Związki

JAK NIE ZWARIOWAĆ Z MARYNARZEM?

Autor: Marzec 1, 2018 14 komentarzy

Droga do wariactwa w takim związku jest bardzo prosta. To nie jest standardowe życie, aczkolwiek takie może się stać, jeśli uda nam się nie zwariować z marynarzem. Czyli z facetem, którego tych kilka miesięcy w roku zwyczajnie nie ma. To na co uważać? Czego możemy się na swojej drodze spodziewać? I co możemy odpuścić?

Zacznijmy od choroby wyjazdowej ( tu szczegółowo o niej-kliknij ). Dotyka ich zawsze. Jeśli wkręcimy się w Ich stany i faktycznie na poważnie będziemy brać każdy stres, każde dziwne zachowanie – chociażby nagłe naprawy czy niespodziewane zakupy – to raczej miło nie będzie. Tu trzeba trochę odpuścić. Spojrzeć na niego z boku, gdy denerwuje się, że jego walizka jednak jest zniszczona i musi mieć nową. Powiedzieć: też będę tęsknić. Bo wyjazd to wariactwo, a Ich wtedy na maksa nosi – nosi wszędzie i wszystko chcą.

Musimy kończyć same to co zaczną? No tak też jest. Podejmujemy pewne decyzje wspólnie. Oni działają (np. wspólny interes, budowa domu itp), a potem i tak zostajemy z tym same i coś tam musimy dokończyć, załatwiać dokumenty, bywać w różnych instytucjach. Często nawet nie do końca wiemy o chodzi. Ale to cześć tego życia. Załatwianie spraw przy równoczesnym siedzeniu na telefonie i mailach z marynarzem. Pamiętajcie, nie na wszystko mamy wpływ i czasem może się nie udać. Tak już jest.

Dom to nie hotel. No tak. Twój porządek, twój rozkład dnia – wszystko działa jak trzeba. A tu wraca nasza radość, która dorzuca pranie, wyjada wszystko z lodówki, rozrzuca skarpetki i takie tam. I co, będziesz się stresować? No nie. Weź kocyk, włącz film i ciesz się, że razem. A dyskretnie, małymi kroczkami, warto gdzieś tam wspomnieć: Może tak nie rób. Po co awantura? To takie błahostki. Jak chcesz mieć spokojną głowę, to się tak nie przejmuj i pamiętaj, że to też twój mózg musi się przeprogramować na tryb My. Daj sobie czas po powrocie.

Poucza, zwraca uwagę. Wraca i nagle mówi lub daje do zrozumienia, że sam by wszystko zrobił „lepiej” albo że to nie takie trudne – te dzieci, dom itp. Na morzu to dopiero jest praca. Jest na to prosty sposób – Zostaw Marynarza ( zajrzyj tu – kliknij). To jest niezawodny i prosty sposób. Niech zostanie sam – nie z Tobą, ale sam. Te kilka dni Cię nie zbawi, a efekt może być naprawdę świetny dla wszystkich. 28535974_1833130546738918_1399657109_n28580663_1833130540072252_807736552_o

Masz gorszy czas, kiepski dzień, a On dzwoni. I już wiesz, że się pokłócicie, bo żadne z Was nie jest w humorze. Trudno, odpuść tę rozmowę. Po co przez telefon wyciągać brudy? Trudno, rozmowa przepadnie, ale powiedz, że nie możesz, że źle się czujesz. Zrzuć wszystko na PMS. Lepiej odpuścić, niż nawrzucać sobie bez sensu przez telefon. Nie widać człowieka ani nie uczuć. Chyba, że faktycznie czekałaś bardzo długo na tą rozmowę…to działaj ostrożnie.

No i oczywiście, aby nie zwariować, trzeba się z góry przygotować na zwiększoną ilość dziwnych wypadków, awarii, chorób i takich tam dziwnych zdarzeń losowych, zaraz po tym jak marynarz wyrusza w morze.

 

Kochaj i nie udawaj. Jeśli Ci gorzej, to nie udawaj przed nim bohaterki jak jest w domu. Szczerość jest ważna. On Cię kocha i widzi co robisz. Może nie zawsze Ci to okaże, czy o tym powie. Ale gdyby nie Ty, pewnie nie wypływałby, bo nie miałby dokąd wracać. Masz gorszy dzień – to miej. Nie tylko Ty ten świat musisz ogarniać. Im więcej szczerości, tym szybciej szlaki przetarte między wami. A kumplowanie się i lubienie swojego towarzystwa, to podstawa by nie zwariować.


Aby łatwiej było to zapamiętać, to proszę 10 przykazań, które mogą uchronić cię od wariactwa:


  1. Lekceważ pierdoły ( pasty do zębów, zawsze możesz kupić dwie, a skarpetki brudne wrzucić mu do szuflady;-)

  2. Naucz się myśleć ” JA „. Jak  ja to zrobię, jak się zorganizuję itp

  3. Nie kłóć się z M przez telefon czy komunikatory – odpuszczaj.

  4. Wyjeżdżaj czasem sama. Nie zawsze musisz być na mostku;-)

  5. Uzbrój  się w cierpliwość. Dużo jej będziesz potrzebować.

  6. Chwal go i doceniaj jego pracę. Ale przypominaj też o swojej.

  7. Wypychaj go czasem z domu. Niech gdzieś idzie w świat, niech ma swój kawałek  na lądzie.

  8. Nie traktuj go jak gościa w domu. O nie, nie, nie!!!!! To jego dom też. Nie skacz ciągle nad nim.

  9. Bądź przygotowana na ciągłe zmiany planów. I gotowa na każdą zaskakującą sytuację.

  10. KOCHAJ GO, CZEKAJ, ALE ŻYJ SWOIM ŻYCIEM. Nie musisz być cały czas z nim. Miej też swój kawałek świata!!!!

28536508_1833130440072262_633987780_n

Podobał Ci się post?

Komentarze (14)

  • To jak związek na odległość… ludzie jakoś dają radę.

  • Poznałam marynarza 3 miesiące temu. Spędziliśmy ze sobą cudne chwile, no bo wiadomo pierwsza fascynacja. Tydzień temu wypłynął w rejs….. Nie jest lekko. Dopiero zaczynam rozumieć co to znaczy być dziewczyną marynarza. Nie wiem czy można to znieść na dłuższą metę. To trudne….. Piszemy maile i widzę, że to ciężka praca, tęsknota, okrutne odcięcie człowieka od rzeczywistości.

  • Jestem ponad trzy lata z marynarzem. Czuję się jak na karuzeli emocjonalnej. Nie jesteśmy małżeństwem. Trzy dni jest ok, potem wystarczy np że coś powiem nie tak jakby PAN chciał i zaczyna się obrażanie, ponizanie, wyzywanie. Nie ma szacunku do nikogo. Swoich rodziców też potrafi wyzwac o byle co ( mieszkamy z nimi). Nie znosi krytyki, odmiennego zdania. Zżera go zazdrość gdy ktoś ma lepiej od niego. Czuję się jakbym była z innym człowiekiem. Zawsze ja jestem winna wszystkiemu i ciągle mi to przypomina. Wmawia mi choroby psychiczne. Ja zawsze źle wyglądam, jestem syfiara mimo że staram się jak mogę ze wszystkim. Dla niego jestem zero bo nie zarabiam i nie dokładam się do niczego ( zajmuje się naszym małym dzieckiem). Nie mam prawa głosu. Jak coś nie wychodzi to wszystko przezemnie. Sprawdza mnie ze wszystkim. coś kupi potem wypomina. Przeprosi i dla niego wszystko jest ok. Robi afery o to że jeszcze potrafię być zła o to jak się do mnie odnosi. To nie jest ta osoba która poznałam wcześniej, nie wiem czy to morze zabiera mu mózg czy po prostu trafiłam na człowieka z problemami psychicznymi.. Wysysa ze mnie cała energię, radość z życia. Gdy są dni że jest dobrze,boję się być szczęśliwa bo wiem że wystarczy że za długo będę w sklepie i będzie znowu awantura. Gdy jedzie na statek niby tęsknię ale psychicznie czuje się Spokojniejsza. Ciągle słyszę że on ciężko pracuje a ja mam wakacje w domu za jego pieniądze. Nie chce żeby dziecko później tak samo się zachowywalo jak on. Prawda taka że gdyby nie syn to bym dawno już z tym człowiekiem nie była ale już słyszałam że gdybym odeszła to nawet zapłaci żeby mi zabrali dziecko. Udaje przed moją rodziną,znajomymi że jest ok wszystko. Tak mi lepiej. Od jego mamy słyszę że on wcześniej taki nie był, czyli przezemnie. Wszystko przezemnie. Ciągle głupia mam nadzieję że w końcu wszystko się zmieni…

  • Pani Magdo, to nie jest tak, że wszystkie i zawsze mamy tak „słodko-pierdząco” – rzeczywiście w komentarzach dużo jest szczęścia, ciepła i radości z bycia z marynarzem, ale czy można mieć do kogoś o to pretensje? Albo czy można zarzucać komuś, że nie dzieli się tutaj swoimi trudnymi przejściami? Każdy odpowiada za siebie, za to czy zechce się podzielić prawdziwą cząstką siebie, swoją szczerą historią czy wykreować nieprawdziwy obraz, by – na przykład – oszukać samą siebie.. Jak za wszystkim w życiu – trzeba umieć zachować dystans i do wpisów (nawet Kasi) oraz komentarzy na blogu, i do mediów społecznościowych, i do pięknych zdjęć w gazetach, i różnych opowieści koleżanek w pracy. Pani Magdo, ja na przykład mam swoje problemy, które potęguje długa nieobecność męża-marynarza. Od kilku lat korzystam z pomocy specjalisty i przynosi to wymierne, dobre rezultaty, choć wiąże się to z moją nieustanną pracą nad sobą. Nie ukrywam, że dużo daje mi wsparcie rodziny, ale też pracą jest uświadomienie rodzinie, że coś, co dla mnie jest problemem, dla nich – niekoniecznie. Osobiście uważam, że możliwość korzystania z pomocy specjalistów to dobrodziejstwo naszych zwariowanych czasów. Jeśli mogę coś doradzić – proszę skorzystać ze wszystkiego, co możliwe: np. terapie (może uda się kiedyś namówić nawet i męża na wspólną sesję), pomoc farmokologiczna i inne. Ponadto nie wstydzić się samej siebie przed samą sobą, nie obwiniać się wewnętrznie, nie karcić, nie obrażać siebie samej. I choć dzisiaj wydaje się Pani, że nie wstanie Pani z łóżka, że życie nie ma sensu – to z góry proszę założyć (choć to wyda się trudne), że taki stan minie, bo minie, proszę tylko dać sobie chwilę i nie rezygnować z pomocy, którą zaoferują Pani inni. Trzymam kciuki za Panią!

    • Aga!
      Jak nie zwariować? Ja mam swoją pracę i dzięki temu mam swoje życie, dzieci do szkoły do przedszkola ja do pracy.Rozumiem wpisy wszystkich, nawet dziewczyn, które borykają się z problemami i korzystają z pomocy np. lekarzy. Sama mam dołki i nie dziwie się nikomu kto ma np. depresję, łatwo w nią popaść, szczególnie jak się jest samą przez 4 miesiące (t u mnie tak jest). Dodam jeszcze, że mój młodszy syn ma autyzm, i zostałam teraz sama z terapiami, pracą zawodową i domem i drugi synuś. Pewnie że się użalam czasami, najgorzej jak dzieci chorują.
      POzdrawiam wszystkich, łatwo to pisać ale nie można się poddawać, ja nie mogę, dla siebie i dla dzieci.

      • Mam podobnie:praca, dwoje dzieci w wieku szkolnym, odpukać zdrowe, wielki podziw dla matki borykającej się z poważną chorobą i wielkiego psa. Kontrakty męża od 4 do 7 miesięcy. Miewam kryzysy, ale wiem, że muszę działać mimo tego.

  • A ja zwariowałam..Kilka dni temu po prostu nie mogłam w pracy ustać na nogach, psychiatra po kilku moich zdaniach wystawił zwolnienie , przepisał leki. Rozsypywałam się na kawałki od dawna i teraz nie wiem, jak siebie poskładać. Ja, marynarzowa, która ogarniała wszystko, wszystko, dzisiaj nie jestem w stanie wstać z łóżka. Straciłam poczucie sensu, czuję tylko strach przed każdym dniem. Wszystkie żony z tego bloga czekały z wytęsknieniem na powrót marynarzy, a ich życie z panem na lądzie to wieczna randka- tak to opisujecie-czytając nabierałam przekonania, że jestem z tym sama, jestem do niczego. Marynarz na lądzie, tak wyczekiwany.. Dwa dni nieba, dziesięc dni piekła, awantur i wyzwisk, przy dzieciach, przy ludziach..Mogłam stanąć na głowie, i tak musiałam znieść pogardę, szyderstwo. I jeden argument, że jak mi się nie podoba, to mogę sp..dalać. Potem znów przeprosiny i raj na ziemi. Z niczym sobie nie radzisz, idiotko- słyszałam. Zamiast do domu, szłam po pracy gdziekolwiek, bo tak bałam się powrotu jeśli w domu był pan marynarz.Nie odpoczywałam nigdy, w nocy siedziałam w salonie i patrzyłam w ścianę, i myślałam.. Chorowałam, zaczęłam popijać..Dzień po dniu miałam coraz mniej sił, kurczyłam się, nie widząc sensu w niczym. Muszę odchować dzieci, powtarzam sobie, ale to przekonanie jest coraz słabsze.
    Życie z marynarzem nie jest bajką. Morze ich zmienia,tych najukochańszych, najlepszych też, i niejednemu przepala się bezpiecznik w mózgu bardzo szybko. Schodzą ze statku z różnymi psychozami. Wnoszą to do domów, obok prezentów z drogerii na lotnisku. Tak, wiem, żadna marynarzowa nie potwierdzi, przecież wszystkie macie nieustanną randkę z M., a ja jestem przypadkiem odosobnionym. Nie dałam rady. Albo inaczej- dawałam sobie radę za dobrze, by marynarz, którego życie- jakie sam wybrał-przerosło, mógł to znieść. Trzymajcie się.

    • Absolutnie nie jesteś sama. A tu wiele razy poruszaliśmy temat przemocy psychicznej…itp.
      Trafiłaś na złego czlowieka jesteśmy z tobą. Jeśli czegos potrzebujesz pisz na priv. A jesli moge chętnie wykorzystam twój komentarz twoją historię do kolejnego wpisu. Tak?

    • Magduś jest więcej takich jak Ty. Może aż tak u mnie nie jest źle,ale…
      Morze niszczy charaktery najlepszych, a specyfika pracy jest okrutna dla Rodziny. Jestem w związku od 29 lat i widzę jak rozłąka wpływa na niego, na mnie i na dzieci. Wrzaski są od jakiegoś czasu na porządku dziennym i standardowe. Chęć ustawiania po kontach też, bo to przecież chif , który dużo zarabia i wszystkich utrzymuje. Tęskni się,ale już nie tak jak kiedyś. Tęskni się za dawnymi czasami. Jakoś sobie z tym radzę i się nie daję,staram się już teraz dla siebie, bo dzieci w świecie. Żeby zawalczyć potrzeba dwóch stron i chęci zrozumienia. Magda życzę Ci wytrwałości w walce o siebie. Nie poddawaj się, kto Ci pomoże jak nie Ty sama sobie, Ty wiesz co dla Ciebie najlepsze, wykorzystaj każdą pomoc, każdą wyciągnięta rękę. Masz siłę ,żeby wstać, masz tę moc,zeby walczyć i wygrać dla siebie, dla dzieci. Wierzę w Ciebie i w siłę Kobiety. Życzę Ci samych dobrych ludzi wokół. Madzia źle już było teraz będzie tylko dobrze, nie inaczej.

    • Magda, nie każdy jest na wiecznej randce.
      U mnie podobnie. Trzymałam wszystko w garści. Ogarniałam wszystko. Mąż nie musiał nic. Jak chciałam porozmawiać o problemach kiedy był na morzu to słyszałam, że nie teraz bo on ma dużo pracy i on ma swoje życie tam jak jest tam. Kiedy wracał do domu problemów teź być nie mogło bo musiał odpocząć.
      No to dawałam radę. Aż coś we mnie pękło. Leżałam patrząc w sufit. Wstawałam bo musiałam zająć się dzieckiem. Gdyby nie to pewnie zostałabym w tym łóżku na amen.
      Kiedy próbowałam rozmawiać , bagatelizował wszystko. Ja przestałam być ważna. Byłam praczką, sprzątaczką, wycieraczką….
      Nie , nie powiem, że to jego wina bo to ja dałam sobie wejść na głowę i nie potrafiłam stawiać granic. Chciałam, żeby miał lekko , łatwo i przyjemnie skoro już tak się poświęca i ma taką ciężką pracę.
      Próbowałam wziąć go na terapię i skorzystać z pomocy specjalisty. Usłyszałam, że zrobiłam tam z niego tyrana. Więc na więcej spotkań nie przyszedł.
      Próbowałam tłumaczyć , że chciałam, żeby ktoś obiektywnie spojrzał na to wszystko i pomógł nam bo ja już nie miałam siły tego dźwigać. Nie dotarło. Jego JA okazało się być ważniejsze od wszystkiego.
      Im wyżej awansował tym gorzej się zachowywał i w stosunku do mnie i w stosunku do dzieci. Woda sodowa uderzyła mu do głowy. Później na statku pojawiły się panie pracujące za marynarzy i właściwie zaliczył każdą z nich. Młody bóg tuż przed pięćdziesiątką. Te panny też nie mają skrupułów . Obrączka na palcu nie jest problemem.
      Dziś jestem tuż przed rozwodem. Mam dość.
      Były przeprosiny i obiecanki, że nigdy więcej nie będę przez niego płakać. Że będzie o mnie walczył jak lew. Szkoda gadać. Morze zmieniło go na gorsze. Wysokie stanowisko i pieniądze uderzyły mu do głowy. Jeśli dodać do tego andropauzę to naprawdę żal patrzeć na niego co się z nim stało.
      Trzymajcie się kochane i pamiętajcie o sobie, o stawianiu granic i niezależności. Nie musicie być dzielne za wszelką cenę a już na pewno nie za cenę was samych.
      Ja korzystam sama z pomocy specjalisty. Dzięki temu staję na nogi po tym wszystkim.

  • Trafiłam do Pani kilka dni temu. Mój narzeczony marynarz SAM mnie tutaj odesłał. Żeby poczytać, czegoś się dowiedzieć. Nie jesteśmy długo w narzeczeństwie, jednak wyjazdy już były na morze ( chociaż krótkie) sama pracuje za granicą, wiem jak to jest:). Jednak tym razem tydzień temu było gorzej. Ja 500 km od domu on przed wyjazdem na 4mce. Tragedia. Jednak weszłam tutaj poczytałam i jest mi lepiej. Chociaż to on jest największą ostoją w tej całej sytuacji. Jednak blog jest świetny, a ten wpis pokazuje połowę tego co już mamy za sobą. Życzę sukcesów W dalszym prowadzeniu bloga !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *