MENU

13 komentarzy Kobieta, Magazyn, Mężczyzna, Na poważnie, Uncategorized

ZWIĄZEK Z MARYNARZEM NIE JEST NORMALNY

img_3095

img_3108

Na pewnym spotkaniu zeszło trochę na  dyskusję  o związkach. Zostałam poinformowana, bardzo bezpośrednio, że mój związek nie jest normalny.

Że nienormalne jest to , że dzieci nie widzą ojca.

Ta osoba stwierdziła, że  zna wiele kobiet, które jak są same znajdują sobie kochanków ( o maskaro, znowu to).

I nienormalne jest to, że na co dzień się  nie widzimy. A to, że można być bez kogoś 3 miesiące – to już podobno po związku….

Z góry też założyła, że mój M jest  na morzu za ” karę” bo w PL nie umie zarobić itp… chyba nie muszę kończyć.

Wypowiedziane było to z takim przekonaniem, że moja asertywność i szczerość schowała się pod stół.

Oczywiście te wszystkie słowa nie padły w jednym zdaniu. Jednak  w tej rozmowie znowu miałam wrażenie, że muszę się bronić. Na końcu ta osoba stwierdziła, że i tak uważa , że to nie jest normalne.  A ja stwierdziłam, że nie wytłumaczę mu, że nie jestem wielbłądem.


Ludzie nie zawsze to rozumieją. Nawet śmiem twierdzić, że bardzo rzadko. I jeśli komuś tłumaczysz: Patrz ale jak przyjeżdża jest z dzieckiem od rana do wieczora, ma mnóstwo czasu na wspólne zabawy czy swoje pasje. I dla mnie  też ma mnóstwo czasu, to i tak ich nie przekonasz. Powiedzą: No tak, tak …a potem przy okazji jakiegoś problemu stwierdzą, że to dlatego bo dziecko  nie ma taty codziennie.

Dlaczego milionowy raz muszę człowiekowi tłumaczyć, że miłość nie jest policzalna w kilometrach, a bliskość nie zależy od  ciągłej obecność.

Czy dobre jest tylko to, co ogólnie powszechne? Wmawia się nam, że prawidłowa rodzina, to  taka, która jest razem. I nie ma znaczenia jaka, czy się kochają, czy biją czy piją ale patrz są razem.

Człowieku Miłość to ludzie. Możesz żyć w małżeństwie nawet 50 lat. Być obok siebie dzień w dzień, a siebie nie lubić i być najbardziej nieszczęśliwym.

Czy ty nie wiesz, że Miłość czy dobry związek to nie maszyna, do której jest instrukcja. I dlaczego twierdzisz, że moja jest gorsza od twojej?

Czy myślisz, że dzieci (twoje też) kochają ciebie bardziej, bo liczą ile dni z nimi spędziłeś czy godzin ? Nie, one doładowują swoją miłość dzięki  sytuacjom, które z tobą przeżywają, z poszczególnych momentów i z twojego zaangażowania –  a nie po prostu bycia.

NIEOBECNOŚĆ,  TO NIE BARK MIŁOŚCI ANI ZAANGAŻOWANIA. TO PRÓBA, KTÓRA TĄ MIŁOŚĆ WZMACNIA ZA KAŻDYM RAZEM. ALBO CZASEM POKAZUJE JEJ GORZKIE OBLICZE. SZYBKO WERYFIKUJE ZWIĄZEK. TAKIE ŻYCIE TRUDNO JEST UDAWAĆ.

Taki mamy urok, że oceniamy po stereotypach a i czesto taki mamy tupet, że twierdzimy, iż ta wersja życia tzw „normalnej rodziny ” jest jedyna. A cała reszta to jakieś chore układy. Problem nawet nie tkwi w niewiedzy. Bo jeśli koś czegoś nie wie , to próbuje się dowiedzieć – a wtedy nawet miło podyskutować. Problem tkwi w tym, że w tej moje czy innej rozmowie ja nie ma szans tłumaczyć, ja muszę się bronić. I niby mówi się, że dziś to już tak się nie ocenia marynarzy i ich rodzin. A jednak jak przychodzi co do czego, rozmowa kończy się obroną. Czemu mam ciągle udowadniać, że mam normalne życie, a moje dzieci mają tatę.

za-kazdym-marynarzem-stoi-jego-rodzina-ktora-wspiera-go-teskni-i-czeka-1

Cała sytuacja tyczy się też bloga i naszej społeczność. Zdarza się , że mam rożne spotkania. Ludzie chcą współpracować, coś wspólnie zdziałać. I prawda jest tak że 70 % takich propozycji odrzucam. Dlaczego? Bo tak samo jak oceniają związek tak i oceniają grupę. W większości przypadków, nawet nikt nie zajrzy na stronę czy Facebooka, nie zobaczy o co chodzi, a raczej ma w głowie, że to kółko znudzonych babek. A ja czuję to na kilometr. I nie chodzi o ochy i achy, a o zwykłe zrozumienie, a nie podśmiewywanie się. Tak też jest właśnie z tymi naszymi ” nienormalnymi związkami”.

Obraz polskiej rodziny pokazywany jest na każdym kroku. Oglądamy w reklamach jak tata wraca z pracy- normalka.  Czy słynny program 500 plus, stricte pod rodziny stacjonarne, które są ze sobą. Cokolwiek chcesz załatwić zawsze musisz tłumaczyć swoją sytuację. I tak pewnie będzie jeszcze xxx lat. Ja bardzo chętnie będę tłumaczyć, ale błagam mam dość już tego, że muszę się bronić czy udowadniać, że jestem normalna.

OCZYWIŚCIE UWIELBIAM SWOJĄ NIENORMALNĄ RODZINĘ!

img_1009

13 Responses to ZWIĄZEK Z MARYNARZEM NIE JEST NORMALNY

  1. Małgosia pisze:

    Ludzie uwielbiają liczyć cudze pieniądze, grzebać w cudzym łóżku.. to tylko zazdrość nic innego..Nie słucham takich wstrętnych komentarzy a jeśli ktoś mi naprawdę dokuczy bezczelnie odpowiadam że to moja sprawa.. pozdrawiam wszystkie Marynarki?

  2. Małgorzata pisze:

    Osobiście uważam, że ludzie, którzy oceniają innych, nie wiedząc kompletnie nic w danym temacie, są nieco podobni do ksenofobów. Działa ten sam mechanizm uprzedzenia, braku rzetelnej wiedzy, wyższości tego, co moje, znane… Zatem nie ma co się bronić – jak napisała jedna z osób poniżej, lepiej się uśmiechnąć. Ja – mimo że miewam swoje rodzinne problemy – uważam się za osobę szczęśliwą i nawet nie chce mi się słuchać „farmazonów” plecionych przez zazdrośników czy osób, które nawet nie zadają sobie minimalnego trudu, by wzbogacić swój światopogląd. Nauczyłam się żyć wyłącznie dla siebie samej i swojej rodziny, nie dla uznania innych, toteż ludzie jak wyżej budzą co najwyżej moje delikatne politowanie.

  3. Joanna pisze:

    rodzina marynarska określana jest jako czasowo niepełna-zgadza sie już po latach z tym określeniem.co do wyznaczania norm 😉 w tego typu rozmowach….a mam ich za sobą setki .jest kilka metod w zalezności od nastroju/mojego/ obrócic żart ,kolokwialnie mowiac „zlać” rozmowce i nie podejmowac tematu lub odezwac się asertywnie.możnatez przyszpilić mówić jasnym czystym głosem o deficytach rozmówcy.tak przerobiłam te warianty.
    moje zdanie po latach zycia z marynarzem jednak jest takie: trzymam gardę na zewnątrz – nikomu nic do naszego gniazda.prawda jest jednak taka w naszym przypadku,że ja nie jestem normalna;)
    jestem niezalezna lubię czas spędzać sama albo z dziećmi .odpowiada mi taki tryb zycia.lubię kiedy M znika .lubię ciszę wieczorów samotne wędrówki .nie przeszkadzają mi spotkania towarzyskie bez niego.żaden lądowy facet nie zdzierżyłby baby takiej jak ja.problem bywa z dziećmi niestety….

    • szczęściara pisze:

      Zgadzam się. Kocham męża, tęsknię za nim, zwł,że teraz wypłynął na 7 mies (zostało jeszcze 2,5). Ale generalnie też lubię tę swoją samotność. Lubię wieczorami posłuchać sama muzyki, lubię spędzać czas z dziećmi, spać z nimi w jednym łóżku, spotykać się ze swoimi znajomymi. Zawsze gdy sama coś zdziałam, np. wyremontuję mieszkanie, mam ogromną satysfakcję, że dałam radę. Lubię takie życie. Niestacjonarny związek jest dużo bardziej atrakcyjny

      • D. pisze:

        Cała prawda…czasem lepiej nie tłumaczyć a zbyć milczeniem a „złote rady” od razu wyrzucić za okno 😉 ….mi zostało jeszcze 5 m-cy czekania, ale 3 za Nami 🙂
        Pozdrawiam wszystkie dzielne i wytrwałe Panie 🙂

        • szczęściara pisze:

          No brawo, a już myślałam, że tylko mój mąż pływa na tak długie rejsy. Nam jeszcz zostało ok. 2,5 mies, a za nami już 4,5. Gratuluję ogromnej siły

  4. Marynarzowa pisze:

    …a mnie wcale nie chce się rozmawiać z takimi osobami. Te rozmowy są poprostu nudne. Czas lepiej przeznaczyć na dobrą książkę. Nie należy sie bronić tylko obrócić w śmiech-to wkurza najbardziej 😉 Ja własnie potwierdzam że nie jesteśmy normalni – jako żona marynarza pracuję na kopalni wegla kamiennego 😉 (jesteśmy oryginalni, mieszkamy na śląsku) mamy 3còrki które właściwie wychowywane są jak trojaczki. Za 2 tyg ich komunia i też muszę sama ogarnąć. Nie należy przejmowac się „pierdołami”. Byle do przodu, głowa do góry. Pozdrawiam!!

  5. Mon pisze:

    Mój Ł. dopiero zaczyna swoją przygodę, ale pamiętam jak pierwszy raz popłynął w półroczny rejs. Było mi ciężko, ale starałam sobie dawać z tym radę. Trochę jak dobra mina do złej gry. Stwierdziłam, że nastawienie jest tutaj kluczowe i naprawdę starałam się myśleć pozytywnie. Ale najbardziej irytowały mnie moje koleżanki z roku, które chyba na siłę chciały mnie zdołować: „podziwiam Cię, ja bym nie dała rady, ja swojego to muszę mieć na co dzień”. Ze stwierdzeniem, że taki związek to nie zwiazek, albo że nie wytrzymam tego, albo jeszcze co lepsze, że mój Ł. jak popływa to się zmieni nie do poznania, że nie będzie można z nim żyć, też się spotkałam i zawsze się zastanawiam, co ludzie sobie myślą mówiąc mi to… Czy w ogóle cokolwiek myślą ? 😉

  6. luna1310 pisze:

    Według norm psychologicznych jesteśmy rodzinami dysfunkcyjnymi. Ale czy to zmienia coś w naszych relacjach? Na pewno w jakiś sposób wpływa to na nasze dzieci, ale czy pozytywnie czy negatywnie to już zależy od nas. Ja już przestałam tłumaczyć, sama wiem najlepiej jaka jest moja rodzina.

  7. Bajka pisze:

    No dobra. Nie jestem żoną Marynarza. Temat jest mi bliski,bo choć mieszkam na południu Polski, historia polskiej floty morskiej, to moja pasja. Głownie dlatego, że chodzi o historię pisaną przez Marynarzy, a nie przez historyków. Południe Polski, to też specyficzny region. Słynna ,, bieda galicyjska”. Z tąd jrst nakwięcej emigrantów ,,za chlebem” Marynsrza nie ma parę miesięcy, emigranta , nawer kilkadziesiąt lat. Tak mam w swojej rodzinie. A Rodzina, o dziwo trzyma się razem. . Przez ostatni rok byłam zdumiona, że można aż tak. Oczywiście pomagają nowoczesne środki komunikacji. Niech nikt mi nie mówi, że Rodzina w rozłące jest nienormalna. Przeciwnie. Właśnie Ci Ludzie potrafią najbardziej docenić, to co mają. Wartość Rodziny.

  8. Kasia pisze:

    Smutny, ale bardzo mi bliski tekst. Właśnie sobie uświadomiłam, że w moich rozmowach też często dochodzi do dziwnego tłumaczenia się z mojej nienormalnej rodziny. Czasem chcę się pochwalić, opowiedzieć, a ostatecznie dochodzi do odpychania ataków i przekonywania, że nie mam NIENORMALNĄ rodzinę. Kiedyś nawet usłyszałam, że rodziny marynarzy w socjologicznym pojęciu nie są zaliczane jako jednostka rodzinna!

    • MARTA pisze:

      Ostatnie zdanie – kompletna bzdura, wyssana z palca. Jak zresztą wiele stereotypów na temat rodzin ludzi morza. Tak się składa, że pisałam pracę licencjacką pt. „Życie rodzinne marynarzy” głównie w oparciu o książki nieocenionego profesora Janiszewskiego, twórcy Instytutu Socjologii w Szczecinie i subdyscypliny – socjologii morskiej. Gdyby pojęcie rodziny w odniesieniu do marynarzy nie istniało, zostałabym o tym odpowiednio wcześniej uświadomiona przez mojego promotora. Zamiast tego dostałam piątkę na obronie 😉

  9. Małgorzata pisze:

    Ja zawsze powtarzam. oczywiscie z ironią.źe jestesmy patologiczną rodziną….I jakoś w tej patologii jesteśmy 31 lat i jest SUPER.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *