MENU

10 komentarzy Dzieci, Na poważnie, Rodzinnie, Uncategorized

O CO CI CHODZI? MOJE DZIECI TEŻ NIE WIDZĄ TATY, BO DUŻO PRACUJE.

untitled-design-9

 

-Wiesz, moje dzieci zobaczą tatę w wakacje tylko dwa tygodnie. Muszę im jakoś ten wspólny czas zaplanować.

-Przestań, moje też nie widzą swojego ojca, bo dużo pracuje.

To trochę wyrwane z kontekstu, ale sens jest zachowany. I chyba nigdy nie zrozumiem jak można to w ogóle porównywać? Jak to jest, że cokolwiek nie powiesz, próbując jakoś „usprawiedliwić” się swoją (dla ciebie naturalną) sytuacją, czyli brakiem marynarza, to i tak zawsze w podtekście usłyszysz: o co ci chodzi, przestań narzekać, masz dobrze, bo masz kasę itp. Stwierdzam, że chyba szkoda czasu i nerwów na tłumaczenia. Choć bywa czasem zwyczajnie przykro.

Twoje emocje, sytuacje, postrzeganie siebie jako matki, podejście do dzieci i przekazywanie im tego, że to całkiem normalny i fajny świat – to pływanie, jest misją tylko twoją i twojego marynarza. I jeśli między wami jest zrozumienie, że to właśnie wspólna sprawa, a nie tylko Twoja, to reszta będzie ok. A świat i tak sobie myśli swoje i nikogo nie będzie obchodzić, że ci czasem po prostu ciężko, a zmęczenie sięga zenitu.

I tak wtedy ci  „inni” powiedzą:

I co z tego, że: codziennie kłócisz się z dorastającymi dziećmi, milionowy raz sprzątasz, po czym zaraz masz bajzel, pracujesz przysypiając przed komputerem, wstajesz 10 raz w nocy, bo kolki, bo zęby, bo pić, bo zły sen.

I co z tego, że przy byciu mamą bez obecnego taty, faktycznie może godzinę dziennie wyłapiesz dla siebie, że twoje wybory są między snem a umyciem głowy, że 10 raz w ciągu dnia idziesz do tego samego sklepu, tą samą drogą.

I co z tego, że gdy jesteś chora i ledwo żyjesz i tak uśmiechasz się do dzieci i planujesz im dzień aby się nie nudziły, a o łóżku i herbatce możesz pomarzyć?

I co z tego, że czasem ze zmęczenia łzy same popłyną mimo, że nawet nie czujesz smutku, że ani jednego dnia nie możesz pospać dłużej, bo nikt za ciebie nie wstanie?

I co tego, że proste czynności są czasem trudne do wykonania, że nie łatwo ci zrobić pranie, iść do sklepu gdy cały dzień leje, że nie zawsze masz produkty na obiad i zamawiasz znowu pizze. Albo, że gnasz ze wszystkich sił po pracy do przedszkola, bo przecież zaraz zamykają?

I co z tego, że denerwujesz się, że wszystkiego nie ogarniasz, bo przecież musisz sobie ze wszystkim radzić świetnie i robić z uśmiechem na twarzy, to co inni robią we dwoje na co dzień? Co z tego, że kolejny niedzielny spacer jest dla ciebie wyzwaniem, bo ciągle mijasz rodziny w komplecie….?

I co z tego, że jesteś matką? Inne matki mają gorzej !

I co z tego, że inni tak gadają? Czy to powinno Nas obchodzić? NIE! Choć czasem boli.

Bo my wiemy jak smakuje takie życie. Ale wiemy też, ile szczęścia dostarczają nam nasze dzieci. Ile radości jest, gdy wraca tata, ile zaangażowania na odległość, ile łez wylanych w słuchawkę, ile razy ze smutkiem mówiłyśmy: „Już nie możesz rozmawiać? ” Ile satysfakcji, że się udaje to wszystko ogarniać, raz lepiej raz gorzej, ale działa !!!

  21850465_1664258880292753_548101348_n21850296_1664258873626087_973344221_n21697863_1664258796959428_950255505_n21691152_1664259086959399_224553260_n

Żyjąc z marynarzem, etap z małymi dziećmi jest jednym z trudniejszych. Sprawdzasz swoje granice, to ile potrafisz i ile możesz poświęcić, no i jak silna jest twoja miłość. A jeśli inni oceniają Cię jako leniwą babę, która wszystko ma i nic nie musi – to ich problem. Ty wiesz, że czasem  mimo naprawdę ciężkich dni bez zmiennika – to twoje życie jest fajne. A dla swoich dzieci jesteś bohaterką i tylko to się liczy!!! Bo nikomu nic nie trzeba udowadniać. Trzeba stworzyć swoim dzieciom dom, w którym jest miłość a nie wyścig kto ma gorzej.

Gdy zapytano mojego syna, czy będzie marynarzem jak tata (ma 7 lat więc zdanie może jeszcze zmienić), powiedział – „Nie, nigdy nie zostawię mojej mamy…”

teddy-1477669_1920

NIE DA SIĘ BYĆ MAMĄ I TATĄ JEDNOCZEŚNIE.

Gdy marynarz wyjeżdża, często pojawia się myśl, przekonanie – że teraz muszę być mamą i tatą dla dzieci. Włączamy tryb podwójnego działania i z całych sił staramy się zrobić tak, aby wypełniać obowiązki swoje i marynarza. Czasem nawet wcielamy się nieco w jego rolę. Ale po co? To właśnie jest ciekawe: po co? Nikt nie …

0 komentarzy
hugging-570872_1920

ILE MOŻNA TAK NA ODLEGŁOŚĆ, NIE ZDRADZIŁ CIĘ ? Życie na odległość oczami nastolatki.

Jestem nastolatką, jak wiadomo w tym wieku pierwsze miłości, mój wybranek, 2 lata starszy, jako kierunek w technikum wybrał NAWIGATOR MORSKI. Kiedyś wiedziałam że żony marynarzy maja ciężko. Choć ja nie smakuje nawet 1/10 tego co wy – kobiety marynarzy, to słowo od siebie mogę dodać, gdyż mój chłopak mieszka w internacie. Wraca do mnie na …

9 komentarzy
untitled-design-9

O CO CI CHODZI? MOJE DZIECI TEŻ NIE WIDZĄ TATY, BO DUŻO PRACUJE.

  -Wiesz, moje dzieci zobaczą tatę w wakacje tylko dwa tygodnie. Muszę im jakoś ten wspólny czas zaplanować. -Przestań, moje też nie widzą swojego ojca, bo dużo pracuje. To trochę wyrwane z kontekstu, ale sens jest zachowany. I chyba nigdy nie zrozumiem jak można to w ogóle porównywać? Jak to jest, że cokolwiek nie powiesz, …

10 komentarzy
20447399_1430660463677192_2136017027_o

JEŚLI MASZ OKAZJĘ JECHAĆ NA STATEK – RZUĆ WSZYSTKO I LEĆ.

Bardzo często rozmawiamy sobie, że żyjemy w dwóch światach. I nigdy tych swoich światów do końca nie poznamy. Nam oczywiście dużo trudniej poznać świat statkowy, tę morska codzienność. Ale im też nie jest łatwo doświadczyć naszego, mimo, że przyjeżdżają do nas i żyją w tych samych murach. Dlatego, jeśli tylko pojawia się okazja odwiedzin na …

0 komentarzy
women-2353240_1920

MARYNARZU, NIGDY NIE ZROZUMIESZ…

To jest jak niekończąca się opowieść. Czekasz do powrotu z wielką pewnością, że teraz będzie dobrze – bo razem. A gdy jesteście razem, czekasz z żalem, że zaraz będziecie osobno. I zostając na domowym posterunku, masz czasem wrażanie, że tylko ty, to życie toczysz. Marynarzu, nigdy nie zrozumiesz jak to jest: Gdy wracasz do waszego …

18 komentarzy

10 Responses to O CO CI CHODZI? MOJE DZIECI TEŻ NIE WIDZĄ TATY, BO DUŻO PRACUJE.

  1. Isabell pisze:

    Ludzie tak gadają i gadać będą, bo mają w sobie coś takiego, że mogą się usprawiedliwiać i mają wieksze powody do narzekania niż np. kobiety marynarzowe, bo przecież my same sobie takie życie wybrałyśmy, więc nie powinnyśmy narzekać tylko siedzieć cicho. U mnie dzieci jeszcze się nie pojawiły, ale mam swiadomość, że mimo tego, że będę pół roku w roku spędzać czas sama z dzieckiem, to kolejne pół roku, dzień w dzień będę spędzać z dzieckiem i z ukochanym, który będzie dostępny dla dziecka 24h na dobe, będzie miał czas na zabawe, na pomoc w lekcjach,a ja będę mogła troche odpocząć. To jest ten duży plus, którego nie ma w innych rodzinach, bo tam ojciec pracuje do późna non stop i mimo, że jest na codzień, to i tak nie ma czasu na zajęcie się dziećmi.

    • emka pisze:

      zwykle w domu wychodzi mniej niż pół roku w ciągu roku… do tego nieobecność w święta, ferie, wakacje, więc aż tak różowo nie jest

      • ISABELL pisze:

        No tak, bo to zależy od rodzaju kontraktu. Ja patrze na to jak do tej pory się kontrakty układały i zawsze wychodziło korzystnie dla mojego M, bo święta i wakacje zawsze był w domu 🙂 Jednak zdaje sobie sprawę, że nie u wszystkich tak jest, niestety 🙁

  2. miris_lavande pisze:

    Na Twojego bloga trafiłam pod wpływem pewnej znajomości, która pojawiła się w moim życiu i nie chce zniknąć. Codziennie jadąc do pracy z zainteresowaniem oraz nieskrywanym podziwem czytam Twoje teksty. Za oknami tramwaju miga chyba najmniej morskie miasto w całej Europie, a ja coraz częściej myślę, że dam tej znajomości szansę. Nie wiem jeszcze, czy kiedykolwiek stanę się członkiem Waszej małej społeczności, ale już teraz chciałabym napisać Ci, że wykonujesz piękną pracę 🙂 Udało Ci się stworzyć w internecie miejsce, o jakie dziś trudno, emanujące pozytywną energią, w którym kobiety mogą znaleźć wsparcie, miejsce z klasa i kulturą. Dziś w mediach żongluje się przy różnych okazjach pojęciami takimi jak „siła kobiet”, jednak prawdziwa siłę kobiet widać przede wszystkim na Twojej stronie.

    • Kasi Wajs pisze:

      O matko, jakie takie piękne – dziękuję. Ale muszę coś poprawić. Skoro tu zaglądasz to już jesteś w tej społeczności. Tu nie ma egzaminów. Jeśli cokolwiek łączy cię z życiem w związkach na odległość – to jesteś nasza. I jeszcze raz dziękuję za miłe słowa, to wiele znaczy. Ciekawe jak rozwinie się twoja sytuacja – daj znać 🙂 trzymam kciuki.

      • Miris_lavande pisze:

        Dziękuję 🙂 jednak nie zawsze odległość jest jedynym problemem, z którym trzeba się zmierzyć. Choć widzę, że w Waszej społeczności nie znacie słów „nie da się”.

  3. Dori pisze:

    Fajnie, że napisane wprost 🙂 Nie dotyczy to tylko żon marynarzy ale też.. wszystkich partnerek mężczyzn zapracowanych, nieobecnych emocjonalnie, zmarłych oraz tych którzy dziećmi się po prostu nie interesują.

  4. Kama pisze:

    Bo ten kto nie posmakowal takiego zycia to nie ma pojecia jak to jest i porownuje normalny tryb czyli powrot M np. o godz 18 za to samo bo przeciez to juz wieczor. Ale co z tego wtedy moze wykapac dziecko mozna wyjsc do sklepu samej. Pracujacy tu w kazdej chwili moze wziasc dzien urlopu a ze statku przeciez M nie przyfrunie bo trzeba z dzieckiem do lekarza. Mi juz dawno przestalo sie chciec tlumaczyc ludziom ze to nie jest to samo i zeby sie wypowiadac trzeba posmakowac takiego zycia. Jestesmy niezniszczalne tzn. musimy byc ze wzgledu na dzieciaczki ktore sa calym swiatem ale niestety czasem mimo checi brakuje sil a ciagle prosic o pomoc bo trzeba wyjsc i cos zalatwic bez dzieci to tez lipa. Nie ma zlotego srodka trzeba miec glowe do gory i ruszac do przodu i miec gdzies co mowia inni. Zony marynarzy musza liczyc same na siebie i nawet gdy „boli” zacisnac zeby i … Czy sie chce czy nie

    • Beata pisze:

      Jestem tu nowa i w końcu odważe się do Was silne Babeczki napisać – w listopadzie minie 5-ty rok mojego związku z marynarzem, w lipcu wzieliśmy ślub – nie mieliśmy miesiąca miodowego, równy tydzień po ślubie wypłynął i wróci na święta. Bałam się, że w dniu ślubu pojawi się strach, pojawią się nagle wątpliwości czy ja chcę tak żyć…W moim odczuciu podjęłam najodważniejszą a zarazem najzgodniejszą z moim sercem życiową decyzję.? Był to jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Także nasz rejs przez życie się zakotwiczył. ?W moim otoczeniu, nawiązując nowe relacje ludzi wmurowywuje gdy dowiadują się jaki zawód wykonuje mój ukochany. Na początku się tym ekscytowałam, że wykonuje zawód nietuzinkowy-(nadal mi tym imponuje..) Później wchodziłam w polemikę nie wiem po co.. Chyba , żeby poudowadniać, powalczyć na argumenty.. ? Z czasem zaczęły drażnić mnie komentarze i reakcje ludzi na temat mojego związku z marynarzem. Reakcja ludzi jest taka jakbym mówiła, że mój mąż to kosmita a nie marynarz. Kiedyś mi było przykro, że tak reagują i walczyłam, dziś nie tracę na to energii, bo mam to naprawdę gdzieś.? To jest moje życie, moje szczęście i mój wybór. Kocham tego człowieka najbardziej na świecie i nie wyobrażam sobie dyskwalifikować mojej miłości ze względu na zawód czy mentalność prozaicznych ludzi! „Odległość nie znaczy nic, kiedy ktoś znaczy dla Ciebie wszystko!” ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *