Historie czytelników

Byłam wypluta, bez siły, zmęczona psychicznie od płakania, bez jedzenia…  

Autor: Lipiec 9, 2018 5 komentarzy

Gdy przeczytałam historię Marty, wiedziałam, że muszę Wam ją  pokazać. Jest absolutnie inna i zaskakująca i wbrew pozorom trudna, a przy okazji uświadamia nam, że nie zawsze, mimo wielkich chęci i zaangażowania, możemy się bezproblemowo rozstawać. Nie zawsze jest to kwestia naszego charakteru, a słowa – dasz radę – raczej pogarszają sytuację. 

Każdy ma inną wrażliwość, inne doświadczenia, inną osobowość i przez to każdy inaczej radzi sobie z sytuacjami nietypowymi oraz jak najbardziej typowymi i codziennymi. Dla kogoś coś może być normą, a dla innej osoby jest to rzecz nie do zniesienia. Ale może być do przepracowania. Przeczytajcie, Marta na pewno przeczyta wasze komentarze… Marta ja myślę, że  wielka odwaga z twojej strony zaczęła się , gdy podjęłaś walkę z tym problemem, gdy zrozumiałaś diagnozę i podjęłaś wyzwanie. I to świadczy o twojej sile, reszta zapewne potoczy się po twojej myśli. 

Mam na imię Marta, mam 20 lat. Moja mama pochodzi z Gdyni, często tu przyjeżdżaliśmy, czy to święta, ferie czy wakacje, lecz na stałe mieszkam w Krakowie. Raczej mieszkałam, bo w tym roku ukończyłam pierwszy rok na Gdańskiej uczelni.
Na początku tego roku związałam się ze wspaniałym chłopakiem z Akademii Morskiej. Teraz będziemy razem 9 miesięcy, wiem to niedługi staż. Lecz problemy, które się pojawiły mocno mnie zaskoczyły.
Z początku było przepięknie. Mieliśmy kontakt już przed wakacjami, pisaliśmy, dzwoniliśmy, spotkaliśmy się, on jednak miał dziewczynę. Były wzloty i upadki w tej relacji, całkowita rezygnacja, początki były bardzo burzliwe, lecz mimo to udało się! Zostaliśmy parą. Przez pierwszy tydzień płakałam ze szczęścia, że to wydarzyło się naprawdę.
Dla mnie nowy początek, nowe studia, mieszkanie w akademiku, nowy związek. To się wiązało z dużą pracą, przyzwyczajeniem do nowego miejsca, nowych ludzi. Chodziłam na różne koncerty, spotkania, żeby nie myśleć o tej zmianie, domu, żeby nie tęsknić. Pierwszy semestr minął. Widywaliśmy się z Aleksandrem (mój Marynarz) co 1, 2 lub 3 tygodnie.
Drugi semestr – zaczęły się problemy. Więcej czasu, który musiałam sama organizować, poluźnienie relacji ze znajomymi, nikogo bliskiego w Gdańsku, samotność. Z Aleksandrem spotykałam się dosyć często, bo co tydzień, lecz przy każdym rozstaniu były łzy. Przez poniedziałek próbowałam się pozbierać, wtorek też słabo, środa jako tako, coraz bliżej weekendu coraz więcej motywacji, że się zobaczymy. I tak mijały mi tygodnie. Każdy był równie ciężki, nawet powiedziałabym, że coraz cięższy. Wpadałam w rozpacz. Wychodziłam na dwór i płakałam. Ale jak.. Bez opanowania. Tygodnie były dla mnie ledwo do przeżycia, weekendy zlatywały szybko w Gdyni i znowu powrót na tydzień do tego samego piekła. Z każdym spotkaniem było coraz ciężej. Byłam w strasznym stanie, płacz i smutek ledwo pozwalały mi funkcjonować, przez ściśnięty żołądek nic nie jadłam, bo czułam, że prędzej to zwymiotuje. Myśli samobójcze pojawiały się coraz częściej, nawet je polubiłam, bo czułam, że mogą być wyzwoleniem od tego cierpienia, że to się może skończyć. Przestałam robić cokolwiek, nie miałam na to siły. Każdy dzień ciągnął się w nieskończoność, to była udręka.

I było tylko coraz gorzej. Chłopak mnie wspierał jak się tylko dało. Powiedział mojej mamie, zapisał mnie do psychiatry i ze mną poszedł. Dostałam leki, spędziłam z nim cudowną majówkę. A po majówce…. Wszystko ze zdwojoną siłą. Dwa tygodnie musiałam czekać, aż leki zaczną jakkolwiek działać. Byłam wypluta, bez siły, zmęczona psychicznie od płakania, bez jedzenia…
Zadzwoniłam pierwszy raz w życiu na pomoc telefoniczną, pytając w jaki do cholery sposób mam przeżyć te dwa tygodnie dopóki leki nie zaczną działać? Wszyscy moi bliscy byli na odległość. Mama wysłała mnie psychologów w Gdańsku, zapisałam się, chodziłam. Szukałam przyczyny mojego stanu. Na początku nawet nie łączyłam tego z Marynarzem.
Jednak taka była prawda. Diagnoza –  uzależnienie emocjonalne, od partnera i od miłości. Sama się zdziwiłam, ale jest wiele stron dotyczących uzależnienia od miłości. Dla mnie on jest jak narkotyk, a każde rozstanie jak odstawienie. Nawet to najkrótsze, gdzie w przeciągu kilku tylko godzin rozłąki potrafiłam się pociąć. Ciężko przechodzić to tydzień w tydzień. Ranki są najgorsze gdzie budzę się i w tym momencie dzień już nie ma sensu bez niego i pojawia się płacz. Według Psychologów  leży to u podłoża dysfunkcyjnego dzieciństwa, nie jakoś bardzo, lecz brak jakiejś bliskości, czułości, słów kocham Cię, teraz się na mnie odbija. Kiedy to dostałam jako dorosła kobieta nie jestem w stanie poradzić sobie z uczuciem, gdy zostaję sama a miłość zostaje mi „odebrana”, gdy go nie ma. Oczywiście nie jest tak cały czas ale muszę to sobie racjonalizować, bo mój umysł nie wykształcił tego w dzieciństwie. Tak jak matki marynarki muszą mówić swoim dzieciom, że tata wróci, że to jego praca, bo dzieci reagują płaczem i tęsknią, ja reaguję tak jak one, bo w dzieciństwie tego nie przeszłam.
Mam wsparcie, lecz najczęściej jestem sama z problemem. Nadchodzą wakacje, za tydzień czeka nas pierwsza najdłuższa rozłąka na kilka miesięcy.
Chcę wierzyć, że mój stan jest tymczasowy, że sobie z tym poradzę. Mój M. w przyszłości prawdopodobnie nie będzie wypływał na długie rejsy, więc okres studiów jest najcięższy. Wiem, że moje reakcje są mocne i przesadzone, bo nic się nie dzieje takiego, ale często są poza moją kontrolą.
Mam nadzieję, że z czasem dojdę do siebie i żyć będę szczęśliwe.

Podobał Ci się post?

Komentarze (5)

  • Kiedy przeczytałam tytuł tej histori pomyślałam,że Twój marynarz trafił do więzienia w Nigerii i przyszło Wam się zmierzyć z systemem „prawnym” tego kraju.
    Życzę Ci z serca,abyś trafiła na mądrego terapeutę i nie uciekała przed pracą jaka Cię czeka w jego gabinecie . Lekko nie będzie.Wierzę,że dasz radę.

  • Marta, bardzo poruszyła mnie Twoja hostoria… Nie jesteś tu sama masz Nas, jeżeli chodzi o mnie osobiście jestem do Twojej dyspozycji i jak chcesz Kasia udostępni Ci moj nr i śmiało dzwoń:) poradzimy sobie, bo jak nie my to kto !!!

    • Przede wszystkim postaraj się pomóc sobie i ulecz psychikę pod okiem specjalistów.
      ‚Mój M. w przyszłości prawdopodobnie nie będzie wypływał na długie rejsy’ – większość dziewczyn M miało oczy mydlone takimi obietnicami. A później okazuje się, że z pracą nie jest tak kolorowo jak obiecywali na studiach i trzeba brać co jest by zdobyć doświadczenie, itd.
      Sama nie mając takich zaburzeń emocjonalnych jak Ty bardzo źle znoszę wyjazdy M i nie uważam, żeby z czasem to bolało mniej. Wręcz przeciwnie po urodzeniu dziecka zaczęło boleć jeszcze bardziej jak się widzi jak ukochane, niewinne dziecko rozpacza za tatą. Nie odbierz tego źle ale uważam, że bardzo źle się złożyło, że zakochałaś się w przyszłym marynarzu. Dobrze by było dopuścić do głosu myśl, że jesteś jeszcze bardzo młoda i może kto inny jest Ci pisany…Ktoś do kogo będzie można się przytulić każdego dnia. Życzę zdrowia i długoterminowego szczęścia.

      • Osobiście uważam , że bohaterka powinna zasięgnąć pomocy u specjalisty i pisze tu o terapii. Terapii wieloletniej. Niestety , system pracy M nie ułatwia Ale nie należy od razu związku przekreślac tylko pracować już teraz. Powodzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *