MENU

4 komentarze Kobieta, Magazyn, Mężczyzna, Na poważnie, Uncategorized

O TYM, JAK SPAKOWAŁAM MARYNARZA I WYSŁAŁAM GO…NIE NA STATEK.

18553656_1356403957769510_963905342_o

Czas. Wśród rodzin, związków marynarskich  jest  to chyba najcenniejsza waluta. Ciągle czekamy aby być razem, aby wrócić do  domu, aby marynarz wrócił. Pragniemy wspólnych chwil, bo doskonale wiemy jak cenne są – chociażby nasze słynne kawy. Z jednej strony można stwierdzić , że ilość chwil nie ma znaczenia, tylko to – jakie tą są chwile,  i jak je przeżywamy. Zawsze twierdzimy, że liczy się jakość , że odległość nie ma znaczenia, bo potem gdy  jesteśmy razem… no właśnie, gdy  jesteśmy razem, trochę jest  tak, że próbujemy ten czas nadrobić. Oczywiście to wszystko jest  jak najbardziej naturalne. Grupa marynarzy i ich rodzin, to chyba jedna z nielicznych, która tak naprawdę wie, że tego czasu  nie da się nadrobić –  i  co do tego nie ma złudzeń. Mamy to szczęście, że życie przypomina nam o tym na co dzień,  może dlatego potem staramy  sie wycisnąć z tych  wspólnych chwil  co  sie da. I  jest to  niewątpliwie jeden z plusów, bo stwierdzenie carpe diem – ma faktycznie zastosowanie w naszym życiu codziennym.

 

 

18516447_1356403417769564_296297663_o18493970_1356403274436245_1223933652_o18493944_1356404241102815_170235610_o

 

 

Marynarz gdy wyjeżdża jest w pracy – nie da się ukryć, a nie na wakacjach, jak czasem twierdzą stacjonarni . Żona, dziewczyna też w tym czasie nie odpoczywa. Pracuje, czy też zajmuje się domem i dziećmi ( a doskonale wiemy, że w pojedynkę jest  to, sytuacja daleka od urlopu nawet  tego macierzyńskiego). To trochę taki inny stan. Bywa, że planujemy wakacje i wyjeżdżamy wspólnie nad jezioro, za granicę itp. Ale to dalej – wspólnie. A gdyby tak,  któreś z nas chciało odpocząć, czy poświęcić swój czas na  pasje,  marzenia? Dzisiaj skupimy się na marynarzach. Czyli,  co gdyby marynarz chciał wyjechać, ale nie na kontrakt, nie do pracy i nie z nami ?

Powiem tak, pytanie:

– Puściłaś go, pozwoliłaś ?

Słyszałam ostatnio kilkanaście razy. I, ani razu  nie zawahałam się z odpowiedzią. Bo, szczerze mówić nie przyszło mi do głowy, żeby móc zabronić czegoś  dorosłemu człowiekowi, który ciężko pracuje. Chciałam, żeby pojechał. Mówimy zawsze happy wife happy life. To może warto czasem, to odwrócić czyli szczęśliwy mąż, to szczęśliwe życie, żona ?

Większość moich rozmówców była zdziwiona. Było też pytanie:

– A nie boisz się ?

Tak, to chyba najśmieszniejsze. Bo ja się boje cały rok, boję się każdego lotu, pracy w niebezpiecznych warunkach,  Afryki, malarii,  piratów… Wiemy, że z czasem ten strach da się kontrolować i nie towarzyszy on  już na co dzień ale zawsze to strach. Otoczenie jakoś nie pyta o to. Jednak gdy mój M pojechał na motor, żeby jeździć po jednej z wysp, to nagle było milion pytań do. Nigdy nie pojechałabym na taką wyprawę – nie jeżdżę motorem. Ale dlaczego on nie może, skoro tak to lubi? No  własnie – może !!! Wydaje mi się, że warto uszczypnąć trochę czasu na swoje marzenia. I on i ja – oczywiście.

To mała moja prywatna dygresja. Bo w tym tekście będziemy zastanawiać się. Czy  my, kobiety jesteśmy w stanie „puścić ” naszego M na wyjazd z kolegami, samotny, na motor, na wspinaczkę i co tam sobie wymyślą ( większość marynarzy jakich znam nie ma w sobie syndromu kanapowca, ciągnie ich  do życia)?

Oczywiście, żeby nie było – to działa w dwie strony ale o naszych wyjazdach bez M następnym razem, bo to zupełnie inny temat( jeszcze lepszy 🙂 ). Ale tak  to działa w dwie strony panowie:-).

 

18516507_1356402951102944_704239189_o 18519169_1356403324436240_1495169437_o 18552839_1356403181102921_41657522_o 18553207_1356403597769546_1123836820_o

 

Wracając do wyjazdów marynarzy. Zdań w tym temacie może być milion.Trzeba jednak pamiętać, że oni pracują poza Polską, a nie wypoczywają.

Trudno jest wypuść go  z domu, ale każdy potrzebuje trochę przestrzeni, wolności czy realizowania swoich marzeń. Gdy  jadą na szkolenia albo na statek – to wiemy, że tak musi być, to jest ich praca. A dla przyjemności? Wiadomo, to jest kontrowersyjne. Bo wizja, że ja zostaję tu z dziećmi czy interesem i problemami codzienności,  z tym całym Sajgonem,  a on tam gdzieś dla rozrywki – jest dość hardcorowa. Jednak w związkach marynarskich jak wiemy nic nie jest  „normalne”, a takie decyzje zależą od naszego nastawienia. Doskonale wiemy, że liczą się chwile, które przeżywamy –  więc dlaczego nie dać sobie tych chwil, właśnie w taki sposób? Oczywiście z rozsądkiem. To muszą być wspólne decyzje. Nikt z nas nie jest niczyją własnością, a ograniczanie siebie wzajemnie może spowodować  frustrację i niechęć do siebie. Dajmy sobie czas, trochę przestrzeń. Ważne jest aby przy takich wyjazdach wszystko inne miedzy partnerami grało. Bo gdy jest to tylko ucieczka przed problemami , to może dać odwrotny skutek – negatywny.  Nie jest to łatwe, bo przede wszystkim  pragniemy  być znowu razem. Ale  kto jak nie my, ma taką moc i siłę zaufania? Carpe Diem Marynarki.


Czy macie podobne, doświadczenia, obawy? Albo może w ogóle nie zgadzacie się z taką teorią ? Piszcie w komentarzach?


 

 

 

Foto z tripu mojego M

 

 

4 Responses to O TYM, JAK SPAKOWAŁAM MARYNARZA I WYSŁAŁAM GO…NIE NA STATEK.

  1. […] nam ze swojej strefy komfortu.  A gdy przyjdzie czas  i Marynarz zapełni swoją przestrzeń  PRZECZYTAJ TUTAJ O JEGO PRZESTRZENI […]

  2. Nela pisze:

    Jeżeli to działa w obie strony, to jest ok. On jedzie z kolegami, ja mam prawo do babskiego wyjazdu. Jeżeli tylko on ma prawo do takich rzeczy, to już nie jest w porządku.

    • Kasia pisze:

      Pewnie. To musi działać w dwie strony.
      Choć wole zasadę nie coś za coś tylko,raczej dla ciebie i już. A efekt powinie być właśnie taki – w dwie strony😀
      Dawać się wykorzystywać tez nie wolno. On wszytsko a ja nic to nie partnerstwo to chamstwo 😀😉😀

  3. Monika pisze:

    Mój El Presidente kocha motory, śni o nich, jeździ na nich, je na nich i coś więcej też pewnie by chciał, ale mnie jeszcze do tego nie przekonał 😉 Za to przekonał mnie do motocykli jako takich, nauczyłam się i dużo jeździmy razem – każde oczywiście na swoim, za bardzo jestem przyzwyczajona do rządzenia, żeby mnie ktoś teraz woził 😛
    Czy puszczam go samego? Oczywiście 🙂 Jeśli to dla niego najlepszy sposób na odreagowanie stresów z pracy, na relaks, na psychiczny powrót do domu? Jasne! Dlaczego nie jadę z nim? Bo musi odpocząć, nie myśleć o nikim innym niż o samym sobie. We dwoje tak się nie da. Wraca do domu, na drugi dzień bierze motor i jedzie w siną dal. Na dwie doby, na trzy. Do domu przyjeżdża zupełnie inny człowiek 🙂 Dłuższych wyjazdów on sam sobie nie życzy, wtedy już razem, z kolegami lub nie. Jest ciężko pracującym człowiekiem, należy mu się odpoczynek. Dla rodziny zaś lepszy będzie zrelaksowany, zadowolony El Presidente, niż zestresowany marynarz, emocjonalnie wciąż przebywający na statku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *