Strefa zawodowa

Własna firma. Czy warto?

Autor: Lipiec 20, 2018 Komentarz (1)

To, że panie marynarzowe pracują – to wiemy. Wiemy też, że czasem nie pracują – bo to dziś raczej zależne od czasów i sytuacji życiowej (np. małe dzieci) niż od bycia żoną marynarza.

W postach, mailach i pytaniach prywatnych, bardzo często, a nawet coraz częściej – pojawia się  hasło o  własnej firmie. Głównie to działalność gospodarcza, ale też są spółki. Nie generalizując, ale temat ten bardzo często staje się faktem po urodzeniu dzieci. Mija macierzyński i pojawia się pytanie: czy wrócić, albo  czy iść na etat, czy zostać w domu?  Czy ten etat da się ogarnąć przy takim trybie życia, czy się opłaca? Wiadomo, że każdą pracę, każdą aktywność musimy planować przez pryzmat „ja” a nie „my”. Bo o tyle, gdy jesteśmy razem nie ma tematu i łatwiej to ogarnąć, to gdy  jednak on wypływa –  żyć z tą pracą , zobowiązaniami –  jakoś trzeba. I jeszcze dzieci do tego. Dlatego właśnie rozważania nad firmą stają się naturalne. Bardzo często chcemy zamieniać pasje na interesy. Są też pensjonaty, wynajmy mieszkań, kawiarnie i wiele wiele innych cudownych pomysłów które mamy.  W głowie głównie gra myśl, że dzięki temu na pewno same będziemy zarządzać czasem, który gdy  wraca marynarz jest dla nas bardzo ważny. A którego również tak mało mamy, gdy jesteśmy bez niego. Absolutnie nie jest to żadna krytyka etatu,( o nim będzie osoby post) to po prostu, wpis o tym, czy mieć własną firmę?

Pamiętam do dziś jak „płakałam” w pracy, gdy musiałam iść na drugi dzień po powrocie męża z morza, do biura i siedzieć np. do 22.00 . Byłam też młodsza miałam inne podejście. Ale czułam się trochę więźniem. Bo on tam siedzi w domu, a ja tu w pracy. Choć jasne jest to, że dało się  tak żyć, bo nie było innego wyjścia.

Są też takie zawody gdzie nie koniecznie to się uda. Lekarz, sędzia, policjant, pielęgniarka, prawnik… Konkrety, które wymagają pracy dla instytucji państwowych, organizacji itp. Nie każdy zawód da nam swobodę czasową. Ale dzięki temu rozwijamy się w tym co lubimy, na co pracowaliśmy. I ostatnią radą byłoby namawianie do rezygnacji. Bo to piękne gdy ludzie się realizują, mają satysfakcję z tego co robią – cokolwiek to jest !!!

Jeśli chcecie poznać moją drogę zawodową było TUTAJ.

W końcu, gdy faktycznie dojrzałam do decyzji działalności, dało mi to wiele satysfakcji  – takiej osobistej. Jestem swoim sterem i wszystkim. I o tyle o ile początki niekoniecznie są trudne, to jazda bez trzymanki zaczyna się potem. Po  pierwsze, po 2 latach wchodzimy na normalny ZUS. Czyli, już na dzień dobry musisz wyrobić z opłatami księgową itp. ok. 1500 zł dopiero wszystko co wyżej – trafia do twoje kieszeni. Pierwsze lata na niskim Zus-ie są jednak dużym udogodnieniem i dają możliwość rozwoju i sprawdzenia się w temacie swojej szefowej. Trzeba mieć też na uwadze, że  spora część dochodu idzie na poczatku  w inwestycje w rozwój marki.

Etat narzuca ci czas pracy. W swojej firmie –  to ty musisz to robić. I  jeśli pracujesz w domu, to warto nauczyć się, że jak jest czas na pracę, to nie robisz prania ani zakupów. Trzeba trzymać dyscyplinę, bo kończysz pracując po nocach ( zresztą zawsze tak jest ). Innymi słowy, jest to ciężka praca, wyzwania – jest to zwyczajnie trudne.  Samozaparcie i motywowanie się to podstawa.

Najtrudniejsze to –  nie zwątpić. Choć to zdarza się i zdarzać się będzie. Ja przynajmniej kilka razy w roku mam ochotę porzucić wszystko i szukać pracy etatowej twierdząc , że nic już mi się nie uda więcej, a etat stanie się moim wybawieniem ( choć wiem też, że to pozorne, bo tak by nie było, przynajmniej na tym etapie). I  chyba właśnie wtedy potrzebny jest urlop. A to też nie łatwe. Tworzysz sobie wolne ale coś tam zawsze będzie się robiło, przecież pracuje się na swoje, jak nie ty to nikt tego nie zrobi. Nauczyć się odrywać od pracy, tworzyć sobie właśnie wolne – to wyzwanie. Bo wbrew pozorom, to  taki rest da nam kopa i motywację, a nie więcej pracy. Jeśli mamy większe firmy, pracowników – to już ważny jest zespół. To chyba podstawa takich działań. Ludzie, którym się ufa…


Magda wie jak odpoczywać 🙂


Ale wracając do sedna –  czy tak czy nie?  Bo wyszło nam trochę takie strasznie. Firma, działalność, robienie czegoś na swój rachunek jest naprawdę dobrym rozwiązaniem, gdy żyje się w takich związkach na odległość jak my. Głównym argumentem jest ten CZAS. Gdy mamy coś ważnego do zrobienia, gdy dzieci chorują i w przypadku miliona innych sytuacji –  nie muszę sie prosić o urlop. Jestem w stanie tym czasem sobie sterować.

Choć w moim przypadku mam go ciągle za mało. Pracując przy małych dzieciach nie jest łatwo. I nie uwierzę, że pięknie da sie to pogodzić,  bo tak nie jest. Coś jest zawsze kosztem czegoś. Jeśli pracujesz na etat, pół, czy prowadzisz firmę, musisz mieć opiekę, przedszkole, szkołę ( zależy od wieku dziecka).Owszem z dzieckiem na kolanach też można zrobić wiele – wiem bo sama mnóstwo umów załatwiałam w kąciku do karmienia. Ale nie da się tak długo pociągnąć – zmęczenie w końcu wychodzi i produktywność spada. Wszystko zależy też ile czasu potrzebujemy? Może to być na początek 3 razy w tygodniu. Wyznaczamy czas pracy i działamy. Czyli jak najbardziej firma tak – ale przygotować się do tematu  – warto. I znać ewentualne trudności.

Czy się poddać? Wiele z Was pisało, że nie wierzy w swoje powodzenie, że spada motywacja.  W Polsce jest bardzo trudno małym przedsiębiorcom. Wyrobienie najpierw zusu, czyli parataktycznie równowartości minimalnego wynagrodzenie (po zusie preferencyjnym) to początek – a jeszcze musimy to oddać. Trochę mnie zawsze miażdży ten przelew. Bo o tyle o ile kwota na NFZ jest wymierna -to na służbę zdrowie. To pozostałe 800 zł nie wiem  czy kiedykolwiek zobaczę?( temat emerytura zus, temat rzeka )  Dopiero cała reszta to górka do kieszeni . A i proste też nie jest zarobić nawet te podstawowe pieniądze – i na pewno nie raz wylądujemy pod kreską. Są miesiące lepsze i gorsze w każdej branży. Z tym trzeba się liczyć i trzeba się nauczyć liczyć. Księgowość można prowadzić samemu, choć uważam, że jeśli ktoś tak jak ja, nie jest w temacie ogranięty, to kilkoma fakturami może narobić więcej problemów niż będzie z tego oszczędności. Koszty księgowości są różne, zależne od ilości faktur. Na start czyli do 20 faktur ok 200 zł. Choć tu też wiadomo, sklep, zakład usługowy zawsze będzie generował ich więcej, niż np. usługi projektowe itp.

 

Wasze dyskusje:

Witam, kochane Kobietki mam takie pytanie jak Wam idzie prowadzenie własnych firm?  Założyłam działalność zaczynam trochę wątpić w to wszystko… Jak w pracy ok to w domu słabo się dzieje jak ogarnę dom rodzinę to w pracowni cisza…  Nie wiem czy każda z Was miała na początku tyle strachu, niepewności? Ja ostatnio zaczynam myśleć, że to nie to… Nie wiem na ile pasja może być pracą może błędem było wierzyć i brnąć w to wszystko… Chętnie dowiem się jak Wy to robicie? Czy pracujecie same czy zatrudniacie pracowników?  Moja firma nie pozwoli mi się utrzymać co dopiero myśleć o kimś do pomocy

 

Praca może być pasją. Trzeba to tylko dobrze zorganizować. Mając dzieci i działalność musisz być MENADŻEREM w domu:) Wg. mnie własny biznes pomaga zorganizować rodzinę. Znajomi tez zaczęli na mnie inaczej patrzeć. Poza tym taka psychiczna odskocznia od domu na kilka godzin jest super. Należy stworzyć plan działania i się go trzymać. To uczy dyscypliny. Dzieciom się to też przyda. Mam 3 dzieci w wieku 7, 3 i 3 lata. Mój M jest 5 miesięcy na morzu/ 3-4 w domu. Od 2,5 roku mam własną działalność, mam swoją szkołę pływania dla dzieci i dorosłych, prowadzę także zajęcia dla dzieci z niepełnosprawnością. Zajmuję się terapią w wodzie dla dzieci, młodzież, kobiet w ciąży, seniorów. Pasja stała się moją pracą. Gdy mama jest szczęśliwa, dzieci też są szczęśliwe. A M jest spokojniejszy, bo wie, że gdyby coś się stało z jego pracą, to sobie poradzimy. Spokój psychiczny na statku to podstawa. Trzymam kciuki. Nie poddawaj się.
Podstawą jest dobra organizacja, a przecież Żona Marynarza musi być świetna w zarządzaniu czasem. To nasz codzienność. Jesteśmy menadżerami, zarządzamy naszym „statkiem”, sterujemy, pilnujemy wszystkiego. Ja na dom patrze jak na statek. Mąż mowi, że jestem Jego Bosmanem. Takie podejście ułatwia sprawę. Przyznaję, że jest mi łatwiej odnaleźć się w świecie Marynarza dzięki temu, że sama pływałam przez kilka lat.
Prowadzę firmę już 5 lat i jest różnie. Chwilami też były kryzysy, żeby walnąć to wszystko w kąt, le się nie poddaję. Firma ewoluowała mocno, dwa ostatnie lata dużo się zmieniło, ale mogę wreszcie powiedzieć, że nie narzekam. Robię wszystko sama, ale już powoli brakuje mi na to czasu i będę musiała cos z tym zrobić.Pasjobiznes (rękodzieło na przykład) jest bardzo trudny, a kokosów to raczej trudno się na ty dorobić.

i wiele innych wypowiedzi znajdziecie wszystko na tajnej fejsbukowej grupie TUTAJ


 

Nie warto sie poddawać. Jeśli osiągamy swoje minimum, to warto to robić. Rozwijamy się, mamy panowanie nad czasem –  co  w naszym przypadku jest bezcenne!!! Mamy czas dla dzieci i tworzymy swoje. Nikt nad nami nie stoi. A w ramach podwyżki, możemy sobie kupić czasem nową parę butów.

Jak zakładałam działalność nazwałam ją Imgine czyli „wyobraź sobie”. Powiedziałam  sobie, że ma być dla mnie na zawsze, abym nie ograniczała się w działaniach i pomysły przekładała na działania.

Zakładałam ją bo uczyłam wtedy innych jako nauczyciel dla seniorów. Teraz po drugim porodzie przeznaczyłam  ją w pełni na moje działania blogowe i sklepowe, bo Portshop.pl należy do moje firmy. To naprawdę sporo pracy  – jakieś 3 etaty, bo jest jeszcze Fundacja Rodzina Marynarza.Samo przygotowywanie wydarzeń ,załatwianie umów i innych akcji  – to masa czasu i pracy, plus jeszcze  to co najważniejsze czyli wpisy – to też  nie trwa 5 minut. Do tego działania marketingowe itp. przydałaby mi się  redakcja. Wszystkiego uczyłam i uczę się sama.   Myślę, że to chyba najtrudniejszy czas prowadzenia firmy. Mam bardzo mało czasu, bo mam małe dziecko( za rok przedszkole) drugie w szkole. A efekt nie jest taki szybki jak i zakładałam. Choć ja zawsze zakładam niemożliwe, podobno zbyt ambitna jestem. A idzie mi dobrze. No właśnie i tu sedno sprawy. Trudno jest siebie motywować. Ja jestem swoim największym krytykiem, przeżywam wszystko i zawsze widzę to czego nie zrobiłam, zamiast patrzeć ile już się wydarzyło dobrych działań. Bo chyba my kobiety marynarzy tak mamy. Zawsze robimy: więcej, bardziej, szybciej…bo nikt za nas nie zrobi raczej nic.

Słuchajcie innych, otaczajcie się wspierającymi  ludźmi. Ja mam to szczęście , że mam was. I  wystarczy gorszy dzień na Instagamie,  a zaraz mam milion motywujących wiadomość. Choć mi już wystarczy jedna osoba, która napisze, że dzięki temu miejscu,  inaczej popatrzała na swoje  życie i  fajne że jesteśmy tutaj – to najlepsze skrzydła. Bez Was nie byłoby mnie. Jestem tu dla siebie i dla Was, bo żyję tak jak Wy i potrzebuję tych samych bodźców. Czasem przecież jest smutno, tęskno i bez wiary w jutro. Ale to potrafi sie szybko zmienić. A to wszystko też wpływa na nasze działania w pracy i na rzecz naszych firm.

 

Kolejna ważna sprawa to,  aby wasi marynarze Was wspierali a nie dołowali. Jeśli tu macie kibica morskiego, to warto działać. Szczęśliwa żona, która się rozwija to skarb. Jeśli jest odwrotnie to mimo wszystko nie poddawajcie się, nie dajcie się wcisnąć w rolę, której nie chcecie. Chcesz iść do pracy – idź. Chcesz robić coś swojego – rób.  To wasze życie i trzeba mieć swoją przestrzeń, swoje miejsce, swoją niezależność. Warto to sobie wypracować, aby nie stać się zależną od kogoś.  #Iwdupiemiećwszystko

 

Własna firma, to szkoła życia. Trzeba mieć sporo determinacji. To trudniejsza droga ale warta – mam nadzieję tego wszystkiego. Ja jestem na niej tak samo jak Wy. Inwestuję – raz tracę raz zyskuję. Raz wybieram dobrze, innym razem błędnie. Jednego dnia góry przenoszę, innego chce wszystko zamknąć i wyjść. Takie jest chyba życie. Gdy jest łatwo, to jest nudno. Mam taki cytat, który uwielbiam:

Nic, co jest warte posiadania nie przychodzi łatwo

Nie wiem jak się skończy ta historia, ale im dalej jestem, tym bardziej myślę, że wszystko jest możliwe. Jeśli tak abstrakcyjne historie jak Żona Marynarza powstały i żyją, to każde wasze pomysły czeka ta sama droga. Systematyczność, wiara, cierpliwość i nie patrzenie na innych. Po prostu być zawsze lepszą wersją siebie i pokonywać trudności.

Bo jak  nie my to kto, prawda?

Przecież żona marynarza nie jest stworzona do poddawania się!!!!

Pytanie: 

Czy chcecie wpis Jak założyć firmę?  Mogę taki przygotować pod kątem prawnym i organizacyjnym w przypadku żony marynarzy. Piszcie w komentarzu. 


A jeśli macie własne biznesy, albo pasje, blogi, cokolwiek co chcecie pokazać. Koniecznie zajrzyjcie TUTAJ – i sprawdźcie w jaki sposób możecie sie pokazać na Spotkaniu dla kobiet marynarzy  9, które już w listopadzie. To  taka specjalna akcja właśnie dla nas, abyśmy mogły wzajemnie się zmotywować, pokazać co robimy, zainspirować swoimi działaniami. Piszcie jak coś. Więcej info o spotkaniu  wkrótce.


Kubek Morska Para z mojego sklepu tutaj >>>>>

Podobał Ci się post?

Komentarze (1)

  • Kasiu, wspaniała jesteś! Bije się z myślami o własnej działalności. ..brakuje mi odwagi. ..niestety:(
    Przydał by się ten wpis jak założyć własną firmę:) Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *