MENU

12 komentarzy Inne, Kobieta, Magazyn, Na poważnie, Uncategorized

TAK SOBIE ŻYJĄ ŻONY MARYNARZY.

img_3742

A kim jest i co robi żona, dziewczyna marynarza?

 

 

  • Na pewno nie pracuje, bo po co? – nie musi.

 

  • Albo, po co ona pracuje i zajmuje miejsce komuś, komu byłoby naprawdę potrzebne.

 

  • Bardzo często bywa w galeriach na zakupach. Shopping to jej drugie imię.

  • Ma dom ale na pewno nic w nim nie musi robić. Zatrudnia panią sprzątającą  i  innych pomocników.

 

  • Dzieci? Cała rodzina jej pomaga. To żadna filozofia, inne kobiety też są same cały dzień, bo ich mężowie z pracy wracają po 18.00.

 

  • Zamawia jedzenie, nie chce się jej gotować.

 

  • Nudzi się i raczej zastanawia się co zrobić z wolnym czasem.

 

  • Na wszystko ją stać.19073956_1558645237520785_1005691572_n

 


A może jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Jaka jest wersja prawdziwa? Grupy społeczne, które nie koniecznie martwią się tym czy starczy im od 1 do 1, bardzo czesto postrzegane są przez pryzmat pieniędzy. W Polsce, jakiekolwiek większe( Choć, to trudno mówić o bogactwie. Owszem marynarze cały czas dobrze zarabiają, ale nie są to tak wielkie pieniądze jakie pamięta świat) zarobki oznaczają ” zło”, ” złodziejstwo”, „zero problemów” itp. Nie jesteśmy w stanie docenić tego, że ktoś coś osiągnął swoją pracą, a tu bardzo często wspólną pracą( Kobiety marynarzy w wielu przypadkach, gdy tylko mają możliwości pracują, i tworzą z partnerem wspólny budżet), tylko raczej jest to problem i bardzo rzadko zdarza się, że ktoś spojrzy na kobietę, która zostaje sama z dziećmi nie patrząc poprzez pieniądz.


 

A kim jest i co robi żona, dziewczyna marynarza?

  • Wydają pieniądze, jak większość ludzi na świecie. Trzeba żyć, robić zakupy, czasem kupić coś do ubrania dla siebie i dla dzieci. Nic nadzwyczajnego.

 

  • Jeśli nie pracują, to bardzo często ze względu na dzieci. Tata w morzu i mama na pełnym etacie, przy maluchach to ogromne wyzwanie. I  jeśli nie ma takiej potrzeby, ani takiego zawodu, to warto ten pierwszy czas przeczekać. Priorytet rodzina – to źle?

 

  • W innych przypadkach, pracują bardzo czesto na etacie, na własnych działalnościach  – równie często. Nikomu miejsca nie zajmują.

 

  • Bywają w galeriach. Ale shopping nie jest ich drugim imieniem. Z reguły, nie mają czasu na snucie się całymi dniami po sklepach bez celu. Chemia i pieluchy w Rosmanie –  szaleństwo.

 

  • Czy ma dom, czy mieszkanie, nie ma znaczenia. Nie dzieli obowiązków na dwa. Wszystko jest na jej głowie 24h 7 dni w tygodniu. I  nawet jeśli od czasu do czasu, korzysta z pomocy – to nic złego. Z reguły, to i tak kropla w morzu. A przy wszystkich obowiązkach, dzieciach, pracy –  tego czasu jest naprawdę mało. I warto, czasem odpuścić nocny maraton ze szmatą, zrobić sobie przerwę albo zlecić to komuś innemu.

 

  • Dzieci. To chyba jedno z największych wyzwań. Czasem ma babcię, która wpadnie od czasu do czasu. A innym razem jest  całkiem sama, z dala od rodziny. Nocki, szkoła, lekcje, obiadki …to codzienność. Dzieci w weekend nie pójdą z tatą do kina, czy na rower. Bycie matką bez taty obok, to chyba największe wyzwanie ze wszystkich. ( Więcej tu i tu).Bycie samą z maluchami cały czas, a kilka godzin to różnica. Gdy mąż wraca z pracy o 18.00 –  to zupełnie co innego!!!!!!!

 

  • Tak, zamawia czasem jedzenie, a czasem nie. Zależy czy lubi gotować dla jednej osoby i jak dba o swoją dietę. Nie jest to zależne od jej statusu, tylko stylu życia. Jednak gdy żyje się samemu, bardzo trudno jest robić zakupy i gotować dla jednej osoby. I bardzo często, nawet wykupione gdzieś obiady( np. dieta pudełkowa) wychodzą taniej albo podobnie jak codzienne zakupy.

 

  • Nudzi jej się? To jest najlepsze. Gdy dziewczyna jest  jeszcze bez dzieci, to z reguły zapełnia sobie wolny czas dodatkowymi zajęciami albo pracą. Jednak  nie dlatego, że jej się nudzi, tylko dlatego, że nie może znieść samotności i tęsknoty! A gdy  jest matką, to z reguły zastanawia się z czego może choć na 5 minut zrezygnować, żeby chwilkę odsapnąć czy nabrać dystansu? Bo wolny czas z nieba jej nie spada.

 

  • Stać ją na wszystko. To najgłupsze. Nawet gdy jeździ dobrym autem czy ma dach nad głową, nie oznacza, to że jest niczym rodzina Kulczyków. To normalny dom z założonym  budżetem i listą planowanych wydatków i oszczędności. I  na wszystko jej nie stać.

 

  • Tęsknią za swoim pełnym domem i wspólnym czasem. Każdy dzień ich zbliża do tego, w którym się spotkają …

19113023_1558645930854049_90904393_n 19126021_1558646144187361_875440777_o


Wniosek: Nie jest źle ani finansowo, ani też psychicznie. Normalne rodziny, normalne kobiety. Wystarczy tylko spojrzeć na taka osobę jak na   człowieka. I zrozumieć, że pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów. Czasem może być trudno, czasem łatwo. I, że rzeczywistość może być zupełnie inna od naszych wyobrażeń. Może taka kobieta w swoich ścianach, gdy zostaje sama, walczy z chorobą swoją, dziecka? Może wszystkie pieniądze idą na spłaty jakiś długów, a jej ledwo starcza na życie ( mimo, że wyjeżdża z garażu dobrym autem) i tak dalej i tak dalej…..


TAK WŁAŚNIE SOBIE ŻYJĄ ŻONY MARYNARZY……NORMALNIE !

 

 


Koszulka  „Żona Marynarza”  i „Bądź Kapitanką ” z limitowanej edycji dla mojego bloga: 

 http://zeglarskieklimaty.pl/koszulki-damskie-dla-zon-i-dziewczyn-marynarzy/778-biala-koszulka-badz-kapitanka.html

http://zeglarskieklimaty.pl/koszulki-damskie-dla-zon-i-dziewczyn-marynarzy/444-koszulka-dla-zony-marynarza.html

http://zeglarskieklimaty.pl/koszulki-damskie-dla-zon-i-dziewczyn-marynarzy/415-koszulka-kapitanka.html

Cały dział bloga –  Marynarska Rodzinka 

http://zeglarskieklimaty.pl/80-marynarska-rodzinka-

12 Responses to TAK SOBIE ŻYJĄ ŻONY MARYNARZY.

  1. magdolinka pisze:

    A tak w ogóle to bardzo ciekawy artykuł. Daje do myślenia, wcale nie jest stereotypowy:)

  2. Małgorzata pisze:

    Nie bardzo rozumiem, skąd od czasu do czasu na blogu posty tłumaczące całemu światu jakie jesteśmy naprawdę.. Czy rzeczywiście spotykacie się Panie nieustannie z krytyką, z niezrozumieniem, z obmawianiem, z wytykaniem rzekomego bogactwa, nieróbstwa i in.? Może ja żyję w jakimś „dziwnym” środowisku, ale do mnie nie docierają takie komentarze.. Wręcz odwrotnie – ludzie pytają, jak to jest być żoną marynarza, bo nie znają tego z własnego doświadczenia. A z drugiej strony, czy to trzeba się od razu ze wszystkiego tłumaczyć? A co komu do tego? Może któraś z Pań lubi chodzić po galeriach i wydawać pieniądze, które – a co! – Maż zarobił. A może któraś z Pań nie pracuje, bo jej się po prostu nie chce. C’est la vie. Mnie szkoda czasu na walkę ze stereotypami, które tworzą inni. Raz czy dwa zrobiło mi się przykro, gdy w przeszłości poczytałam komentarze w sieci na temat żon marynarzy i sama się z siebie potem śmiałam, że zasmuciłam się z takiego głupiego powodu. Drogie Panie, jeśli ten powyższy post miał na celu podnieść na duchu wszystkie te osoby, które zmagają się z niesprawiedliwą krytyką otoczenia – rozumiem. Jeśli zaś był kolejnym samotłumaczeniem się przed kimś – to proszę, nie róbmy sobie tego. Zbyt fajne i dzielne z nas kobiety, by tracić energię na takie rzeczy. Proponuję raczej post o różnych pasjach żon/dziewczyn marynarzy – może wzajemnie, pozytywnie się czymś zarazimy:)

    • Kasia pisze:

      Oczywiście ma pani 100 procent racji. Jest wiele innych tekstów na blogu w innym tonie. Jednak czytelnikami są 99 procent marynarze i ich żony dziewczyny. I racZej w zamierzeniu chodzi o skierowanie tych słów do maryanrzy, którzy zdarza się że właśnie w ten sospob myślą o swoich kobietach jak i do samych marynarek – aby siebi doceniły.?

    • magdolinka pisze:

      Jestem 23 lata w związku z Marynarzem i początkowo też myślałam, że moje życie jest zwykłe i nikt się nim nie interesuje. Tu nie chodzi o tłumaczenie światu kim jest żona Marynarza, tylko znalezienie własnego miejsca w takim życiu i własnej pewności siebie. Rozmawiam z własną matką i ona zupełnie nic nie rozumie z mojego życia! Od 20-go roku życia jestem w związku! A ona nie wie, jak wiele sił i emocji wkładam we wspieranie męża, który jest kapitanem. Jak staram się utrzymać go w równowadze w takim stresie w jakim jest względem załogi i firmy i sprzętu na statku! Jak mam się skupić na własnej pracy,skoro przeżywam Jego rozterki? A mi jest łatwiej, bo ja mam tu rodzinę i przyjaciół! Wożę dzieciaki do szkoły i ze szkoły, na zajęcia itp. Tak, inne matki mieszkają w bloku na przeciwko szkoły i nawet przez okno nie patrzą jak ich dzieci idą na lekcje. Ja wiozę dzieci, bagatela, 10 minut, ale to czas bezcenny! I swojej pracy też nie odpuszczam. Staram się ją dostosować do potrzeb rodziny i jak mi się to udaje to jest pięknie:) Jest stres, wkurzam się, że to ja jestem poszkodowana w takim układzie, ale tak naprawdę to jestem mega szczęśliwa! Mam ten komfort, że jeśli powiem Dość! to rzucę tę pracę i zajmę się domem, albo ilustrowaniem bajek dla dzieci:) Co tylko chcę! Bo M. mnie bardzo wspiera. Naprawdę nie chodzi o usprawiedliwienia takiego życia, bo co tu usprawiedliwiać? Tu chodzi o potwierdzenie własnej wartości i siły! I o dumę, bo czemu nie być dumną? Zapierniczam jak mały motorek, ale kto mnie dogoni?:)))))

      • Dana pisze:

        No to pogratulować takiej żony. Ja jestem żoną 2giego i wcale go nie wspieram, bo zawsze wydawało mi si3, że to mężczyzna jest od wspierania. On ma tylko pracę, a ja mam pracę, też odpowiedzialną, bo w sądzie w pionie orzeczniczym plus dzieci, dom, szkoła, przedszkole, pies, zakupy, przeprowadzki. Gdzie ja siè uchowałam ze swoim myśleniem, że ja jestem kruchą ksi3żniczką, o którą wypadałoby się troszczyç, a która staje się twardą babką z konieczności, a on jest księciem na białym, karym,czy diabli wiedzą jakim koniu i broni swej ukochanej,niezależnie od przeciwności losu

        • Dana pisze:

          A w ogóle ja w związku z moim M jestem 16l, tj.niewiele mniej i moje myślenie jest inne, że muszę mieč pewną, dobrze płatną pracę, bo jego jest niepewna.A nie że mogę wszystko rzucić. Takie myślenie nachodzi mnie tylko w fazach kryzysu w mojej pracy

          • magdolinka pisze:

            Ależ ja jestem totalnie niezależna i myślę, że gdyby M. znalazł sobie inny pomysł na życie niż małżeństwo ze mną to spakowałabym dzieciaki i psa i dałabym radę. Musiałabym na pewno pracować dłużej i ciężej, ale przy mojej działalności gospodarczej i tak czasami tego doświadczam.

          • magdolinka pisze:

            Myślę po prostu, że ja mogę coś robić , ale nie muszę:) I to mnie uskrzydla i wystarcza, i daje siły do pracy. Co nie znaczy, że chcę siedzieć w domu. Bez pracy z ludźmi bym wyschła na wiór:)

  3. Dziewczyna Marynarza pisze:

    Kasiu, świetny post. <3
    Myślę, że ważna jest też jedna kwestia dotycząca życia rodzin Marynarzy.
    Marynarz zarabia, kiedy pływa.
    Jeśli nie pływa – nie zarabia.
    Jeżeli coś się stanie, np. zachoruje on lub żona i musi zostać na lądzie wtedy często pojawiają się problemy finansowe.
    Kolejna sprawa, że nie zawsze Marynarz ma zabezpieczoną przyszłość- rentę, emeryturę. Wtedy część dochodów uzyskiwanych obecnie odkłada się zwyczajnie na przyszłość.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Gosia pisze:

      No właśnie u nas jest tak, że z pensji męża gdy pracowałam to braliśmy na życie ok 3000, teraz na wychowawczym ok. 5000, a tak to póki co wszystko odkładamy na emeryturę meza lokując w nieruchomościach.Raz w roku jakieś wakacje. Raz na kilka lat zmiana auta. Bez szaleństw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *