Rodzina i Dzieci

Zabieram dzieci i spadam

Autor: Kwiecień 21, 2018 Zostaw komentarz

Tak właśnie pomyślałam sobie w pewien kwietniowy piątek o północy.  Z reguły ludzie cieszą się z weekendów. A chyba gdy nie mamy rodziny w komplecie, to ten weekend trochę odwrotnie potrafi zadziałać. W tygodniu: szkoła, praca, zajęcia  – czas leci, zadania zaprzątają myśli, popołudniowe spacery czy rower są wyczekane. A weekend? Wszystko sie tak ciągnie. Dzieci siedzą na głowie, pranie woła, mop krzyczy, lodówka też by chciała podziałać. Zza oknami słychać tatusiów z dziećmi na spacerze. W niedzielę po kościele  też same rodzinne spacery itp. No super, nic strasznego. Jednak  te weekendy potrafią dać w kość. W piątek, czy w sobotę nie posiedźmy przecież z marynarzem, nikt śniadanka nie zrobi…Mając dzieci też trzeba ten czas im zagospodarować.  To nie jest tak, że one muszą po prostu przeżyć, przetrwać ten czas bez taty. One muszą normalnie żyć. Mieć zabawy, atrakcje, spacery, czas z mamą…

Podobno ( tak słyszałam z opowieści od znajomych) są mamy, które absolutnie nie wyjadą same z dziećmi dalej niż sięgają granice ich miasta, dzielnicy. Bo jak? Przecież to trzeba sie zapakować, pilnować itp.  Wydaje mi się , że żony marynarzy nie znają takich sytuacji. Choć czasem można wpaść w taką swoją rutynę, zniechęcenie, bo nie ma bodźca –  pełnej rodziny. Tak jakoś chcąc nie chcą, wgrywa się opcja –  przetrwać, a nie przeżyć. A dzieci to łapią.. One nas naśladują.

 

 

 

 

 

  • I tak właśnie myśląc o sobocie w głowie pojawił się automatyczny plan. Wstać , śniadanie, spacer biedronka, drzemka, sprzątanie pranie, jakieś bajki, może rower…I nagle ta myśl: NIE. Chcę inaczej!! Co z tego, że jestem sama z dziećmi. Gdziekolwiek będę i tak będę sama, więc co to ma za znaczenia gdzie będę? Mimo, że nie biegam jakoś super ( ledwo zaczynam ) wymyśliłam plan –  biegu z wózkiem po Jastrzębiej Górze( uwielbiam to miejsce). Szaleństwo, ale czemu nie?

I tak właśnie pomyślałam – Biorę dzieci i spadam stąd.

 

Jeździłam wcześniej sama ale tylko z jednym dzieckiem, a tu było wyzwanie – młoda agentka,  niespełna 1,5 roku i rozbrykany 8 latek.

Ale wstałam, zarezerwowałam hotel, spakowałam się wsiadłam do samochodu  i pojechałam…o 11.00 już biegałam po Jastrzębiej.

I jak to zrobiłam  okazało się, że można. NO MOŻNA!!!

W tym wszystkim jednak  była jedna rzecz, która najbardziej mnie zaskoczyła. Naprawdę świetnie bawiłam się sama z dziećmi. Bo  to było z dala od domu, obowiązków. Bawiliśmy się, biegaliśmy, plażingowalismy, zaliczyliśmy wiele przygód . I owszem, z małym dzieckiem samej napotka się trudności: nakładanie jedzenia w restauracji hotelowej, nocka( masz jeden pokój ), basen też był wyzwaniem  – praktycznie cały czas mała przy mnie…. ale to pierdoły. Była sala zabaw, pusta plaża, słońce , basen, szerokie korytarze do biegania, las, skarby( kilka patyków i kamieni przyjechało z  nami do do domu), nachos…

 

 

 


Wniosek jest taki, że był to jeden z lepiej spędzonych samotnie weekendów z dwójką dzieci.

Jak się zmotywować? Proste. W domu jesteś sama więc co za różnica gdzie jesteś? Wszędzie  sobie poradzisz.


 

Podróżowanie samej z dzieckiem, czy dziećmi to coś czego warto się nauczyć. Pozornie niby nic, a jednak jest wiele kobiet, którym trudno pojechać chociażby autobusem  do miasta obok. I w przypadku stacjonarnych kobiet nie ma, aż tak co sie dziwić, bo i po co one maja jeździć same? Mają swojego partnera bardzo blisko siebie. A na wyjazdy dłuższe niż dzień, z reguły jeżdżą rodzinnie. W przypadku samotnych mam, marynarskich mam, czy jeszcze innych , które z jakiegoś powodu są same – to jednak jest  coś co powinno się robić automatycznie. I to wcale nie jest takie straszne. Tylko trzeba się przełamać, podjąć decyzję i już.  Sytuacja naprawdę może nas zaskoczyć na plus, a nasze dzieci mogą być dla nas prawdziwym kompanem do wyjazdów, bliższych czy dalszych.

Z moim synem zaliczyłam kilak takich mocnych samotnych wypadów. No bo jak ferie, wakacje wypadają gdy taty nie ma, to przecież nie powiesz, –  poczekajmy na tatę. Oczywiście patrząc z perspektywy czasu, wyjazdy z jednym dzieckiem to luzik , z takimi małymi jak moja córka są dużo trudniejsze. Ale nie musimy od razu lecieć na miesiąc do Tajlandii. Czasem wyjazd za miasto, naładuje nam baterie i wzmocni naszą pewność siebie, a dzieciom da mega frajdę. Bo chyba chcemy im tworzyć wspomnienia taki też tylko z mamą? A i mama chce mieć coś więcej ze swoich kontraktów niż tylko czekanie.

 


#lubięspontan

Podobał Ci się post?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *