Dom to nie kontrakt.
Jesteśmy przed spotkaniem. Wszystkie informacje są raczej pozytywne. Jednak chciałam choć trochę poruszyć temat przemocy psychicznej. W najbliższym czasie pojawi się też rozmowa z policjantką doświadczoną w temacie przemocy w domu. O wszystkim warto rozmawiać. Wspierajmy się. A, i tu z tego miejsca dziękuję za wszystkie zapisy. Do zobaczenia 27 września.
To, że żona marynarza powinna być silną emocjonalnie kobietą już wiemy. Jednak nie zawsze umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach, sprawdza się gdy marynarz wraca do domu. Mamy swoje przyzwyczajenia, wypracowany system, można by powiedzieć,że jesteśmy zaprogramowane na różne tryby.
Niestety bywa tak, że nie zawsze jest tak cudownie i tak kolorowo jak oczekiwałyśmy. Wizja powrotu jest dużo ładniejsza niż rzeczywistość. Mimo poświęcenia, które kobieta wkłada w dzieci w to aby dom w ogóle go przypominał, spotyka się z krytyką partnera a często z tzw. znęcaniem się psychicznym, czy też wykorzystywaniem swojej pozycji „pana domu”.
Smutne są historie z wydzielaniem pieniędzy, z zarzucaniem niedbałości o dom gdy „pani żona” zwyczajnie chce wyjść z koleżankami, czy choć trochę oddać się swojej pasji. Owszem praca na statku jest bardzo specyficzna i wymusza pewien system funkcjonowania i podejścia do ludzi. Zdarza się, że jest przez chłopaków przenoszony do domu. I to na pewno nie jest dobre. Cierpią na tym wszyscy, cała rodzina. Smutne jest również to, że marynarze wykorzystują swoją pozycję tzw. „żywiciela rodziny”. Ja jadę, ja zarabiam, ja oczekuję. I takie myślenie nie prowadzi do normalnego życia czy związku. Zrozumcie, że nie przemocą i pozycją stwarzacie dom – miejsce do którego chcecie wracać, po ciężkiej i trudnej pracy. Żona, kobieta powinna być waszą partnerką a nie służąca.
Jest to jeden z trudniejszych tematów. Jednak o przemocy psychicznej mówi się bardzo mało. A jest niestety często spotykana. Frustracja, niechęć przyznania się „żonie” do słabości, do problemu, zwykłe powiedzenie, że „kontrakt był ciężki i było źle”, bywa, że stanowi problem dla mężczyzny.
Ale tu nie ma miejsca na oszukiwanie się. Albo się rozmawia albo nie. Udawanie obu stron prowadzi tylko do jednego: „oby jak najszybciej wyjechał”itp. A przecież nie na tym nam zależy? Można rozmawiać i traktować siebie po partnersku. Szanować wzajemnie.
Trudne jest przestawianie się na inną rzeczywistość, na innych ludzi i dzień. Ale to nigdy nie powinno być usprawiedliwieniem do narzucania, nakazywania czegokolwiek itp. My nie możemy się na to godzić w imię myśli „przeczekam chociażby dla dobra dzieci”. Żyjemy raz! Jeżeli marynarz nie potrafi oddzielić życia na statku, od życia w domu, to naszym zadaniem nie jest podporządkowanie się jemu, czy co gorsza życie w strachu. A pomoc i pokazanie, że można być partnerem, pokazać dom do którego wszyscy będą tęsknić każdego dnia.


Podobał Ci się post?

Komentarze (9)
a ja marynarz….po mnie nikt nigdy nie wychodził na lotnisko,…. widziałem szczęśliwe rodziny i ich dzieci z kartkami typu ” witamy w domu kochany Tato!”
po przyjechaniu do domu po niespełna jednej godzinie zaczynają się już pierwsze sprzeczki z żoną
… po 20 latach pracy na morzu,….po raz pierwszy nie cieszy mnie powrót do domu…
mając opinie nieudacznika i że zawsze przez niego jest to i owo…mając poczucie wypalenia zawodowego, wypalenia z zainteresowań ciągłych uwag przy znajomych na wspólnych spotkaniach że znowu to i znowu tamto nawet przy dziecku… także grubo…nie myślcie drogie Panie, że tylko wina po stronie faceta. Też jest a jak! ale jak ktoś drugiego człowieka nie szanuje tylko sie na kasę nastawia to tak jest.
Poświęcamy …tak własnie poświęcamy pół życia z dala od rodzin i to nie tak , że sobie zaraz znajdziemy „kogoś” to nie średniowiecze. Niektórzy tak myślą, więc chwała im…
do tego stres, ciągły 24/h, nie wyspanie… problemy z lądu ( rodzinne) i ta całość do „kupy” robi się czasami nie do znie sie nia! później pojawia się depresja i innego rodzaju „fantazje” jak to niektórzy ujmują, bo przecież zwiedzasz świat itp to jest bardzo naprawdę proszę mi uwierzyć nie wdzięczna praca, która jednak pozwala żyć w kraju na przyzwoitym poziomie ale i to zaraz pewnie się skończy bo w oczach niejednych ludzi, osób zwłaszcza tych wysoko postawionych, za dużo zarabiamy .
reasumując ..sam już nie wiem co z tego będzie…
Mam tak samo. Najgorsze ze wyzywa sie na dziecku. Przykre to i nie wiem czy wytrzymam..
Niewiele osób odpisało na mój post.. 🙁 Trzymaj się, wiem, co czujesz i jak to boli…. 🙁
Chcialabym Tobie i sobie jakos pomoc ale nie wiem jak. Myslalam o terapi ale maz nie bardzo chce sie zgodzic. On tez uwaza ze to statek go psuje ale to go nie usprawiedliwia. Do tego dochodzi alkohol, kiedys po pijaku sie przyznal ze boi sie plywac ale zrezygnowac nie chce… Bledne kolo… moj maz nie ma zadnych zainteresowan i to dodatkowo pogarsza sprawe, Ale jak piszesz Twoj ma bieganie a jednak nie poprawia to zachowania… Ja jestem na skraju wytrzymalosci… Zastanawiam sie nad rozwodem…
Witam.
Czy moge prosic o pomoc, o kilka slow? juz nie wiem co robic.. 🙁
Jesli moj post jest niewygodny, to prosze o usuniecie, ale moze ktoras z Was miewa podobne poblemy i podzieli sie sposobem na poradzenie..
Moj Maz pracuje na morzu od 5 lat. Jestesmy malzenstwem 9 lat. Zawsze zakochani, namiętni wobec siebie. I to wciaz jest, ale.. ALE… moj Maz, gdy wraca jest straszny dla nas, dla mnie i dziecka, ale tez i reszty rodziny. Jakby wyzywal sie za wszystko. On bardzo przezywa rozlaki, ja rowniez. I wlasnie dlatego tak to boli. Moj Maz wylacza sie na kilka dni, np. nagle przestaje sie odzywac do nas, wchodzi w komputer i swoj swiat, prowokuje mnie zaczepkami, tzn. czepia sie. Potrafi powiedziec mi, ze jestem nikim, a potem blaga i wybaczenie. wykrzykuje, ze nie chce nikogo widziec, nikt do nas nie moze przyjsc. Terroryzuje nasz kazdy dzien. To od Jego nastroju zalezy, czy dzien bedzie mily, czy dzien spedzimy razem. Innym razem wstaje, nie mowi „dzien dobry, czy czesc', siada na komputer, a potem wraca do lozka i spi CALY dzien i kolejna noc. Ja juz nie wytrzymuje 🙁 Jestem zona, ktora kocha, ktora czeka, ktora szanuje.. Jestem zalamana.. wiem, zreszta sam Maz przyznaje, statek, psuje Mu mozg. Dodam, ze na terapie chodzimy. Napiszecie szczerze, jak wygladaja u was te upragnione powroty? Jak Wasi Mezowie radza sobie ze statkowym sterem? moj biega, ale to nie pomaga.. Pomocy..
To prawda bo jej nie widać i to ona niszczy drugiego człowieka
Najgorsza jest psychiczna, bez dwóch zdań.
spotkanie ma na celu pokazanie ze taka przemoc tez jest czy ma pomoc w rozwiazaniu problemu? Jak ma sie zachowac marynarz zeby zmienic swoje zachowanie jezeli podchodzi pod znecanie sie psychiczne ?
„A jeżeli się nie uda(a na pewno się uda)…to do widzenia” – moze jednak powiedziec jak zmienic marynarza a na jak go zostawic jezeli juz taki jest!!!
Temat jest z pewnością trudny bo kiedy nie ma siniaków to czasem nie wiadomo, że ta przemoc jest. Odcieni przemocy jest wiele. Nie tylko psychiczna, ale też to co napisałaś o wydzielaniu pieniędzy – przemoc ekonomiczna. Można też dołączyć tutaj szantaż emocjonalny. I jak się w tym wszystkim połapać kiedy nie patrzy się z boku tylko siedzi się w środku.