje jak żona marynarza jak sama mówi, a krytykowana jest za to z każdej strony. A oni są szczęśliwi i mamą dwójkę dzieci. Potrafią zarządzać związkiem bo przecież samo się nie zrobi.
Nie chcę nikogo krytykować tylko zwrócić uwagę, że tak na prawdę dostajemy legalnie bez stresu możliwość rozstawania się, która niestety traktowana jest jak coś złego zamiast pożytecznego. Właśnie w chwilach zwątpienia i tęsknoty trzeba myśleć w ten sposób i zawsze wady sytuacji obrócić w zalety. Bo nie musimy żyć według schematów, każdy potrzebuje czegoś innego i nie można krytykować siebie za to, że mamy inne podejście.

Podobał Ci się post?

Komentarze (5)
Ja też „uwielbiam” to: „ja bym tak nie mogła”. A najśmieszniejsze jest w tym, że te co mi tak mówią pare lat później wysyłają mężów do pracy za granicą. Nie wiem, może to jakieś fatum 😉
Extra, cieszę się.
Dzięki, pozdrawiam i zapraszam cię na Facebook również;-)
Jestem już od jakiegoś czasu 🙂
Bardzo mądry tekst, Kasiu. Pozdrowienia od 'początkującej', także z Trójmiasta 🙂