Blog

GDY TYLKO ZACZYNAŁ SIĘ JEGO KONTRAKT, JA BRAŁAM „NŻ” W PRACY I….

Autor: Listopad 3, 2017 12 komentarzy

Jak to się wszystko zaczęło? Każdy ma swoją historię i każdy swoje tęsknoty musi przerobić, doświadczyć i nauczyć się tak żyć. Rozmawiając z koleżanką o studentach, czy innych młodych ludziach zaczynających swoją drogę w takim życiu, stwierdziłyśmy, że już po kilkunastoletnim stażu nie aż tak mocno to wszystko przeżywamy. Nie znaczy to jednak, że nam to obojętne. Nie. Ale fakt jest taki, że z czasem jest inaczej.

Bardzo lubię te chwile, gdy mówię do M: „A pamiętasz…?” I mam kilka takich swoich najważniejszych „A pamiętasz”.

Pamiętasz jak przyjeżdżałam na lotnisko już 3 godziny przed przylotem i czekałam w barze na terminalu, pijąc jedną herbatę za 12 zł (bo na więcej nie mogłam sobie pozwolić ze studenckiej pensji). Nie pytajcie co się działo, gdy pojawiło się info, że jest „delayed„…hehe. To były długie oczekiwania. Ale moja radość rozrywała serce. A jedna herbata musiała wystarczyć na 4h .Niektórzy może pamiętają stary terminal w Gdańsku, gdzie był jeden bar/restauracja, ale za to z widokiem na pas startowy. Można było na żywo obserwować, czy M ląduje czy nie. Cały czas mam motyle w brzuchu i ogromne szczęście, gdy wybija godzina powrotu. Ale te pierwsze były wyjątkowe. A tak przy okazji, pamiętam jak raz, gdy na zewnątrz było -12 stopni, ja stwierdziłam, że i tak jadę przecież tylko na lotnisko. Ubrałam więc cienki nowy płaszczyk, aby pięknie wyglądać po tych miesiącach niewidzenia się. Byłam wcześniej jak zawsze, a na lotnisku akurat ogłoszono alarm bombowy. Ewakuacja poza terminal. I tak w tym swoim płaszczyku, przy -12 stopniach stałam 1,5 godziny pod lotniskiem zanim zniszczono pozostawiony w środku bagaż bez opieki.

Pamiętasz jak zrywałam się z zajęć (z pracy nie mogłam, a studiowałam zaocznie), aby być z Tobą choć jedno sobotnie popołudnie? Bo Ty wracałeś z morza, a mnie wiecznie nie było. Kombinowanie to było moje drugie imię. I chyba jest cały czas.

Pamiętasz jak wybiegłam z pracy, aby dostarczyć ci Twój dowód osobisty, którego zapomniałeś na obronę? Przebiegłam całą Gdynię w 15 minut, aby dotrzeć na Wydział Nawigacji! Czyli dyplom, to zasługa żony 😉

Pamiętasz jak grywaliśmy w scrabble w Contraście?

A następne „pamiętasz” tworzą się cały czas, i będę Mu o nich mówić za kilka następnych lat…

obraz-059

21 lat – Dziewczyna Marynarza

 

 

Takich „pamiętasz” mogłabym  wymieniać wiele. Choć wtedy to były naprawdę ciężkie chwile dla młodej osoby, która wchodziła w taki związek.

Początkowo nie mieszkaliśmy razem. Ja ciągle na etatach, w weekendy na uczelni, On w pracy w ochronie albo na kontratakach w morzu. Potem, wspólnie wynajmowane mieszkanie i prawdziwe życie, choć miałam wrażenie, że takie już znam. Dla mnie wspomnienia studiów i początków pływania, to jedne z lepszych. Ciekawostką jest, że już jako młodziutka osoba zostawałam sama w tym mieszkaniu, a moją tęsknotę potęgował fakt, że mieszkaliśmy naprzeciwko stoczni. Codzienne moje widoki to: doki, statki i hałas ze stoczni. A pobudki to: mewy stukające w okno i piaskowanie statków. No kto może mieć taki widok? Tylko Dziewczyna Marynarza 🙂 Po prostu naturalne otoczenie.

p1000121-2p1000789

– -mój cudowny widok z okna —

 

Z tęsknoty mogłam umrzeć. Gdy tylko przychodził dzień wyjazdu w morze, natychmiast brałam NŻ* w pracy. Nie byłam w stanie iść do ludzi. Zamawiałam tanie jedzenie z baru na wynos (wykorzystując przy tym dwudniowy budżet ;-)), włączałam Comedy Central i cały dzień oglądałam pod kołdrą seriale. To był taki rytuał. Wydawało mi się, że nie istnieję i, że to wszystko się nie dzieje. Nie umiałam wyjść, musiałam to wyleżeć. Z każdym kontraktem było coraz lepiej. Ale ta…to nawet nie była tęsknota, a raczej świadomość, że On wyjechał a ja tu teraz sama, powodowała w mojej głowie maksymalny chaos. Potrzebowałam czasu, aby to sobie poukładać. Ale potem szłam do pracy, na uczelnię i tak życie się toczyło… i toczy. Dziś tak sobie już nie poleżę (choć czasem bardzo bym chciała). I myślę, że taki dzień pod tą kołdrą w pidżamie, z jedzeniem z baru, bardzo by się przydał niejednej z nas. Każdy ma swoje wspomnienia z początków tęsknienia.

U mnie momentem przełomowym było jedno zdanie mojego M. A jak wiadomo, im jest tak samo trudno jak nam. Na początku to już w ogóle. Zostawiają tu cały swój świat i uczą się żyć na dwa „domy”. Ale mój M powiedział tak: Kasia, ja będę pływał większość życia. Mi też jest trudno i nie ułatwi mi tego fakt, że ty mi o tym przypominasz, wytykając mi nieobecności. Tak to już teraz będzie, takie będzie to życie…

I od tego momentu zaczęłam myśleć o sobie i o Nim. O tym, że musimy to poukładać. I tak już coraz mniej tej kołdry i tego comedy central potrzebowałam …..i już.

Najważniejsze jest to, aby nie przerażać się tym wszystkim na samym początku. Bo faktycznie świadomość bycia oddzielnie potrafi przerazić ludzi zaczynających swój związek. Dziewczynę tu na lądzie i Jego tam na morzu. Młody chłopak zostawia swoją miłość i jedzie w świat. To wszystko ogromne wyzwania dla ludzi na starcie takiego życia. I absolutnie nie ma co się tego wstydzić, czy udawać że jest inaczej. Ale nie można też się zniechęcać. Bo jak to się mówi… nic co warte posiadania, nie przychodzi łatwo. Wszystkie etapy trzeba przejść. Zwątpienia, dylematy – też. I jeśli tu się nie poddamy, to w przyszłości może być tylko lepiej.

Jedyne czego mogę „żałować” to faktu, że gdy mój M wracał (ja w tygodniu w pracy i to często do nocy, a w weekendy na uczelni, bo od początku studiowałam zaocznie) zarywałam zajęcia, a głównie ćwiczenia. W tygodniu ledwo udawało nam się znaleźć dla siebie czas, a weekend na zajęciach w Akademii Morskiej też nie ułatwiał zadania. Wokół same statki, mundury itp… Po prostu musiałam kombinować 🙂 Oczywiście studia skończyłam i to z dobrym wynikiem, jednak opuszczonych zajęć trochę żałuję. Ale jak to się mówi – serce nie sługa. To były spontaniczne decyzje. Nie mogłam wysiedzieć, gdy wiedziałam, że on jest w domu i możemy chociażby iść na spacer.

UnknownUnknown

-jego kontrakty-

To taka krótka zajawka.To mój skromny i mały kawałeczek historii. Jedna z wielu. Ale tak patrząc na wasze wiadomości i maile chciałam  po prostu powiedzieć, że można czasem  poleżeć pod tą kołdra cały dzień i to wcale nie oznacza, że  sie nie nadajemy , wręcz odwrotnie – to dowód na to, że nie rezygnujemy.

p1000092-2p1000086-2

-my młodzi-

WSZYSTKIE ZDJĘCIA (oprócz początkowego -legalne źródło)W TYM POŚCIE SĄ Z MOJEGO ARCHIWUM SPRZED PONAD 11 LAT

NŻ* urlop na żądanie

Podobał Ci się post?

Komentarze (12)

  • Właśnie mam 21lat i jestem na początku tej drogi. Przyznam, że nie jest łatwo przez pierwszy tydzień nie wiem co ze sobą zrobić, miotam się nie mogę się skupić, a przecież na uczelnie tyle do zrobienia… Milion pytań czy dam radę, postanowienia, że będę silna dla niego, przy rozmowach udaję twardzielkę żeby mu trochę ulżyć bo widzę, że przeżywa to tak samo jak ja. Rozmowy czy chcemy tak żyć, czy wytrzymamy. Wytrzymamy bo się kochamy, a ja będę wspierać każdą jego decyzję. Mój pierwszy komentarz na blogu. Pokazujecie, że da się tak żyć i jesteście ogromnym wsparciem, gdy inni mówią, że będzie mnie zdradzał i jedyne co będę miała z tego związku to może trochę pieniędzy. Pozdrawiam!

    • Mi też ciężko jest znieść komentarze dookoła, że na pewno będzie zdradzał… Szczególnie, że najczęściej są to komentarze ludzi, którzy nawet go nie znają, a jedyne co wiedzą o pracy na morzu, to od koleżanki, która ma koleżankę i ona ma męża marynarza, co ją dwadzieścia lat temu zdradził. Dopiero uczę się wyłączać i nie słuchać takich bzdur, ale krew wciąż mnie zalewa. Chciałabym walczyć z każdą taką osobą, złapać za fraki i wykrzyczeć, że g**** o tym wszystkim wie. Nie wiem czy myślę dobrze, ale chyba najlepszym wyjściem jest przytaknąć dla świętego spokoju i urwania tematu a wiedzieć swoje i być pewną swojego faceta. A może się mylę? Może trzeba tępić takie przemądrzałe, stereotypowe gadanie? Tylko czy to jest warte nerwów? Ciężka sprawa. Powodzenia w byciu silną!

  • No tak, popłakałam się, ale też uśmiechałam czytając. Wpis cudny! Pozdrawiam

  • Kolejny raz potwierdzasz Kasiu, że jesteś nam bardzo potrzebna:) Dziękuję

    • ????❤❤❤❤
      Wszystkie jesteśmy sobie potrzebne

    • Zgadzam się całkowicie…początki nie sa łatwe choć późniejsze normalne zwykłe życie także..kiedy sama rodzisz pierwsze dziecko,kiedy nie patrzysz w kalendarz tylko swietujesz urodziny swieta zaraz jak M wróci z morza..kiedy musisz uzerac sie z awarią i robotnikami w swoim mieszkaniu nie mając pojecia o tym co robią..kiedy jedziesz sama na pogrzeb na drugi koniec Polski..kiedy sytuacja polityczna w pobliżu portu M jest niebezpieczna..kiedy na lotnisku jest alarm bombowy..kiedy firma M robi roszady i nie wysyła kontraktu… Wszystkie to znamy ale dzieki Tobie Kasiu możemy sie wspierac i czuć,ze nie jestesmy z tym tak naprawde same..Dziekuje

    • Oj, tak! Zdecydowanie się zgadzam!
      Przyznam,ze jak poloze syna spac czesto wlaczam Comedy Central 😉 W tym poscie odnalazlam tyle siebie,ze nawet sobie nie wyobrazacie! 😊

  • Czytałam ten wpis ze łzami w oczach i uśmiechem na twarzy równocześnie… 🙂 Tak, początki są trudne, ale za to jest co wspominać 🙂 Z kontraktu na kontrakt jestem co raz silniejsza 🙂
    Dzięki za ten post 🙂

  • Kasiu, czytałam i płakałam. To takie prawdziwe. Ale natchnęłaś mnie na spisanie kilku takich „pamiętasz” i wysłanie do M ☺

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *