Mężczyzna

CZY MARYNARZE PRACUJĄ?

Autor: Luty 6, 2018 11 komentarzy

To zapewne abstrakcyjne pytanie. Przecież wiadomo, że pracują i to często ciężko, w trudnych warunkach, z dala od domu… Ale tu nie o pracę na morzu chodzi. Sytuacje są różne. Chociażby początkujący marynarz, jeszcze się uczący, wypłynie w morze raz czy dwa w roku, a reszta miesięcy zostaje na uczelnię czy na dorabianie sobie. Bo przecież na starcie zarobki są raczej marne i nieadekwatne do wykonywanej pracy, czy ilości miesięcy na morzu. I trzeba zarobić na lądzie.shipping-1429431_1920-kopiaimg_3058img_3059

Inna sytuacja: Marynarz, który pływa i stara się zorganizować sobie i rodzinie pracę na przyszłość czy opcję awaryjną w razie czego. A jak zabraknie pracy na morzu, albo będzie niezdolny aby na to morze wyruszyć? To forma zabezpieczenia. I tak powstają różne firmy, mieszkania na wynajem, inwestycje udane i mniej udane, szkolenie się w innych branżach, np. programowanie. I bywa, że wracając z morza sporo czasu poświecą się właśnie na tę drugą pracę. Zawłaszcza gdy prowadzi się coś wspólnie z żoną czy partnerką. Bo pod nieobecność Jego ktoś musi tym zarządzać, czy zwyczajnie ogarniać temat.img_5340

I jeszcze jedna sytuacja. Życie zmusza nas do pracy. Jest pięknie, jest morze, są pieniądze a tu nagle coś powoduje, że na to morze wypłynąć nie możemy – problemy ze zdrowiem, brak pracy itp. Wiadomo, że większość marynarzy emerytury czy składek zwyczajnie nie ma. I to jak będzie wyglądać ich przyszłość, zależy tylko od nich i tego co zrobią, aby zabezpieczyć siebie. No i gdy życie przymusza to bywa i tak, że marynarze pracują w różnych branżach – a to na taksówce, a to gdzieś w hotelu jako wsparcie techniczne, w różnych organizacjach, w portach, na budowie…. czy gdzie tam ich wiedza i doświadczanie poniesie.

Jest też ostatnia grupa – tych już na emeryturze. Zwyczajnie dorabiają sobie do niej. I tu też można spotkać wielu takich wiekowych marynarzy, co to potem w pracy opowiadają o morskich przygodach.

No i pasjonaci… Czyli tacy, co zaraz po powrocie z morza zajmują się tym co lubią najbardziej: robią meble, rysują, grają na instrumentach w zespołach czy żonie do ucha, tworzą rożne rzeczy…. i często to właśnie też z ich pasji powstaje jakaś inna forma pracy.

Powodów do pracy dodatkowej morze być wiele.

Bywa też odwrotnie – że to morze jest tą dodatkową pracą. Bo przecież w rożnych okresach życia można się tam znaleźć.

Żadna praca nie daje nam gwarancji, że będzie wieczna. A ta na morzu w ogóle nie jest stabilna. Dzisiaj jesteś, a już za chwilę cię odwołują.

Jak było u mnie ?

Gdy poznałam mojego, wtedy chłopaka, teraz męża to studiował i wypływał gdy pojawił się jakiś kontrakt. Dodatkowo jeszcze pracował tu na lądzie. I wbrew pozorom chyba teraz jest to bardziej poukładane niż było na początku. Bo aby zarobić na studia, kursy i życie praca była niezbędna. Mój M wracając nawet z 6 miesięcznych kontraktów, miał tydzień przerwy i wracał do pracy na lądzie – a pracował w ochronie. To  było dość ciekawe, bo oprócz tego że nie było go ze mną jak był w morzu, to i praca lądowa wymagała podobnych zachowań. Wychodził na 24h do pracy potem odsypiał, uczył się i dalej. Ja również pracowałam na zmianach, choć nie nocnych ale w pracy potrafiłam siedzieć do 22.00, a weekendy spędzać na uczelni (tu moja historia). Dlatego myślę, że okres startu był dość trudny, choć wtedy taki się wcale nie wydawał. Morze wchodziło do naszego życia gwałtownie i tak samo gwałtownie wychodziło, bo czekanie na jakiś wyjazd trwało i kilka miesięcy. Był kontrakt – to się płynęło. Urlopy bezpłatne, urlopy dziekańskie itp. Istny Roller Coster. A trzeba było utrzymać mieszkanie, opłacić studia (studiowaliśmy zaocznie, wieczorowo) i do tego wydawać najwięcej kasy tak naprawdę na dodatkowe kursy. Dlatego praca była niezbędna. Żyło się bardzo skromnie, ale z celem.

I to trochę takie koło – choć myślę, że dotyczy wielu zawodów. Gdy jesteś w dobrym punkcie, myślenie o swojej przyszłości czy starości staje się kolejnym wyzwaniem. Bo czasy gdy panowało przekonanie, że Państwo zapewni emeryturę i będzie kolorowo – dawno minęły. Pływając kiedyś w PLO czy w PŻM można jeszcze było żyć z takim przekonaniem. Dziś każdy wie, że jak nie zadba o swoją przyszłość to rożnie może się to skończyć. Dlatego marynarze pracują też poza statkami. W bardzo różnych okresach swojego życia, podejmują bardzo rożne wyzwania. I to chyba odróżnia pływanie kiedyś od pływania teraz. A pytanie: Co mogę zrobić, poza odkładaniem na konto oszczędnościowe, może pojawić się w każdym momencie.

Jest jeszcze jeden myk. Oczywiście wiele takich pomysłów, prac, interesów nie udałoby się gdyby nie pomoc, albo nadrzędna rola w ich realizacji – żon, dziewczyn.

A jakie są Wasze dodatkowe prace? Są takie, albo były? A może coś planujecie? Piszcie w komentarzach

office-1209640_1920

Podobał Ci się post?

Komentarze (11)

  • Pracuje obecnie w najlepszej firmie operujacej jednostkami LNG na swiecie. Jestem inzynierem, oficerem. Jesli mam byc szczery, idac na Akademie Morska myslalem, ze ta praca jest warta tego poswiecenia. Niestety, z biegiem czasu, mimo znalezienia sie w najlepszej kompanii LNG na swiecie w dosc krotkim okresie czasu stwierdzam, ze nie. Nigdy drugi raz nie wybrałbym tej sciezki zawodowej. Odpowiedzialnosc, rozlaka z rodzina, praca w stosunku do outcome’u jest zadna. Porownujac dzisiaj zarobki z morza do zarobkow na ladzie osob bedacych na wlasnej DG wykonujacych proste prace, ale rzetelnie – outcome, ktory my marynarze otrzymujemy jest wg mnie totalną zniewagą. Nie bede tu wymienial konkretnych biznesow, zawodow, ktore zarabiaja na ladzie duzo wiecej niz chief, czy kapitan z takiego LNG, ale jest ich mnostwo, a poswiecenie zdecydowanie mniejsze i czlowiek spokojnie spi. Jak to mówią, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Od ponad poltora roku mowie sobie, po kazdym kolejnym kontrakcie koniec z tą pracą. Gdy wracam do domu non stop szukam czym innym moglbym sie zajac z moim specyficznym wyksztalceniem…. Ciężko. No coz, tym razem definitywnie to moj ostatni kontrakt. Po powrocie zaczynam szkolenia w innej branży, bedzie mnie to sporo kosztować, ale szczerze, dam wszystko żeby tylko rzucić tę pracę. Owszem, szkoda mi mojej kariery, czasu spedzonego w branzy morskiej, w ktorej na chwile obecna moge powiedziec – tak jestem KIMŚ, by teraz w nowej przyszlosci znowu byc nikim i zaczynac od zera. Moi koledzy ze studiów dali by sobie rece pociąc by pracowac tu gdzie teraz jestem, wiem o tym, ale co z tego skoro jakis tam projektancik, czy murarz na wlasnej DG za granica jest w stanie zarobic tyle samo, albo dwa razy tyle co kapitan czy chief jesli mu sie chce, a warto dodac, ze pracuje tez wtedy kiedy mu sie chce jesli jest na wlasnej DG, a dzisiaj – badzmy szczerzy, to nie problem zalozyc firme. Mnostwo czasu i kasy poswiecone, zainwestowane… szkoła, kursy itp. Moja rada dla innych, bystrych i madrych zyciowo osob (nie tych wyuczonych, co mysla, ze wiedza pojęta to wszystko), ktore planuja prace na morzu to by sie naprawde dobrze zastanowili zanim pojda ta sciezka, a najlepiej przedyskutowali to z ludzmi, ktorzy osiagneli COS na ladzie i poznali ich opinię. Outcome w porownaniu do poswiecenia w pracy na morzu jest zaden. Zdrowie jest bezcenne. Nasze zycie rowniez. Nie dalbym sie kolejny raz namowic na zamkniecie w blaszanej puszce kilka miesiecy w roku, ryzykujac zdrowie, tracac cenny czas, ktory ucieka przez palce kosztem kilku tys. dolarów, ktore spokojnie mozna zarobic na lądzie jesli ma sie troche oleju w glowie. Jesli jestescie mlodzi i nie macie na glowie kredytow, rodziny to najlepszy moment zeby sie wycofac, pozniej moze byc juz za pozno. Najwazniejsze to mimo powrotu do domu drążyć temat, nie odpoczywać i nie trwonić kasy. Szukać alternatywy.

    Pozdrawia spełniony zawodowo oficer inzynier, który nigdy drugi raz nie wybrałby tej samej ścieżki.

  • MóJ mąż gdy wraca jest moim następcą w domu tzn ja do pracy w szkole mam pełny etat,nauczycielka. Mąż zatem robi zwykle to co ja, gdy on jest w morzu no i odpoczywa bo zawsze ciężkie kontrakty na doDarek 4 miesięczne.

  • Bardzo fajny artykuł, sam aktualnie pływam i przymierzam się do zmiany profesji na co daje sobie kilka lat. Mam taką małą uwagę do osób, które tak chętnie dzielą się informacjami o tym że ich M pracuje i zarabia na lądzie i prawdopodobnie nie płaci podatku od wynagrodzenia za pracę na morzu. Aby taki stan się utrzymał to radzę być bardziej ostrożnym co i gdzie piszecie bo wielki brat (Urząd skarbowy) patrzy.

    • Internet to jednak zawsze internet… trzeba być ostrożnym. Na jaką profesję chcesz się przerzucić, masz plan?

    • 🙂 No dokładnie ostrożności nigdy nie za wiele a życzliwych inaczej może się trochę znaleźć. Maciek a masz coś na oku, w jakie branże uderzysz?

  • Mój chłopak i ja akurat studiujemy dziennie więc czasu na pracę nie ma dużo, ale w weekendy ja pracuję w centrum handlowym, a on jak nie ma akurat praktyk na morzu to naprawia komputery lub programuje w firmie mojego kuzyna także jakoś sobie radzimy choć nie jest kolorowo

  • Trzecie fotografia od góry artykułu, statek Grampian endurance, na doku w aberdeen. 2lata pracy na nim ☺️

  • Jak poznałam mojego M to studiował i pracował w ochronie. Gdy już zaczął pływać to po powrocie z morza pracował w wykonczeniówce i temu teraz wszystko sam potrafi w domu zrobić 😊 nie potrzeba żadnego fachowca.

    • Czyli praca w ochronie bardzo popularna… mój m jest też elektrykiem więc te tematy też w domu są zawsze załatwione

      • Mój M jest też elektrykiem ale to potrafi tylko i wyłącznie na statku! 😉 Po 18 latach po raz pierwszy raz mamy zrobić razem remont części domu więc jest możliwość że się przy tym pozabijamy! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *