Blog

Żona pracująca

Autor: Lipiec 23, 2013 3 komentarze

I oto jest! Jeden z moich ulubionych tematów. Praca i żona marynarza. Ciekawe jest to, że tyle ile nas jest tyle opinii. I wiecie co ? Wydaje mi się, że nie ma dobrej odpowiedzi. Jak zaczynałam urlop wychowawczy to nie wyobrażałam sobie, że nie wrócę do pracy( zwykła biurowa zbytnio nie zachwycająca ). Wizja moja ewoluowała. Trudno było mi znaleźć pracę, która pogodzi wszystko: bycie żoną, matką i jeszcze kobietą parującą. Przez wiele miesięcy gubiła mnie narzucona ze świata myśl,że muszę bo nie wypada być w domu. Załamana wizją, że nie ma dla mnie pracy zajęłam się wolontariatem i min. tam  uświadomiłam sobie, że nic nie muszę. Czemu mam żyć i gonić jak wszyscy skoro nie muszę i nawet nie mam zawodu typu prawnik w którym się spełniam. Pokrótce, żeby nie przeciągać. Jak przestałam gonić za jakąś czyjąś Ideą spotkałam i  cały czas spotykam ludzi, którzy mnie nakręcają na tworzenie czegoś nowego czegoś swojego. Od września rusza oficjalnie moja indywidualna działalność . Nawet chyba sama do końca nie wierzę, że faktycznie to robię, że mogę.

                                                  Często spotkam się z opinią, że żony marynarzy raczej nie pracują. Ale przecież my wiemy, że to zmienia się jak w kalejdoskopie. Plusem  naszym jest to, iż tak naprawdę możemy robić co chcemy. Jedno jest Życie. Znam różne dziewczyny, jedne pracują inne nie. I wiecie, żadna z nich raczej nie narzeka. Cieszą się tym co mają. Bardzo nie chciałabym aby w szczególności  młode dziewczyny, żony marynarzy, które dopiero zetknął się z rzeczywistością tego typu związków. Nie obwiniały się i nie myślały, że tak trzeba. Nie bójcie się krytyki często niestety wynika ona z zazdrości. Jeżeli nie pracujecie wykorzystujcie  czas na swoje pasje hobby itp bądź na ich poszukiwanie. Nigdy nie jest za późno. Kto wie może właśnie jak odpuścicie to odnajdziecie swój cel. A może uświadomicie  sobie, że podtrzymywanie  ogniska domowego jest najcenniejsze. Każdy ma prawo do swoich wyborów. I dopóki jesteście szczęśliwe i wasze małżeństwa, związki są udane to znaczy, że macie racje.
                                                 Wiem jedno trudno by mi było  pozwolić  sobie na realizację moich pomysłów i podjęcie ryzyka finansowego gdybym nie była żoną marynarza. Tak to jest. I dziękuję losowi, że mogę 😉
                                                Oczywiście dziewczyny chodzi o własne szczęście nie każdy musi być lekarzem , architektem m adwokatem czy mieć  wielki biznes. Czasami warto naszą codzienność przekuć na pieniążki albo zwyczajnie cieszyć się pracą w domu  i wychowywaniem dzieci co dla żon marynarzy często jest nie lada wyzwaniem w samotnej codzienności.
                                               Pamiętajcie że wszystko co piszę to tylko moje obserwacje, nie wiem czy macie tak samo czy nie  …….ale cóż. Może nasze grono będzie się dalej powiększać dzięki wam. Zawsze w grupie łatwiej. Jeżeli macie propozycje tematu to śmiało wysyłajcie do mnie.


Pozdrawiam Was
Kasia

Podobał Ci się post?

Komentarze (3)

  • Nie jestem dziewczyną ani żoną marynarza. W związku z tym mogę się jedynie wczuwać w Waszą sytuację. Jednakże patrząc z czysto praktycznej perspektywy, zastanawiam się czy myslicie o tym, że w razie gdyby (odpukać w niemalowane) Wasz mąż nie wróci z takiej wyprawy, z powodu wypadku bądź nagłej choroby, to co w takiej sytuacji stanowi plan B? Według mnie nie wolno opierać się na jednej stronie w związku, jeżeli chodzi o wsparcie finansowe, bo (zwłaszcza kiedy ma się dzieci) trzeba pamiętać o tym, że pieniążki mogą się skończyć (rozumiem, że mogą być ajkieś oszczędności) i jeśli nie ma się żadnego wykształcenia albo doświadczenia w jakiejkolwiek pracy to sytuacja może odwrócić się do góry nogami. I tu pojawia się kilka pytań, czy zastanawiałyście się kiedykolwiek jak rozwiążecie taką ewentualną sytuację? A także czy myślałyście o tym, żeby zabezpieczyć się w jakiś sposób?

  • Zgadzam sie z Tobą. Szczerze dużo się zastanawiam nad tym co będzie póżniej, w niedalekiej mam nadzieje przyszłości kiedy pojawią się dzieci…
    Na dzień dzisiejszy napisze tylko tyle: nie wyobrażam sobie żeby moje dzieci były pozostawione samym sobie bądź babciom, ciociom itd w przypadku gdy taty nie ma „na co dzień” a mama ucieka rano i wraca wieczorem. Wiem, że to zależy od kazdego indywidualnie, natomiast ja, nie mogłabym tego zrobić. Chciałabym żeby były szczęśliwe i żeby wiedziały że mają mnie o każdej porze dnia i nocy. Przynajmniej jednego rodzica. Nie patrzyłabym na innych, co o tym myśla, bo raz zycia za mnie nie przeżyją, dzieci nie wychowają i nie będą mieli pojęcia jakie to jest ciężkie zająć się wszystkim samemu kiedy męża nie ma 2, 3, 4 mięsiące czy dłużej w domu. Dzieci zawsze będą najwazniejsze i żadna praca nie będzie warta czasu poświęconego własnie im 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *