MENU

Komentarze (0) Kobieta, Magazyn, Na wesoło, Uncategorized

TEGO PYTANIA, W PEWNYM MOMENCIE, NIE ZADAJE SOBIE JUŻ KOBIETA MARYNARZA.

bare-1986105_1920

Wiele spraw może początkowo przerażać, gdy zostajemy same. Szczególnie, gdy zostajemy pierwszy raz same z dziećmi. Każdy dzień to trochę taki chrzest bojowy. Najprostsze czynności i te powtarzalne, są najbardziej dołujące. Ale zarówno dzięki tym prostym, jak i tym trudnym wyzwaniom, przed którymi musimy nie raz stanąć bez wsparcia naszej drugiej połowy – stajemy się silniejsze. I wcale nie chodzi o jakąś siłę charakteru, brak łez i udawanie super bohaterki. Nasza siła to: z czasem radość dnia codziennego, radość ze swojego życia i codzienności, gdy jesteśmy osobno, poczucie humoru, dobre nastawienie, wsparcie dla marynarza na morzu, uśmiech dzieci. Jasne, że nie jest to całodobowa siła, bo kto niby tak ma? Nie raz popłyną łzy, czy padnie seria pt.: kur**, nie chcę, nie nadaję się do takiego życia. I to też jest normalne, to nic innego jak dowód na to, że nie rezygnujemy a, że chcemy. Tu chodzi o fakt, że potrafimy i staramy się właśnie na przekór temu całemu ogólnemu stwierdzeniu o tęsknocie i samotności, robić swoje i zwyczajnie cieszyć się z życia, a nie cały czas dołować.

Zaczęłam się zastawiać czy kiedyś pojawi się taki moment, taka chwila, w której będzie wiadomo, że już się zaaklimatyzowałyśmy w tym mundurku żony/dziewczyny marynarza, czy jest gdzieś granica po przekroczeniu której nasze zdrowie psychiczne może być bezpieczne?

A może przychodzi taka chwila, w której żona/dziewczyna marynarza, przestaje sobie pewne pytania zadawać? Moment, w którym bierze życie w swoje ręce i raz się smuci raz cieszy, ale akceptuje i umie żyć na odległość, to już jest jej świat i innego nie chce?

Sami oceńcie, a może macie swoje granice? Co Wam pozwoliło albo pozwoli odetchnąć z ulgą i stwierdzić, że jest całkiem znośnie i że MOŻNA !!!!!

Bo mi do głowy przyszło takie pytanie, i nie pamiętam kiedy je ostatnio sobie zadałam, a Wy?

SAMSUNG CAMERA PICTURES

I CO JA TERAZ ZROBIĘ???

Zadajesz sobie to pytanie?

Przecież to bez sensu, po co się zadręczać, przecież i tak Ty musisz coś zrobić, prawda?

To po co, po co, po co, po  co…?


Zawsze można tak :

Straciłam ciekawe zlecenie przez swoją głupotę – trudno, będzie następne.

„Kochanie Musze wypłynąć szybciej” – trudno, czasem tak bywa. Dobrze, że jest praca.

Dziecko/dzieci chore – wołamy lekarza i robimy zapasy jedzenia i leków. Dres, herbata i dużo cierpliwości.

Zaplanowane spotkanie, wizyta u lekarza, cokolwiek – przykro mi ale niestety nie będę.

Niestety wrócę 3 tygodnie później – O matko, jak zwykle obsuwka.

Padł akumulator – trzeba naładować.

Stłuczka – no to po kolei: spisanie oświadczenia, foty itp.

O, pusta lodówka – zamawiamy pizzę.

Ktoś tam mnie nie lubi, krzywo spojrzał itp – a, mam go w dup..e.

Nie mogę znaleźć pracy, już się nie nadaję – znajdę.

Dziecko w szpitalu – muszę się jakoś zorganizować, na spokojnie bez paniki.

Nie zdążę po pracy odebrać dzieci ze szkoły – poproszę koleżankę.

Jestem chora – trudno, dzień jest, trzeba go przeżyć, tryb samoregeneracja.

Padła pralka, zmywarka, zatkała się ubikacja? – Narzędzia i kombinujemy. Jak się nie uda, wezwiemy fachowca.

Ale mam doła, nie nadaję się do niczego –  ok, jest jeszcze jutro.

i tak dalej i tak dalej ….

Oczywiście chodzi o zwykłą codzienność i w tym kontekście to omawiamy. Gdy dzieją się rzeczy bardzo poważne, takie jak ciężka choroba, śmierć kogokolwiek, uzależnienia, kradzieże itp – warto prosić o pomoc.

A może napiszecie w komentarzach pod tym postem o swoich granicach? Jakie mogą być przełomowe momenty, które pozwolą nam odetchnąć z ulgą, że damy radę?

hiking-3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *