Razem

On na kurs ja za nim.

Autor: Lipiec 17, 2018 5 komentarzy

 

Jak to jest z tymi kursami? Marynarze mają ich milion i kolejny milion, co jakiś czas muszą odnawiać. Pozornie to kłopot, bo znowu wyjedzie( chyba, że kurs jest na miejscu) ale, gdyby się wkręcić w temat, to jest to fantastyczna okazja do wspólnego wyjazdu.

Jeśli jest tylko taka opcja, to może to być niepowtarzalna okazja do zobaczenia cudownych miejsc, ale też do szybkiego wspólnego wypadu. Kursy odbywają się na całym świecie. Ja jestem raczej taką osobą, że zawsze kombinuję,  aby się wkręcić. Dopytuję czy jakiś kurs się nie szykuje. Skoro on już musi jechać, to dlaczego ja nie mam jechać z nim? Zapewne czasem się to opłaca, innym razem  nie. Choć wydaje mi się, że wspólny czas zawsze się opłaca. Zwłaszcza, że my mamy go tak mało.

Najlepiej jest gdy firma płaci za kurs, wtedy wystarczy dokupić loty dla jednej osoby – i  może być ekonomicznie. Jednak wiadomo z tym rożnie bywa. Choć wcale nie trzeba wydawać kokosów na taki wypad (nie wliczam w to ceny kursu, to inwestycja w jego pracę ). Tanie loty, jakiś tani nocleg. Wszystko można znaleźć, to zależy od nas.

 

Ja jak już pisałam pod kursy podpinam się (prawie) zawsze. Albo czasem też dolatuję ( jeśli są  tygodniowe, to już trudniej dzieci zostawić na taki czas, wtedy choć połowę kursy zaliczamy razem ).

– Po co , skoro on i tak jest na kursie, to siedzisz w hotelu?

Absolutnie nie, plecak  i zwiedzanie, cały dzień mnie nie ma. A popołudnia spędzamy razem – prawie jak normalna rodzina.


Ostatni kurs był parę miesięcy temu. Można go było zaplanować we Włoszech w mniejszej miejscowości pod Mediolanem( choć powinno się mówić Milano).

No jak to, żona marynarza i Mediolanu nie zobaczy?

To był naprawdę chaos, bo czasu było mało w piątek wylot – popołudnie wspólne w Bergamo. To naprawdę piękne miejsce. Objechaliśmy całe miasto włącznie z punktem widokowym, który jest fenomenalny. Ciasne uliczki, które prowadziły na szczyt zapewniły nam mega atrakcje związane z samochodem i wciśnięciem się gdziekolwiek. Zawsze pchamy się tam gdzie turyści raczej nie zaglądają i taki efekt – ale samochód wrócił cały do wypożyczalni. Po tych atrakcjach czekała nas nocna podroż na wieś pod Mediolan. Droga nasza!

Następnie rano 6.00 pobudka. Mój M  na kurs, a ja  na pociąg ( bilety kupiłam przez internet w PL) i do Mediolanu. On miał dojechać.

Pociągiem jakieś 35 min do Mediolanu i już siadałam na miejski rower (wcześniej zainstalowałam apkę do wypożyczania miejskich rowerów — bardzo proste) i w drogę. Zaplanowałam sobie cały dzień. Uwielbiam jeździć po takich miastach rowerem, wszystko widać. Z reguły pobłądzę więc zobaczę więcej. I tak to było –  wesoło, relaksująco.  Po objechaniu miasta i kilku atrakcji, zostawiłam rower na głównym placu i zwiedziłam katedrę Duomo ( choć tu myślałam, że uda nam się razem temat ogarnąć ale kurs się przedłużył ). Zjadłam obiad, wypiłam lampkę  wina , popatrzałam na piękne wystawy vitony i inne bajery.

Po 20.00 pojechałam na dworzec po mojego M ( oczywiście zgubiłam się w metrze) ale udało nam się wspólnie jeszcze zjeść w Mediolanie pizzę i wypić włoskie wino. Po czym ok 1 w nocy wracaliśmy na naszą włoską wieś. A rano kolejne kilka godzi w trasie na lotnisko  i do domu. Oczywiście mój M spędził całą sobotę na kursie, a ja zwiedzałam. Jednak udało nam się mieć trochę wspólnego czasu i nazbierać kolejnych wspomnień. Ten czas, to także wspólne podróżowanie samochodem( można wiele po drodze zobaczyć, zatrzymywać się gdzie się chce) na lotnisko, oczekiwanie na samolot itp…. Całość się liczy!

 

 

 

 

 

 

 

 


Przy dłuższy kursach jest trochę łatwiej, ale zawsze warto taką okazję wykorzystać i się nie bać.

W Szkocji byłam kilka razy, Zapewne wielu z Was zna już te uliczki  na pamięć.

Doleciałam też do Amsterdamu. Był też Mediolan. i oczywiście statek  (tutaj)

Po co tracić ten czas i się rozdzielać, gdy marynarz jest na wolnym. Lecieć z nim i szaleć.

 

 

 

Podobał Ci się post?

Komentarze (5)

  • Ale o co chodzi??? /Jakie kursy za granicą?? Jaka okazja do wspólnego wyjazdu???
    Mój mąż ma kursy w Polsce, dokładnie w Gdyni. Skoro mieszkamy w Gdyni, to jaki wyjazd??
    Tu dokładnie widać, że jednak Marynarze się różnią….. PŻM i wszystko w temacie!

  • Nam też udało się w tamtym roku! Pierwszy raz gdzieś razem bez dziecka. Doleciałam do mojego M. gdy był na kursie w Szkocji. W tym roku szykuje się powtórka i jeśli tylko znajdziemy opiekę do synka to na pewno tego nie przegapię 😉 Koszta mojego pobytu minimalne (w porównaniu do tego jakby on był tam sam) a wrażenia bezcenne

  • Nie wyobrażam sobie by jeździć za moim M krok w krok kiedy jest w pracy. Zmęczony. Skupiony. Marzący tylko o wyspaniu się. Cóż…… żona mechanika 😉

  • super, zazdroszczę. Firma w której pracuje mój M nie wyraża zgody na obecność żony/partnerki. Jeśli byśmy najęli swój nocleg to i tak trzeba by było zwrócić koszty za „firmowy” 🙁 pominę fakt, że o kursach dowiadujemy się na ostatnią chwilę, a ja mam taki system pracy i branżę , że ciężko z urlopem na już 🙁 Od tego roku, płaci za kurs także M, więc koszt kilku dni wychodzi zawrotny 🙁
    Super, że macie takie możliwość. My od 3 lat nie mieliśmy nawet ucieczki na wspólny weekend. Ach, Ci Marynarze <3

  • Kasiu, oczywiście znam to z autopsji ☺️ byłam z moim M. na kursie w Neapolu, wtedy była z nami też córa, koszt kursu połowę tego, co w Polsce, wiec zrobiliśmy sobie przy okazji rodzinne wakacje, 3 dni kursu, M. na zajęciach, ja z córką w miasto 😉 kolejne 3 dni już tylko zwiedzanie, Capri, Pompeje, Wezuwiusz. W ubiegłym
    roku wspólny Dubaj, było cudownie!!!Kurs jednodniowy,
    pozostałe dni wspólne. W tym roku planowany jest jeszcze Amsterdam 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *