Blog

Gorsza strona Marynarza

Autor: 5 stycznia, 2021 12 komentarzy

Ten specyficzny zawód, jakim jest marynarz bywa, że niesie za sobą również bardzo negatywne emocje, zachowania samych pływających.   Rozłąka tak naprawdę nikomu nie sprzyja, a tym bardziej gdy jest ona dość długa. Marynarze, którzy wypływają na kontrakty potrafią w domu odreagowywać ten czas w sposób często  nieprzyjemny.  

Specyfika pracy, emocje, ludzie, multikulti, obowiązki związane z obejmowanym stanowiskiem( władza, częste traktowanie innych dość ostro), odbijają się na żonie, na najbliższych.

Trudno jest po kilku miesiącach na morzu, czy też po bardzo intensywnym i wymagającym kontrakcie, z dnia na dzień przestawić się na inny system. I właśnie z takich sytuacji tworzą się smutne i często tragiczne historie. Mąż tyran, agresywny znęca się na żonie psychicznie, czy w skrajnych przypadkach fizycznie. Bywa, że bardzo mocno chce kontrolować całą sytuacje i ludzi mu najbliższych. Bardzo często wynika to już z długiego stażu na morzu, czy też uczucia władzy wynikającego z zarabianych sporych pieniędzy. albo bycia jedynym żywicielem rodziny. Po powrocie staje się terrorystą. A jakakolwiek krytyka jest atakiem, którego nie znosi.   Bardzo zła jest również chorobliwa zazdrość i kontrola. Potrafi wykończyć bardziej niż niejeden wróg. Marynarze mimo kilometrów potrafią telefonicznie, mailowo i  na milion innych sposobów, kontrolować żonę bez powodu. Niestety, spotykamy i taki obraz męża marynarza.  

Oczywiście na takie zachowania ze strony żon, czy innych osób bliskich, nie może być przyzwolenia. Absolutnie. Jasno powinno się określić granicę przestawianie się na tryb lądowy, a gdy zostaje ona przekroczona, odpowiedź ze stron żon musi być jasna i stanowcza. Takie zachowania często są przyczyną nie radzenia sobie z emocjami. Trzeba nad tym pracować. Czy w gronie rodziny czy też ze specjalistą.

Jednak jak to w życiu bywa, teoria jedno, praktyka swoje. Kobiety często się boją, a co gorsza bywa, że myślą, że to ich wina i trwają, pokornie się godzą. Zapewne czują, że nie zostaną zrozumiane, nikt im nie uwierzy. Przecież rodzina z pozoru szczęśliwa o dobry statusie majątkowym, no gdzie tam patologia, przemoc? Ktoś kiedyś w jednym z wywiadów powiedział ” W Polsce tak jest, że to nad katem się litują, a nie nad ofiarą”. Coś w tym jest. Jednak nie dajmy się zwariować, trochę zdrowego egoizmu musi być w każdym. Trzeba walczyć o swoje i rozsądnie szybko diagnozować problemy. Tak, żeby nie urosły do rangi tragedii rodzinnej.

Na pewno jeżeli partnerzy będą przymykać oczy na negatywne zachowania, one będą rosły w siłę. I nie ma co się wstydzić, czy udawać, że jest ok, bo to krzywdzi dwie strony. To bardzo specyficzny zawód w bardzo trudnych warunkach stresowych. Depresja u marynarzy jest cały czas tematem tabu. Nie raz słyszy się, że ktoś nie wytrzymał psychicznie. Bywa, że ktoś nie wrócił z morza, bo tam właśnie postanowił zakończyć swoje życie. Marynarzom nie jest łatwo przyznać się do depresji przede wszystkim przed samym sobą, a co dopiero przed innymi. Absolutnie nie chodzi o to, że to morze, czy taka praca jest powodem całego zła, całej tej ciemnej strony marynarza. Nie ma jednak wątpliwości, że może to wszystko wyostrzać, podkręcać takie zachowania.

Pierwsze co może zrobić żona w takiej sytuacji, to pomóc. Rozmawiać, tłumaczyć, skorzystać z porad specjalisty. Nie wycofywać się.

Nie każda kobieta może być żoną marynarza. Trzeba być gotowym na wszystkie sytuacje, nie wolno dać się zaskoczyć. I zawsze, ale to zawsze traktować się po partnersku i wspierać. Marynarze często mają trudny charaktery ale byle „cipek” na morzu pracować nie będzie. Jeżeli partnerka nie wie jak rozmawiać, jak zacząć taką dyskusję z marynarzem, niech zaczerpnie wiedzy u innych, czy żon czy właśnie specjalisty, psychologa. Musi się przygotować na wprowadzenia programu naprawczego. I nigdy, przenigdy nie wstydzić się o tym mówić. Trzeba pytać i szukać pomocy dla dobra rodziny. Nikt nie chce żyć z tyranem, czy nawiedzonym wilkiem morskim, a niestety łatwo wpaść w pułapkę „jakoś to się ułoży samo”.

O związek trzeba dbać, jest to ciągła praca, praca i jeszcze raz praca, ale za to jakie efekty.    

Podobał Ci się post?

Komentarze (12)

  • Jesteśmy już razem od prawie dwóch lat, ale wypłynał pierwszy raz i strasznie tęsknie… Tydzień temu mówił, że się odezwie jak będzie miał internet ale do tej pory nic… To pierwsza tego typu rozłąka i nie czuje się przygotowana na to ani doinformowana… Czy to normalne gdy nie mam kontaktu przez tydzień? Widzę pozycje statku na mapie i jest w porcie.. Nie wiem co się dzieje

  • Możecie się że mnie śmiać ale całe życie go kochałam .. od czasów odkąd pamiętam .. teraz po latach trafiliśmy na siebie
    On mój ideał ..tylko że ..
    Jak jest tu na lądzie jest poprostu boski ,nie znam drugiego takiego . Mój ideał ..
    A gdy tam jedzie zmienia się tak że ja nie znoszę tej moje huśtawki emocji . Nie mówi że tęskni ani nic .. twierdzi że jest innym człowiekiem tam ..
    Kocham całym sercem od zawsze ale jak on tam nie ma zasięgu bo np sztorm i to trwa 2 dni ja szaleje .. z tygodnia na tydzień jest coraz bardziej oschły . Wy też tak macie ? Nie jesteśmy ze sobą na 100%ale jak tu jest to wiem że kocha … A jak jest tam to ja nic nie wiem

    • 2 dni to nic 😉 u nas bywa brak zasięgu przez 2-3 tygodnie 😉 oczywiście , że tam wchodzi w tryb praca. Nie mówi, że źle po prostu robi swoje. Czy musi non stop mówić, że kocha i yeskni by tak było? Nie. Facet z zasady nie jest emocjonalny a jak wejdzie w dół to trudno mu na morzu z tego wyjść. Emocje wycisza, tak mu łatwiej. Mi zajęło trochę czasu by to zrozumieć, ale my nigdy nie kleimy się do siebie w tłumie, dajemy przestrzeń. Jesteśmy razem bo sue kochamy, nie trzeba tego non stop mówić.

      • Dziękuję Ci bardzo za to !!!! Dzisiaj dzwonił do mnie i dawno nie byłam taka szczęśliwa ,chyba to pokazuje mi jak bardzo go kocham i jak bardzo mi zależy tylko muszę się tego nauczyć . Chyba związek taki stacjonarny nie daje tyle co na odległość !chociaż bardzo ciężko . Ale nauczę się tak jak Ty . Cudownie że mi odpisałaś ! Długo jesteś ze swoim M.?jak Ty się czujesz jak go nie ma ?

  • Przemoc to odreagowanie , rak samo jak uzależnienie kt często występuje w zawidach zagrożonymi wysokim poziomem stresu np u policjantów. Rozłaka powaznie daje w kosc, ale żaden zawod nie tłumaczy przemocy. Przemoc jest przemocy i nie mu tu co rozmawiać, trzeba takiego za drzwi wygnać podobnie zdrada, to nie okazja czyni czyni złodziejem, jak ktoś chce to zawsze znajdzie powod do zdrady.
    Ja dostałam w twarz od faceta raz, nie hyl marynarzem, nie było tez kłótni, byl u niego alkohol. Od razu zniknął z mojego życia, bez tlumaczenia czy dawaniu kolejnej szansy.
    Mi najbardziej doskwiera rozłaka w związku marynarskim i brak zasięgu, nie raz i przez 3 tygodnie bez kontaktu…..wyobraźnia wtedy pracuje 🙁

  • Kilka lat temu zakończyłam przemocowe małżeństwo. Tłumaczenie, że zachowania przemocowe wynikają ze specyfiki pracy jest moim zdaniem błędne. To kwestia charakteru, wzorców a nade wszystko przyzwolenia. Zamiast od początku wyznaczyć granice, kobiety wolą tłumaczyć chore zachowania swoich byłych stresem. My przecież też przeżywamy stres, ale z tego powodu nie terroryzujemy bliskich, nie rzucamy dziećmi o ścianę czy nie niszczymy wszystkiego co nam pod rękę wpadnie. Teraz mam partnera marynarza i to on jest buforem w naszym domu. Nie przenosi stresu z pracy na niwę rodziny. Przy 3 babach, w tym 2 nastolatkach i 6 kotach, ciężko o spokój, a on go zachowuje i dodatkowo działa na mnie wyciszająco. Nie przyszłyśmy na świat żeby być dla kogoś workiem treningowym. Na wszelkie przejawy agresji psychicznej czy fizycznej należy natychmiast i stanowczo reagować. Jak? Zapraszam do rozmowy. Niestety ma w tej kwestii doświadczenie.

  • miałam podobną sytuację nie wiedziałam co robić. Wolałam przeczekać ale…..to wróciło i było gorzej. Udalo się stanąć nam na nogi ale łatwo nie było.

  • Kasiu, piszesz, że” Pierwsze co może zrobić żona w takiej sytuacji, to pomóc. Rozmawiać, tłumaczyć, skorzystać z porad specjalisty. Nie wycofywać się.” A sądzisz że żona tego nie robi? Ale mąż nie chce słuchać co żona ma do powiedzenia, i co wtedy ta biedna żona ma zrobić? Bardzo sobie cenię Twoje wpisy, ale tym razem nic z niego nie wynika poza stwierdzeniem, że są takie sytuacje. Żadnych konkretnych wskazówek, porad, podpowiedzi, chociażby takiej, że żona musi szukać pomocy przede wszystkim dla siebie i dzieci.

    • Elisa, zawsze warto mówić o danym temacie. Niestety ale ten jest tak trudny i indywidulany, że bardzo podać gotową receptę.
      Wiele histori się przewinęło i każde rozwiązanie zapewne jest inne. Tem wpis miał akurat na celu pokazać, że tak się czasem po prostu dzieje, że inne dziewczyny mogą w podobnej sytuacji, że takie sytuacje się zdarzają.

  • Właśnie dlatego te „słodko-pierdzące” (bez urazy) historyjki w postach na ŻM, są czesto dołujące dla wielu żon marynarzy. Rzeczywiście nie mówi się o tym wcale.

    • W postach od kobiet marynarzy są bardzo różne historie. Wiele jest trudnych. Ale zawsze trudniej mówić o tych gorszych stronach. Trzeba więcej.

  • Za mało się o tym mówi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *