DZWONI MORZE, A TY PRZY KASIE W BIEDRONCE. O nieudanych rozmowach telefonicznych.
Czekasz na ten telefon często jak na zbawianie. Przecież nie zawsze jest opcja porozmawiać, a co dopiero zobaczyć się na Skypie. To działa tylko blisko portów i na lądzie. To dość ciekawe, że mimo czasów w których technologia jest na najwyższym poziomie, często tego kontaktu zwyczajnie nie ma. Trudno też wytłumaczyć to „szczurom lądowym”.
– Jak to nie ma internetu? Wszyscy przecież mają.
Różnie to wygląda. Bywa tak, że rozmawia się codziennie. Innym razem – raz czy dwa razy na tydzień – a jeszcze innym są tylko maile. To zależy oczywiście od statku, kontraktu, specyfiki pracy i sytuacji. Jednak wspólne jest to, że czekamy do jasnej cholery na ten telefon, na tę namiastkę wspólnego życia. To trochę w sumie śmieszne, żeby rozmowy telefoniczne stanowiły o relacji. A jednak tak właśnie jest. Bo chcąc nie chcąc, musimy ze sobą rozmawiać i podtrzymywać swój związek. Oczekiwania są z reguły ogromne. Bywa, że z wrażenia potrafimy nawet się do takiej rozmowy wymalować. Najlepiej gdy wiemy kiedy się odbędzie i możemy jakoś sobie tę przestrzeń zorganizować. Gorzej, gdy dzwoni a Ty akurat przy kasie w biedronce, w szkole na zebraniu, w pracy na spotkaniu. To jest smutne gdy czekałaś, chciałaś tej namiastki, a musisz powiedzieć:
– Nie mogę naprawdę teraz rozmawiać, nie mam jak.
I tak to się właśnie kręci między realem a światem online.
Oni też przecież kombinują na lewo i prawo, żeby zadzwonić, znaleźć czas i miejsce. Chowają się w dziwnych zakamarkach na statkach. Widziałam chłopka gdzieś na pokładzie pomiędzy jakimiś stelażami, tam siedział i z kimś rozmawiał (pewnie łapał zasięg). Jeszcze inny na korytarzu itp. Ale to z komórki. Bo ze statkowego, to już są zasady, miejsca,a i inni często słyszą o czym rozmawiamy. Tym bardziej nam wtedy żal, gdy coś nie wyjdzie z nasza rozmową.
Nie zawsze bywa kolorowo. Nastawiamy się na cudowną rozmowę, podczas której będziemy mogły wszystko opowiedzieć, wysłuchać tego co u Niego i jeszcze wyznać sobie miłość milion razy. A kończy się to czasem – klapą. Odległość, zmęczenie, praca, inne życia – to wszystko powoduje zgrzyt na kablu. Nagle mówisz o czyśmy co się wydarzyło, a on ma do ciebie pretensje, że źle coś załatwiłaś itp. Albo rozmowa się nie klei, bo coś powiedziałaś o dzieciach, co jemu nie podpasowało, bo zrobiłby to inaczej (ale go przecież nie ma i nie zrobi ). Albo on jest tak zmęczony czy wkurzony, że wcale nie chce mu się słuchać o twoich problemach w pracy czy z koleżanką. Wystarczy przekroczyć granicę i już do miłej rozmowy wrócić trudno. Z czasem to wygląda tak, że im dalej z pływaniem, tym częściej te rozmowy wyglądają jak sprawozdania. Zrób to, czy tamto, jak wrócę trzeba to i tamto, przygotuj wszystko. Skosiłaś trawnik? Co u dzieci, jak w szkole, a dlaczego dostał tróję, nie odrabiałaś z nim lekcji? I możemy sobie to mnożyć i mnożyć. Czar pryska, a nam wcale nie chce się już gadać o miłości i tęsknocie i gadać tak w ogóle.
Kłótnie przez telefon, to wyzwania. Bo nie przyjdziesz potem, nie przytulisz, nie przeprosisz. To wszystko zostaje, a suche maile nie załatwią sprawy. Dlatego musimy chyba w sobie zasiać trochę luzu. Po pierwsze, na odległość nie wychowasz dzieci, nie załatwisz spraw, które chcesz itp. Marynarz musi mieć więcej zaufania do swojej marynarskiej kobiety. Po drugie, może warto sobie wyznaczyć czas rozmowy? Skoro mamy tylko 20 minut, to 10 poświęcamy na sprawozdania, a drugie 10 – tylko dla siebie i dla swoich emocji. Trudno, czas na rozmowę informacyjną się skończył, teraz pora na taką bardziej romantyczną, po to by poczuć swoje nastroje, swoje zmęczenie, czy radość. Do pełnej frustracji, doprowadza chyba najbardziej bezsensowna krytyka. Gdy Marynarz mówi:
– Czemu tak, a nie mogłaś więcej, lepiej? Źle postąpiłaś. Gdybym tam był… itp.
Przecież my do jasnej … nie mówimy im:
– Kochanie może mogłeś jednak inaczej wyznaczyć tę trasę na mapie?
Albo
– Źle zabezpieczyliście kontenery.
Niech w czasie kontraktu, każdy zajmie się swoją robotą. Kobieta jest kapitanem w domu i tak czy inaczej, ona musi swoje czy wspólne decyzje realizować. To ona jest reżyserem na lądzie.
Rozmowy telefoniczne wpisane są w nasze życie. Warto nauczyć się to robić. Bo to wcale nie jest takie proste, i nie ma co tego lekceważyć. Granica jest cienka i trzeba wiedzieć co się do siebie mówi. Wiele sytuacji przez telefon może zostać odebrane zupełnie inaczej niż w realu. I to z dwóch stron.
Specjalnie nie wspomniałam o komunikatorach – one potrzebują osobnego wpisu 🙂 Czekajcie cierpliwe.



Podobał Ci się post?

Komentarze (6)
Mimo wszystko jest w tym ogrom romantyzmu. Aż mi się przypominają pieśni Faro o kobietach czekających na swoich mężów. Po tych rozłąkach, radości z siebie nikt Wam nie zabierze. Powodzenia!
Oj nareszcie ten temat! Cieszę się, Kasiu, że o tym napisałaś!
Trudny temat, pewnie jeszcze wróci. Dziękuję!
Czytam i widzę to, o czym śpiewała kiedyś Alicja Majewska – że męska rzecz, być daleko, a kobieca – wiernie czekać…
Z malowaniem przed rozmową to chyba fikcja literacka. Chyba , że niestety ktoś miał poważny problem psychologiczny.
Tak to taka pszenośnia
. Choć do rozmowy na Skype już bardziej realne.
Wcale nie, rozmowa przez telefon to dla nas namiastka randki 🙂 … ale co tam … nie każdy jest w stanie to zrozumieć ….