Związki

Nagłe zejście ze statku. Czy można o to prosić marynarza?

Autor: Kwiecień 30, 2018 5 komentarzy

 

 

Pytanie, czy w ogóle jest coś takiego jak nagłe zejście ze statku? Oczywiście, że tak ale nie jest to takie proste i nie zawsze możliwe.  Zależy to od polityki firmy, od zmiennika, od statku i od tego gdzie jest Marynarz. Wiadomo, łatwiej zejść gdy statek jest w porcie a trudniej, gdy na środku morza.  Czasem nawet mimo chęci firmy jest to niemożliwe np. ze względu na pogodę ( helikopter). Z reguły jednak jest tak, że gdy jest sytuacja podbramkowa, dzieje się coś poważnego ( zagrożenia życia w domu albo śmierć), to firmy podejmują wszelkie starania, aby pomóc marynarzowi. Jednak nie jest to regułą. Mogą też mieć to gdzieś i zwyczajnie utrudniać cały proces. Ale to techniczne kwestie i wiadomo każdy wie, że zależne jest to właśnie od sytuacji , firmy i tym podobnych czynników.

To, co nas bardziej interesuje to to, czy my faktycznie możemy prosić marynarza o takie zejście, jeśli tak  to kiedy? Czy są powody ważne  i ważniejsze? Owszem jest to też zależne od sytuacji danej  rodziny i związku. Jednak tych powodów naprawdę może być sporo. Szczególnie zdarza się to w przypadku porodów i innych akcji szpitalno- zdrowotnych. Ale czy gdy mamy gorszy czas, załamanie nerwowe, nie radzimy sobie. Czy nam wypada? Tak! My najlepiej znamy swoją granicę i doskonale wiemy, kiedy jakiegoś tam tematu nie udźwigniemy. Zlekceważenie czasem ” błahostki” może doprowadzić do tragedii. Oczywiście nie chodzi o to, aby z byle powodu płakać, że nie dajemy rady itp. Ale naprawdę może być tak, że jesteśmy w momencie kulminacyjny i faktycznie jest nam potrzebna ta druga osoba. Kobiety marynarzy raczej słów na wiatr nie rzucają. Nie jedno przerobiły. Ta granica, kiedy to zrobić  jest raczej nam zanana. Dlatego też takie sytuacje są naprawdę rzadko. Takie w których nie chodzi o sprawy zdrowotne, zagrożenia życia itp. Co jak  co, ale ostatecznie to rodzina, związki jest najważniejsze i za wszelką cenę siedzieć na morzu…..no może i można ale zawsze trzeba sobie zadać pytanie czy warto?  Nie ta praca będzie następna. Warto jednak mieć na uwadze, że to muszą być naprawdę wyjątkowe sytuacje dla nas.

Historia Gosi – możecie przeczytać o tym jak Jarek próbował zejść ze statku do ciężko chorej żony .

Albo o innej Historii pewnej żony marynarza

 

Trudno to jakoś podsumować, bo to naprawdę bardzo indywidualne i zależne od miliona spraw….ale zawsze na końcu decyzji będzie Rodzina. Nie zawsze zgrywanie twardzielki/twardziela –  kończy się dobrze. Warto czasem umieć poprosić ale musi to być naprawdę przemyślne i świadome.


Żeby to wszystko miało jakiś sens poprosiłam was o podzielnie się waszymi doświadczaniami.

 

Mój mąż kiedyś był ustawiony na zejście w konkretny terminie  na moją operację. Z racji, że mieliśmy jedno dziecko musiał się nim zająć i mną. Operacja całkowicie wykluczała mnie z chodzenia, a nawet podniesie się. Bez pomocy nie byłabym wstanie sobie poradzić. Okazało się, że firma przesunęła mu zmianę o 2 tyg, co w tamtej sytuacji powodowało powrót już po terminie operacji..postawił wtedy wszystko na jedną kartę. Powiedział , że schodzi i koniec nawet jak by miał stracić pracę.. był stres i niepewność. Ostatecznie zszedł i pracy nie stracił. Ale było na ostrzu noża. I to , że był wtedy przy mnie na pewno szybciej postawiło mnie nogi. Czy jest to ekstremalna sytuacja , czy nie? Nie ma znaczenia. Dla nas było ważne. I każdy ma jakieś swoje „ważne”.

Moja historia Kasia

Sprawdźcie inne i dopiszcie swoje w komentarzach

 

 


Mój miał kontrakt taki ze pracował na miejscu (wracał do domu na noc) przez tydzień, później miał wypłynąć i odmówił wypłynięcia z powodu mojego złego stanu zdrowotnego w ciąży aby pomóc mi w obowiązkach domowych i zajmowaniu się naszym pierwszym 4letnim dzieckiem. Po miesiącu wypłynął na kontrakt kiedy się wszystko poprawiło

Marcela


Mój własnie zszedł ze statku i na obecną chwilę nie chce wracać do pływania ,a że ja mieszkam w Holandii to przeprowadził się do mnie i podjął pracę na lądzie,i na obecną chwilę nie ma zamiaru wracać do pływania

Aneta


Ja akurat nie znalazlam sie w ekstremalnej sytuacji,która wymagałaby powrotu natychmiastowego mojego M ze statku. Ale często go pytam co by było gdyby….zawsze odpowiada,że zejdzie ze statku (pływa w Europie). Najbardziej boję się śmierci najbliższych. Ale mamy inną sytuację. Mamy poważnie chorego syna i z tego powodu przedyskutowaliśmy,iż nie będzie pływał poza Europą i na dłuższe kontrakty. Obecnie pracuje w systemie 12/6 tygodni. Próbował znaleźć pracę na lądzie wielokrotnie,ale bezskutecznie. Dla mnie to ważne,że mógłby zejść ze statku,sama możliwość mnie uspokaja. Ale nie wiem jakby to wyglądało w rzeczywiatości.

Magda


tylko raz mój M. schodził ze statku emergency, jego mama była ciężko chora, w zasadzie miała policzone dni…w innych sytuacjach nie, choć nie raz było mi ciężko, a nie mam w Szczecinie rodziny, sama byłam z córką dwa razy w szpitalu, jak miała miesiącospę, w tych sytuacjach przyjeżdżała do mnie mama, nie raz było mi ciężko i byłam u kresu załamania nerwowego, ale nie odważyłabym się ryzykować pracy M. z takiego powod

IZa


U nas trochę z innej strony. Kilkakrotnie poroniłam i zmarła najbliższa mężowi osoba, po drodze ciężka depresja …Został w każdej sytuacji na statku, taki twardy zawodnik. Ze strony firmy zero przychylności, sam nie przeżył żałoby tak jak należy. Co nas nie zabije to nas wzmocni. Z biegiem czasu stwierdzam ze nie było warto. Trzeba było schodzić i niech sie dzieje wola nieba

Asia


Mojemu mężowi udało się po 3 tygodniach kontraktu (a miał być 4 miesiące) zejść że statku ponieważ w 13 tygodniu ciąży serca naszych dzieco przestały bić. Ja czekałam na miejsce w szpitalu i mąż od razu powiedział, że w takiej sytuacji nie zostanie na statku ani dnia dłużej. Na szczęście firma szybko znalazła zmiennika, porty również pasowały i na czas mojego pobytu w szpitalu byliśmy już razem. Nie wyobrażam sobie, że miałabym to wszystko przejść sama… na szczęście udało się załatwić kolejny kontrakt na maj.

Sandra


U mojego M jeden ze zmienników zszedł i został dłużej na lądzie bo urodziło mu się dziecko, niestety już tam nie pracuje… Potem posypało się jeszcze kilka zwolnień i mój M nie ma teraz odwagi wnioskować o dłuższe wakacje z okazji narodzin dziecka (mam o to żal ogromny, czuję się rozczarowana i zawiedziona bo inaczej się umawialiśmy). Niestety nie może też prosić o przysługę swojego obecnego zmiennika…gdyż ten ma identyczną sytuację. Swoją drogą, jak to możliwe, że żony zmienników maja termin porodu na ten sam dzień?

Agu


Zszedł raz, my miesiąc ciąży i miałam poważna stłuczkę samochodowa. Kiedy urodziłam syna( cesarka na zimno umówiona) m dostał wolne na 5dni – musiał przedłużać pobyt w domu z powodu komplikacji poporodowych. Ale to tak na styk było, przywiózł mnie ze szpitala we wtorek a w nocy z wt na środę leciał na statek kontrakt dokończyć.

Aga


Byłam dwa miesiące w szpitalu w ciąży, przez miesiąc starszymi dziećmi z tego powodu opiekowali się dziadkowie ( nie byłoby to takie straszne, gdyby nie fakt, że to moje dzieci z pierwszego małżeństwa i opiekowali się nimi moi byli teście) To był najtrudniejszy czas, dużo stresu, nie mogłam się spotkać przez ten miesiąc z dziećmi, było mi trudno, ale o zejściu nie było mowy, jeszcze go przeciągnęli. Przetrwaliśmy to jakoś, i to się liczy.

Anna


Mój marynarz też schodził w trakcie trwania kontraktu. Raz z powodu przedterminowej akcji porodowej i raz z powodu poronienia. Nie wyobrażam sobie żeby go nie było w takich chwilach. Chociaż na sam.porod lecąc z Brazylii spóźnił się 3h to na szczęście był ze mną w tej trudniejsze chwili.

Iga


Mój M nigdy noe schodził ze statku, nawet nie prosiłam M by schodzil gdy rodziłam. Raz tylko poprosiłam gdy zmarła moja mama czy moze zostać dłużej w domu i tak 2-3 dni przed planowanym powrotem na statek powiadomił firmę, ze musi zostać przy mnie bo go potrzebuje. Obyło sie bez problemów- zrozumieli sytuacje.

Dominikia


Mąż 12 lat temu pływał na 6 miesięcy, zszedł po 3 ze względu na zły stan zdrowia swojego taty, firma nie robiła problemu, ale niestety port był dopiero za kilka dni i wrócił na pogrzeb😞 Jak rodziłam córkę to firma się postarała i ściągnęła męża motorówką ze statku no i zdążył. Nie robią problemów w tak nagłych sytuacjach

Magda


U nas była raz sytuacja ze M zszedł ze statku raptem dwa dni po powrocie do pracy. Niestety straciłam ciąże, w danej chwili sama nie wiedziałam czego mi trzeba. Mąż sam podjął decyzję że wróci do domu, bez problemu firma sciagnela go do domu bez dodatkowych opłat bez wilczego biletu. Jak się poskladalam do kupy to ta sama firma wysłała M na kolejny projekt. Czekali tylko na jego znak, że jest już gotowy na morze

Ewelina


U nas też sytuacja z narodzinami dzieci. Dzieci przyszły o wiele za szybko w ciężkim stanie. Jego decyzja o tym że musi zejść była natychmiastowa. Firma starała się go jak najszybciej sprowadzić do mnie i do dzieci. Jednak nie udało się tak natychmiast, bo nie było gdzie go zdjąć. Po 10 dniach wrócił do domu do mnie i do szpitala do naszych dzieci. Firma nie robiła mu żadnych problemów, wręcz przeciwnie wykazali się dużym zrozumieniem. Z resztą uwierzcie mi na tamtą chwila nic się dla nas bardziej nie liczyło jak nasze maleństwa. Nie patrzył na nic, chciał być z nami.

Justyna


W tamtym roku w lipcu zmarł mój tata 😢 M w morzu a ja sama z 3 msc dzieckiem. Niestety nie mogl zejsc… wrocil miesiac pozniej. Było to straszne dla obu stron..

Agnieszka


Ja sobie nie wyobrażam sytuacji oprocz odpukac śmierci kogos bliskiego, zebym sciagala go ze statku… kryzys podczas budowy domu, szpital i zagrozenie przedwczesnym porodem, wypadek samochodowy. Nie sciagalam go, powiem wiecej, o szpitalu poinformowalam go jak juz mialam wychodzić do domu, zeby sie nie denerwowal. Wiedzial, ze mogę wczesniej urodzic, firna tez wiedziala, w razie czego mial zielone swiatlo od firmy… ale mam ogromna pomoc od rodziców i teściowej i przyjaciół, nie jestem tu sama…

Ewa


Czytam Wasze komentarze i jesteście wielkie babki

Co prawda mój M dopiero kończy studia i nie wiem czy warto pisać, ale… Ale były Praktyki podczas których nie było kolorowo. Pierwszy rejs był spokojny, bez żadnych trudnych sytuacji. Podczas kolejnej praktyki (statek w sumie stał w Gdyni, czasami wyplywali tylko w morze), w sumie już na końcu rodzila się moja siostrzenica, niestety lekarz nie potrafił odebrać porodu i mała udusila się w brzuchu. Nie prosiłam go żeby zszedł, nawet nie wiedziałam, że może, a on napisał, że niedługo będzie. Co prawda przyjechał tylko na kilka godzin, ale nie robili problemu, na pogrzeb też puścili dzień przed zakończeniem praktyk. Kolejna praktyka i kolejne załamanie z powodu kolejnej śmierci siostrzenicy. Nie wiedziałam czy chcę żeby był czy nie, przyjechał wieczorem, ale tylko na noc. Kapitan zgodził się bez żadnego problemu, być może dlatego że miał taką samą sytuację u córki.

Chyba bardzo zagrożone ciąże, przedwczesne porody i smierc najbliższych to najgorsze sytuacje

Monika


U nas M zdàżył zawsze na wszystkie porody , ale raz trafiłam do szpitala w 7 m z poważnà obawà co do zdrowia dziecka i M nie mögł wrôcić wczešniej choč nie miałam z kim zostawić puerwszego dziecka, a termin podmiany był za ok 2 tygodnie. Usłyszałam od Pana z biura, że ciàża to nie choroba. Poza tym gdy zmarła mama mojego M też nie wyrazili zgody na wcześniejszà podmiane. Poza tym nigdy więcej nie prosił o wcześniejsze zejście, jednak ogôlnie podejście firm nie było empatyczne.


Nie było takiej sytuacji. Choć wiele razy czuliśmy że powinien być tu a nie tam. Ja z kolei nie wyobrażam sobie że miałabym powiedzieć „rzuć pracę i wróć do domu bo (tu wstaw dowolne)”, po prostu nie byłoby to możliwe a i pracy by potem nie było. Niby są rzeczy ważne i ważniejsze, ale jednak nie umiem sobie tego wyobrazić. Ani porody kolejnych dzieci, ani komplikacje w ciąży nie są czymś czego bez niego nie ogarne. Łatwo nie jest, jemu też, ale nikt nie mówił że łatwo będzie

Magdalena


 

Podobał Ci się post?

Komentarze (5)

  • No raz taka sytuacja… śmierć mojego ojca, który był po operacji i chorował . Prośby do firmy o wcześniejsze zejście, bo jest ciężko nic nie dawały, dopiero po śmierci niby przyśpieszyli i uwierzyli, ale co z tego wrócił po pogrzebie. Ja sama z mamą i całość na mojej głowie, sama nie wiem jak to przeżyłam. To nie prawda, że takie sytuację wzmacniają to nas zmienia i jesteśmy zgorzkniałe. Inna sytuacja to podejrzenie padaczki u córki i ja sama z tą wiadomością. Nie mówiła nic M, bo po co martwić. Na szczęście okazało się wszystko ok, ale co strachu się najadłam to moje. Takie sytuacje uczą tylko, że tak naprawdę wszystko trzeba ogarnąć samej i nikt nie docenia, ale jak mówi teściowa widziały gały co brały.
    Miło, że są jeszcze takie Piotrki na świecie , którzy doceniają:) Pozdrawiam

    • Wyobrażam sobie ten strach. Miałam tak jak miałam podejrzenie ciąży pozamacicznej – też nic nie mówiłam. Ale co moje to się strachu najadłam

  • Hej, jako Marynarz podziwiam was. Wszystko na waszych głowach. Dom, samochód, przede wszystkim rodzina czyli dzieci. Kiedyś myślałem że nasz zawod jest ciężki, ale życie z nami jest cięższe. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *